Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Stanąć za sobą murem

sierpień 25 2025

Wbrew powszechnej opinii asertywność nie sprowadza się to tylko do umiejętności mówienia „nie”. Co się zatem na nią składa?

Tworzenie satysfakcjonujących relacji i budowanie więzi jest jednym z fundamentów satysfakcji z życia. Funkcjonujemy w wielu grupach społecznych, które nierzadko wymuszają na nas dostosowywanie się do różnych okoliczności, dlatego warto jest rozwijać w sobie elastyczność i inne umiejętności adaptacyjne. Nie zawsze obywa się jednak bez kosztów. Dużo zależy od indywidualnych postaw i wartości, zgodnie z którymi chcielibyśmy żyć. W większości lubimy iść z tłumem i za tłumem. Nie wychylać się, nie zabierać głosu, dostosowywać, bo inność budzi w nas dyskomfort i poczucie niższości. Dzieje się tak po pierwsze dlatego, że nie znamy samych siebie, co uniemożliwia nam bycie autentycznym. Po drugie życie według zasad większości ludzi jest w pewnym sensie bezpieczne, bo nie naraża nas na ewentualny społeczny ostracyzm. Nie każdy jednak chce za tym tłumem podążać. Coraz więcej ludzi wybiera życie, w którym ważną rolę odgrywa asertywność. W praktyce oznacza to uznanie samych siebie za priorytet, świadomość własnej odrębności oraz postępowanie w zgodzie ze zbudowaną i określoną tożsamością.

Podstawy

Na asertywność można spojrzeć jak na jeden ze stylów komunikacji. To umiejętność wyrażania swoich potrzeb, myśli i uczuć w sposób otwarty, szczery i bezpośredni – z zachowaniem szacunku do innych osób, tak samo jak do siebie samego. Człowiek, który się nią posługuje, wykazuje się postawą zakładającą obronę własnych interesów i potrzeb. W przeciwieństwie do agresji, która w wyraźny sposób narusza osobistą przestrzeń i przekracza granice innych, asertywność pozwala na tworzenie zdrowych relacji interpersonalnych oraz swobodną, a przede wszystkim skuteczną komunikację. Ponadto podążanie za swoim wewnętrznym głosem wzmacnia samoocenę, bo daje poczucie kontroli, sprawczości i samostanowienia. Równie ważne są przy tym umiejętność zadbania o własne dobro i posiadanie zdrowo ustanowionych granic oraz szacunek dla granic innych ludzi. Odmawianie innym, gdy jest to konieczne dla ochrony własnego dobrostanu, to fundament asertywności.

Bez pomyłek

Szczególnie istotne w zrozumieniu asertywności i kierowaniu się taką postawą w życiu jest rozpoznanie, czym ona… nie jest. To bowiem coś więcej niż odmawianie. To wolność w dokonywaniu wyborów, brak zgody na zachowania innych przekraczające osobiste granice i swoboda w mówieniu „tak” lub „nie” wtedy, gdy uznamy to za słuszne. Kolejnym błędem jest przekonanie o tym, że nie istnieje żaden stan pomiędzy – albo jesteśmy asertywni, albo nie. Tymczasem każdy z nas ma ten zasób, tyle że zarządza nim w sposób mniej bądź bardziej umiejętny.

Dość często stawiamy znak równości między asertywnością a egoizmem. Podobnie jak w myśleniu o asertywności jako zasobie, kluczowe jest znalezienie i zachowanie równowagi, co umożliwi nam poszerzenie perspektywy oraz spojrzenie z dystansu do własnych spraw. Z pewnością większość z nas słyszała o takim pojęciu jak zdrowy (pozytywny) egoizm. To postawa zakładająca dbanie o własne potrzeby i cele, co w konsekwencji wzmacnia dobrostan i wpływa na ogólne zadowolenie z życia. Nie ma tu miejsca na uległość czy rezygnowanie ze swoich planów pod wpływem presji otoczenia. Pozytywny egoizm to założenie, że nie poświęcamy się dla kogoś kosztem siebie i niepotrzebnego przeciążenia.

„Wystarczy, że przejdę kurs asertywności i już będę asertywny” – kolejny mit. Kursy i szkolenia to z całą pewnością bardzo przydatne narzędzia, ale są one jedynie pomocnicze. Tym, co realnie może rozwinąć ten styl komunikacji, jest systematyczne wdrażanie asertywnych postaw i konsekwentne wcielanie ich w życie. Ten proces, jak każdy inny, wymaga czasu i regularnych treningów.

Jeszcze innym błędem w postrzeganiu asertywności jest przekonanie, że dzięki niej możemy zdobyć wszystko, czego chcemy (o mitach związanych z rozwojem osobistym pisaliśmy w poprzednim numerze „Vege”). Nie chodzi jednak o górowanie nad „słabszymi”, bo skoro my oczekujemy traktowania z szacunkiem, jesteśmy tak samo zobowiązani podchodzić do drugiej strony. Komunikacja nie powinna być jednostronna, tylko raczej opierać się na responsywności i symetrii. Musimy pamiętać, że inni ludzie mają prawo nam odmówić, nie zgadzać się z nami i podejmować decyzje w oparciu o własne preferencje.

Wysiłek

Codziennie dokonujemy wielu wyborów. Od tych prostych (np. jakiej kawy się dzisiaj napiję) do trudniejszych i bardziej przemyślanych (np. czy zgodzić się pójść z nowo poznanym mężczyzną na randkę). Niezależnie od wagi podjętej decyzji, każda z nich niesie ze sobą konsekwencje. W przypadku postawy asertywnej są nimi koszty funkcjonowania w zgodzie z własnymi preferencjami i zasadami. To cecha, która wymaga odwagi, ponieważ nieodłącznie wiąże się ze stratą.

Dopasowywanie się do ludzi i sytuacji oraz uleganie im nierzadko sprawia, że emocjonalnie oddalamy się od samych siebie. Jak to może wyglądać w praktyce? Wyobraźmy sobie sytuację, gdy koleżanka zaprasza nas na kinder party. Impreza ma odbyć się w dużym ogrodzie, a na liście gości jest około stu osób, my zaś mamy introwertyczną naturę, brakuje nam cierpliwości do małych dzieci, a w dodatku właśnie się odchudzamy. Stajemy przed dylematem: iść czy nie iść? Zadowolić koleżankę kosztem siebie czy narazić się na jej złość oraz odrzucenie kosztem naszego spokoju i poczucia dobrze podjętej decyzji w zgodzie z potrzebami? Inny przykład: rodzina, w której się wychowaliśmy, ma długą tradycję wykształcenia medycznego. Dla rodziców to oczywiste, że będziemy ją kontynuować i podtrzymywać. My natomiast od najmłodszych lat marzymy o tym, aby zostać zawodową tancerką i założyć własną szkołę tańca. To moment, w którym musimy zadecydować, czy podążymy za wizją rodziny i zostaniemy kolejnym lekarzem w pokoleniu, czy jednak postawimy na swoim i wybierzemy taniec. To wybór między zadowoleniem bliskich kosztem rezygnacji ze swoich marzeń, między rozczarowaniem najbliższych (co może nawet grozić wykluczeniem) a pragnieniem samorealizacji. To duży dylemat, który nie ogranicza się już tylko do myślenia o sobie jako o asertywnych, ale implikuje poważne konsekwencje.

Ryzyko

Dużą rolę w zachowaniu autonomii odgrywa przewijający się temat granic. Stawianie ich i dalsza praca nad nimi to kolejne potencjalne koszty bycia dla siebie na pierwszym miejscu. Nie znam krótszego i bardziej dosadnego komunikatu niż „nie”. Niby niepozorne, a jednak w relacjach często sprawia dużo problemów, bo pociąga za sobą ryzyko odrzucenia, odseparowania od innych, niechęci. Przez naszą silnie uwarunkowaną potrzebę budowania więzi społecznych odmowa często wiąże się z subiektywnym poczuciem zagrożenia. Dlatego osoby bardzo wrażliwe i uległe mogą ją traktować jak próbę wykluczenia z grupy. Mając to wszystko na uwadze i pamiętając, że stawianie granic obliguje nas także do poszanowania granic drugiej strony, powinniśmy używać komunikatu „nie” dość ostrożnie. Pozwoli to na złagodzenie odbioru odmowy w konwersacji przy zachowaniu asertywności i utrzymaniu własnych granic. Jeśli zaś nie chcemy tłumaczyć się z podjętej decyzji, to nie musimy tego robić. „Nie” jest pełną odpowiedzią, która nie wymaga uzasadnienia.

Decydując się na życie w zgodzie z własnymi potrzebami, celami i wartościami, ryzykujemy utratę części dotychczasowych relacji. Są osoby, które chętnie korzystają z tego, że nie stawiamy granic lub są one nieszczelne. W takim przypadku zerwanie więzi staje się procesem zupełnie naturalnym i dzieje się automatycznie. Osoby, które nie szanują naszego „nie”, nie szanują też nas i nie będą potrafiły zaakceptować naszej odrębności. Kiedy realizujemy nasze potrzeby i cele, nie oglądając się przy tym na innych, musimy liczyć się z tym, że ludzie mogą stawiać emocjonalne bariery przed nami, bo według nich nie wpisujemy się w ich ogólne standardy. „Inność” budzi w nich dyskomfort, nierzadko też poczucie niższości, bo chcieliby postępować tak jak my. Można potraktować to jak egzamin, który wymaga od nas umiejętności znoszenia dyskomfortu innych osób. Pamiętajmy, że nie naszą rolą jest branie odpowiedzialności za reakcje drugiej strony.

Trening

Czy pomimo wielu emocjonalnych kosztów warto wybrać życie po swojemu? To sprawa do indywidualnego rozpatrzenia i podjęcia samodzielnej decyzji. Każdy wybór pociąga za sobą zyski i straty. Nie da się zaprzeczyć, że bycie asertywnym daje poczucie sprawczości i wewnątrzsterowności, co może przyczynić się do podniesienia samooceny. Dużo łatwiej przychodzi nam wtedy funkcjonowanie według naszych przekonań, a także reagowanie, gdy ktoś przekracza nasze granice.

Nikt nie rodzi się z gruntu asertywny. To umiejętność nabyta, którą możemy rozwijać. Jak wspomniałam wcześniej, istnieje bardzo dużo kursów, na których możliwe jest rozwijanie tej kompetencji i nauki niezależnej postawy na co dzień. Pomocne mogą okazać się też książki lub sprawdzone i rzetelne informacje w internecie. Najlepiej jednak ćwiczyć się w zwykłych, codziennych sytuacjach, aby oswoić się ze stawaniem po swojej stronie.

Można też pogłębiać tę umiejętność z osobą, która z wyznaczaniem granic nie ma problemu. Moja przyjaciółka miała duży problem z odmawianiem. Jej głównym problemem było to, że bała się sprawić innym przykrość. Oczywiście odbywało się to kosztem jej dobrego samopoczucia oraz doświadczania emocjonalnej straty. Zaproponowałam jej, aby poćwiczyła asertywność na mnie. Początki były trudne. Ilekroć Marta słyszała moje „nie”, odbierała to bardzo personalnie i miała poczucie odrzucenia lub bycia atakowaną. Natomiast gdy swoje „nie” kierowała do mnie, dopadały ją wyrzuty sumienia i miała nieodpartą potrzebę uzasadniania odmowy oraz przepraszania. Z czasem nasza praktyka szła coraz lepiej, a przyjaciółka dużo częściej reagowała z pozycji asertywnej niż z lękowej. Teraz komunikujemy się w harmonii, życzliwości i poszanowaniu własnych granic. To nieodłączne elementy budowania i podtrzymywania relacji, w której obie strony, żyjąc według własnych potrzeb oraz zasad, mogą tworzyć głębokie i satysfakcjonujące więzi z zachowaniem odrębności i autonomii.

Pisarka Glennon Doyle kiedyś powiedziała: „Kiedy mówię komuś «nie» i ten ktoś się zezłości, to nie oznacza, że powinnam powiedzieć «tak»”.

Ciągłe poszukiwanie aprobaty z zewnątrz stoi w opozycji do autentycznego życia i emocjonalnej wolności. Wprowadzanie zmian w życiu nie powinno opierać się na chęci zadowolenia innych ludzi. Zamiast tego kierujmy się naszymi pragnieniami, bo bycie sobą, niezależnie od tego, co myślą o nas inni, sprawia, że budujemy silną tożsamość i poczucie własnej wartości. Dając sobie przyzwolenie na życie pod prąd, musimy jednak być świadomi tego, że wiele osób rozczarujemy, zdenerwujemy, nie otrzymamy od nich akceptacji, a część z nich obróci się do nas plecami. Będziemy mieć za to po swojej stronie siebie.

  • Tekst: Judyta Rozbicka
  • Tekst ukazał się w numerze 9/2025 Magazynu VEGE