Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 1 złzamawiam

Kiedyś i teraz natura i cywilizacja

lipiec 29 2019

Kiedyś stało tu drzewo, które dawało schronienie i pokarm mojej rodzinie. Stało tu wiele lat – było już stare, kiedy wprowadziliśmy się między jego gałęzie. Było potężne, piękne i silne, nigdy nas nie zawiodło. Teraz jest tutaj betonowy parking.

Kiedyś i dziś czyli przyroda kontra cywilizacja

Kiedyś był tutaj rwący, krystalicznie czysty strumyk. Dzięki niemu nigdy nie głodowałem i nie czułem pragnienia. Letnie upały nie były tak dotkliwe dzięki jego zawsze chłodnej, perlistej wodzie.

Teraz jest tutaj kopalnia.

Kiedyś była tutaj moja przytulna, pełna życia norka, w której wychowywałam potomstwo. Z jej progu moje dzieci obserwowały świat, zanim odważyły się wyjść, aby go zbadać.

Teraz jest tutaj betonowy plac zabaw, zawsze jest pusty.

Kiedyś były tutaj przepiękne łąki, pełne pachnących kwiatów, z których zbierałyśmy nektar. Całymi dniami słychać było szum naszych skrzydełek. Nie zagrażał nam głód, nie musiałyśmy bać się zim.

Teraz jest tutaj rozciągające się po horyzont trujące pole.

Kiedyś był tutaj cichy staw, nasz jedyny dom. W tafli jego wody odbijały się kolejne pokolenia mojej rodziny. Byliśmy tutaj szczęśliwi.

Teraz jest tutaj wysypisko śmieci.

Była tutaj cudowna polana. Latem bawiłem się na niej z dziećmi w chowanego. Przykucałem w wysokiej trawie i obserwowałem, jak mnie szukają. Fikołkom, uściskom i figlom nie było końca.

Teraz jest tutaj galeria handlowa.

Była tutaj moja dziupla. Stary dąb był dobrym gospodarzem. Niestraszne nam były wichury, ulewy czy upały. Przyjaźnie witał nas szelestem liści, kiedy wracaliśmy zmęczeni do domu.

Teraz jest tutaj betonowy most donikąd.

Kiedyś na tym poletku uczyłem moje dzieci polować. Siadałem z boku i patrzyłem, jak sobie radzą. Czasami nieźle się uśmiałem, czasami musiałem interweniować. Byłem z nich dumny.

Teraz jest tutaj betonowe boisko.

Kiedyś płynęła tutaj życiodajna rzeka. Mogliśmy tutaj budować tamy dla naszych rodzin i przyszłość dla następnych pokoleń.

Teraz jest tutaj rzeka wieżowców.

Właśnie w tym miejscu, zapuściłem korzenie. Przez ponad sto lat dawałem cień tej dolinie. W moich gałęziach ptaki uwiły niezliczone gniazda, sarny ocierały się o moją korę, rysie ostrzyły na niej pazury. Niejeden wędrowiec odpoczywał pod moim konarem.

Teraz jest tutaj fabryka.

Była tutaj puszcza, w której zawsze byliśmy bezpieczni. Rządziły w niej prawa natury, których wszyscy przestrzegaliśmy, bo wiedzieliśmy, że ich zaburzenie jest równoznaczne ze śmiercią.

Teraz jest tutaj szara pustynia pokryta kraterami jałowej, pokaleczonej ziemi.

Kiedyś tu był nasz dom.

  • Tekst: Amanda Musch
  • Amanda Musch: weganka, działaczka Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot, miłośniczka dobrej literatury, śpiewu kosów i leśnych spacerów. Początkująca pisarka i poetka, opiekunka Rickiego i Martina, dzięki którym odnalazła siebie
  • Tekst ukazał się w numerze 7-8/2019 magazynu Vege