Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Dorastanie wśród marek

marzec 27 2026

Z perspektywy marketingowej dzieci są pożądaną grupą, której lojalność bywa trwała i przenosi się na wzorce konsumpcji w dorosłości.

Nie dziwi nas już to, że kilkuletnie dzieci potrafią wpływać na decyzje zakupowe swoich rodziców albo wybierać produkty spożywcze i płacić za nie z własnego kieszonkowego. Spróbujmy sobie wyobrazić te same dzieci w dżungli poznawczo-emocjonalnej, w której uczą się rozpoznawać i nazywać swoje potrzeby, regulować napięcie czy też odraczać gratyfikację. Odwrotnością tych procesów jest funkcjonowanie w środowisku nasyconym przekazami marketingowymi, obietnicą natychmiastowej przyjemności i ucieczką od dyskomfortu emocjonalnego.

Oddziaływania reklamowe stały się tak znormalizowane, że obecnie funkcjonują jako nieodłączny element cyfrowej rzeczywistości.
Reklamy żywności wpływają również na nastolatków będących w trakcie budowania swojej tożsamości, autonomii i przynależności. Marketing może być dla nich odpowiedzią na te potrzeby, łącząc jedzenie z wizerunkiem, stylem życia czy sylwetkami infulencerów symbolizujących sukces. W swojej codziennej pracy z dziećmi i młodzieżą widzę marketing jako jeden z czynników „kodujący” ich relację z jedzeniem i oddziałujący na poczucie przynależności, słuchanie głosu swojego ciała i sposób regulacji emocji.

Ścieżki przyjemności

Reklama żywności może na pierwszy rzut oka wydawać się chaotyczna, niedoprecyzowana, a nawet irytująca. Tak naprawdę w wielu przypadkach została zaprojektowana tak, by zwrócić naszą uwagę i aktywować obszary naszego mózgu odpowiadające za reakcje emocjonalne i ośrodek nagrody. Marketing żywności kierowany do dzieci i nastolatków jest skuteczny, bo bazuje na neurobiologii mózgu najmłodszych.

Intensywne kolory, połączenie dynamiki znanych bohaterów i elementów humoru przyciągną uwagę szybciej niż „nudna” informacja o składzie produktu. Mózg dziecka odbiera taką reklamę jako angażującą historię. Ta opowieść, wielokrotnie powtarzana, jest potem automatycznie kojarzona z zabawą, radością i uruchamia system nagrody.

Produkty wysoko przetworzone, bogate w cukier, tłuszcz i sól, w połączeniu z przekazem reklamowym „zapowiadają” przyjemność jeszcze przed konsumpcją. Dziecko widzi logo i spodziewa się nagrody. Skoro my, dorośli, potrafimy wpadać w pułapkę marketingu żywności, pomyślmy, jak mocno dzieci są podatne na te oddziaływania. Zwłaszcza obecnie, w środowisku intensywnych, krótkotrwałych bodźców i maksymalizacji atrakcyjności sensorycznej w reklamach.

Jedzenie zamiast słów

Marketing żywności pokazuje gotowe rozwiązanie w sytuacji dyskomfortu emocjonalnego: napięcia, nudy, zmęczenia czy samotności. Dziecko uczy się wtedy prostego wzorca „zajadania” emocji. Schematy te może wzmacniać podejście do jedzenia w środowisku rodzinnym, zwłaszcza jeśli na co dzień bywa nagrodą za dobre zachowanie albo pocieszeniem.

Produkty bogate w cukier czy tłuszcz aktywują system nagrody i mogą chwilowo obniżać napięcie. Problem pojawia się wtedy, gdy chęć „zajadania” trudności staje się naszą dominującą strategią regulacji emocji i automatyzmem, czyli szybką i nieświadomą reakcją myślową.

W okresie dorastania pojawia się większa intensywność przeżyć emocjonalnych i potrzeba autonomii, oddzielenia od dorosłych. Jedzenie jest „bezpiecznym” sposobem redukcji napięcia, dodatkowo łatwo dostępnym i społecznie akceptowanym. W międzyczasie nastolatek nie rozwija umiejętności nazywania uczuć, szukania wsparcia czy próby regulacji dyskomfortu emocjonalnego w zdrowy sposób. Jeśli emocje są zagłuszane poprzez jedzenie, trudniej jest je rozpoznać i zrozumieć. Relacja z jedzeniem z czasem zaczyna pełnić funkcję regulacyjną.

Dorastanie w cieniu ideału

W czasie adolescencji padają pytania: „kim jestem?”, „co mnie wyróżnia?”, „gdzie jest moje miejsce?”. Miejsce i grono spożywania posiłków zaczynają mieć dla nastolatków fundamentalne znaczenie. Produkty spożywcze mają się więc wpisać w poczucie niezależności, przynależności do grupy i to, co wspólne dla jego otoczenia.

Równolegle dorastaniu towarzyszy presja dotycząca tego, jak wygląda ciało. Media społecznościowe, w których nastolatki spędzają dużą część czasu, pokazują wyidealizowane sylwetki i starannie wykreowane wizerunki. W tej przestrzeni jedzenie pojawia się w dwóch skrajnych odsłonach: jako obiekt nieograniczonej konsumpcji albo jako element ścisłej kontroli i restrykcji.

Nietrudno tutaj o napięcie emocjonalne. Z jednej strony widać przekaz zachęcający do intensywnego konsumowania wysoko przetworzonych produktów, z drugiej kult szczupłości, dyscypliny i „idealnego” ciała. Nastolatek może doświadczać wewnętrznego konfliktu: pragnienie przyjemności kontra lęk przed oceną. Taki dysonans może prowadzić do dezorientacji. Młody człowiek uczy się, że jedzenie jest jednocześnie źródłem nagrody i potencjalnym zagrożeniem. Bez wsparcia dorosłych trudno jest samodzielnie zintegrować te sprzeczne komunikaty.

Dlatego tak istotne staje się budowanie spokojnej, niewartościującej narracji wokół jedzenia. Takiej, która pozwala oddzielić potrzebę od impulsu, a przyjemność od poczucia winy.

Relacja z jedzeniem w tym okresie jest ściśle powiązana z relacją z ciałem. Jeśli ciało staje się polem do nieustannych poprawek, jedzenie bywa traktowane jak narzędzie kontroli albo zagrożenie. Jeśli natomiast jedzenie staje się symbolem wolności i buntu, może pełnić funkcję manifestu. Z perspektywy psychologicznej adolescencja to moment szczególnie wrażliwy. To czas, w którym młody człowiek uczy się integrować potrzeby przyjemności, przynależności i akceptacji własnego ciała.

Algorytm wie, czego chcesz

Współczesny marketing żywności nie przypomina już dawnych reklam telewizyjnych. Dzieci i nastolatki funkcjonują dziś przede wszystkim w środowisku cyfrowym: na platformach wideo, w mediach społecznościowych, w grach online. Dlaczego tam reklama jest najskuteczniejsza? Bo właśnie w tych przestrzeniach staje się najmniej widoczna.

Marketing natywny i lokowanie produktu bazują na wpleceniu marki w treść, która nie wygląda jak reklama. Ulubiony twórca pokazuje przekąski podczas transmisji na żywo, influencerka „przypadkowo” sięga po konkretny napój w trakcie transmisji, rekwizytem bohatera serialu młodzieżowego jest regularnie pojawiająca się puszka napoju danej marki. Wszystko to składa się na element codzienności, czyli to, do czego już jesteśmy przyzwyczajeni.

Dziecko obserwujące te obrazy uczy się nie tylko tego, co warto jeść, lecz także tego, jak wygląda relacja, świętowanie, nagradzanie siebie. Marketing staje się lekcją stylu życia. W ten sposób konsumpcja zaczyna być postrzegana jako naturalny sposób wyrażania emocji, budowania więzi i konstruowania tożsamości. Równolegle nastolatkowie budują jednostronne poczucie bliskości z twórcami internetowymi, tworząc relacje paraspołeczne. Obserwują ich codzienność, słuchają ich opinii, identyfikują się z nimi. Zaufanie nastoletnich odbiorców wyraźnie zwiększa siłę przekazu. Jeśli influencer coś wybiera, to znaczy, że warto.

Nie można zapomnieć też o algorytmach. Treści, które wywołują emocje i zaangażowanie, są promowane częściej. Oznacza to, że młody użytkownik może być wielokrotnie eksponowany na podobne komunikaty dlatego, że system uznał je za atrakcyjne. Personalizacja przekazu sprawia, że reklama trafia w konkretne zainteresowania, styl życia czy nawet aktualny nastrój.

Obecnie reklamy są rozproszone i ukryte. Trudniej ją rozpoznać, a tym samym trudniej poddać krytycznej analizie. W efekcie nastolatek może mieć poczucie, że dokonuje spontanicznych wyborów, podczas gdy w rzeczywistości są one subtelnie wspierane przez cyfrowe mechanizmy wpływu.

Rodzic w świecie marketingu

W rozmowie o marketingu żywności bardzo łatwo jest – mniej lub bardziej świadomie – przenieść odpowiedzialność na rodziców. Rzeczywistość jest jednak o wiele bardziej złożona. Rodzina funkcjonuje w tym samym środowisku nadmiaru, presji czasu i intensywnych bodźców. Zmęczeni dorośli w ciągłym pospiechu sami wpadają w sieć marketingu.

Kluczowe jest modelowanie, ponieważ dzieci uczą się poprzez obserwację. Jeśli jedzenie w domu pełni funkcję nagrody, pocieszenia albo sposobu rozładowania napięcia po trudnym dniu, przekaz reklamowy znajdzie podatny grunt.

Skrajna restrykcyjność może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Nadmierna kontrola i kategoryczne zakazy zwiększają atrakcyjność „zakazanych” produktów. Dziecko nie uczy się regulacji, tylko unikania lub ukrywania. Nastolatek może odbierać restrykcje jako naruszenie autonomii, co dodatkowo wzmacnia bunt.

Da się jednak znaleźć równowagę między kontrolą a całkowitą swobodą. Szczególną rolę w tym procesie odgrywają wspólne posiłki, będące realną przestrzenią do spotkań. W ich trakcie dziecko uczy się smaków, a także relacji z jedzeniem i obserwuje, że można jeść bez pośpiechu, rozmawiać, być „tu i teraz”. Wspólnota przy stole buduje poczucie bezpieczeństwa, które jest silniejszym czynnikiem ochronnym niż jakikolwiek zakaz.

Empatyczne podejście oznacza również uznanie, że każde dziecko ma swoje tempo uczenia się samoregulacji. Rolą dorosłych jest towarzyszenie młodemu człowiekowi w budowaniu kompetencji. Zaufanie nie wyklucza granic, a kontrola nie musi oznaczać lęku.

Świadome wybory

W dyskusji dotyczącej marketingu żywności wobec dzieci i nastolatków kluczowe pytanie brzmi: co możemy zrobić jako dorośli: rodzice, nauczyciele, specjaliści?

Pierwszym krokiem jest odejście od narracji opartej na strachu. Straszenie otyłością, chorobami czy „złym jedzeniem” rzadko buduje trwałą zmianę. Takie podejście częściej wzbudza wstyd, lęk i nadmierną kontrolę. Dużo skuteczniejszą strategią jest wzmacnianie kompetencji poznawczych, emocjonalnych i społecznych dziecka.

Edukacja medialna powinna stać się naturalnym elementem edukacji zdrowotnej. Dzieci i młodzież potrzebują wiedzieć, jak działa reklama, czym jest personalizacja treści, dlaczego influencer może promować określony produkt. Zrozumienie mechanizmu zmniejsza jego siłę.

Równie istotna jest rola szkoły i regulacji systemowych. Ograniczenia dotyczące reklamowania wysoko przetworzonych produktów w przestrzeni skierowanej do najmłodszych, przejrzyste oznaczanie treści sponsorowanych, promowanie rzetelnej edukacji żywieniowej to działania, które zmniejszają nierównowagę między rozwojem dziecka a siłą rynku.

Nie można również pomijać wymiaru zdrowia psychicznego. Relacja z jedzeniem kształtuje się równolegle z relacją z własnym ciałem i emocjami. Jeśli nastolatek otrzymuje wsparcie w rozpoznawaniu uczuć, uczeniu się samoregulacji i budowaniu realistycznego obrazu ciała, marketing traci część swojej mocy oddziaływania.

Dzieci i nastolatki nie są bezradnymi odbiorcami przekazów. Mogą uczyć się zadawania pytań, analizowania treści i podejmowania decyzji w oparciu o świadomość. Naszą rolą jest stworzyć im do tego warunki i wzmocnić ich poczucie sprawczości.

Marketing jest i pozostanie elementem współczesnego świata. Zmiany polegają na budowaniu środowiska, w którym dzieci i młodzież potrafią wspólnie funkcjonować w świecie intensywnych bodźców, zachowując wewnętrzną równowagę. To proces wymagający współpracy między rodziną, szkołą a młodymi ludźmi. Chodzi o to, jak uczymy kolejne pokolenie rozumieć wpływ marketingu, podejmować decyzje i dbać o siebie w świecie, który nieustannie próbuje nam coś sprzedać.

  • Tekst: Astrid Brojanowska
  • Tekst ukazał się w numerze 4/2026 Magazynu VEGE