Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Wielka rola małych istot

styczeń 21 2026

Można wysunąć mocny argument, że ludzie powinni hodować więcej owadów jako alternatywę dla mięsa świń, krów oraz kurcząt. Fragment książki „Milcząca planeta. Jak uratować owady przed zagładą” (wydawnictwo Marginesy).

W skali globalnej konsumpcja owadów jest normą, w niektórych krajach są one wręcz podstawą jadłospisu. Mniej więcej 80 proc. ludności całego globu regularnie spożywa owady, co jest praktyką szczególnie popularną w Ameryce Południowej, Afryce i Azji, a także wśród rdzennych ludów Oceanii. Stałym elementem ludzkiej diety jest ok. 2 tys. gatunków owadów. Podajmy kilka przykładów: sprzedaż robaków mopane (dużych, soczystych gąsienic ćmy z rodziny pawicowatych) w RPA szacuje się na 1,6 tys. t rocznie; znacznie większą część konsumpcji stanowią gąsienice zbierane na własny użytek. Wartość handlu robakami mopane w sąsiedniej Botswanie wynosi 8 mln dol. rocznie.

Gąsienice są przeważnie suszone i spożywane jako chrupiące przekąski, konserwowane w puszkach albo jedzone na świeżo, przesmażone z cebulą i pomidorami. W Meksyku białe robaki maguey (gąsienice motyla Aegiale hesperiaris z rodziny powszelatkowatych) oraz ahuahutle (jaja pluskwiaków wodnych zwane też czasem „meksykańskim kawiorem”) są od wieków masowo pozyskiwane w naturze, a nawet eksportowane do Stanów Zjednoczonych i Europy. Handel tymi owadami osłabł jednak w ostatnich latach: populacja wspomnianego motyla została przetrzebiona wskutek nadmiernych połowów, a liczebność pluskwiaków zmalała w wyniku zanieczyszczenia wód.

Są to w większości przykłady owadów zbieranych w celach konsumpcyjnych w ich naturalnym środowisku, można jednak wysunąć mocny argument, że ludzie powinni hodować więcej owadów jako alternatywę dla mięsa świń, krów oraz kurcząt. Tradycyjne zwierzęta hodowlane zużywają mnóstwo energii na utrzymanie ciepłoty ciała, a w konsekwencji niezbyt wydajnie przekształcają materię roślinną w żywność dla ludzi – przy czym krowy radzą sobie z tym znacznie gorzej niż kurczęta. U krów przyrost jadalnej masy ciała wynosi ok. 1 kg na każde 25 kg zjedzonej materii roślinnej. Owady, jako zwierzęta zmiennocieplne, są znacznie bardziej wydajne, np. świerszcze mogą wytworzyć 1 kg strawnej masy ciała po spożyciu zaledwie 2,1 kg materii roślinnej, a zatem ich wydajność jest aż 12-krotnie wyższa. Owady także pod innymi względami są wydajniejsze niż krowy, które do wyprodukowania kilograma mięsa zdatnego do spożycia przez ludzi potrzebują 55 razy więcej wody i 14 razy więcej przestrzeni niż świerszcze. Na tym nie koniec: owady są źródłem zdrowszego białka zwierzęcego, o wysokiej zawartości niezbędnych aminokwasów i znacznie niższej zawartości tłuszczów nasyconych niż wołowina.

Są też inne pożytki z jedzenia owadów. Istnieje np. znacznie mniejsze prawdopodobieństwo, że zarazimy się od nich jakąś chorobą – jako że żadne ze znanych nauce schorzeń dotykających owady nie zagraża ludziom – niż w przypadku spożywania kręgowców (wystarczy wymienić chorobę szalonych krów, ptasią grypę albo COVID-19, którego źródłem mógł być wirus przenoszony przez nietoperze lub wykorzystywane w medycynie chińskiej łuskowce).

W przeciwieństwie do krów większość owadów nie wytwarza potężnego gazu cieplarnianego, jakim jest metan. Poza tym owady rosną znacznie szybciej niż ssaki. Wygląda też na to, że ich hodowla nie narusza dobrostanu zwierząt, można je bowiem trzymać w dużym zagęszczeniu bez szkody dla ich zdrowia; w każdym razie owady prawdopodobnie mniej cierpią w hodowli niż krowy (choć znam osoby, które twierdzą inaczej).

Sęk w tym, że jeśli trzeba będzie wykarmić od 10 do 12 mld ludzi, którzy według prognoz będą żyć na naszej planecie w 2050 r., należy poważnie rozważyć hodowlę owadów jako opcję bardziej zrównoważoną niż hodowla tradycyjnych zwierząt mięsnych. O ile owady prawie nigdy nie goszczą w jadłospisach zachodnich konsumentów, o tyle spożywamy je regularnie za pośrednictwem jednego z niższych ogniw łańcucha pokarmowego. Ryby słodkowodne, m.in. pstrągi i łososie, żywią się przede wszystkim owadami, podobnie jak ptaki łowne: kuropatwy, bażanty i dzikie indyki.

Oprócz roli odgrywanej w łańcuchu pokarmowym owady pełnią wiele innych doniosłych funkcji w ekosystemach. 87 proc. gatunków roślin wymaga zapylania przez zwierzęta, z których większość stanowią owady. W praktyce chodzi o prawie całe królestwo roślin, z wyjątkiem traw i drzew iglastych (zapylanych przez wiatr). Barwne płatki, woń i nektar kwiatów wyewoluowały po to, by wabić zapylacze. Bez zapylania dzikie rośliny nie zawiązałyby owoców i większość znikłaby z powierzchni Ziemi. Zabrakłoby chabrów i maków, naparstnic i niezapominajek.

Możemy rozpaczać, że świat powoli traci barwy, zagłada zapylaczy przyniosłaby jednak znacznie poważniejsze skutki niż ten, że zabrakłoby pięknych kwiatów. Gdyby większość roślin wymarła wskutek utraty zdolności wykształcania nasion, katastrofa ekosystemów doprowadziłaby do głębokiej przemiany i zubożenia społeczności zwierząt lądowych – zważywszy na fakt, że rośliny są podstawą każdego łańcucha pokarmowego.

Z ludzkiej, egoistycznej perspektywy zagłada dzikich roślin może się zdawać najmniejszym ze zmartwień, skoro zapylania przez owady wymaga także ok. 3/4 naszych upraw. Znaczenie owadów jest często uzasadniane w kontekście niesionych przez nie korzyści ekosystemowych, którym można przypisać wartość pieniężną; a tę w przypadku samego zapylania szacuje się w skali globalnej na 235–577 mld dol. rocznie. Zostawmy jednak na boku kwestie finansowe: bez zapylaczy po prostu nie da się wyżywić rosnącej populacji świata. Można wyprodukować wystarczającą liczbę kalorii, by utrzymać ludzkość przy życiu, większość naszych plonów pochodzi bowiem z roślin zapylanych przez wiatr, m.in. z pszenicy, jęczmienia, ryżu i kukurydzy, niemniej dieta złożona wyłącznie z chleba, ryżu i owsianki doprowadziłaby nas w niedługim czasie do niedoborów niezbędnych witamin i minerałów. Wyobraźmy sobie dietę bez truskawek, papryczek chili, jabłek, ogórków, pomidorów, kawy, by wymienić tylko niektóre z naszych przysmaków. Świat już teraz produkuje niewystarczającą ilość owoców i warzyw, by zapewnić zdrową dietę wszystkim mieszkańcom naszej planety (przy jednoczesnej nadprodukcji zbóż i olejów roślinnych). Zapewnienie każdemu niezbędnych pięciu porcji warzyw i owoców dziennie nie jest możliwe bez zapylaczy.

  • Fragment książki: Dave Goulson, „Milcząca planeta. Jak uratować owady przed zagładą” opublikowaliśmy dzięki wydawnictwu Marginesy.
  • Tłumaczenie: Dorota Kozińska
  • Tekst ukazał się w numerze 2/2026 Magazynu VEGE