Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Bycie w porządku jest w porządku

maj 25 2026

Z jednej strony bycie weganinem/weganką jest łatwiejsze, niż było jeszcze dekadę czy dwie temu. Choćby dlatego, że wyrósł nam spory rynek wegańskich produktów. Mam na myśli te towary, które mają zastąpić produkty odzwierzęce, a nie te, które wegańskie są i zawsze były (moja ulubiona odpowiedź na twierdzenie „Nigdy nie byłem w sklepie wegańskim” brzmiała „Naprawdę? Nigdy nie byłeś w warzywniaku?”).

I choć – zastrzegam, że na oko i bez żadnych badań rynku – wydaje się, że entuzjazm przedsiębiorców nieco opadł, lęk „to co ja będę jeść?” jest już naprawdę tylko pretekstem, by się nie zmieniać.

Jest jeszcze druga strona. Bycie wege się skomplikowało, bo weganizmem nie nazywa się już tylko diety, a nawet niewykorzystywania produktów odzwierzęcych (i samych zwierząt). Coraz więcej osób – skądinąd nie tylko wegan – uważa, że nie mamy prawa do tej zaszczytnej nazwy, jeśli robimy cokolwiek, co niebezpośrednio, nawet w dość dalekiej perspektywie, może zaszkodzić komukolwiek. I tu pozwolę sobie się nie zgodzić.

Z nazewnictwem, nie z ideą minimalizowania szkodliwego wpływu na świat. Nie da się jednak ukryć, że piszę ten tekst na komputerze i wyślę go do łamania pocztą elektroniczną. Inaczej się już po prostu nie da, a nawet gdyby się dało, pewnie wybrałbym sposób najszybszy i najwygodniejszy dla wszystkich zaangażowanych w proces. Zużywam więc energię elektryczną, przyczyniam się do emisji dwutlenku węgla.

Obudowa mojego laptopa jest z plastiku, a we wnętrzu z pewnością są pierwiastki, których pozyskanie ma wielki koszt środowiskowy (prawie bez wątpienia także ludzki, o ludziach też nie powinniśmy zapominać). Mimo to nazywam się weganinem. W rzeczywistym świecie ideał nie istnieje. Uważam, że już bycie w porządku jest… w porządku.

  • Tekst: Maciej Weryński (redaktor naczelny Magazynu VEGE)
  • Tekst ukazał się w numerze 6/2025 Magazynu VEGE