Kobieta jest dziwna. Może rodzić dzieci, przy czym w wielu kulturach świata śmierć jest rodzaju żeńskiego, a kostucha, śmierć z kosą nierzadko przybiera kobiecą postać. W europejskim, patriarchalnym świecie kobieta miała być żywicielką, przykutą do kuchni, co nie wyeliminowało stereotypu, że to mężczyźni traktowani są jako najlepsi kucharze zdobywający gwiazdki Michelina.
Traktowana jako symbol piękna kobieta jest deprecjonowana jako pusta lalka, dbająca tylko o swój wygląd i myśląca wyłącznie o zakupach. Stara kobieta znika z kulturowego krajobrazu, bo to starzec o siwych włosach, sędziwy filozof jest symbolem piękna dojrzałości i mądrości. Wraz z wiekiem kultura przesuwa kobietę w sferę „złej teściowej”, starej jędzy, sekutnicy i w niejednej popkulturowej komedii „starsza pani musi zniknąć”, bo jest złośliwa, zła i na różne sposoby zawadza. Przypisana do sfery emocji kobieta traktowana jest jako ta, która kieruje się sercem, a gdy tego serca nie ma – zwłaszcza dla dzieci czy rodziny – wówczas budzi zgrozę i pogardę.
W 1974 r. Françoise d’Eaubonne opublikowała książkę o subtelnym tytule „Le Féminisme ou la Mort” („Feminizm albo śmierć”). Dla tej filozofki i aktywistki stało się jasne, że patriarchat jako kultura przemocy łamie prawa i życie nie tylko kobiet, lecz także całego świata. Moje badania pokazują jedno: brak szacunku dla jakiejkolwiek formy życia pociąga za sobą nonszalancję i brak zrozumienia dla innych.
D’Eaubonne otwarła wielki nurt filozoficznego namysłu, gdzie takie filozofki jak Carol J. Adams, Lisa Kemmerer, Val Plumwood, Ariel Salleh, Maria Mies, Vandana Shiva i wiele, wiele innych zgodziły się z jednym: prześladowanie samic to wspólny mianownik przemocowego obrazu świata niezależnie od ich gatunku. Prześladowanie kobiet i zwierząt to nie tylko problem patriarchalnej przemocy niszczący pojedyncze istoty, lecz także problem dalekosiężnych skutków. Wedle d’Eaubonne dążenie do nieograniczonego wzrostu ekonomicznego, cywilizacyjnego i dominacji nad naturą charakteryzujące męskocentryczny model władzy prowadzi ludzkość do zagłady. Dlatego zmiana relacji społecznych i wyzwolenie kobiet są niezbędnymi warunkami przetrwania gatunku ludzkiego w obliczu kryzysu ekologicznego. Z ekofeministycznego punktu widzenia przemoc i kontrola nad kobietą, jest taka sama (lub ma takie same źródła) jak przemoc wobec zwierzęcia.

28 grudnia 2025 r. zmarła Brigitte Bardot. Podziwiana przez fanów kina, budziła zachwyt i pożądanie jako pierwsza seksbomba kina. Gdy kariera Bardot doszła do apogeum, ta – zamiast dalej świecić na ekranie blaskiem swojego talentu i seksapilu – postanowiła zająć się zwierzętami. Blask gwiazdy, jaki dookoła siebie roztaczała, połączony był ze zdziwieniem i niedowierzaniem, dla niektórych bowiem Bardot była równocześnie piękna i zła, mroczna. Otwarcie przyznawała się do tego, że dwa razy usunęła ciążę, a o trzeciej, donoszonej, pisała po latach z obrzydzeniem. Jej drugi mąż zamknął ją w mieszkaniu i pilnował, by nie zrobiła aborcji, chociaż ona nie chciała zostać matką. Dla Bardot był to mroczny czas, a w swojej autobiografii pisała, że biła się po brzuchu i czuła, jak rośnie w niej narośl. Po latach powtarzała, że nikt nie powinien zmuszać kobiety, by rodziła, sprowadzając ją jedynie do roli matki, przymuszając, by robiła to, na co nie ma ochoty.
Całe swoje życie do ostatnich chwil Bardot poświęciła zwierzętom. Jako abolicjonistka cały czas powtarzała, że to, co im robimy, jak je traktujemy, jest niewyobrażalne. Do tego deklarowała, że zdecydowanie woli towarzystwo zwierząt niż ludzi.
Brigitte Bardot jest jaskrawym przykładem ekofeministycznego odkrycia: sprowadzona do ikony filmu, symbolu seksu, uprzedmiotowiona przez męża do roli matki – została zniewolona. Męskocentryczna rzeczywistość ówczesnego kina sprowadziła ją do bycia pięknym, seksownym, podniecającym ciałem. Miała być zmysłowa i w tym się właśnie realizować. Jej mąż, jak większość patriarchalnych samców, nawet nie pomyślał, że to, co robi i jej, i dziecku, jest obrzydliwym przemocowym zawłaszczeniem ciała i życia. Pomimo swego uprzedmiotowienia Bardot okazała się niezwykle silna i dzielna, wyrywając się z narzuconych jej modeli, ról, zadań, pozycji społecznej – pozostała niezależna i wrażliwa na krzywdę.
Dla wielu ekofeminizm może wydawać się przesadą. Z antropocentrycznej perspektywy pojawia się pytanie: co wspólnego może mieć kobieta z suką, krową, kurą? W końcu Bardot miała karierę, sławę, pieniądze, udało jej się też odejść od przemocowego męża. Wspólnota wyzysku i uprzedmiotowienia tkwi jednak w intencji oraz spojrzeniu na drugiego. W modelu patriarchalnym kobieta jest jak zwierzę – tak samo jak ono zostaje pozbawiona podmiotowości i prawa decydowania o sobie. Już samo założenie, że można komuś narzucić, co ma robić, jak ma żyć, co powinien czuć i czego chcieć ma charakter uprzedmiotowienia i zawłaszczenia.
Mała dziewczynka przez całe stulecia dowiadywała się, że jest inna od chłopca, a za tą różnicą szło od razu deprecjonujące wartościowanie. Nawet współcześnie od dziewczynek oczekuje się, że będą bardzo dobre w humanistycznych przedmiotach, a w ścisłych już nie muszą. Dziewczynka ma bawić się lalkami, kochać róż i marzyć o ślubie. Dawne, patriarchalne wzorce przenikają do współczesności. Wystarczy wejść do sklepów z zabawkami i odzieżą dla dzieci, a od razu zobaczymy podział na płeć. Tak samo podchodzi się do świata, w którym przyroda traktowana jest jako zbiór surowców dla nas, ludzi, a zwierzęta od razu dostają swoją klasyfikację: dzikie (zabawa w polowanie dla myśliwych), domowe (zabawka, przytulanka dla człowieka), kura nioska (maszynka do dawania jajek), krowa mleczna (maszynka do dawania mleka). Mężczyzna nie uczestniczy w tym uprzedmiotowieniu, on jest poza nim. Kobieta wtłoczona jest w uprzedmiotowienie tylko dlatego, że ma jajniki i macicę, co w patriarchalnej ideologii wiąże ją z obowiązkiem rodzenia i zajmowania się rodziną. W ten sposób kobietę traktuje się inaczej niż mężczyznę. Gdy on pozostaje poza swoją biologią, ona zostaje w nią wtłoczona i zrównana kategoryzacją do pozycji zwierzęcia.
Jak pokazały takie myślicielki jak Patrice Jones, Breeze Harper, czy Miyun Park, bardzo trudno jest odkryć wszystkie zależności deprecjacji i wykluczenia. Przyzwyczajeni do przemocy często jej nie widzimy, a dostrzegając jedno jej oblicze, możemy nie dojrzeć innych aspektów i modelów. Za wcześnie mówić o dziedzictwie zmarłej w zeszłym roku Bardot. Na pewno już dzisiaj wiemy, że takie filmy jak „I Bóg stworzył kobietę” przejdą do historii kina. Niestety w jej dziedzictwo może się również wpisać wrogość wobec uchodźców, niechęć do parad i praw równościowych osób ze środowisk LGBTQ+ czy antyfeministyczny atak na kobiety walczące o swoje prawa, którym Bardot zarzuca niszczenie kobiecości. W swojej książce „Krzyk w ciszy” aktorka pisze dużo o prawach zwierząt, równocześnie użalając się na zniszczenie starej, dobrej Francji przez współczesność, biurokrację i migracje.

Dlatego Bardot dla mnie staje się raczej symbolem męskiej opresji zarówno wobec kobiet, jak i zwierząt, nie jest jednak ikoną samego ekofeministycznego ruchu. Życie tej dziwnej kobiety, jej działalność, poglądy są bardzo wyrazistą ilustracją patriarchalnej dominacji i tego, co pokazują ekofeministki. Doświadczenie jednej przemocy, zrozumienie jej charakteru to dopiero początek. Dlatego Bardot – choć sama przeszła piekło i została uprzedmiotowiona – nie była w stanie do końca wyrwać się z idei, które zostały jej narzucone, i podług których była skazana żyć. Jej walka o prawa zwierząt, ogromna pomoc, jaką dawała na co dzień najbardziej pokrzywdzonym, to był pierwszy krok przebudzenia, zerwania iluzji kulturowej antropocentryzmu i patriarchatu. Nie był jednak zerwaniem z przemocowością w ogóle. Zabrakło jej możliwości, by iść dalej.
Jak pokazuje Patrice Jones, która przeszła od działania na rzecz osób LGBTQ+ na rzecz praw zwierząt, łącząc te dwie drogi w jedną walkę przeciwko opresji kulturowej, nie jest to wcale łatwa i oczywista droga. Skupienie na jednym problemie, rozwiązanie jednej przemocowej kwestii może człowieka zamknąć tylko na niej. W tym cała filozofia, by widząc jedną krzywdę, nauczyć się myśleć równościowo o innych i nie zamykać się w spektrum jednego problemu. Tak samo Breeze Harper, wskazując na to, że rasizm, seksizm i gatunkowizm mają ten sam mianownik, jedną wspólną przestrzeń, która niszczy nas wszystkich, ukazuje, że najtrudniejsze jest dostrzeżenie tego, co kulturowo znormalizowane. Dlatego istotne jest dostrzeżenie wspólnego mianownika, jakim jest nienawiść wobec wszystkiego, co rozumiane jako inne, co zostało zakwalifikowane jako gorsze i nadające się do podporządkowania, bez klasyfikacji na lepszych czy gorszych. Długie stulecia patriarchalnej, antropocentrycznej kultury nauczyły współczesnych ludzi, by widzieć w podziałach wartościowanie i przyznawać jednym prawa, a drugich traktować jako bezwartościowych.
Patriarchalna kultura rozwijająca się w Europie przez całe pokolenia pozostawiła we współczesnym naszym myśleniu niebezpieczne matryce – ukryte wzorce. Dlatego tak łatwo przychodzi nam napiętnowanie i wykluczenie inności, dlatego tak szybko ulegamy moralnej panice i wskazujemy na uchodźców, kobiety, osoby innego pochodzenia etnicznego jako na zagrożenie. Dlatego też tak trudno jest dostrzec gatunkowizm i uprzedmiotowienie zwierzęcia. Na szczęście czasami pojawiają się dziwne kobiety (i dziwni mężczyźni, rzecz jasna, ale dzisiaj o kobietach), które robią coś zaskakującego. Wbrew wszystkiemu rezygnują z bycia ikoną, gwiazdą, sławą, by zająć się zwierzętami. Nie zawsze jest to jedność poglądów, czasami na tej abolicjonistycznej drodze pojawią się cienie mizoginistycznego czy rasistowskiego myślenia, coś jednak pęka i pozwala przepracowywać naszą przemocową kulturę. Dziwne kobiety są potrzebne w świecie. Jedne, jak Patrice Jones, będą pisać filozoficzne eseje i prowadzić sanktuarium dla uratowanych z hodowli zwierząt – w tym kogutów uratowanych z nielegalnych walk. Inne będą szokować porzuconą karierą i milionami dolarów wydawanymi na sterylizację psów w kryzysie bezdomności czy walką o życie chorych na gruźlicę słoni z zoo w Lyonie.
Drogi są różne. Czasami negatywne wzorce rasizmu, seksizmu i gatunkowizmu nie znikają od razu, czając się w stereotypach, żalach, pretensjach, niezrozumieniu, czy nacjonalizmie. Krok po kroku warto jednak iść do przodu. Nawet jak się jest nieoczywistą, pełną sprzeczności, dziwną kobietą.
- Tekst: Joanna Handerek
- Tekst ukazał się w numerze 3/2026 Magazynu VEGE

