O regionalizmie, który gdzieś się zagubił w przypływie ludzi z większych miast.
Wyobraź sobie taką sytuację: budzisz się rano od słońca sączącego się przez zasłony. Wstajesz więc trochę niezadowolony, żeby je poprawić. Póki się z nimi szarpiesz, odsłania się przed tobą panorama gór piękniejsza niż cokolwiek innego. Udaje się – wracasz do łóżka już z lekkim uśmiechem. Zostały ci jeszcze jakieś dwie godziny snu, zanim budzik zacznie zaganiać do śniadania i twojej pracy zdalnej na laptopie rozłożonym tuż przed oknem, z którego widać taką panoramę… Tego chciałeś, ucieczki z miasta, ciszy małych miejscowości, zapierających dech w piersiach widoków. Od ponad 20 lat według danych GUS więcej ludzi przeprowadza się z miast na wieś niż na odwrót. Nie jest to niczym odkrywczym, ale skutki tych manewrów gryzą już w oczy.
Czyżby okołogórskie miejscowości były dla przyjezdnych… nieestetyczne? Budownictwo w takich okolicach po stronie słowackiej, polskiej i czeskiej, zdaje się całkiem podobne – kilkupiętrowe domy o jasnej, nierzadko pastelowej elewacji, skośnych dachach, wielu oknach i długich balkonowych balustradach. W takich budynkach w Polsce, zwłaszcza tych bardziej monumentalnych, z odpowiednią dozą wyobraźni można nawet dostrzec naleciałości stylu zakopiańskiego i Stanisława Witkiewicza. Zanim artysta wprowadził rewolucje w postrzeganiu podgórskiego charakteru, stały drewniane chaty – żywe pomniki regionalnych historii.

Wizja wioski, już gdziekolwiek, pomińmy te góry – przy jeziorach, rzece, lasach – o bielonych drzewach i urzekających drewnianych chatach zdobionych donicami pełnymi kwiatów, w których wciąż widać lokalny charakter, to zapewne ta oaza stawiana jest w kontrze do miejskiego zgiełku zakorkowanych wielopasmowych ulic. W rzeczywistości chata pozbawiona sentymentu dodającego jej uroku potrafi wzbudzić żal, nawet niechęć. Potencjalny mieszkaniec zaczyna się nagle zastanawiać, jak wygląda ocieplenie, ogrzewanie i prąd, czy da się podłączyć internet?
Może ten romantyzm jest potrzebny do uniknięcia generyczności i zachowania cech regionalnych. Za naszą wschodnią granicą nie tak trudno znaleźć tego przejawy. Spójrzmy na Old khata project (Projekt stara chata) dokumentujący najróżniejsze ludowe ornamenty, wystroje wnętrz, dekoracyjne fasady. Praca jego twórców dostępna jest m.in. na Instagramie. Dalej jest RE: Ukraine Villages – narzędzie trochę przywodzące na myśl Simsy, które umożliwia zaprojektowanie własnej chaty z uwzględnieniem charakterystycznych cech dla danego regionu. Obydwa projekty polecam sprawdzić w wolnej chwili.

Wśród nielicznych chat i liczniejszych przedstawicieli postmodernistycznej interpretacji stylu zakopiańskiego jak grzyby po deszczu wyrosły nowoczesne domki o kształtach prostych jak dziecięcy rysunek, często czekające na gości z Airbnb czy innych tego typu portali. Mają wysokie okna, ich elewacje szaleją w bielach, szarościach i czerniach. Przed nimi jeździ robot-kosiarka, bo zgodnie z oczekiwaniami trawnik musi być równiutko przystrzyżony. Na próżno tu szukać ogrodowych kwiatów czy krzewów, ot, surowa przestrzeń. Miejska enklawa globalnego minimalizmu. Patrząc na to, nie sposób rozpoznać, czy znajdujesz się na Podhalu, Mazurach, Mazowszu, czy w jeszcze innym zakątku świata. Pytanie, ile tych budynków kopiuj-wklej jeszcze powstanie, podczas gdy pomniki lokalnych tradycji stoją i niszczeją.
Chcę dodać, że celem nie jest ocenianie samej chęci ucieczki z męczącego nas miasta. Kiedy już decydujemy się to zrobić, zastanówmy się, jak uniknąć przywiezienia ujednolicającej twarzy globalizacji ze sobą, aby nie dopuścić do tego, że zamiast wypasających się w górach owiec napotkamy tylko wypasające się auta na warszawskich i krakowskich rejestracjach, a zamiast domów o regionalnych cechach – minimalistyczne bryły.
- tekst: Magdalena Lipińska

