„Nie jesz mięsa? No dobrze, a ryby jesz?” Wielu wegetarian i wegan często spotyka się z podobnym pytaniem. Restauracje, które jako roślinne opcje w menu serwują rybę i owoce morza, mylenie pescetarianizmu z wegetarianizmem – o co w tym właściwie chodzi? Dlaczego sprawa ryb jest tak niejasna?
Postrzegamy ryby jako zwierzęta nieczujące albo nie w pełni świadome. Nawet jeśli przyznamy, że ryby czują, to wciąż myślimy o nich w kategoriach zwierząt mniej inteligentnych i mniej rozwiniętych emocjonalnie. Dlatego też nie troszczymy się o ich dobrostan tak, jak dbamy o psy czy koty. Częściowym wytłumaczeniem takiego postrzegania może być dystans biologiczny. Jesteśmy gatunkami żyjącymi w zupełnie różnych środowiskach. Daje to nam, ludziom, mniejszy wgląd w podwodne życie ryb, przez co trudniej jest nam zrozumieć ich odmienność.
Czynnikiem, który istotnie przyczynił się do tego, jak postrzegamy ryby, jest religia. Tradycja chrześcijańskiego postu, która pozwala na spożywanie w tym czasie ryb, może odpowiadać za to, dlaczego nie zawsze są one traktowane jako mięso tego samego rodzaju co mięso zwierząt lądowych.
Czują i myślą
Prawda jest taka, że ryby są inteligentne i mają zdolność odczuwania emocji zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Karp, któremu haczyk przebija silnie unerwioną skórę wokół jamy ustnej, doznaje silnego wstrząsu bólowego. Co więcej, karp z takimi przeżyciami wypuszczony z powrotem do wody będzie unikał kolejnych haczyków wędkarskich, pamiętając przeżytą traumę nawet do siedmiu miesięcy.
Niektóre gatunki ryb potrafią rozpoznawać inne osobniki oraz ludzkie twarze. Wcześniej przypisywano to jedynie dużym ssakom z rozwiniętymi mózgami, jednak już wiadomo, że ryby mają zdolność realizowania skomplikowanych zadań poznawczych. Na przykład strzelczyk wielki (Toxotes chatareus) potrafi rozpoznawać ludzi, mimo że jego mózg nie posiada kory nowej, która u człowieka odpowiada za tę funkcję.
Wbrew powiedzeniu o „pamięci złotej rybki” wiele ryb ma zdolność wspominania przeszłości. Szczególnie ciekawym przykładem jest łosoś, który z łatwością znajduje drogę do domu za pomocą węchu nawet po kilku latach.
Karpie
W czasie świątecznym zainteresowanie rybami nasila się uwarunkowane właśnie tradycją. Po wpisaniu do wyszukiwarki „karp na święta” wyświetlają się głównie przepisy oraz wskazówki dotyczące najlepszego przygotowania karpia wraz z informacjami o pięknej tradycji wigilijnej i jej genezie. Przeczytany, że karp został wyhodowany w XIX w., jest dość łatwy i tani w hodowli, co uzasadnia jego popularność od czasów po drugiej wojnie światowej i podczas PRL-u. Jest wiele opisów i porad dotyczących zabicia karpia w warunkach domowych. Mówi się, aby był to ubój „humanitarny”, co oznacza ogłuszenie ryby uderzeniem tępym narzędziem (np. młotkiem) w głowę i przecięcie nożem jej kręgosłupa za głową. Można nawet znaleźć filmiki instruktażowe.
Zakup ryb
Żywego karpia w Polsce można kupić bezpośrednio od hodowców, na targowiskach i bazarach, przez ogłoszenia online, a przed świętami również w niektórych marketach spożywczych (duża ich część wycofała sprzedaż żywego karpia, ale niektóre sklepy wciąż ją oferują). Karpie to ryby wymagające w transporcie, dlatego to, że przenoszono je kiedyś w foliach ze specjalnymi żeberkami, prowadziło do duszenia się zwierząt. Wersją „humanitarną” mają być pojemniki z wodą, które często nie zapewniają jednak odpowiedniej ilości płynu. Jeżeli chodzi o sprzedaż, to jest ona praktykowana po uprzednim ogłuszeniu i uboju ryby, chyba że decydujemy się na ubój samodzielny. Karp musi mieć wtedy zapewnioną możliwość przyjęcia naturalnej pozycji w transporcie, który i tak skutkuje u niego ogromnym stresem. Sam proces uśmiercania ma być humanitarny i poprzedzony ogłuszeniem.
Ochrona prawna
Ryby chronione są w Polsce prawami unijnymi i Ustawą o ochronie zwierząt z 1997 roku. Ustawa nakazuje konieczność humanitarnego uśmiercania zwierząt (Rozdz. 10), określa odpowiedzialność karną (Art. 35) za ich niehumanitarne traktowanie i zabrania zabijania zwierząt poza „połowem ryb zgodnie z przepisami o rybołówstwie i rybactwie śródlądowym” (Art. 6, pkt. 2).
Zalecenia Głównego Lekarza Weterynarii (GLW) opowiadają się za sprzedażą ryb wyłącznie po ich uśmierceniu. Najnowsze wytyczne z grudnia 2025 podkreślają humanitarne traktowanie zwierząt i minimalizowanie ich cierpienia. Ryb nie można trzymać w wannie czy transportować w opakowaniach pozbawionych wody (na przykład foliowych), ale sprzedaż żywych karpi wciąż jest praktykowana. Owszem, są pewne zmiany w zakresie większego dobrostanu karpi, ale aktualne przepisy wciąż pozostawiają zbyt wiele niedopowiedzeń. Zalecenia GLW pozostają zaleceniami, ale karpia w Polsce wciąż kupić i zabić w domu może każdy.
Przywrócić głos
Traktowanie ryb jako gorszych zwierząt widać w naszym języku. Gdy ktoś dał się oszukać, stwierdzamy „ryba połknęła haczyk”, gdy znajdujemy się w sytuacji bez wyjścia, mówimy o „miotaniu się jak ryba w sieci”, powtarza się też nie od dziś, że „dzieci i ryby głosu nie mają”. Posługując się takim językiem, trudno postrzegać ryby inaczej niż jako głupie, bezsilne istoty, co jest o tyle niebezpieczne, że często nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Sytuacja ryb się poprawia, ale jest jeszcze dużo do zrobienia, jak choćby wprowadzenie zakazu sprzedaży żywych karpi w Polsce. Długoterminowo chodzi o to, by pogląd, że ryby nie są jedzeniem, rozrywką ani dekoracją nie budził już kontrowersji, ale był ogólnie przyjętym stanem rzeczy. Natomiast jeżeli brakuje komuś smaku ryby, to przepisów na przykład na rybę z selera jest mnóstwo. Algi nori, sos sojowy i przyprawy potrafią nadać warzywom rybny smak. Największą i najważniejszą różnicą jest to, że decydując się na opcję roślinną, karp pozostaje żywy. Dzięki temu nie musimy rezygnować z tradycji, tylko dostosować ją do pobudek ekologicznych i moralnych. Możemy cieszyć się smakiem, a karpia pozostawić w jego naturalnym środowisku wód słodkich.
- tekst: Marcelina Bandasz

