To, co dotychczas utrudniało funkcjonowanie, warto wykorzystać do tego, by życie stało się łatwiejsze. Fragment książki „Pojednanie z cieniem” (wydawnictwo Sensus).
Wyobraźmy sobie, że wybierasz się na survivalowy wyjazd – spanie w namiocie w lesie, wędrówka w nieznanym terenie, czyli generalnie próba przetrwania. Ale nie idziesz sam czy sama, bo towarzyszy Ci doświadczony survivalowiec – takie połączenie Krokodyla Dundee z Bearem Gryllsem. W końcu, po wielu godzinach marszu, zakładacie obóz, rozpalacie małe ognisko i wyciągasz z plecaka konserwę z jakimś survivalowym żarciem. Jednak okazuje się, że konserwa nie ma żadnego uchwytu umożliwiającego jej otwarcie. Na widok Twojej zawiedzionej miny przewodnik podpowiada: „użyj noża”. Nigdy jednak nie otwierałeś puszki nożem, więc zabierasz się do tego tak, jak potrafisz, i nagle jeden nieopatrzny ruch powoduje, że rozcinasz sobie rękę. Krew tryska, lecą przekleństwa, a puszka wciąż pozostaje szczelnie zamknięta. W końcu udaje się Wam jakoś opanować sytuację. Siedzisz z zabandażowaną ręką, z miną sponiewieranego psiaka i nieustającym burczeniem w brzuchu. Twój przewodnik zaś postanawia udzielić Ci instruktażu, jak otworzyć puszkę z racją żywnościową wyłącznie za pomocą noża. Pokazuje Ci, jak trzymać nóż, jak puszkę i jakie triki zastosować, by tak ją otworzyć, aby się przy tym nie skaleczyć i by dało się bezpiecznie wyjąć jej zawartość. Następnie Twój przewodnik wyjmuje z plecaka swoją puszkę, wręcza Ci nóż i mówi „spróbuj”.
Okazuje się, że postępując zgodnie z jego instrukcją, udaje Ci się bezpiecznie otworzyć puszkę mimo zabandażowanej ręki. A zatem istnieje możliwość takiej obsługi niebezpiecznego narzędzia, by odnieść przy tym korzyść, jednocześnie nie czyniąc krzywdy ani sobie, ani też nikomu innemu. W ten sposób nóż przestaje być tylko niebezpiecznym, niekontrolowanym uzbrojeniem. Staje się pomocnym narzędziem – Twoim sprzymierzeńcem w walce z głodem, sprzymierzeńcem w rozpaleniu ogniska i w wielu innych czynnościach ułatwiających Ci przetrwanie w skrajnie trudnych warunkach.

Teraz podmień, proszę, w powyższym fragmencie słowo „nóż” na „cień”. Zasada jest identyczna. Kiedy zdobywasz umiejętność kontrolowania cienia, Twoja praca z nim nie ma się skończyć. I owszem – sam fakt przejęcia kontroli nad cieniem poprawia jakość Twojego życia, bo powoduje, że nie dajesz mu się zaskoczyć i nie pozwalasz, by przejął nad Tobą władzę niezależnie od tego, jak trudnej sytuacji doświadczasz.
Ale poza samą kontrolą możesz swój cień – to, co dotychczas jedynie utrudniało Ci funkcjonowanie – wykorzystać do tego, by Twoje życie stało się łatwiejsze. W ten oto sposób cień może stać się Twoim sprzymierzeńcem, bo może dawać Ci dostęp do zasobów, z których nie byłeś w stanie skorzystać, dopóki były nieakceptowane, wyparte czy odrzucone do nieświadomości. Pokażę to na konkretnym przykładzie, który zapamiętałem z pracy w terapii transpersonalnej. To było przed wielu laty, a bohaterką tej opowieści jest kobieta, która została porzucona przez swojego męża dla młodszej, atrakcyjniejszej i szczuplejszej alternatywy.
„No może rzeczywiście po ślubie nieco się zaniedbałam” – szczerze wyznała bohaterka tej opowieści – „i mogłam już nie być dla niego tak atrakcyjna, ale przecież to chyba nie jest powód do tak skrajnej nielojalności, zdrady i tego, w jaki sposób zostałam potraktowana. Pozostawiona bez grosza przy duszy, bez pracy, bo cały czas wisiałam na pensji męża i bez pomysłu na życie”. Cóż tu dużo mówić – buzowała w niej złość, która szybko przerodziła się w trwały gniew. Gniew na swego byłego partnera za to, że porzucił ją bez słowa wyjaśnienia, bez środków do życia i bez pomysłu na siebie. Pamiętam, jak wtedy pracowaliśmy nad tym gniewem. Nie nad tym, by się go pozbyć, ale by wykorzystać siłę, którą ze sobą niesie. Bo przecież gniew wyposaża nas w potężną moc, której najczęściej albo nie wykorzystujemy, albo też wykorzystujemy zupełnie nieodpowiednio, bezpowrotnie tracąc jej potencjał. I tak było w tamtym przypadku. Kobieta cały swój gniew, a więc również towarzyszącą mu siłę, marnowała na próby zemsty na byłym partnerze i nie chciała słyszeć o niczym innym. Skoro tak, to zaproponowałem, by wykorzystała tę chęć zemsty, ale w inny sposób – by użyła całej siły swojego gniewu, aby pokazać mu, że wraz z jej porzuceniem utracił coś, czego może później żałować.
W ciągu kilkunastu następnych miesięcy w jej życiu pojawiła się olbrzymia zmiana. Nie dość, że znalazła dobrą pracę, w której zaczęła szybko zarabiać, co po roku umożliwiło otworzenie własnego, małego, ale dobrze prosperującego i niezależnego interesu, to jeszcze zrzuciła sporo kilogramów, zadbała o siebie i stała się bardzo atrakcyjną, niezależną finansowo, silną kobietą. Kiedy spotkałem ją dwa lata później, wyznała mi szczerze, że cały ten wysiłek podjęła kierowana właśnie gniewem i czerpała z niego siłę, by udowodnić swojemu byłemu facetowi, jaki błąd popełnił, kiedy ją porzucił. Ale po jakimś czasie to, co o niej myśli były partner, przestało mieć dla niej jakiekolwiek znaczenie. „Tak naprawdę” – wyznała mi szczerze – „udowodniłam to przede wszystkim samej sobie. I gdyby nie ta wściekłość, złość i gniew na całą tę sytuację i na niego, to nie znalazłabym w sobie odpowiednio dużo siły, by to wszystko osiągnąć”.
Powyższy przykład ilustruje bardzo istotną zasadę: cień zawiera w sobie nie tylko samo zło. Tam znajduje się również coś, co nie musi być koniecznie złe, a co w kontrolowany sposób można wykorzystać, by poprawić jakość swojego życia. Bo nożem można nie tylko się zranić. Można też – kiedy się wie, jak go wykorzystać – pokroić nim chleb, a wtedy staje się naszym sprzymierzeńcem.
- Tekst: Jarosław Gibas, Pojednanie z cieniem, Sensus
- Tekst ukazał się w numerze 7-8/2026 Magazynu VEGE

