Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Droga córko. List do nienarodzonego dziecka

lipiec 29 2019

Droga nienarodzona córko, kochana Zuzanno, Łucjo, Lauro, Mario, kochany Józefie, Albercie… Droga nienarodzona, kocham Cię właśnie dlatego, że się nie urodziłaś.

Wędrujesz nieświadoma w moich mało znaczących wyobrażeniach, nie znajdujesz się w żadnej uniwersalnej pamięci, bo przecież nienarodzone dzieci prawie nigdy nie dochodzą do poezji. Chcę wyjaśnić Ci racje i emocje, z powodu których nie ma Ciebie i nie ma nas, droga córko. Nie czuję winy ani pragnienia, żalu ani ciekawości, ale byłaś kiedyś możliwością, która zagnieździła się w miliardach ludzkich umysłów i w ich imieniu, a także moim, warto poświęcić Ci uwagę.

Kochana Łucjo, zdecydowałem, że nie będę Cię miał z braku powołania. Jednym z problemów dzieci świata jest to, że rodzą się z obowiązku, są owocem gwałtu, presji społecznej, szantażu, braku miłości, nudy, paniki wywołanej przez zegar biologiczny oraz innych przyczyn niezależnych od miłości, która jest jedyną siłą napędową w tych sprawach.

Posiadanie dzieci to odpowiedzialność, która obarcza wszelkimi możliwymi obowiązkami i nie przyznaje żadnych praw, bo życie dzieci należy do nich samych i należy to zrozumieć. Tak jak adopcja bezbronnych lub niepełnosprawnych zwierząt, która jest misją, a nie przywilejem. Dlatego nie przyszłaś na świat, bo nie wyobrażałem sobie nosić Cię w ramionach, poświęcić dla Ciebie życie, potem poznałem inne przyczyny i emocje, dla których tę decyzję podjąłem. Żeby nie pozostawić Ci w spadku naszej znajomości, traumatycznego spotkania z naszym gatunkiem i ciężaru zamieszkania w nim. Bo pragnę lepszego świata i nie mam gwarancji, że Ty go będziesz mogła budować.

Być może danie Ci życia, przytulanie i głaskanie byłoby gestem szlachetnym, jednak list ten wciąż istniałby dla wszystkich innych potencjalnych dzieci, których nigdy nie będę miał i do których piszę.
Mówią nam, że brak potomstwa to egoizm, ale w takim razie dlaczego pary mają jedno lub dwójkę dzieci? Nieegoistyczna jest prokreacja intensywna, bezustanna produkcja olbrzymiej ilości istnień aż do wycieńczenia i śmierci ciała. Dlaczego tylko jedno dziecko lub trójka? A dlaczego nie trzydziestka? Dlaczego trzeba się ograniczać?

Kochana Laio, kiedy byłabyś zaledwie niemowlęciem, społeczeństwo wytknęłoby Cię palcem, przypisałoby konkretną płeć biologiczną i odpowiedni konstrukt, nie wsłuchując się w Twoje pragnienia. Zakułoby Cię w łańcuch norm zachowania, kusiło zdegenerowanymi nawykami żywieniowymi, które zabijają naturę, niszczą gatunki i kradną przestrzeń innym istnieniom posiadającym takie samo prawo do życia. Poznałabyś seksizm kształtowany w Tobie przez dorosłych określonym ubiorem i zachowaniem, balast patriarchatu, wychowanie kastrujące i szkodliwe, zaprogramowanie, codzienną pracę, stopniowe łamanie kośćca woli i matrycę Twojego nędznego losu. Nawet gdybym użył całej swojej mocy i wykonał wiele wysiłków, nie byłbym w stanie oddzielić Cię od smrodu merkantylizacji życia.

Droga Lauro, problem posiadania dzieci nie tkwi jedynie w osobistej decyzji. To, co osobiste, jest polityczne. Kiedy na świat przychodzi dziecko, należy pomyśleć, że rodzice mogą umrzeć po porodzie i że dziecko będą musieli wychować inni, a tym samym obowiązek ów zostanie narzucony bez pytania. Bo przecież nikt nie otrzymuje gwarancji na życie tylko dlatego, że ma opiekować się małą istotą, a wiele dzieci rodzi się z obowiązku, by następnie włóczyły się po ulicach w biedzie i nędzy. Miliony dzieci na świecie urodziły się i skończyły w rękach mafii, jako żebracy, ofiary nadużyć, niewolnicy pracodawców, na rynku narkotyków lub sprzedając swoje ciała. Na tym tle akt naturalnego egoizmu przeistacza się w zbiorowy akt troski, który nie został wcześniej uzgodniony. Społeczeństwo powinno wziąć odpowiedzialność za każde dziecko, a przecież tego nie robi. Powinno traktować je nie jako ciężar, lecz jako część siebie.

Jednak, słodki Albercie, społeczeństwo nie jest niczyją mamą, lecz siecią utkaną z poszczególnych aktów woli. Nie istnieją oddzielone matki i opiekunki, ponieważ to ma miejsce jedynie w wolnej naturze. Bo ludzkie społeczeństwo to zbiór relacji, gdzie indywidualne czyny mają wpływ na grupę, natomiast dzieci oddawane są życiu, a nie na własność tym, którzy je stworzyli.

Droga Mario, do debaty o nadpopulacji najbardziej szkodliwego z gatunków należy dodać niezgodę na redukcję środków, która sprawia, że owo życie nie będzie jak egzystencja całej reszty ludzi – jeszcze jednym wirusem, konsumentem skradzionych bogactw, wulgarnym i toksycznym neokolonizatorem, gwałtem na cudzym życiu, jednostką uprzywilejowaną, która promuje mord innych, następnym pasożytem na planecie antropomorficznych krwiopijców. Decyzja sprawienia dodatkowego cierpienia planecie to poważny dylemat sam w sobie, ale stanowi ona problem również dla społeczeństwa.

I nigdy nie może być traktowana jako decyzja osobista. Posiadanie dzieci w Europie to nadużycie, przede wszystkim dlatego, że wychowane będą w kulturze rozrzutności, zużywać będą setki razy więcej bogactw niż te, które potrzebne są do wychowania dziecka w regionach na szczęście mniej rozwiniętych przemysłowo, gdzie kultywowane są w większym stopniu takie wartości jak współpraca i wzajemność.

Nie chodzi o powrót do jaskiń, lecz o przyznanie się do tego, że przyjęty model rozwoju przyniesie nam klęskę i że niszczymy naturalne warunki potrzebne dla naszej egzystencji i dla życia innych.

Globalne ocieplenie, tysiące zanieczyszczonych rzek, wyspy z plastiku, gęste i toksyczne dymy, plaże zalane ropą, chore i wycinane lasy, turystyka, asfalt położony na wielkich terytoriach, konsumpcja produktów przywożonych z daleka, polityka coraz agresywniejsza wobec natury (do której należymy, a nie na odwrót)… są to symptomy owrzodzenia świata, milionów nowotworów. Diagnoza jest niepomyślna, wyzdrowienie planety zależeć może od naszego wyginięcia.

Drogi Józiu, postawa proekologiczna i płodzenie dzieci to antyteza i oksymoron, bo w miarę niszczenia planety wyrzuca się na świat istoty ludzkie skazane na niepewną przyszłość. Kochasz swoje dzieci, więc dbaj o planetę. Taki powinien być postulat, a niestety nie jest. Zamiast tego wychowuje się dzieci w karnizmie, którego skutki dla ekosystemu i globalnego ocieplenia są fatalne. Zachodni styl życia, oparty na absurdalnych podróżach, absurdalnych myślach i absurdalnych kodach wartości, podwyższa dług ekologiczny i zaraża sobą inne państwa będące najbardziej zaludnionymi częściami świata.

Problem dzietności nie tkwi w tym, że rodzina z angolskiej wioski ma 15 dzieci (jeśli pominiemy czynnik ewidentnie patriarchalny motywujący takie zachowanie), gdyż energia i materiały niezbędne do ich utrzymania porównywalne są do kosztu wychowania jedynaczki w europejskim mieście. Problem dzietności polega na tym, że coraz więcej ludzi ma dostęp do kapitalistycznej rozrzutności i taki rytm w utrzymaniu nowych pokoleń jest samobójstwem dla naszego gatunku oraz poważnym zagrożeniem dla planety i dobrostanu miliardów osób.

Zaczynając od pieluch jednorazowego użytku, a kończąc na całej gamie niepotrzebnych dodatków, które system uznał za niezbędne dla wychowania dzieci w oszalałej dynamice bogatych państw. Jeśli my, którzy nie mamy dzieci, stosujemy dietę wegańską, uciekamy od wszelkiej rozrzutności i płytkiej konsumpcji, staramy się prowadzić ekologiczny tryb życia oparty na recyklingu, powtórnym użytkowaniu i surowości na rzecz poprawy czarnej teraźniejszości, a tym bardziej czarnej przyszłości pozostawionej dzieciom, których miał nie będę, ludzie żyjący w sposób skazujący na nędzne życie swoje własne dzieci, karmiący je produktami odzwierzęcymi, uczącymi ich przyjemności podróżowania i kodyfikujący jako normę ślad ekologiczny – skutek ich mocy nabywczej, a nie zasad etycznych – ci ludzie nie mają prawa do dawania lekcji o moralności i kulturze życia.

Kultura życia polega na trosce o to życie, nie na dawaniu go bez refleksji. Domy dziecka przepełnione niechcianym potomstwem potwierdzają smutną rzeczywistość. Przestańmy odwracać wzrok.
Kochana Zuzanno, przykro mi, że nie dałem Ci życia… Jesteś tak cudna w regule nicości… Czas jednak wziąć odpowiedzialność za to, co indywidualne i grupowe. Dzielimy tę piękną planetę z 30 mld gatunków zwierzęcych i każdy ma prawo do życia, wolności i godności. Wyzwólmy je od naszego ciężaru, zredukujmy ślad ekologiczny będący skutkiem naszego codziennego życia, ucieknijmy od hańby nazywania się istotami ludzkimi.

Moja droga, nie narodzisz się nigdy, ale kocham Cię w tym prawdopodobieństwie, również jako gest miłości dla naszej pięknej kuli wypełnionej wodą i wulkanami. Otoczę troską wszystkie dzieci, których rodzicem nie jestem, ale które istnieją i chcą żyć, których nikt nie chce, bo muczą, gdakają, warczą, miauczą albo beczą. Przecież obrona niewinności to wielki triumf naszej egzystencji i jest najszlachetniejszym osiągnięciem humanizmu i altruizmu.

  • Tekst: Xavier Bayle
  • Tłumaczenie: Agnieszka Władzińska
  • Tekst ukazał się w numerze 7-8/2019 magazynu Vege