Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Kocha się nie za coś, tylko mimo wszystko

marzec 28 2022

Rozmowa z Magdą Nowaczyk: inspektor ds. ochrony zwierząt w Ogólnopolskim Towarzystwie Ochrony Zwierząt OTOZ Animals, która prowadzi Okienko życia dla królików i gryzoni.

Jak powstało Okienko życia dla królików i gryzoni?

W 2010 roku otworzyłam wtedy własny sklep zoologiczny. Nie sprzedaję w nim żadnych zwierząt, ale ludzie często przychodzą do mnie po porady. Zwierzają się z problemów i wspólnie szukamy rozwiązania. To właśnie tam w roku 2014 zaczęło działać „Okienko życia” i trafiły do mnie pierwsze niechciane króliki i świnki morskie. Część maluchów była chora, więc zanim znalazłam im nowy dom, leczyłam je i kastrowałam na własny koszt. Zadbałam o nie, a potem skupiłam się na szukaniu im nowych domów.

Mniej więcej w tym samym czasie adoptowałam swojego pierwszego królika. Był z głośnej interwencji, w której odebrano sporo uszaków z okropnych warunków. Śledziłam ich losy i postanowiłam na początek dać jednemu z nich dom tymczasowy. Odkąd Tusia przekroczyła próg domu, już wiedziałam, że nigdzie jej nie oddam. Przepadłam w jej spojrzeniu od razu.

Ludzie chętnie korzystali z Twojej pomocy?

Wieści o tym, że w moim sklepie można oddać niechciane zwierzę, szybko rozeszły się po mieście. Pojawiało się ich coraz podopiecznych i powiem szczerze – przestałam się wyrabiać z przyjmowaniem nowych uszaków. Działałam wtedy sama, potem zaczęły pojawiać się głosy, które namawiały mnie do stworzenia konta Facebooku. Nigdy nie planowałam, że moje „Okienko życia” rozrośnie się na taką skalę. Gdy pod moją opiekę trafił Pietruszek, czyli pierwszy niepełnosprawny królik, zasięg strony bardzo się zwiększył. Ludzie pokochali Pietruszka równie mocno jak ja. Do okienka zaczęli dołączać kolejni wolontariusze. Było coraz więcej rąk do pracy. Wreszcie Aga i Michał dołączyli jako domy tymczasowe i zaczęliśmy działać na naprawdę sporą skalę. Potem wynajęliśmy osobny lokal. Jesteśmy po przeprowadzce w nowe miejsce i w sumie nie schodzimy już poniżej stu podopiecznych. Jak tylko któryś z nich znajdzie nowy dom, na jego miejsce pojawiają się dwie następne biedy do uratowania.

Dlaczego akurat króliki?

Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Króliki są prawdziwymi rozrabiakami. Nikogo nie słuchają, robią co chcą. Ich sierść jest w kawie, na ubraniach, na łóżku, w oczach, a siano znajduję nawet w torebce. Te zwierzęta pozwoliły mi zrozumieć, że kocha się nie za coś, tylko mimo wszystko. W Polsce mamy kilka fundacji, które myślą podobnie. One też zajmują się ratowaniem królików. Czasami współpracujemy ze sobą dla dobra maluchów, a potem razem szukamy im nowych, odpowiedzialnych domów.

Z czym musicie się mierzyć na co dzień?

Najczęściej chyba po prostu z wymówkami. Alergia, wyjazd, a przede wszystkim wakacje. To właśnie wtedy zalewa nas fala najróżniejszych powodów, które znamy już na pamięć. Ludzie chcą pozbyć się „problemu” i móc spokojnie wyjechać na urlop.

Często przyjmujemy też zwierzaki odebrane interwencyjnie. Człowiek potrafi być bezlitosny, zostawić zwierzę w lecznicy, a nawet porzucić na ulicy. Mamy też część niepełnosprawnych podopiecznych, którzy wymagają intensywnej opieki i doświadczenia. Dodatkowo ich utrzymanie sporo kosztuje. Trzeba mieć dostęp do fizjoterapeuty, który podejmie się pracy z takimi królikami, a to często przerasta możliwości opiekuna. Sama mam słabość do takich maluchów, więc nigdy nie odmawiam im pomocy.

Z jakimi zaniedbaniami zazwyczaj się spotykacie?

Przede wszystkim z brakiem opieki weterynaryjnej i nieodpowiednią dietą. Z niewiedzą na temat wymagań gatunku. Zaniedbania prowadzą do wielu chorób, które wcale nie musiałyby się pojawić. Gdyby tylko ktoś odrobinę się wysilił, aby znaleźć odpowiednie źródła informacji i zapewnić dobre warunki swojemu zwierzakowi…

Czyli nie wiemy za dużo o królikach?

Wiedza jest coraz większa, ale nadal sporo zwierząt żyje w koszmarnych warunkach. Bardzo zależy nam na tym, by propagować informacje o odpowiednich warunkach, potrzebach specjalistycznej opieki weterynaryjnej, zdrowym żywieniu i stadności królików. Na naszej stronie stworzyliśmy zakładkę Opieka, w której pojawiają się artykuły związane z tą tematyką. Prowadzimy też prelekcje, a od niedawana edukacyjną grupę na Facebooku, gdzie opiekunowie mogą znaleźć przydatne informacje i zadawać nam pytania.

Jakie mity najczęściej się powtarzają?

Standardowo żywienie. Królik to nie marchewka, kapusta i sałata w misce. Jego dieta powinna opierać się głównie na sianie, a jako uzupełnienie: zioła, rośliny polne, zielenina i warzywa w odpowiedniej ilości.

Kolejnym, chyba najpowszechniejszym mitem jest to, że królik jest mało wymagający. Nie potrzebuje opieki weterynaryjnej, jeśli nie choruje. I że jest idealnym towarzyszem dla dzieci. Nic z tych rzeczy! To wrażliwe, chorowite, wymagające regularnych wizyt kontrolnych zwierzaki, które trzeba szczepić, odrobaczać i kontrolować zęby. Chorują bardzo często, a ich leczenie naprawdę sporo kosztuje – często to koszty kilkuset złotych za leczenie, a nawet powyżej tysiąca, jeśli pojawi się choroba stomatologiczna czy nagłe wypadki typu skręt płata wątroby.

Trzeba mieć naprawdę sporo oszczędności, żeby świadomie zdecydować się na to zwierzę.

Nie są to też puchate maskotki, które będą idealnymi towarzyszami dla małych dzieci. Większość nie lubi kontaktu z człowiekiem, za to bardzo potrzebuje towarzystwa innego królika. Hałasują w nocy, obgryzają meble, ściany, roznoszą siano, sierść i bobki. Więc jeśli ktoś jest pedantem, niech lepiej dobrze się zastanowi – króliki wymagają długich wybiegów i nie mogą żyć ciągle zamknięte w klatce.

Czy wszystkie króliki udaje się uratować?

Niestety nie. Mieliśmy już ponad tysiąc podopiecznych. Duża część z nich znalazła domy, ale niektóre odeszły. Dla nich było już za późno, choroba postępowała albo niszczyła kolejne narządy. W takich przypadkach pozostaje tylko nadzieja, że daliśmy tym królikom choć parę dni czy tygodni życia, w których były dla kogoś ważne, ktoś o nie walczył.

Jakie są główne problemy ze zdrowiem?

Najczęściej nieodpowiednia dieta powoduje problemy z układem pokarmowym. Częste są też problemy stomatologiczne, wtedy króliki nie są w stanie zjadać siana, mają biegunkę, tzw. zatkania czy problemy z perystaltyką jelit. Często chorują też na encefalitozoonozę, która może atakować układ neurologiczny, moczowy, oddechowy i powodować wiele problemów.

Najważniejsze jest to, by wybrać specjalistę, który zna się na leczeniu królików i ma w tym duże doświadczenie. Mówi się, że trzeba szukać lekarzy od zwierząt egzotycznych, ale prawda jest taka, że jeśli ktoś nie leczy na co dzień królików, to trudno będzie mu rozpoznać specyficzne dla nich choroby i dobrać odpowiednie leczenie. Mieliśmy już zwierzaki ze zdiagnozowanym nowotworem i wskazaniem do eutanazji, a gdy ludzie szukali pomocy gdzie indziej, okazywało się, że to tylko ropień i po chirurgicznym usunięciu go przez specjalistę uszak żył jeszcze wiele lat.

Jakie symptomy powinny nas zaniepokoić?

Brak apetytu, osowiałość, przyspieszony oddech, zachwiania równowagi, biegunka, krwawienie, brak bobków, napinanie się czy prężenie przy oddawaniu moczu. Widoczne deformacje, guzy, wypływ z oczu, nosa, strupki, ranki, łupież, wytrzeszcz oczu, trzepanie uszami – czyli w zasadzie wszystko, co odbiega od normy, powinno nas zaniepokoić i powinniśmy natychmiast skonsultować się z weterynarzem, a nie szukać porad na grupach na Facebooku lub u „doktora Google’a”.

Znasz dalsze losy Twoich podopiecznych?

Po wyleczeniu, odrobaczeniu, zaszczepieniu i kastracji uszaki szukają nowych domów. Wymagamy dochowania pełnej procedury, czyli wypełnienia ankiety, rozmowy telefonicznej, wizyty przedadopcyjnej, a potem utrzymywania kontaktu i potwierdzania regularnych wizyt kontrolnych i szczepień. Zależy nam na tym, by nasi podopieczni trafiali do odpowiedzialnych domów.

Dlaczego nie warto kupować królików?

Nie wolno nam płacić za czyjeś cierpienie, a rozmnażanie zwierząt na giełdy zoologiczne, z których trafiają do sklepów, to męczarnia dla samic, które służą za maszynki produkujące puchaty „towar”. Oprócz aspektów moralnych, króliki z takich miejsc są zwykle chore, zbyt szybko odebrane od matki, mają obniżoną odporność. Bywałam na giełdach zoologicznych z racji swojego zawodu. Na wejściu hangaru wisiała kartka: „Martwe zwierzęta prosimy zabierać ze sobą”. Czy na pewno warto wspierać takie miejsca? Szczerze wątpię.

Mnóstwo porzuconych maluchów w fundacjach czeka na dom. Każdy z nich zasługuje na to, by mieszkać w odpowiednich warunkach. Bardzo bym chciała, żebyśmy kiedyś nie mieli kogo przyjmować do naszej fundacji. Rzeczywistość wygląda tak, że niezależnie od tego, ile mamy klatek, zawsze jest ich za mało. Mamy kolejkę oczekujących na jedno miejsce. Adoptując królika z Okienka, masz pewność co do stanu zdrowia. Uszak jest przebadany, wykastrowany, odrobaczony i zaszczepiony. Bardzo nam zależy na tym, by każdy z nich trafił do odpowiedzialnego domu. Niestety ludzie nauczyli nas, że nie możemy nikomu ufać na słowo, więc wprowadziliśmy zapis w umowie o potwierdzaniu nam wizyt kontrolnych i szczepień. Mamy dość wysokie wymagania wobec adoptujących, ale sporo dajemy też w zamian. Nie zostawiamy nikogo bez pomocy. Pomagamy w zaprzyjaźnianiu, żywieniu, a nawet w dostaniu się do specjalisty, gdy zajdzie taka potrzeba. Zapewniamy wsparcie i porady na temat warunków, żywienia i prawidłowej opieki.

Spotkaliście się z królikami, na których testowano kosmetyki?

Mieliśmy pod opieką królika z laboratorium po testach skórnych. To jedne z mniej inwazyjnych testów, ale Nomi i tak przyjechała do nas przerażona. Siedziała wbita w kąt klatki, a gdy podchodziłam, krzyczała ze strachu. To naprawdę przeraźliwy dźwięk. Nikomu z Was nie życzę, aby usłyszał go na własne uszy. Serce pęka. Nie było szans, by spokojnie podać jej zastrzyk. Wpadała w panikę nawet na widok zbliżającej się do niej ręki. Sporo czasu zajęło, zanim mi zaufała.

A jak jest w Polsce z zabijaniem królików dla mięsa i skór?

Niektóre źródła podają, że mięso i skóry to odpady króliczego futra, które wykorzystuje się w przemyśle futrzarskim. Popularne są też karmy dla psów czy kotów z mięsem królika. Oczywiście sama nie kupuję nic z naturalnej skóry ani z angory. Moja Tusia jest właśnie angorą, a ja doskonale wiem, jak wygląda pozyskiwanie wełny. To przerażający proceder. Nie kupuję też żadnych breloczków ani maskotek, które mogą pochodzić z naturalnego futra. Nie umiałabym spojrzeć na któregoś z naszych podopiecznych i powiedzieć mu: zobacz, to kawałek Twojego kuzyna.

Na wsiach nadal praktykuje się zabijanie królików dla mięsa. Ofiarami padają głównie króliki hodowane specjalnie w tym celu. Szkoda, że tacy ludzie nie doceniają tych zwierząt i widzą w nich tylko wypełnienie swojego talerza.

Jak myślisz, gdyby potrafiły mówić, co miałyby nam do powiedzenia?

Myślę, że gdyby mogły, wykrzyczałyby światu, że nie są puchatą zabawką i żeby w końcu ludzie brali pod uwagę ich potrzeby.

Jak można Was wesprzeć?

Na pewno przyda się fizyczna pomoc, choć udostępnianie postów z naszej strony jest dla nas równie ważne. Pracy jest naprawdę mnóstwo, a nas zawsze za mało. Każdy wolontariusz jest na wagę złota. Dlatego zachęcamy do wstąpienia w nasze szeregi. Zapewniamy szkolenie i całe zaplecze sanitarne. Mamy też na naszej stronie link do tabeli z aktualnie potrzebnymi rzeczami – często są to środki czystości, suplementy, sianko, zioła czy wyposażenie klatek, które się zużywa. Zaznaczamy, co jest dla nas najpilniejsze. Każdy, kto chciałby nas wspomóc może kupić takie rzeczy i nam przekazać.

Można też dołączyć do naszych grup bazarkowych i kupować fanty. Takie zakupy wspierają naszą fundację finansowo. Często robimy też kiermasze rękodzieła, więc jeśli ktoś tworzy coś ładnego, może przekazać na nasze licytacje swoje wyroby.

  • Rozmawiała: Aleksandra Linek
  • Zdjęcia: OTOZ Animals
  • Tekst ukazał się w numerze 4/2022 Magazynu VEGE