Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Bez odwrotu

czerwiec 25 2026

Szkód wyrządzonych w systemach podtrzymujących życie, a w szczególności w tkankach żywych organizmów, najczęściej nie da się cofnąć. Fragment książki „Milcząca wiosna” (wydawnictwo PWN).

Historia życia na Ziemi to dzieje interakcji między organizmami a środowiskami ich bytowania. Fizyczne formy roślin i zwierząt oraz ich zwyczaje podlegały w ogromnej mierze wpływom tych środowisk, podczas gdy zależność odwrotna była, w najdłuższej perspektywie dziejów życia, stosunkowo niewielka. W obecnym stuleciu (autorka pisała te słowa w latach 50./60. XX w. – przyp. red.) stało się i dzieje coś wyjątkowego: jeden gatunek – człowiek – uzyskał zdolność radykalnej modyfikacji własnego środowiska naturalnego i przyrody w skali globalnej.

W minionym ćwierćwieczu (mniej więcej w czwartej i piątej dekadzie XX w. – przyp. red.) zdolność ta nie tylko przybrała niepokojące rozmiary, lecz także zmieniła swój charakter. Najbardziej alarmującym wpływem człowieka na środowisko jest postępujące zanieczyszczanie powietrza, gleb, wód podziemnych i powierzchniowych oraz mórz niebezpiecznymi, a nawet śmiercionośnymi substancjami. Większość tych skażeń jest nieodwracalna; szkód wyrządzonych w systemach podtrzymujących życie, a w szczególności w tkankach żywych organizmów, najczęściej nie da się cofnąć.

W uniwersalnym obecnie skażeniu środowiska naturalnego chemikalia są złowrogimi i mało znanymi partnerami promieniowania w szkodliwym modyfikowaniu procesów życiowych. Stront 90, uwalniany podczas wybuchów jądrowych w powietrzu, wraca na ziemię z opadami deszczu lub pyłu, przenika do gleb, a następnie do uprawianych na nich m.in. zbóż, w tym pszenicy i kukurydzy, skąd trafia do ludzkich kości, w których pozostaje już do śmierci. Podobnie chemikalia owadobójcze używane w opryskach upraw rolnych, lasów, parków i ogrodów gromadzą się w glebach, z których przenikają do organizmów roślinnych, zwierzęcych i ludzkich w łańcuchu pokarmowym, siejąc choroby i śmierć. Zatrucie gleb to także skażenie wód gruntowych przenoszących trujące chemikalia za pośrednictwem cieków podziemnych do źródeł, z których pod działaniem słońca trafiają do atmosfery, gdzie wchodzą w reakcje, tworząc nowe związki zabijające rośliny, wywołujące choroby bydła i zatruwające czystą dawniej wodę w studniach. Albert Schweitzer powiedział: „Człowiek nie rozpoznaje demonów, które sam stworzył”.

Życie na Ziemi powstawało, ewoluowało, doskonaliło się i różnicowało przez setki milionów lat, osiągając stan równowagi między organizmami a ich środowiskami. Środowiska te, rygorystycznie kształtujące i ukierunkowujące podtrzymywane w nich formy życia, zawierały zarówno elementy wrogie, jak i wspierające. Z niektórych skał emanuje niebezpieczne promieniowanie; nawet Słońce, z którego wszelkie życie czerpie energię, emituje szkodliwe dla życia promieniowanie wysokiej częstotliwości. Z biegiem czasu – liczonego nie w latach, lecz w tysiącach lat – życie się przystosowuje, osiągając nowe stany równowagi. Czas był bowiem zawsze jego zasadniczym komponentem, którym teraz być przestał.

Szybkość zmian i tempo, w jakim tworzone są teraz nowe sytuacje, będące przejawem ludzkiej lekkomyślności i niecierpliwości, nie mają nic wspólnego z dynamiką przyrody. Obecnie promieniowanie to nie tylko radiacje tła niektórych skał, bombardowanie Ziemi przez promienie kosmiczne i promieniowanie ultrafioletowe Słońca, istniejące długo przed powstaniem znanych form życia na Ziemi; mamy teraz nienaturalne promieniowanie będące rezultatem ludzkiego majstrowania w strukturze atomu. Chemikalia, do których życie ma się rzekomo przystosować, to nie są minerały, takie jak wapń, krzem i miedź, wypłukiwane ze skał i transportowane przez rzeki do mórz; to są syntetyczne produkty ludzkiej inwencji tworzone w laboratoriach i niemające odpowiedników w przyrodzie.

Przystosowanie do nich wymagałoby odpowiedniego czasu w skali geologicznej, liczonego nie w latach, ale w pokoleniach. Lecz nawet to, gdyby jakimś cudem okazało się możliwe, byłoby daremne, gdyż w laboratoriach powstają niekończące się serie nowych syntetycznych związków chemicznych; w samych tylko Stanach Zjednoczonych rocznie tworzy się ich około pół tysiąca i wprowadza je do użytku. Liczba ta jest zatrważająca, a jej implikacje trudne do wyobrażenia – co roku 500 nowych chemikaliów, do których ciała ludzi i zwierząt mają się jakoś przystosować, mimo że są to substancje znajdujące się poza sferą ich biologicznego doświadczenia. Wiele z nich służy człowiekowi w jego wojnie z przyrodą. Od połowy lat 40. powstało ponad 200 podstawowych związków chemicznych przeznaczonych do niszczenia owadów, chwastów, gryzoni i innych organizmów opisywanych współczesnym językiem jako „szkodniki”; sprzedaje się je pod kilkoma tysiącami różnych nazw handlowych.

Oferowane w formie sprayów, proszków i aerozoli, stosowane są niemal powszechnie w gospodarstwach rolnych, ogrodach, lasach i domach mieszkalnych – nieselektywnie działające chemikalia zabijające wszystkie owady zarówno „złe”, jak i „dobre”, odbierające pokarm ptakom oraz rybom w strumieniach, pokrywające śmiertelnym nalotem liście drzew i krzewów, gromadzące się i zalegające w glebach – wszystko po to, by pozbyć się paru roślin uznanych za „chwasty” lub „niepożądanych” owadów. Czy ktokolwiek uwierzy, że można obciążać powierzchnię Ziemi taką masą trucizn, nie pozbawiając jej zdolności podtrzymywania życia? Nie powinniśmy ich nazywać „środkami owadobójczymi”, lecz „życiobójczymi”.

  • Rachel Carson, Milcząca wiosna, wyd. PWN, tłum. Marek Czekański
  • Tekst ukazał się w numerze 7-8/2026 Magazynu VEGE