Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Pożary w Kanadzie

lipiec 22 2026

Czego pożary w Kanadzie uczą o przyrodzie i czy Polsce grozi podobny scenariusz?

Najpierw pojawia się zapach dymu. Potem niebo zmienia kolor na pomarańczowy, a nad koronami drzew unoszą się słupy czarnego dymu widoczne z odległości wielu kilometrów. Ogień przemieszcza się z niewiarygodną siłą, niszcząc wszystko, co napotka na swojej drodze. Dla ludzi oznacza to ewakuację, dla strażaków walkę z żywiołem, a dla zwierząt dramatyczną ucieczkę.

Tak od kilku lat wygląda lato w wielu regionach Kanady. Kraj posiadający jedne z największych lasów na świecie coraz częściej zmaga się z pożarami o niespotykanej wcześniej skali. Płoną miliony hektarów lasów borealnych, a dym dociera nawet do odległych części Ameryki Północnej i Europy.

Zwierzęta wiedzą wcześniej

Ludzie dowiadują się o pożarach z komunikatów służb i mediów. Zwierzęta mają własny system ostrzegania. Łosie, jelenie, wilki czy niedźwiedzie wyczuwają dym, zmiany temperatury i drgania gruntu na długo przed pojawieniem się płomieni. Instynkt każe im uciekać. W ten sposób wiele dużych ssaków unika bezpośredniego kontaktu z ogniem. Nie wszystkie gatunki mają jednak tyle szczęścia. Największe straty ponoszą małe ssaki, płazy, gady oraz ptaki w okresie lęgowym. Pisklęta nie potrafią opuścić gniazd, a zwierzęta żyjące w norach często zostają uwięzione przez ogień. Nawet te, którym uda się przeżyć, tracą swoje schronienia i źródła pożywienia, dostęp do wody i kontakt z współtowarzyszami.

Po pożarze

Widok pogorzeliska przypomina krajobraz z innej planety. Czarne pnie drzew, spalona ziemia i wszechobecny popiół sprawiają wrażenie całkowitego końca życia. Dla zwierząt najtrudniejsze są kolejne tygodnie. Muszą znaleźć nowe miejsca do życia, konkurować o ograniczony dostęp do pokarmu i unikać drapieżników. Część migruje na sąsiednie tereny, inne giną z wyczerpania lub głodu. Natura potrafi jednak zaskakiwać.

Już po kilku tygodniach z popielonej ziemi wyrastają pierwsze zielone pędy. Popiół wzbogaca glebę w minerały, a większy dostęp światła sprzyja rozwojowi roślin. Ta młoda roślinność przyciąga roślinożerców. W ślad za nimi wracają drapieżniki, a wraz z nimi ptaki i owady. Proces odbudowy natury rozpoczyna się niemal natychmiast, choć osiągnięcie stanu sprzed pożaru może zająć nawet sto lat.

Ogień nie zawsze jest wrogiem

Przez tysiące lat przyroda nauczyła się żyć z ogniem. Problem pojawia się wtedy, gdy pożary stają się zbyt częste i zbyt intensywne. Może to brzmieć zaskakująco, ale w wielu ekosystemach pożary pełnią ważną funkcję. Usuwają stare, chore drzewa, ograniczają rozwój szkodników i tworzą miejsce dla nowych roślin. Martwe pnie stają się schronieniem dla owadów, dzięciołów, sów i nietoperzy. Dzięki temu zwiększa się różnorodność biologiczna.

Niektóre gatunki drzew są wręcz uzależnione od ognia. Szyszki sosny Banksa pozostają zamknięte przez wiele lat i otwierają się dopiero pod wpływem wysokiej temperatury. Dzięki temu nasiona trafiają na oczyszczoną i żyzną glebę i jest to idealne miejsce do wzrostu nowego pokolenia lasu.

Czy Polska może podzielić los Kanady?

W Kanadzie wiele pożarów wywołują pioruny. W Polsce sytuacja wygląda inaczej. Większość pożarów lasów ma związek z działaniami człowieka. Niedopałek papierosa wyrzucony przez okno samochodu, pozostawione ognisko, iskra z maszyny rolniczej czy celowe podpalenie – wystarczy chwila nieuwagi, aby ogień objął setki hektarów lasu. Dlatego tak ważne jest zapobieganie: zakaz używania otwartego ognia w lasach podczas suszy, szybkie zgłaszanie zauważonych pożarów i odpowiedzialne zachowanie turystów mają ogromne znaczenie.

Choć Polska nie posiada rozległych lasów borealnych, zagrożenie pożarowe z roku na rok rośnie. Nasz kraj należy do państw Europy o wysokim udziale lasów sosnowych. To drzewo jest gatunkiem łatwopalnym, szczególnie podczas długotrwałej suszy. Wystarczy kilka tygodni bez opadów, wysoka temperatura i silny wiatr, aby niewielki pożar błyskawicznie wymknął się spod kontroli. Przykładem jest pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym w 2020 roku, który objął ponad pięć tysięcy hektarów cennych przyrodniczo terenów. W ostatnich latach strażacy coraz częściej interweniują również w lasach województw lubuskiego, zachodniopomorskiego czy dolnośląskiego.

Na szczęście polskie lasy są dużo lepiej monitorowane niż wiele obszarów Kanady. Nad bezpieczeństwem czuwa rozbudowany system wież obserwacyjnych, kamer, patroli lotniczych i punktów alarmowo-dyspozycyjnych Lasów Państwowych. Dzięki temu większość pożarów udaje się wykryć na bardzo wczesnym etapie. Eksperci podkreślają jednak, że zmiany klimatu oznaczają coraz dłuższe okresy suszy i wyższe temperatury także w Polsce. To sprawia, że ryzyko dużych pożarów będzie rosło.

Przyszłość

Obrazy płonącej Kanady budzą grozę i skłaniają do refleksji nad przyszłością światowych lasów. Choć ogień od zawsze był częścią naturalnego cyklu życia wielu ekosystemów, dzisiejsze megapożary coraz częściej przekraczają granice, z którymi przyroda potrafi sobie poradzić.

Polska nie stoi dziś przed takim samym zagrożeniem jak Kanada, ale również odczuwa skutki ocieplającego się klimatu. Dłuższe okresy suszy, coraz cieplejsze lata i rosnące zagrożenie pożarowe pokazują, że problem nie jest już odległą historią z drugiego końca świata. Płonące lasy Kanady są nie tylko dramatem ich mieszkańców. To także ostrzeżenie dla innych krajów i przypomnienie, że nawet najbardziej odporne ekosystemy mają swoje granice. Od tego, jak dziś będziemy chronić lasy i klimat, zależy, czy kolejne pokolenia będą oglądać zielone puszcze, czy jedynie ich czarne, wypalone pozostałości.

  • tekst: Joanna Kwolek
WSPIERAM10 zł WSPIERAM25 zł WSPIERAM50 zł