Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Zamiast „co zamiast?”

wrzesień 23 2026

Ktoś zgadnie, jakie pytanie słyszę najczęściej od niewegan (od wegan zresztą czasami też)? Oczywiście nie jest to pytanie o filozoficzne podstawy weganizmu ani o jego historię.

Od dłuższego już czasu coraz rzadziej pojawia się to, które przez dekady było podstawowe, czyli dlaczego w ogóle postanowiłem nie jeść pokarmów pochodzących od zwierząt. Niemal całkowite zaniknięcie zainteresowania tą sprawą można odczytywać jako przejaw normalizacji weganizmu w naszym społeczeństwie. Ludzie już się z nami jakoś oswoili, co bynajmniej nie oznacza, że są gotowi działać na co dzień jak my, ale przynajmniej nasze istnienie już się im mieści w głowie. Już doszli do wniosku, że to nasza sprawa.

Egzorcyzmowanie salcesonem pewnie się jeszcze gdzieś zdarza, ale – tak jak egzorcyzmowanie w ogóle – raczej nie w tym wycinku społeczności, z którym się stykamy na co dzień.

No więc co interesuje ludzi? „Czego używasz zamiast jajek do drożdżowego?”. „Co mam dać zamiast masła do kruchego ciasta?”. „A co zamiast mięsa do ziemniaczków i kapusty na niedzielę?”. No i pozostałe w tym stylu. Są w tych pytaniach dwie ciekawe kwestie. Pierwsza: fajnie, że chcą się dowiedzieć. Najczęściej pewnie dlatego, że jakiś weganin ma wpaść, a oni przymierzają się do ugoszczenia go. I super! Za dobrze pamiętam czas, kiedy niemal wszędzie musiałem zabierać własne jedzenie, jeśli nie chciałem tylko patrzeć na stół. Druga: myślimy w kategoriach zamienników.

Ludzie nie potrafią sobie wyobrazić, że ktoś chce czegoś innego niż oni. Wiem, to normalne i psychologicznie doskonale umocowane. Na co dzień jednak wcale nie wymieniam mięsa/mleka/jaj na coś innego, po prostu jadam inaczej. I akurat dla mnie to był klucz do zmiany. Nie „co zamiast?”, tylko „co by tu dzisiaj?”. Polecam wypróbowanie!

  • Tekst: Maciej Weryński
  • Tekst ukazał się w numerze 10/2026 Magazynu VEGE
WSPIERAM10 zł WSPIERAM25 zł WSPIERAM50 zł