Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Nie ma planety na wynajem

sierpień 05 2026

Energetyka i ciepłownictwo (prąd i gaz) – 30-35 proc., przemysł ciężki – 20-22 proc., hodowla zwierząt – 12-17 proc., globalny transport – 14-15 proc., uprawa roślin – 4-6 proc. emisji gazów cieplarnianych. To globalny wkład człowieka w zmiany klimatyczne na świecie.

Raporty ONZ po uwzględnieniu takich czynników jak wylesianie pod uprawy pasz podnoszą parametry emisji hodowli zwierząt do 20 proc.
Miniony czerwiec pobił kolejne rekordy temperatur i to nie tylko w Polsce. Z raportu Copernicus wynika, że w tamtym miesiącu w stosunku do poprzednich lat temperatura powierzchni oceanów wzrosła. Matematyka zmian klimatycznych wydaje się zatem oczywista.
Abolicjoniści zwierzęcy od lat powtarzają jedno: przyjmijmy perspektywę etyczną, zacznijmy mówić o prawach zwierząt ze względu na nie same, ich podmiotowość i osobowość. Obawiam się jednak, że ta argumentacja nie trafi do każdego.

Kultura zachodnia postawiła nasz gatunek na piedestale, mówiąc o duszy, rozumie i kulturze jako najwyższych wartościach dających człowiekowi supremację nad światem. Narracje o wyższości homo sapiens jak wirus zatruły wiele umysłów, równocześnie przyzwyczajając ludzi do traktowania zwierząt jak maszyn, podporządkowanych i zarządzanych przedmiotów. Wyzysk i przemoc wobec zwierząt znormalizowano i zakwalifikowano jako kulturowe normy. To dlatego tyle osób szydzi z weganizmu i wyśmiewa abolicjonistyczne argumenty.

Wieki wprasowywania w umysły ludzkie przekonania, że „to tylko zwierzę”, które jest „dla nas”, którego powołaniem jest „praca” dla człowieka zrobiły swoje.

Jest takie rzymskie przysłowie „Pro domo sua quisque orat” które pojawiło się z mowie Cycerona „Pro domo sua”. Myśliciel bronił swojego domu i swojego prawa do posiadania, które wcześniej zostało mu odebrane. W jego słowach chodzi o jedno: każdy ma skłonność do obrony swoich własnych interesów. Istnieje też powiedzenie „koszula jest bliska ciału”. Niezależnie od tego, jak wyrażona jest ta myśl, dla ludzi od dawna jest pewne, że troszczymy się o nas samych. Ale czy na pewno?

Kryzys klimatyczny pokazuje coś odmiennego. Człowiek, jeżeli już się troszczy, to tylko o własne przyjemności, o to, co rozumie jako potrzebne mu do życia i dające spełnienie lub satysfakcję życiową. Jeżeli chodzi o to, co najważniejsze, już niekoniecznie. Domem nazywamy to miejsce, do którego mamy klucze. Czasami w szerszej perspektywie to, z czym jesteśmy związani emocjonalnie. Gdy jednak naukowcy uświadamiają nam, że domem jest nasza planeta i właśnie sobie ten dom spalamy, zasada Cycerona przestaje działać. Wobec potrzeby zjedzenia steka czy schabowego nagle ustępuje cała koncepcja domostwa i bezpieczeństwa, przestajemy też zastanawiać się, jaka będzie przyszłość naszych dzieci, byleby móc lecieć na wakacje i tam skosztować lokalnych mięsnych potraw.

Fakt, że jedzenie mięsa jest bombą, która wybucha w środowisku, tak samo jak w naszym ciele, nie jest dostrzegany z perspektywy obojętności na krzywdę. Do normalizacji przemocy wobec zwierząt dołącza się jeszcze nasze przystosowanie ewolucyjne i kulturowe do postrzegania zagrożeń. Gdy Cyceron wygłaszał swoją mowę o domu i jego bezpieczeństwie, mówił bezpośrednio o zagrożeniu i nieszczęściu, jakiego sam doświadczył. Każdy słuchający mógł zrozumieć myśliciela, ponieważ jego doświadczenie było widoczne – nie tylko odebrano mu jego własność, lecz także zburzono jego teren. Zagrożenie, które jest widoczne, wręcz spektakularne, ma dla człowieka oczywistość i doniosłość. Gdy jednak brak ewidentnych danych, oczywistej krzywdy i do tego samego człowieka, wówczas bardzo trudno o zrozumienie sytuacji.

„O swój dom każdy się stara”, ale zapominamy, że naszym podstawowym domem jest Ziemia. Matka Gaja, która dała nam życie i której bioróżnorodność utrzymuje nas w istnieniu. To, co najważniejsze dla nas, to zachowanie biosfery gwarantującej nam atmosferę, klimat i warunki życia, do których jesteśmy przystosowani w toku ewolucji. Ludzie jednak nie postrzegają Ziemi jako swego domu. Dom dla człowieka to ten, do którego ma prawo własności, lub który wynajmuje.

Dariusz Gzyra podzielił kiedyś argumenty na rzecz praw zwierząt na eleganckie i nieeleganckie. Abolicjonistyczne, skupione na dobru zwierząt, ich podmiotowości, to te eleganckie. Natomiast za mało eleganckie współczesny filozof uznał argumenty antropocentryczne, w których za niekrzywdzeniem zwierząt mają przemawiać ludzkie dobro i interesy. Moim zdaniem eleganckie abolicjonistyczne argumenty mogą pojawić się tylko wtedy, kiedy staną się dla nas jasne kulturowe mechanizmy warunkowania. Dopóki tkwimy w nim ślepo, dopóty będziemy myśleć tylko o naszym gatunku.

I tu ujawnia się cały problem. Zamknięcie na abolicjonistyczne argumenty staje się również blokadą szacunku do całej planety. Antropocentryzm wykluczył bowiem z etycznego myślenia nie tylko zwierzęta, lecz także Matkę Gaję, naszą planetę. To właśnie dlatego nie reagujemy na kryzys klimatyczny i jego skutki. To właśnie dlatego temat ekologii stał się niemodny i powróciły szeroką falą hejtu w słowach o ekoterroryzmie i ekooszołomach.

1 kg wołowiny oznacza zużycie 14-15 tys. l wody, z czego 95 proc. zostaje zużyte do hodowli roślin paszowych (traw, soi, zbóż), które krowa zjada przez całe swoje życie. 1 kg wołowiny oznacza konieczność zajęcia 300 mkw. powierzchni (pola uprawne, powierzchnia przetrzymywania zwierzęcia). 1 kg wołowiny oznacza również zużycie około 150-200 g nawozów sztucznych i 7-10 g pestycydów. Tymczasem produkcja roślin strączkowych oznacza zużycie 4 tys. l wody, zajęcie 3-5 mkw. ziemi pod uprawę i użycia 10-30 g nawozów sztucznych. Ponad 75 proc. światowych upraw soi nie trafia na talerze ludzi (jako tofu czy mleko sojowe), ale jest przerabiane na paszę dla zwierząt hodowlanych. Te dane statystyczne może znaleźć każdy z nas. Pisząc ten felieton, po prostu otworzyłam kilka raportów, które dostępne są w sieci.

W tym, co robimy światu, nie ma żadnej tajemnicy. Nasza ślepota na fakty sterowana jest jednak kulturowo. Dlatego gdy słyszymy w mediach doniesienia o trwającej suszy, pożarach i powodziach, pierwszym komentarzem jest lament nad biednymi turystami, którzy zamiast cieszyć się z rajskich wakacji przechodzą piekło i muszą opuścić luksusowe hotele ,uciekając przed ogniem, lub nie mogą dojechać do wymarzonego miejsca z powodu pogodowych zaburzeń. Gdy płonęła iglica i dach katedry Notre Dame 15 kwietnia 2009 r., oczy całego świata były skierowane na Paryż. Na ulicach i przed telewizorami ludzie płakali. Jeszcze dobrze nie ugaszono pożaru, a już pojawiły się deklaracje zarówno ze strony rządu Francji, jak i bogaczy, że zostanie odbudowany każdy spalony detal. Koszt odbudowy pochłonął około 850 mln euro, a samych darowizn spłynęło około 1 mld, dlatego na utrzymanie i stałą konserwację katedry pozostało około 150 mln euro. 7 grudnia 2024 r. oficjalnie ją otwarto, a uroczystość uświęcili „wielcy” tego świata od rodzin królewskich z Belgii, Monako, Luksemburga i Norwegii czy Anglii przez prezydentów i premierów państw (był nawet Wołodymyr Zełenski, a dla Donalda Trumpa była to pierwsza zagraniczna podróż jako prezydenta elekta) po ludzi sztuki, kultury i nauki. Ponownie oczy ludzi z całego świata zwrócone były na katedrę.

Znamienne, że bardziej wzrusza ludzi bryła sklecona z kamieni, uznana za dziedzictwo kulturowe niż wypalane i wycinane lasy pod uprawy paszy dla zwierząt hodowlanych. To tłumaczy praktycznie wszystko: mówi się z przejęciem o pięknie katedr, milcząc o krzywdzie jej bezimiennych budowniczych i obojętnie zjada się mięso powstałe kosztem planety i zwierząt. Nauczono nas w domu i szkole, że kupa kamieni jest o wiele ważniejsza od lasów deszczowych i zwierząt. Ziemia, nasz dom, nasza Matka, jest tylko terenem, na którym przyznaliśmy sobie prawo tworzenia naszego świata. W kulturze Zachodu uczono nas, że jesteśmy najważniejsi, a zwierzęta i ziemia znajdują się poniżej i mają nam służyć.

W tym roku za nami najgorętszy czerwiec, od lat widać tendencję pustynnienia Europy. Lato ekstremalnych temperatur i załamań pogody stało się oczywistym elementem naszej rzeczywistości. Trwa kryzys klimatyczny i VI wielkie wymieranie zwierząt. Tymczasem my nie robimy nic, by ratować nasz dom. Uczymy ciągle dzieci w szkołach łaciny i każemy im z szacunkiem powtarzać maksymę wyrosłą z mowy Cycerona szanowanego za wielki humanistyczny dorobek. Słowa „pro domo sua” świadczą o naszym kulturowym obyciu, tak samo jak daleka podróż na inny kontynent do modnych kurortów i miejsc czy znajomość dzieł sztuki, kuchni świata i wielu języków. Tylko że cały ten kulturowy bagaż człowieka Zachodu zamyka nas w antropocentryzmie.

Ciągle na świecie jest ponad 1 proc. wegan i weganek. Gdy przyjrzymy się statystykom, to widzimy, że w kulturach pozaeuropejskich odsetek tych osób jest o wiele wyższy niż w krajach europejskich. Przodują Indie, gdzie ponad 9 proc. społeczeństwa to weganie i weganki, a około 25 proc. to osoby pozostające wegetarianami. Myślenie sieciowe o świecie od razu zmienia podejście do otaczających istot żywych.

Programowana kulturowo ślepota na krzywdę zwierząt i obojętność wobec krzywdy, jaką wyrządzamy Matce Gai nie pozwala nam na radykalne zmiany. Niby wiemy, ale tak jakbyśmy nie wiedzieli. Dlatego nadal spokojnie jemy mięso i planujemy dalekie podróże, zupełnie tak, jakby nasze działania nie miały wpływu na świat, zupełnie tak, jakby nasze postępowanie nie niosło za sobą krzywdy i zniszczenia.

Czasami wprawdzie można dostrzec próby przejścia na dietę fleksitariańską, na której ludzie ograniczają spożycie mięsa, ale już nie ma mowy o rezygnacji z wakacji w dalekich krajach i podróżowania ani nikt nie próbuje ograniczyć budowania kolejnych domów, dzielnic, ulic, autostrad, hoteli i kurortów. Stając wobec danych i konfrontując się ze zmianami klimatycznymi, nierzadko ponosząc już ich koszty, zachowujemy się tak, jakbyśmy mieli czas i mogli odkładać w nieskończoność najważniejsze decyzje. Żyjemy i zachowujemy się tak, jakbyśmy nie byli tylko elementem w procesie życia, jednym z organizmów pośród innych istot żyjących.

„O dom swój każdy się modli”. Szkoda, że ucząc dzieci tych słów, nie mówimy, że naszym domem jest Ziemia, szacunek dla przeszłości i dziedzictwa winniśmy nie własnym dokonaniom, lecz Matce Gai, a etyka powinna odnosić się nie tylko do człowieka, lecz do wszystkich istot żyjących.

Tekst: Joanna Hańderek

WSPIERAM10 zł WSPIERAM25 zł WSPIERAM50 zł