Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Małe zoo, wielkie zło

październik 24 2026

Małe zoo dla małych dzieci, można głaskać do woli kózki i baranki. Na pikniku super atrakcja – dzieci mogą przytulać lamy. Istnieją też firmy, które oferują spacer z alpakami lub jazdę na koniku. Średnio za godzinę z tymi pierwszymi możemy zapłacić 150 zł. Do tego dochodzą wszelkiego rodzaju papugarnie, delfinaria, oceanaria i ogrody zoologiczne.

W wersji prywatnej dziecko może dostać w prezencie psa, kota, chomika lub świnkę morską. W ten sposób od samego początku mały człowiek uczy się, że zwierzę jest rzeczą, służącym jego przyjemności obiektem, którego można do woli używać.

Rodzice prowadzący swoje dziecko na farmę, która oferuje zapoznanie się z życiem zwierząt i bycie z nimi w kontakcie, tak samo jak ci, którzy idą do zoo, bardzo często nie mają złych intencji. Przeciwnie – w ich zamyśle takie działanie ma rodzić w dzieciach empatię. W myśl zasady „im bliżej, tym lepiej można zrozumieć i pokochać” dzieci stawiane są twarzą w pyszczek z osobami zwierzęcymi.

Jak zauważył już na początku XX w. Aldo Leopold, żeby dbać o przyrodę, trzeba ją dostrzec, zrozumieć, szanować. Dlatego koncepcja edukowania przez kontakt ma ogromny potencjał, pod warunkiem że zostanie odpowiednio zrealizowana. Przyglądając się piknikom z udziałem zwierząt, spotkaniom rodzinnym i wycieczkom, można dostrzec efekt przeciwny. Niestety większość z oferowanych pakietów zamiast edukacji wdraża przyzwyczajenie, że zwierzę jest do zabawy, a jego osobowość znika za zasłoną ludzkich potrzeb.

Człowiek na początku swojego życia nie ma jeszcze poczucia radykalnej odmienności ani odrębności względem świata, który go otacza. W bajkach, legendach i mitach relacje człowiek – zwierzę mają naturalny charakter. W wielu podaniach z całego świata współpraca pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem, a także ich relacje to naturalny aspekt życia. Wraz z rozwojem kultury i jej technologicznego oblicza człowiek coraz mocniej separował się od świata przyrody, przekładając język emocji i relacji na język wyzysku i uprzedmiotowienia. Z czasem świat przestał być domem, stał się zasobem naturalnym, zwierzęta przestały być osobami, stając się rodzajem pożywienia, środkiem transportu itp.

Poprzez umocnienie tej struktury wyzysku i wykorzystania rozwinęły się dyskursy religijne i idee ustawiające człowieka na piedestale i sankcjonujące hierarchię bytów. Zwierzę zostało pozbawione osobowości i stało się elementem w grze ludzkich potrzeb, pracy i tworzenia nowych możliwości.

We współczesnym świecie konsumpcjonizmu zwierzęta zostały sprawdzone albo do ciała (a dokładniej: do części swojego ciała), albo jako mechanizm służący rozrywce. Dlatego w sklepach z mięsem można obejrzeć obrazy krowy, świni czy kury z zaznaczonymi jadalnymi częściami ciała. W tej morderczej ikonografii noga zwierzęcia jest nóżką, golonką albo szynką, a kolejne części ciała zostają rozpisane na kulinarne produkty jak pieczeń, mięso do gotowania zupy oraz stek do duszenia, pieczenia czy smażenia. Nie ma krowy ani świni, tylko części ich ciał zaplanowane jako produkt – pokarm. Z drugiej strony w ofertach minizoo i takich miejsc jak papugarnie zwierzę sprowadzone jest do roli dostarczyciela rozrywki. Nazwy kulinarne zostają zamienione na nazwy ludzkich emocji, dlatego w folderach i w ofertach pojawią się słowa odnoszące się do radości, niezapomnianych doznań i wspomnień, czasu rodzinnego z całkowitym pominięciem praw zwierząt i ich realnych potrzeb.

Ten proces uprzedmiotowienia zwierzęcia, odebrania mu osobowości i podmiotowości został posunięty tak daleko, że wiele osób daje się zmylić narracją o służebnym charakterze zwierząt. Młode pary wypuszczające w dniu ślubu gołębie w niebo, rodzice z dziećmi w zoo czy na pikniku pełnym zwierząt, tak samo jak ludzie odwiedzający delfinaria czy wsiadający do dorożek, bardzo często nawet nie wiedzą, w czym tak naprawdę uczestniczą. Krzywda zwierzęcia, jego zniewolenie, bolesna tresura, odseparowanie od matki, rozbicie więzi, depresja, kompulsywne zachowania, strach, poddanie się, cierpienie z powodu hałasu powodowanego przez ludzi i ich imprezy – to wszystko pozostaje niewidoczne. Ptaki wypuszczone w dniu ślubu, jeżeli nie są gołębiami pocztowymi, nie poradzą sobie z powrotem do domu i będą skazane na zagubienie, głód i śmierć. Pocztowe gołębie, jeżeli zostały wyszkolone do powrotu do domu, mają większe szanse na przetrwanie, ale zgiełk związany z uroczystością, flesze, muzyka i wiwaty weselne mogą spowodować ich stres, a co za tym idzie utrudnić im drogę do domu. Do tego każdy ptak wypuszczony na weselu narażony jest na przeszkody, jakie napotka po drodze, i na polujące drapieżniki. Goście weselni nie widzą jednak dramatu zwierząt, przyjmując, że przecież gołębie zawsze służyły człowiekowi i na pewno wiedzą, jak wrócić do swojego właściciela.

Dziecko w ogrodzie zoologicznym uczy się, że niewola zwierząt jest czymś naturalnym. W minizoo i na piknikach nabywa przekonania, że może traktować zwierzęta jak zabawki. Odruch, by pogłaskać zwierzę, wzmacniany przyzwoleniem czy wręcz zachęcaniem do tego, wpaja przekonanie, że granice zwierzęcia można bezkarnie łamać, a ono samo nie ma prawa do swojego ciała, autonomii i szacunku. To ma być pluszak, zabawka służąca do realizowania ludzkich przyjemności. Zwierzę staje się obiektem skazanym na ludzkie działania. Przyzwyczajeni od dzieciństwa do używania go jak rzeczy, w dorosłym życiu możemy nadal nie widzieć problemu zarówno w zjadaniu ciał istot pozaludzkich, jak i hodowlach zwierząt ze wskazaniem ich użycia.

Język umacnia tę strukturę zawłaszczenia. Jak w przypadku „karkóweczki”, „filecika” czy „szyneczki” znika zwierzę, tak samo w przypadku zwrotów zachęcających do „potrzymania”, „pogłaskania”, „wzięcia na kolana”, „siadania w siodle” czy „prowadzenia za uzdę” mamy ten sam proces. To językowo usankcjonowane posiadanie zwierzęcia, gdzie ono samo nie tylko nie może o sobie stanowić, lecz także nie istnieje jako osoba. Gdyby te same pojęcia zastosować do człowieka, wybuchłby skandal. W eksperymencie myślowym możemy podstawić za szczeniaka dziecko, zamiast lamy dorosłego człowieka i wówczas „branie”, „głaskanie”, „kładzenie sobie na kolanach”, „osiodłanie”, „wsiadanie na…”, „jazda na…” zaczyna budzić moralny opór. Przecież człowieka nie bierzemy sobie ot tak, nawet jeśli jest na tyle mały, by można było go przytulać, sadzać sobie na kolanach czy bawić się z nim w taki sposób, jaki nam się podoba. Protest dziecka i uzasadniony niepokój rodziców od razu spotkałby się z naszym zrozumieniem. Opowiadanie, że można sobie pogłaskać miłą dziewczynkę, bo się ładnie uśmiecha, budziłoby w nas niesmak i niedowierzanie, że ktoś w ogóle może coś takiego pomyśleć. W przypadku człowieka, jego ciała, jego autonomii działa ochrona samej osobowości, która daje szacunek i respekt. Zwierzę zostało pozbawione osobowości, dlatego wciąż wiele osób podchodzi do jego ciała, woli i świadomości w sposób nonszalancki i pozbawiony jakiegokolwiek szacunku. Eksperymenty myślowe, które na moment pozwalają nam potraktować zwierzę jak człowieka, od razu uświadamiają nam, co robimy ze zwierzętami.

Dzieci nie czują jeszcze tej różnicy, separacji pomiędzy nimi a światem przyrody. W większości bajek zwierzęta przemawiają, mają swoje światy i potrzeby, dlatego dzieci w sposób automatyczny akceptują rozpacz zagubionych niedźwiadków i miłość psów i kotów. Przechodząc w dzieciństwie warunkowanie kulturowe, powoli, krok po kroku, dziecko dowiaduje się, że tylko w bajkach sarenki płaczą za mamą. Ta nauka dokonuje się m.in. w takich miejscach, w których dziecko zostaje zachęcane do uczestnictwa w dręczeniu zwierząt. Głaskanie ich tylko po to, by dać młodemu człowiekowi szansę obcowania z przyrodą, nie jest niczym innym niż wdrażaniem młodej osoby do urzeczowienia osoby zwierzęcej.

Na szczęście ludzi z innym podejściem jest coraz więcej. Coraz więcej osób najpierw idzie na Marsz Wyzwolenia Zwierząt albo zostaje weganami, a potem wychowuje swoje dzieci w równościowym duchu. Ostatnio z przyjemnością słuchałam, jak mama jednego malucha, który bardzo chciał pogłaskać mojego psa, zaczęła tłumaczyć, że to nie jest pluszak i nie wolno ot tak podejść i go pogłaskać. Były to zachwycające słowa i dające nadzieję, że oto na świecie kolejne dziecko ma szansę poczuć szacunek do osoby zwierzęcej, a nie obojętność i gatunkowistyczne przekonanie, że zwierzę należy do człowieka.

Małe zoo, wielkie zło. Godzina na wybiegu z alpakami z zabawami z nimi, głaskaniem ich w pakiecie to nie piknik rodzinny, tylko nauka dla kolejnego pokolenia ludzi, że im należy się wszystko, a zwierzęta potrzeb nie mają. Weganizm pozwala odwrócić ten tok myślenia, ale wymaga jednego – dostrzeżenia ponad kulturowymi kodami, przyzwyczajeniami, wartościami i przekonaniami, że zwierzę jest osobą. A osoba zwierzęca, tak jak osoba ludzka, ma swoją godność i autonomię. Nie każde zwierzę wyraża swoją indywidualność w ten sam sposób, nie każda osoba zwierzęca będzie dla człowieka zrozumiała i nie w każdej jesteśmy w stanie dostrzec jej podmiotowość. To kwestia naszej niewiedzy.

Dobrze jest jednak pamiętać, że to, iż kogoś nie znam, wcale nie daje mi prawa do narzucania narracji na jego temat. Tak samo to, że ktoś różni się ode mnie, nie daje mi prawa do poczucia wyższości. To, że pies, witając się z drugą istotą, ustawia ciało lub głowę lekko skosem (to elegancki ukłon), wcale nie daje mi prawa do brania go na ręce czy obściskiwania. No chyba że da nam jasny sygnał „A co tam, chcę się z tobą turlać po ziemi”. Granice między człowiekiem a zwierzęciem wyznaczać powinno to samo co między ludźmi: szacunek.

Na szczęście dla nas szacunku można się nauczyć. Na naukę nigdy nie jest za późno, dobrze jednak zacząć od dzieciństwa, wówczas bowiem szacunek do życia i innych osób stanie się dla nas naturalny. Pod tym względem największą rolę odgrywają rodzice, bo to od nich zależy, czy dziecko dostanie do zabawy chomiczka, czy może dowie się, że ta mała osoba potrzebuje spokoju i intymności, a kiedy jej to zapewnimy, może nam okazać zainteresowanie i przyjaźń. Relacja z innym zawsze jest zwrotna, dlatego wchodząc w relacje ze zwierzęciem, tak samo jak w przypadku relacji z człowiekiem, musimy zachować szacunek, czyli dawać przestrzeń na osobowość, niezależnie od tego, kim jest osoba naprzeciwko i co może nam przekazać. Jedno jest pewne: gdy zaczniemy się uczyć tego szacunku, mamy szansę na zmianę tego, co najważniejsze – losu zwierząt. Osób przecież nie tylko nie głaszcze się i nie dotyka w zawłaszczający sposób, ale również nie zaprzęga do powozu ani nie morduje w hodowlach i rzeźniach. Trzeba tylko dostrzec, kto jest dookoła nas.

  • Tekst: Joanna Hańderek
  • Tekst ukazał się w numerze 11/2026 Magazynu VEGE
WSPIERAM10 zł WSPIERAM25 zł WSPIERAM50 zł