A gdyby tak wyobrazić sobie inną sytuację niż „normalna”? Ludzie przyzwyczaili się do jedzenia mięsa – swojego mięsa. Kanibalizm jako norma. Ludzie piją mleko, ludzkie mleko, kobieta ma laktację i jej produkt mleczny sprzedawany jest w kartonach. Delikatna skóra młodego osobnika homo sapiens doskonale nadaje się na eleganckie rękawiczki czy piękną torebkę. Eksperymenty medyczne i testowanie na gatunku człowiek – modele specjalnie wyselekcjonowane i hodowane w laboratoriach. Czy już zrobiło się Państwu dziwnie? To niesmaczne? Zła prowokacja?
Niejeden autor i niejedna autorka próbują nas przekonać, że takie odwrócenie jest możliwe i zdarzało się w zrujnowanym etycznie świecie. Kanibalizm, gdy pojawiał się w historii ludzkości, albo miał formę rytualną, wręcz świętą, albo wiązał się z tragiczną, niemożliwą do przeżycia sytuacją. Wielki głód, wojna, terror, momenty, kiedy człowiek zostaje zepchnięty na granice swojego własnego człowieczeństwa. Ostateczny akt, jakim jest kanibalizm, zawsze wiąże się z napięciem moralnym, przekraczaniem barier, z sytuacją, którą szybko się sakralizuje, symbolizuje, uświęca albo wypiera i wymazuje z własnej czy zbiorowej świadomości. Jedzenie ludzkiego ciała, tak samo jak zamordowanie człowieka, to tabu. Nieprzekraczalne ramy etyki.
W „Wybornym trupie” Agustina Bazterrica opisuje świat po wielkiej epidemii. Ludzie nie mogą już jeść zwierząt, muszą uważać, by żadne z nich nie zbliżyło się do domostw, dlatego postanawiają jeść siebie nawzajem. Pojawiają się w tym powieściowym świecie sprzedawcy, producenci i wielkopołaciowe farmy, gdzie rozmnaża się odpowiednio przystosowane, genetycznie zmodyfikowane osobniki homo sapiens. Są traktowane jak wcześniej świnie, krowy czy kury. Na książkę można się oburzać, można zadawać sobie pytanie, czy człowiek rzeczywiście dopuściłby się takiego bestialstwa. Bazterrica ukazuje jednak ewolucję, szybką przemianę mentalności. Ludzie wyznaczeni do zjedzenia zostają całkowicie odczłowieczeni, uprzedmiotowieni, sprowadzeni do roli pokarmu.

Cormac McCarthy ukazuje postapokaliptyczny świat, w którym ostatni pozostali przy życiu ludzie nie mają żadnych norm i zahamowań, a wszystkimi rządzi jedna zasada – jeść wszystko to, co gwarantuje przetrwanie. Dlatego w „Drodze” McCarthy’ego normą jest nie tylko kanibalizm, lecz także przetrzymywanie ludzi jako zapasu żywności. W tej opowieści autor też sugeruje, że przemiana nie dokonała się na przestrzeni pokoleń, lecz została wywołana bardzo szybko przez kataklizm, jaki przeżyła ludzkość.
Gdy przyjrzeć się historii, można dostrzec, jak bardzo łatwo – w czasach kolonialnych, feudalnych czy totalitarnych – przychodziło ludziom uznać, że ktoś jest nie jest do końca człowiekiem. I to już wystarczyło, by zmuszać do niewolniczej pracy, torturować, czy mordować na masową skalę. Herero na Wyspie Rekinów, Żydzi w obozach koncentracyjnych to ludzie w pełni odczłowieczeni, skazani na zagładę tylko dlatego, że odebrano im podmiotowość. Gdy człowiek przestaje widzieć w drugim człowieku osobę, zaczyna się mord. Jak pokazał Arjun Appadurai, z ideobójstwa przechodzi się płynnie do ludobójstwa. Uznanie, że ktoś jest jak insekt, plugastwo, zaraza prowadzi do „czyszczenia” świata. Historia pokazała, że wystarczy socjotechnika, by zacząć nienawidzić drugiego człowieka i żądać jego śmierci bądź godzić się na jego cierpienie i wykorzystanie.
Za normę uznajemy zabijanie zwierząt. Polowania pokazane są na wielu dziełach najwyższej klasy. Malowali je tacy mistrzowie jak Rubens, Velázquez, Goya, Cranach Starszy, nawet uduchowiony i romantyczny Caspar David Friedrich namalował „Strzelca w lesie”. Dzisiaj dzieła wielkich mistrzów podziwiamy bez zastrzeżeń, z zachwytem wobec ich kunsztu, z uznaniem ich talentu. Wchodzimy do muzeum i uczymy nasze dzieci, co jest piękne: pies rozrywający konające zwierzę, pogoń myśliwych, ludzie szykujących się do strzału, pięknie odmalowani mężczyźni mordujący zwierzęta.
Za normę uznajemy jedzenie mięsa zwierzęcia. Od czasów Hipokratesa i Galena zdrowie zależało od równowagi czterech elementów w organizmie. Mięso uznano za pokarm „gorący i wilgotny”, dlatego rzekomo miał pomagać, gdy w organizmie została naruszona równowaga i gorące oraz mokre pierwiastki ustępowały. Dlatego też nie tylko lekarze zalecali spożycie mięsa, lecz również uznawano, że tłuszcz zwierzęcy (np. gęsi, niedźwiedzi czy prosięcy) stanowi leczniczy element większości maści. W XVII i XVIII w. panowało przekonanie, że żołądki arystokratów potrzebują tłustych pieczeni, które dostarczają „szlachetnych soków szlachetnym osobom”. Wtedy też zaczęły robić furorę lecznicze buliony, czyli skoncentrowane wywary z mięsa, które miały odbudowywać siły życiowe chorych. To właśnie z tamtych czasów wyrasta wciąż trwająca w naszej kulturze magia rosołu jako zdrowej, leczniczej zupy.
W XIX w. zaczęto do sprawy podchodzić zgodnie ze standardami ówczesnej nauki. Niemiecki chemik i pionier dietetyki Justus von Liebig uznał białko zwierzęce za jedyne źródło siły mięśni. W 1847 r. wprowadził Ekstrakt Mięsny Liebiga, który lekarze przepisywali jako środek na wszelkie osłabienia.
Gruźlica zabijała jeszcze w XX w. Aż do odkrycia antybiotyków główną metodą jej leczenia była dieta wysokobiałkowa i wysokotłuszczowa (często podawano chorym surowe mięso lub krew, wierząc w ich regeneracyjną moc).

I tak do współczesnego świata dotarł stereotyp mówiący o jedzeniu mięsa jako podstawowej i zdrowej diecie. Alternatywną dietę roślinną, często deprecjonowaną jako niewystarczająca, też odrzuca się na podstawie światopoglądu budowanego nie na współczesnej nauce, lecz na historycznych stereotypach. Często też pomija się brak wiedzy XIX-wiecznych lekarzy, którzy wierząc w wywary z mięsa, nie wiedzieli, że błonnik zawarty w roślinach to cenny materiał budujący ludzki mikrobiom, a przez to odporność, a zatem o wiele bardziej potrzebny i wartościowy niż bulion z ciała zwierzęcia. Do jedzenia człowiek nadal podchodzi w sposób magiczny, kierując się tradycją, przyzwyczajeniem, marzeniami o byciu kimś. Fakt, że arystokraci tak długo mieli prawo do nieograniczonych ilości mięsa i do polowań, uruchomił mechanizm budowania własnego ego przez mordowanie i zjadanie zwierząt.
Normalizacja zjadania i zabijania zwierząt ma kulturowy charakter. Współczesny człowiek odwołujący się do wcześniejszych czasów nie bierze pod uwagę braku dzisiejszej wiedzy i kwalifikacji, tak samo jak nie uwzględnia niedoborów żywieniowych dawnych ludzi. Człowiek ewoluował jako wiecznie głodny ssak, dlatego nasza wszystkożerność w dawnych wiekach dawała szansę na przetrwanie. Nie jest to jednak ani moralna, ani dietetyczna wskazówka, jak mamy dzisiaj postępować.
Co więcej, we współczesnym świecie, kiedy tyle badań pokazuje, jak mięso może podrażniać nasz układ trawienny, a przemysł pozwala na uzyskiwanie wielu produktów, obstawanie przy hodowaniu, katowaniu i mordowaniu zwierząt w imię „zdrowego” mięsa jest zabobonem.
Odwróćmy raz jeszcze porządek myślenia. Carol J. Adams w „Seksualnej polityce mięsa” uświadamia nam, że od tego, by przyjąć, że kogoś można zabić, torturować, wykorzystać, dzieli nas parę kroków socjotechnicznej narracji. W patriarchalnym świecie kobieta była zawłaszczana i uprzedmiotowiana tak samo jak zwierzę. Wystarczy się przyjrzeć terminologii opisującej seks, by dostrzec agresję wobec kobiety i sprowadzenie jej do funkcji (seksualnej i prokreacyjnej). Adams jak większość ekofeministek utożsamia los zwierząt – wykorzystywanych i uprzedmiotowionych – z losem kobiet.
Przemoc jest przecież zawsze tak samo aktem agresji, nieważne, kto jej doświadcza. Analiza sposobu, w jaki traktowano kobiety, uświadamia nam, jak przemoc staje się normą. Znormalizowanie prześladowania i gwałtu, polowania, mordowania tych, których nie traktujemy jako dostatecznie ludzkich, którzy nie są podmiotami, a więc stają się obiektami pożądania, posiadania, eksploatacji – to normalizowanie zła mocno zakorzenionego w życiu człowieka. Nie widzimy już krzywdy, jaka wydarza się na naszych oczach, dzieje się dla nas, dla zaspokojenia naszych potrzeb. Widzimy produkt.
Świat jest pełen śladów przemocy. Skórzane buty i rękawiczki są śladem po okrutnej śmierci krowiego dziecka. Serek i jogurt powstały, ponieważ krowa została zgwałcona, pozbawiona swojego dziecka i potraktowana jako maszynka do robienia napoju. Znormalizowanie przemocy, nasza codzienna znieczulica na nią, rozciąga się na wiele istot. Te pozaludzkie stanowią jeden z elementów świata codziennej przemocy. Przemoc domowa, gwałty, budowanie murów na granicy, odpychanie uchodźców, rozliczne akty agresji językowej, symbolicznej, ekonomicznej. Dla niektórych z nas drażniący są nawet ludzie w kryzysie bezdomności. Gatunkowizm spotyka się z klasizmem, rasizmem, szowinizmem kulturowym i mizoginią.

Eksperyment z początku przeraża nas tak bardzo, ponieważ uświadamia nam, że tak naprawdę już żyjemy w odwróconym świecie. Wprawdzie potępiamy sam kanibalizm, ale wyzysku drugiego człowieka możemy nie zauważyć. Gwałt małżeński długo uznawany był za normę i spełnianie obowiązku małżeńskiego. Mizoginia, wyzysk kobiet, pogarda wobec nich widoczne są i we współczesnym świecie, gdzie asymetria płac czy relacji społecznych nadal jest obecna. Odwracamy oczy i nie chcemy rozmawiać o zjadaniu mięsa zwierzęcia jako akcie analogicznym do kanibalizmu, ponieważ ciągle oburza nas samo porównanie człowieka i zwierzęcia. Ciągle uwielbiamy myśleć o homo sapiens w kategoriach metafizycznych bądź symbolicznych, zakłamując rzeczywistość.
Odwróćmy więc całą narrację raz jeszcze. A gdyby tak do śmierci zwierzęcia podejść tak samo jak do śmierci człowieka? A gdyby tak jego ciało było równie święte jak ludzkie, wiązało się z takim samym szacunkiem i tabu? Cmentarze dla zwierząt domowych w wielu krajach już są normą. Pomyślmy więc szerzej, a gdyby tak w zwierzęciu zobaczyć siebie? Tak samo żyje, tak samo cierpi i tak samo odczuwa dobre i złe emocje. Oczywiście jest innego gatunku, więc inaczej rozporządza swoim ciałem, inne są jego potrzeby, zachowanie, ekspresja. Nie ma jednak żadnych podstaw, by z różnic gatunkowych uczynić wzorzec odbierający jednym podmiotowość, a drugich stawiać ponad resztą świata. To nasze przyzwyczajenia i brak wiedzy, zabobony i tradycja sprawiły, że zabijanie i zjadanie jednych traktujemy jako normę, a drugich uznajemy za niedopuszczalne. Świat się jednak zmienia i nasze tradycje też. To od nas zależy, kiedy normą stanie się powszechny szacunek, a zjadanie ciała zwierzęcia będzie tak samo obrzydliwe jak myśl o zjadaniu ciała człowieka. Wszystko jest w naszej świadomości. Tradycja jest plastyczna i łatwo daje się zmieniać.
- Tekst: Joanna Hańderek
- Tekst ukazał się w numerze 4/2026 Magazynu VEGE

