Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Michelle Klubokawiarnia Wegańska zaprasza!

marzec 19 2026

Wizyta w klubokawiarni Michelle pomoże nam sobie wyobrazić, jak mogłaby wyglądać kawiarnia przyszłości w świecie, w którym wszyscy są weganami.

Według różnych źródeł w ostatnich latach mówi się o kryzysie przestrzeni społecznych. Około 28 proc. ludzi mieszkających w Europie w 2023 r. deklarowało, że przeżywa samotność przynajmniej czasem, a 8 proc. mówi, że nie ma ani jednego bliskiego przyjaciela. W Polsce jest bardzo podobnie: około 23 proc. osób przyznaje, że czuje się samotnie, m.in. przez pandemię, która mocno uderzyła w miejsca życia społecznego. Problem nie zniknął wraz z zagrożeniem – codziennie zamyka się jakiś europejski lokal ze strefy hospitality.

Eksperci wiążą to ze wzrostem konkurencji ze strony sieciówek i rosnącymi kosztami prowadzenia małych niezależnych biznesów. W rezultacie urbaniści coraz częściej mówią o zmniejszeniu liczby tzw. trzecich miejsc (third places) – kawiarni, barów i przestrzeni, gdzie powstają potrzebne nam więzi społeczne i lokalne wspólnoty – oraz o tym, że ich znikanie jest bezpośrednio związane ze wzrostem samotności i zmianą kultury miejskiej.

Doświadczenie

Żyję w Warszawie już ponad 10 lat. Zawsze brakowało mi miejsca, w którym czułabym się dobrze i bezpiecznie, w którym znalazłabym znajomych. Nie jestem bardzo towarzyską osobą, nie mam wielu przyjaciół. Jestem osobą migrancką i przez to jest mi o wiele trudniej. Pochodzę z dużej rodziny i wsparcie bliskich osób było dla mnie zawsze bardzo ważne, ale przez to, jak potoczyło się moje życie, nie mam tego w Warszawie, i nie mam możliwości wrócić do tego w swoim rodzinnym mieście.

Przed pandemią pamiętam, że było dużo miejscówek, do których wychodziłam. Nigdy nie czułam się w nich na tyle komfortowo, żeby wracać częściej, ale jednak mogłam znaleźć kąt dla siebie. Po pandemii to się drastycznie zmieniło. Otwiera się dużo sieciówek, wszędzie jest hałas, czuję się źle, jakby nic mnie tutaj nie zatrzymywało. Często łapię się na myśli, że nie chcę wychodzić z domu. Na ulicy spotykają mnie hałas, smutne twarze i smog. Ja pewnie też mam bardzo smutną twarz. Kilka miejscówek, które bardzo lubiłam, zamknęło się. Były to lokale wegańskie albo wegetariańskie, które po prostu nie dały sobie rady po pandemii.

Zmiana

Jako aktywistka wegańska zawsze starałam się chodzić do miejsc w pełni roślinnych. Był kiedyś czas, kiedy chodziłam do miejscówek mieszanych świadomie, ponieważ myślałam, że to zwiększy sprzedaż wegańskich dań i zmniejszy cierpienie zwierząt. Teraz już rozumiem, że miejscom w pełni wegańskim jest o wiele trudniej. Dlatego jeśli mam taką możliwość, zawsze staram się wybierać takie lokale, bo wtedy wiem, że każda złotówka, którą tam wydam, pójdzie na dobro ludzi i zwierząt.

Jadę hałaśliwą ulicą Grochowską. Jest szaro, za głośno, za szybko jadą kurierzy na rowerach. Nie jest to dla mnie przyjemne, ponieważ jestem autystką i niebezpieczeństwa ze strony rowerów albo nagłe hałasy są dla mnie prawie fizycznie bolesne przez to, jak działa mój układ nerwowy. Widzę witrynę. Jest tam napisane, że klubokawiarnia Michelle jest przyjazna dla wszystkich zwierząt – ludzkich i pozaludzkich. I że to safe space, można tu posiedzieć, coś zjeść, jest też dobra kawa. Witryna wygląda dobrze. Wiszą tutaj lampki, fajne plakaty z wydarzeniami i menu, które jest w 100 proc. roślinne. Wewnątrz gra cicha, spokojna muzyka. Widzę, jak pracownicy rozmawiają między sobą, uśmiechają się.

Przyjemnie pachnie kawą i… chyba pankejkami. Widzę stanowisko z różnymi rzeczami na sprzedaż, w tym dla azylu Kurza Łapka. Patrzę na ścianę z napisem „You are here”, mapą lokalu i afiszem na kolejny miesiąc. Są tutaj też małe hasła nawołujące do aktywizmu weganizmu. Ściany są czarne, światło przytłumione i ogólnie czuję się tu spokojnie i bezpiecznie. Nic mnie nie przebodźcowuje. Kiedy decyduję się na kawę, widzę, że można nawet napisać swoje zamówienie i nie trzeba rozmawiać z pracownikami, co dla mnie jako osoby autystycznej jest bardzo ważne.

Nowa norma

Zamówiłam flat white na mleku owsianym. Osoba przede mną zapytała, czy jest „normalne mleko”, na co Alex przy barze spokojnie odpowiedział: „tak, mamy normalne mleko, owsiane”. Uśmiechnęłam się. Czuję, że powinniśmy zmieniać świat nie tylko wielkimi rzeczami, lecz także na co dzień. Bo kto powiedział, że normalne mleko to krowie?

Wzięłam sobie też focaccię z pastą bezjajeczną i awokado. Zanim usiadłam przy stoliku, poszłam do toalety i przyjemnie się zdziwiłam, że jest tam jeszcze jeden wieszak z rzeczami ofiarowanymi na rzecz azylu Kurza Łapka. Można sobie zabrać rzecz i zrobić dowolną darowiznę od razu, wchodząc na link ze zbiórką. W toalecie jest fajne światło i wszystkie rzeczy, których ewentualnie może ktoś potrzebować – od tamponów po krem do rąk. Widzę też karteczki z napisem, że jeśli coś jest nie tak w łazience, można podejść do osoby pracującej i oddać tę karteczkę, nic nie mówiąc. To jest super, bo bardzo często w takich sytuacjach czuję się niekomfortowo — a tutaj mogę po prostu wykonać taki gest.

 

Usiadłam przy oknie i czekam na swoje zamówienie. Jest cicho, widać magiczne podwórko. Niedaleko mnie siedzi rodzina z małym pieskiem. Wszyscy rozmawiają spokojnie, nikt się nie spieszy. Lubię to. Alex przynosi mi jedzenie, dziękuję mu. Nie stoi nade mną, nie wraca z pytaniami, nie potrzebuje mojej uwagi. Ja po prostu mogę być i nikt ode mnie niczego nie chce. Zjadłam swoją cudowną focaccię i wypiłam kawę. Wiem, że świat wariuje, ale w tej chwili czuję się dobrze i spokojnie. Zapomniałam nawet, że mam przy sobie telefon. To zdarza się bardzo rzadko.

Wdzięczność

Wychodzę z Michelle poczuciem wdzięczności. I tak, jestem nieobiektywna, bo to ja jestem założycielką tego miejsca. Ale stworzyłam je dlatego, że nie było drugiego takiego. Stworzyłam je dla ludzi takich jak ja. To mała oaza spokoju i troski w dużym, szarym, samotnym mieście. U nas wszystko jest roślinne, bezpieczne i wolne od nienawiści, tak samo jak w naszym wewnętrznym świecie.

W Michelle możesz poznać nowych przyjaciół, miłość swojego życia, a przede wszystkim i siebie. U nas możesz poczuć się jak w domu, niezależnie od tego, czy masz w tym mieście dom rodzinny czy nie. Będąc aktywistami, często obawiamy się przyszłości, ale jednocześnie wierzymy, że może ona wyglądać właśnie tak jak u nas. I że takich miejsc jak Michelle będzie coraz więcej.

  • Warto odwiedzić: Michelle Klubokawiarnia Wegańska, Grochowska 282, Warszawa, (godziny otwarcia: pon.-pt. 9.00-19.00, sob. 9.00-18.00, niedz. 9.00-17.00)
  • Tekst: Anastazja Mackiewicz