Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

O (braku) wdzięczności

kwiecień 27 2026

Dzienniki wdzięczności stały się swego czasu popularne. Prowadzący je ludzie zapisywali co wieczór, za są jest wdzięczni i co ich zdaniem wydarzyło się tego danego dnia, za co warto podziękować. Zapiski z dziennika wdzięczności mają uczyć uważności i docenienia tego, co robią dla nas inni. To również uwrażliwienie na trwające dookoła nas życie. Gdy piszemy słowa „dziękuję, że moja przyjaciółka była dla mnie dobra”, „dziękuję, że moja mama zrobiła dla mnie obiad”, „jestem wdzięczna, że dzisiaj mogłam spotkać przyjaciół”, uświadamiamy sobie, ile dostajemy od świata.

Wdzięczność to również lekcja pokory i świadomości, że dobro oraz szczęście nie muszą mieć spektakularnej formy. Niestety bardzo często szczęście naszej codzienności wydaje nam się nudne i banalne w swoim bezpieczeństwie, rutynie i przeciętności. Dlatego nie doceniamy, ile mamy szczęścia, jak piękny jest każdy poranek, w który możemy wstać, wypić kawę, iść do pracy. Radość z faktu, że mamy pracę, normalną codzienność bez przemocy domowej, bez wojny w naszym kraju, że mamy przyjaciół i rodzinę może nam przez to łatwo umykać. Dopiero wydarzenie złe, utrata zdrowia, kogoś, kogo kochamy, pracy, spokoju, rutyny, codzienności – tego wszystkiego, co wcześniej wydawało nam się oczywiste – daje nam bolesną świadomość utraconego szczęścia. Szczęście po prostu jest dość niewyraźne do dostrzeżenia, zwłaszcza gdy popkultura przyzwyczaiła nas definiować jako szczęśliwe tylko chwile niezwykłe i wydarzenia niecodzienne, odświętne, wyjątkowe, z efektem „wow”.

W pogoni za tym, co niepowtarzalne, pełne mocnych wrażeń i doznań, w przebodźcowaniu dnia rozrywką i w poszukiwaniu wiecznej nowości, która ma nas zabawić nie doceniamy świata, w jakim mamy szczęście żyć. W naszym dzienniku wdzięczności nie piszemy, jak ważne i wspaniałe jest już samo to, że w ogóle jesteśmy, że żyjemy w świecie wręcz wyjątkowym. Jeszcze w XX wieku ludzie na całym świecie, w tym w Europie, umierali z głodu, nie mieli praw pracowniczych, praw kobiet, praw dzieci, praw człowieka. Druga połowa XX wieku to okres rozwoju powojennego zachodniego świata, który dał niespotykaną nigdy wcześniej w dziejach stabilność społeczną i polityczną zachodniej kultury.

To oaza na skalę światową, niespotykany nigdy wcześniej luksus. Socjalne zabezpieczenia i prawa pozwoliły o zadbanie na masową skalę o ludzi, którzy wcześniej nie mieli szans na godne funkcjonowanie. Zniesienie klasizmu, walka z seksizmem, ableizmem, rasizmem, ageizmem doprowadziły do niezwykłej sytuacji, w której człowiek zachodniej kultury może czuć się bezpiecznie na ulicy, w pracy, domu. W Europie głodne dzieci nie są już posyłane do pracy, a osoby w wieku senioralnym nie muszą cierpień pogardy i wyzysku obciążonej ich opieką rodziny. W kulturze zachodniej kobiety mogą studiować, pracować i rozwijać swoje prawa. Żyjemy w elitarnym klubie zachodniego świata i nie dziękujemy za to.

Uznając przywileje za normę, nie tylko nie czujemy za nie wdzięczności, lecz również nie dostrzegamy tego, że nasz rozwój i nasz komfort opiera się na wyzysku Innych. Zwierzęta to największe ofiary naszego luksusu. Zaczynając od XIX-wiecznych koni w kopalniach lub ciągnących tramwaje, dorożki i dyliżansy w rozrastających się miastach po współczesne zwierzęta w wielkich hodowlach połaciowych, ofiary ludzkiej potrzeby, by jeść mięso o każdej porze doby.

Nasze dobro to cierpienie innych. Na ulicach zachodnich miast w każdej chwili można kupić w fast foodzie jedzenie pełne odzwierzęcych produktów. Luksusowe marki odzieży czy samochodów szczycą się po dziś dzień skórzanymi torebkami, paskami czy tapicerką.

Rozrastające się miasta, luksusowe kurorty wypoczynkowe nad brzegiem mórz czy w górach, wielkie statki wycieczkowe, autostrady, wielkie centra handlowe, trasy narciarskie zabierają tereny do życia zwierząt. Zwierzęta przegrywają z naszą potrzebą coraz większego efektu „wow”, coraz większego bombardowania naszej świadomości przyjemnościami i rozrywką.

Współczesnemu człowiekowi już nie wystarczy spacer za miasto, musi jechać na wakacje i to najlepiej egzotyczne, gdzie na małej wysepce nie zamieszkałej przez ludzi będzie czekała na niego plaża, kawiarnie i restauracje, czynne tylko po to, by żeglujący po oceanach i morzach turyści mogli przeżyć egzotyczną przygodę.

Współczesny człowiek Zachodu uwierzył, że wszystko mu się należy, owoce i warzywa poza sezonem dostarczane z innego kontynentu lub hodowane w szklarniach – nie liczą się w śladzie węglowym i wydłużonym łańcuchu dostaw, a w konieczności zaspokojenia konsumenta.

Pokarmy z całego świata, kiedyś luksusowe i niemożliwe do zdobycia, dzisiaj uchodzą za codzienność. W Polsce można kupić mango, papaję, banany, kiwi czy ananasy. Metki nie mówią nic o transporcie i zanieczyszczeniu atmosfery. Sięgając po produkty przywiezione z daleka, milczymy o globalnym ociepleniu. Gdy wsiadamy do samolotu, by wyjechać na wakacyjną wycieczkę, nie zastanawiamy się, jakim kosztem odbywa się nasza przyjemność. Widzimy już palmy, czujemy ciepło piasku, uśmiechamy się do pięknych widoków i oczekujemy sprawnej, profesjonalnej obsługi na miejscu naszego pobytu. O nadmiernej turystyce, jej patologii, milczymy przekonani, że nam się należy wypoczynek, tworząc mit osoby, która wręcz swoimi podróżami daje zarobić „tej biedniejszej” części świata. Coraz bardziej znudzeni luksusem, uznając przywileje współczesności za oczywistość, żądamy coraz więcej, w konsumpcji widząc prawo i normę.

Wdzięczność – bycie w sytuacji dziękowania, poczucie, że trzeba, że chce się wyrazić sympatię, życzliwość za doświadczone dobro – oznacza, że rozumiemy, iż ktoś coś dla nas zrobił. Stało się coś, na co odpowiadamy wdzięcznością. Świat, jaki nas otacza, daje nam z siebie wiele, człowiek bierze jednak o wiele więcej niż przyroda może zaoferować. Nasze potrzeby wykańczają nawet zasoby odnawialne, tylko dlatego, że nie potrafimy zatrzymać się w naszych pragnieniach i zachłanności. Nie czujemy wdzięczności, nie ma w nas potrzeby odpowiadania na dobro istnienia i tego, co pozyskujmy z przyrody. W XX wieku człowiek Zachodu osiągnął rozwój kulturowy (prawa człowieka, ruchy społeczne, aktywizm), technologiczny i naukowy, który pozwala nam żyć w niespotykanym nigdy wcześniej luksusie.

Jeszcze sto lat temu ludzi zabijała gruźlica, a nowotwory były nieuleczalne. Ludzie zachodniej kultury zmagali się z wieloma powikłaniami spowodowanymi niedożywieniem. Praca fizyczna dominowała, niepewność jutra była codziennością. Dzięki rozwojowi, jaki dokonał się w XX wieku, dzisiaj nasze życie jest niezwykle bezpieczne i dostatnie. My tego jednak nie doceniamy, nie czujemy wdzięczności wobec świata, wobec przeszłych pokoleń pracujących ciężko na nasz sukces. Dlatego znudzeni przejadamy resztki świata, jaki pozostał, rujnując przyszłość naszych dzieci i wnuków.

Nasi dziadkowie i babcie pracowali dla nas, my wsiadamy do samolotu i lecimy na wakacje, nie przejmując się, co spowoduje ślad węglowy dla naszych dzieci. Gdy nasi pradziadkowie i prababcie sadzili drzewo, ciesząc się, że ich wnuki będą miały cień, my dzisiaj ścinamy drzewa, żeby wybudować kolejny dom, kurort, hotel, nie przejmując się jaki będzie los w zabetonowanym świecie naszych dzieci.

Ten brak poczucia wdzięczności za luksusowy świat, w jakim przyszło nam żyć, przekonanie, że te wszystkie dobra i udogodnienia zwyczajnie są nam należne, powoduje coraz większą degradację świata. Wdzięczność zakłada pokorę, podziękowanie innym, za to, że dali nam coś od siebie. Bycie w wdzięczności oznacza świadomość, że wiele drzew zostało ściętych dla naszych pięknych domów, wiele zwierząt straciło swoje miejsca w świcie dla naszych wygodnych miast, dróg, wiele istot żyjących na świecie cierpi tylko dlatego, że nie wyobrażamy sobie życia bez produktów odzwierzęcych. Brak wdzięczności to ślepota na krzywdę świata, jaką regularnie czynimy naszym rozwojem i potrzebą, by mieć więcej i żyć jeszcze wygodniej.

Wdzięczność oznacza zrozumienie, że pożyczamy od przyszłych pokoleń otaczającą nas rzeczywistość. Im bardziej agresywnie niszczymy przyrodę, zabijamy zwierzęta i eliminujemy bioróżnorodność tym bardziej odbieramy przyszłość tym, którzy przyjdą tutaj po nas. Świat potrzebuje naszej wdzięczności – zrozumienia, że tyle osiągnęliśmy, niszcząc środowisko i że to od nas zależy, czy obecny luksus będzie tylko naszą przyjemnością, winą i cudzą katastrofą…

  • Tekst: Joanna Hańderek
  • Tekst ukazał się w numerze 5/2026 Magazynu VEGE