Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Smakiem dotrzeć do serc

wrzesień 23 2026

Vegiamo to o wiele więcej niż działalność turystyczna. Kto za tym stoi i dlaczego Bieszczady nie spełniły obietnicy wolności?

W końcówce maja na sycylijskiej plaży w rezerwacie Vendicarii jest niewiele osób. Słońce jeszcze nie pali, choć momentami jest bardzo gorąco. Po długim spacerze w słońcu wskakujemy do przyjemnie chłodnej lazurowej wody.

W tym czasie dziewczyny szukają miejsca na lunch. Szczęśliwe i głodne siadamy na skalnej półce. Na kolorowych talerzykach, które zostały po ślubnym przyjęciu, ląduje wegańska frittata i arancini z dziką chryzantemą. Z pojemniczków rozstawionych między kamieniami i kępami roślinności nadmorskiej nakładamy dodatki do dania głównego – pesto na bazie migdałów z dzikiego kopru z dodatkiem solirodu oraz szpinak morski podsmażony na oliwie z czosnkiem. Na deser pałaszujemy fritelle z jabłkiem i karobem. Zachwytom, pomrukom zadowolenia i oblizywaniu palców nie ma końca.

Czuła wędrówka

Nasz posiłek to degustacja nadmorskich dzikich roślin jadalnych, które poznałyśmy podczas Zielonego Spaceru. Anna Mossakowska jest absolwentką Instytutu Zielarstwa Polskiego i Terapii Naturalnych. Jak można przeczytać na jej stronie internetowej „podczas spaceru dzieli się praktyczną wiedzą o dzikich roślinach Sycylii, uczy uważnej obserwacji natury i pokazuje, jak bezpiecznie korzystać z jej darów. Jej spacery to połączenie wiedzy i doświadczenia, spokoju i uważności oraz inspirującego kontaktu z naturą”. I rzeczywiście, moje pierwsze wrażenie w kontakcie z Anią to spokój, uważność i opiekuńcza troska. Przewodniczka upewnia się, czy mamy nakrycia głowy, krem z filtrem i wodę. Podczas spaceru dba o przystanki w cieniu i przypomina o nawadnianiu. W samochodzie pilnuje zapinania pasów. Prowadzi pewnie, ale uważnie. Czuję się przy niej bezpiecznie.

O kulinarną część Zielonych Spacerów dba Monika Stalewska. To wulkan energii i kreatywności. Z entuzjazmem opowiada o przygotowanych potrawach, o specyfice sycylijskiej kuchni, którą miała okazję poznać w lokalnej restauracji oraz o pomysłach na kulinarne wydarzenia w wersji wegańskiej, np. autorski pop-up i innych planach na rozwój działalności. Cieszy ją nasz apetyt i pochwały dań. Najedzone siedzimy nad brzegiem morza w cieniu skał, gadamy i żartujemy, a perlisty śmiech Moniki udziela się grupie. Nigdzie się nie spieszymy. Towarzyszy nam poczucie wakacyjnej beztroski.

Inspiratorki

Ania i Monika są parą od 9 lat. Goszczeniem, karmieniem i organizowaniem wypoczynku w różnych formach zajmują się od dawna. Dziewczyny z Sycylii jeszcze do niedawna były dziewczynami z Bieszczad. Kupiły tam ziemię i wybudowały dom – Wegłówkę, gdzie z powodzeniem przyjmowały gości i karmiły ich wegańskim jedzeniem. Do pełni szczęścia brakowało jednego – możliwości zawarcia związku w świetle prawa. Jak wiele innych par jednopłciowych w Polsce czekały i wierzyły, że zmiana przepisów jest kwestią najbliższego czasu. Wiemy, że tak się nie stało. Dziewczyny uznały, że nie chcą czekać w nieskończoność.

Kiedy pytam Anię, co sprawiło że podjęły decyzję o opuszczeniu Polski, bez wahania odpowiada, że chodziło niemożliwość wzięcia ślubu. Tłumaczy, że czuła się potraktowana przez swoje państwo nie fair. Sama jest osobą o wysokim poczuciu odpowiedzialności, płaci podatki, przestrzega prawa i stara się być w porządku w każdej innej sprawie. Tymczasem w zamian za tę postawę wzorowej obywatelki Polska nie odwzajemniła się zapewnieniem podstawowego rozwiązania prawnego dostępnego parom heteroseksualnym. Rozwiązania, które daje poczucie bezpieczeństwa.

Mimo wszystko lepiej

Ania wyjaśnia, że bardzo jej zależało na uregulowaniu sytuacji osobistej zarówno ze względów emocjonalnych, jak i praktycznych. W Polsce dziewczyny straciły nadzieję, że doczekają się pożądanych zmian. Jak mówią „padło na Sycylię, bo to miejsca pokochałyśmy już dawno temu, a we Włoszech można zawrzeć związek partnerski”. Dziwię się, bo Włochy, a w szczególności Sycylia wydają mi się co najmniej równie konserwatywne jak Polska. Ania śmieje się i pokazuje obrączkę na palcu. Okazuje się, że Włochy w 2016 r. dokonały przełomu w rozwoju praw osób LGBT przyjmując możliwość zawierania związków partnerskich osób tej samej płci (tzw. unione civile).

Zmiany wprowadzono ustawą znaną jako Ustawa Cirinnà od nazwiska senatorki – Monica Cirinnà, która była jej główną inicjatorką. Włoska ustawa nie wprowadza co prawda instytucji małżeństwa osób tej samej płci. Związki partnerskie i małżeństwa są odrębnymi instytucjami.

Inne są regulacje dotyczące nazwisk i aktu ustanowienia związku. Choć system osobistych i majątkowych stosunków partnerów co do zasady odpowiada systemowi stosunków małżonków, to podstawową różnicą jest brak możliwości adopcji dzieci, w tym także adopcji dziecka biologicznego jednego z partnerów, co zresztą było przedmiotem burzliwej debaty podczas prac parlamentarnych.

Dla dziewczyn było to jednak rozwiązanie wystarczające. Ślub wzięły 16 września 2025 r. Kiedy pytam jak wyglądał, odpowiadają, że szewc bez butów chodzi. – Jak robimy coś dla kogoś, to bardzo się przykładamy – wydarzenia, które tworzymy są zawsze dopięte na ostatni guzik, ale nasz ślub stworzyłyśmy w trzy miesiące. Ślubu udzielała nam burmistrzyni Avoli, a na samo wesele wynajęłyśmy domki holenderskie z basenem, catering zorganizowała jedna z nielicznych wege knajpek z Katanii, a impreza trwała dwa dni. Bawiłyśmy się świetnie! – wspominają.

Oczywisty wybór

Sycylię odwiedzały od wielu lat. Pokochały tutejszy lokalny klimat, słońce i morze. Zaczęły się uczyć włoskiego, poznały znajomych i czuły się tu coraz bardziej zadomowione. Przeprowadzka nie była szczególnie skomplikowana, ponieważ od zawsze starały się nie gromadzić nadmiaru rzeczy. Drogę w jedną stronę odbyły wysłużonym samochodem. Razem z nimi przyjechał koci senior Pepe. Tu dożył starości i odszedł w wieku 17 lat.

Dziewczyny od ponad dwóch lat dziewczyny mieszkają na Sycylii i prowadzą tu działalność, którą trudno zawrzeć w jednym słowie. Wynajmują apartament, gotują wegańskie posiłki, organizują Zielone Spacery oraz retreaty, czyli kameralne wyjazdy w sycylijskiej willi nad morzem z wegańskimi posiłkami i ciekawym programem wycieczek. Dla swojej działalności wymyśliły wspólną markę Vegiamo z połączenia słów vege i amore. – Vegiamo spina wszystko to, co robimy. Przyświeca nam filozofia bycia blisko natury i doświadczania jej. Robimy Zielone Spacery, outdoor, warsztaty artystyczne z roślin i różne eventy doświadczeniowe. Weganizm się w to wpisuje. W tym roku robimy dwa retreaty, a w przyszłym stworzymy kilka krótszych i dłuższych wyjazdów tematycznych. Wszystkie będą kręcić się wokół roślin, przyrody i oczywiście kuchni roślinnej. To dla nas ogromnie ważny czas, bo czujemy, że będziemy z tym wszystkim mogły pójść dużo dalej – mówią pomysłodawczynie.

Pobyt

Do apartamentu w Avoli docieramy po południu. Wita nas Ania. Pokazuje jadalnię na parterze, sypialnię na piętrze i obłędny taras na dachu, z którego widać morze, dachy innych domów i kościół. Mieszkanie mieści się w tradycyjnej w tym rejonie zabudowie. Historia Avoli naznaczona jest trzęsieniem ziemi z 1693 r. – najsilniejszym w historii Włoch. Zniszczenia były ogromne i wiele miejsc zostało odbudowanych w tym samym czasie i w podobnym, barokowym stylu.

Stara Avola położona była w górach, kilka kilometrów od morza. Po trzęsieniu ziemi podjęto decyzję o przeniesieniu miasteczka na równinę bliżej wody. Avola – albo Avolka jak mówią o niej dziewczyny – nie jest oczywistym wyborem turystycznym, ale to właśnie dla wielu czyni ją szczególnie atrakcyjną. Można tu doświadczyć lokalnego życia Sycylijczyków. To nie kurort z luksusowymi sklepami, tylko zwykłe włoskie miasteczko.

Wieczorem idziemy na pizzę do poleconej przez dziewczyny pizzerii. Obok nas przy długim stole stołuje się wielopokoleniowa sycylijska rodzina. Zamawiamy pizzę bez sera, co nie budzi zdziwienia kelnerki. Pizza jest wyśmienita. Z rekomendacji Ani i Moniki skorzystamy jeszcze kilka razy. Zawsze okazują się trafione. Ich goście dostają internetową mapkę z zaznaczonymi rekomendacjami. Są tu restauracje, plaże i sklepy, najbliższe i warte nadłożenia drogi. No i oczywiście targ, którego nie można ominąć. Wszystko pieczołowicie opisane i dobrze oznaczone. Czuć w tym gościnność i radość z dzielenia się ukochaną Avolką.

Jeśli ktoś woli mniej oczywiste sposoby na poznawanie okolicy, to dziewczyny przygotowały także grę miejską „Avola na własnych zasadach”. Wystarczy zeskanować kod QR naklejony na kuchennym okapie. Chodzi o to, żeby poznawać miasto powoli, bez pośpiechu i trochę bardziej lokalnie niż turystycznie. Autorki w różnych momentach będą nas zachęcać, żeby się zatrzymać, przyjrzeć ludziom, poczuć atmosferę miejsca.

Gra jest dobrze przemyślanym przewodnikiem po miasteczku. Odpowiednia porcja wiedzy w przystępnej i skondensowanej formie, dobór miejsc i grafika sprawia, że wciąga i nie nuży jak klasyczne przewodniki.

Jedzenie

Dziewczyny gotują wegańskie posiłki dla gości na życzenie. Mogą być to śniadania, obiady albo jedno i drugie. My zamawiamy obiad. Ustalamy godzinę, a dziewczyny przynoszą spaghetti z pesto z migdałów (Avola jest słynna z upraw tych nasion), z dodatkiem wodorostów nori. Monika wyjaśnia, że smaki morza są w sycylijskich daniach wszechobecne i dodaje, że Sycylijczycy lubią przygotowywać klasyczne potrawy na swój własny sposób, np. łamią spaghetti. Makaron smakuje wyśmienicie. Danie jest zarazem proste i wyrafinowane. Połamane nitki okazują się wygodne w jedzeniu, choć nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to jednak profanacja.

Dziewczyny przyznają, że wielu „życzliwych” doradców sugerowało im odejście od weganizmu. Bo się nie sprzeda, bo zniechęci potencjalnych klientów, bo się niepotrzebnie ograniczają. Mimo tego nigdy nie nabrały wątpliwości co do swojej decyzji. – Idea weganizmu jest dla nas ważna z punktu widzenia osób, które kochają zwierzęta. Od kiedy zaczęłyśmy gotować wegańsko w Bieszczadach, przyświeca nam jedna myśl.

Chciałybyśmy pokazywać ludziom, że roślinne jedzenie może być pyszne, wartościowe i kreatywne. Przez lata karmiłyśmy wegańsko nie tylko wegan i wiemy, że smakiem możemy dotrzeć do serc ludzi i zmotywować ich do choćby częściowej zmiany myślenia. Miałyśmy przez te lata mnóstwo gości, którzy byli przekonani, że roślinna dieta nie jest dla nich. Że się nie najedzą, że jest nudna i jałowa. Tymczasem te same osoby zmieniały zdanie i wracały do nas co rok właśnie ze względu na kuchnię. Chciałybyśmy, żeby roślinna dieta nie kojarzyła się tylko z poświęceniem, ale też z czymś przyjemnym – przekonują.

Trudności

Czy życie na Sycylii to nieustające wakacje? Kiedy pytam, czy jest coś, co im przeszkadza, zgodnie mówią, że zima. Także tutaj daje się we znaki, choć jest przecież łagodna. Mieszkania nie są wyposażone w ogrzewanie, a w czasie deszczu (zimą potrafi padać przez wiele dni z rzędu) chłód w połączeniu z wilgocią jest wyjątkowo dotkliwy i trudno się przed nim schronić. Sycylia nie jest też rajem dla wegan, mimo obfitości warzyw doskonałej jakości. Zjeść wegańsko i smacznie na mieście jest trudno. Wegańskich restauracji jest mało, a ich jakość też pozostawia wiele do życzenia. Dziewczyny przyznają, że tęsknią za tymi w Polsce.

Najlepsza pamiątka

Moja podroż po Sycylii dobiega końca. Na pożegnanie dostaję od gospodyń słoiczek domowej konfitury z cytryn. Znajomi pytają: a byłaś w Palermo? Byłaś w Cefalu? A na Etnie?”. Ze spokojem odpowiadam, że nie tym razem. Zastosowałam się do porady dziewczyn: na swój dość długi, bo 10-dniowy pobyt na Sycylii wybrałam jeden rejon, zwiedzałam go niespiesznie, chłonęłam wrażenia, zatrzymywałam się i kontemplowałam. To były prawdziwe wakacje w rytmie slow. Choć zwiedziłam tylko niewielki fragment wyspy, to jednak mam wrażenie, że jej doświadczyłam. A kiedy jesienią próbuję cytrynowej konfitury, przez chwilę czuję, że wróciłam na Sycylię.

  • Tekst i zdjęcia: Joanna Hasiak
  • Tekst ukazał się w numerze 10/2026 Magazynu VEGE
WSPIERAM10 zł WSPIERAM25 zł WSPIERAM50 zł