Sikorki o białych policzkach i żółtych piersiach przeskakują niespokojnie z gałęzi na gałąź w oczekiwaniu na ziarna, które zaczynam kłaść na parapecie, kiedy wracają w październiku do Domu Żab. Przespały zimę w głębokim lesie, powitały wiosnę, zbudowały gniazda i nauczyły swoje pisklęta świętych zasad życia i smaku owadów. Na parę tygodni przed nadejściem nieprzyjemnych mrozów napełniają swoje brzuszki nasionami i wytwarzają gęstą okrywę z piór.
W porze, kiedy wieje lekki wiatr, a drzewa mienią się tysiącem odcieni czerwieni, żółci, pomarańczowego, ochry, beżu, brązu i fioletu, sójki nocują na dzikich śliwkach, a myszołowy na starej topoli. Właśnie w tym czasie, wraz z rozpoczęciem chłodów, Tosia, suka mieszkająca w sąsiednim domu, śpi więcej u nas. Przytulona do mnie pod kołdrą, całkowicie rozluźniona i ufna, zahipnotyzowana ciepłem i pieszczotami leży na plecach.
Podobnie jak w przypadku wszystkich psów, matczyzna Tosi to miłość – tam, gdzie psy są kochane, tam się udają; to stygmat bezgranicznie oddanego serca. Miłość nie jest jedyną rzeczą, którą potrafią, ale są w niej mistrzami zen.
Wszystkie zwierzęta na świecie doskonale wiedzą, że śmierć jest przeciwieństwem wszystkiego, co jest ponad byciem, ponad wiedzą i niewiedzą, ponad życiem i wszechświatem, ponad czasem i wiecznością, ponad radością i bólem, ponad śmiechem i łzami. Przychodzimy na świat i żyjemy tyle, ile nam jest dane, starając się uciec przed przedwczesną śmiercią. Tosia została odebrana swojej matce podobnie jak miliony zwierząt uważanych za towarzyszące. Tosia, podobnie jak wszystkie zwierzęta, doskonale rozumie sens i wyrafinowaną sztukę życia.
W niewypowiedzianej i wypełnionej samotnością ciemności dziecko woła w kącie matkę, którą straciło, wie zarazem, że jest bezbronne i podatne na zranienie. Nie ma odpowiedzi, a niepokój narasta, przejmuje kontrolę nad myślami i nad punktem widzenia. Jest to najgłębsza samotność, jaką znamy, samotność z powodu nieobecnej matki, matki potrzebnej, ale dalekiej, matki niezbędnej, której brakuje. Samotność miliardów cieląt i prosiąt oddzielonych od zapachu matek nieprzerwanie rodzących skazane na śmierć dzieci, cierpiących z powodu nieodwracalnej utraty potomstwa. Tej samej samotności doświadczają kocięta i szczenięta oddane handlarzom lub krzywdzone zwyczajem posiadania zwierząt „domowych” przez głupich ludzi pozbawionych skrupułów i choćby okruchów świadomości. Traumatyczna utrata matki przez młode naznaczy ich życie, bo wszyscy jesteśmy sumą tego, jak bardzo nas skrzywdzono lub kochano, kiedy byliśmy mali. Cała przemoc położnicza i później przemoc wobec dzieci dotyka nas, ssaków, a przeżycie tego nie sprawi, że w niektóre noce ta pierwsza samotność nie powróci w postaci bezsenności. Tosia doświadcza takiego cierpienia, dlatego zimą stoi przed domem sąsiadów i skomli, żeby ją wpuścili.

15 lat temu, kiedy Dom Żab był jeszcze nagim polem uprawnym, zniszczonym przez chciwość i nadmierną eksploatację, sąsiedzi już tam mieszkali. Są to ludzie wychowani w mieście, w kulturze pozorów, którzy zafascynowani byciem prostymi wieśniakami przejęli najgorsze zachowania ludzi ze wsi, idealizując przemoc charakterystyczną dla dumnie prezentującej się ignorancji. Mieli wtedy dużego psa rasy labrador, który przez cały rok o każdej porze dnia i nocy był przywiązany łańcuchem do budy. To, że obecnie taki los spotyka miliony psów na całym świecie, że znormalizowaliśmy tę zbrodnię, nie zmniejsza szkód, jakie wyrządza to w mózgach cierpiących zwierząt – istot wyjątkowo stadnych, o wysokiej zdolności kochania, potrzeby kontaktu i bliskości, przez co często popadają w obłęd. Nazywamy życiem coś, co jest niczym innym niż powolną i samotną śmiercią. Ten przykuty łańcuchami labrador pewnego dnia „zniknął”. Takie było jedyne wyjaśnienie, jakie podali sąsiedzi i nigdy się nie dowiemy, czy mąż, niepijący alkoholik z problemami psychicznymi, postanowił go zabić i wyrzucić do lasu, czy po prostu go porzucili, co jest ulubioną rozrywką psychopatów, łaskawie tolerowaną przez prawo, które za takie występki przewiduje śmieszne kary. Cała doskonałość, jaką ma być system prawny, wszystko, co ma być dopracowane i sprawiedliwe, przestaje takie być, kiedy chodzi o naturę i zwierzęta. Po kilku latach sąsiedzi postanowili „adoptować” Tosię, ale wkrótce potem przyznali, że bardzo szybko tego pożałowali. Chcieli, żeby ich mały syn miał się z kim bawić i przy okazji nie przeszkadzał, co jest typowym przejawem lenistwa i braku kompetencji. Szczeniak, konsola do gier wideo, telefon komórkowy to rozwiązania dla milionów zaniedbujących dzieci i nieświadomych rodziców, którzy nigdy nie powinni ich mieć i wtedy mieliby czas na robienie swoich rzeczy. Bardzo praktyczne i bardzo nieudolne. Uważam, że w przypadku posiadania dzieci powinno istnieć badanie psychotechniczne zdrowia psychicznego dla matek i ojców. To samo powinno dotyczyć adopcji zwierząt. Szczenięta i dzieci zbyt często wpadają w ręce potworów. Stan społeczeństwa jest barometrem tego, o czym mówię.
Tosia szybko zaczęła wykazywać nadpobudliwość, polowała, wykopywała sąsiadom kwiaty i zapewne obsikiwała i niszczyła meble w domu, więc była trzymana przez cały czas na zewnątrz, nawet zimą, gdy temperatura spadała poniżej zera. Słyszeliśmy, jak sąsiadka od czasu do czasu ją woła, ale suka nie chciała wejść do środka, ponieważ nie było głaskania ani kominka, zaś dziecko, „dla którego” była adoptowana, nie było skore do okazywania jej miłości. Czekała na nią poduszka w przedpokoju i to był najwyższy wyraz troski.
Tosia zaczęła przychodzić do naszego domu, gdzie odnalazła uczucie, smakołyki, jedzenie, towarzystwo naszych pięciu psów, a sądząc po tym, jak ocierała się o kołdrę, na której śpią nasi podopieczni, nie znała wcześniej tak wygodnego spania w stadzie. Przez krótki czas miała matkę i siostry, zanim została porwana przez niezbyt rozgarniętych ludzi, którzy nie sterylizują zwierząt, pozostawiając płodność w rękach boga. Tosia po prostu przyszła tam, gdzie ją kochano.
Kiedy pozwalasz dziecku znęcać się nad zwierzęciem, w rzeczywistości uczysz je tego. Wszyscy ludzie kochają życie i wolność, dopóki nie zaproponujesz im, aby przestali je odbierać zwierzętom. Nie potrzeba wyższego wykształcenia, wrażliwości ani przełomowych doświadczeń, aby dojść do takich wniosków. Miłość, życie i wolność to słowa zbyt wzniosłe, zbyt kategoryczne, aby można je było zburzyć zwykłą zachcianką podniebienia, a jednak dzieje się to codziennie, w każdej sekundzie na całym świecie. Zwierzęta nie mogą być naszymi przyjaciółmi, ponieważ są zbyt inteligentne, by przyzwalać na naszą głupotę. O wiele łatwiej i z większą pewnością weganizm zrozumiałby rekin albo lew niż przeważająca większość ludzi. Nie dlatego, że zwierzęta mają wyższą inteligencję od nas – choć rzeczywiście mają – ale dlatego, że nie wykształciły tak złożonego systemu etycznego jak my. To nie cnota, jedynie wymuszone narzędzie niezbędne w obliczu ludzkiej potworności, represyjne prawo stosowane w naszym społeczeństwie, aby nie dopuścić, by ulice przekształciły się w sceny masakry, tortur i gwałtów, bo taka jest nasza zbrodnicza natura. Zwierzęta nie posiadają tak rozwiniętej etyki, ponieważ w ich naturze nie leży wyrządzanie krzywdy dla samej przyjemności. Istnieje logiczne wyjaśnienie wszystkich sytuacji, w których zwierzę maltretuje lub zabija inne zwierzę tego samego lub innego gatunku – dzieje się tak z powodu głodu, strachu, terytorialności, popędu reprodukcyjnego… Wszystko to związane jest z przetrwaniem, a nie z zachcianką.

Zraniony z powodu utraty praw „pierworodnego” Fragles, pierwszy adoptowany przez nas pies, który błąkał się po środku drogi, zanim znalazł ciepło, miłość i dom, nie traci żadnej okazji, aby zwrócić na siebie uwagę, być może po to, aby odzyskać emocjonalną wyłączność, którą mu wówczas przyznaliśmy, a która jest teraz niemożliwa, ponieważ musi dzielić uczucie z pozostałymi czterema członkami stada, a często nawet pięcioma, jeśli liczyć prawie stałą obecność Tosi. Czasami bierze kawałek chleba, który mu daję, i nie mając najmniejszej ochoty go zjeść, chowa go między łapami i warczy na każdego, kto się zbliży, zwłaszcza na Fanga, profesjonalnego złodzieja chleba oraz żarłoka z krwi i kości. Kiedy Fang przynosi z sąsiedniego pola kolbę kukurydzy i z wielką radością ją gryzie, Fragles wie, że jest to przedmiot pożądania, bierze kolejną i biegnie, aby Fang zwrócił na niego uwagę, a on sam mógł powarczeć, jeśli ten zbliży się po kolbę. Równocześnie Fang znajduje kij lub inny przedmiot, który uważa za zabawkę, energicznie nim macha i biegnie do innych psów, aby dać im o tym znać. Kładzie go innym na pysk, na plecy, na kark i z uporem maniaka daje znać, że ma skarb i w ten sposób wzbudza w innych chęć do posiadania przedmiotu. W rzeczywistości żaden z psów nie chce go, dla nich to jedynie narzędzie służące do zabawy. Jedyne, co się liczy, to zabawa, a nie samozadowolenie z posiadania, jak ma to miejsce w przypadku ludzi. Gdy zabawa się znudzi, przedmiot przestaje budzić zainteresowanie. Człowiek powinien brać przykład z psów.
Życie to coś, co się dzieje, gdy przestajesz się bać. Bycie dobrym człowiekiem w najbardziej antysystemowym znaczeniu, jakie istnieje. Obejmuje to również spowolnienie życia i weganizm, nie tylko pomaganie ludziom. Mógłbym wymienić wiele powodów, dla których jestem anarchistą, ale wszystkie sprowadzają się do jednego: ponieważ zwierzęta nimi są.
Można powiedzieć, że psy nie są dziećmi, ale jest to bardzo trudne. Otwarte oczy, czujny słuch, wyostrzony węch… Wszystkie ich zmysły są w stałym kontakcie z otoczeniem, nie przyjmują świata, ale są z nim cudownie połączone. Podobnie jak wszystkie inne zwierzęta, dla których projektujemy skomplikowane metody przedwczesnego uśmiercania, koncentrując się na tym, aby nie cierpiały, i nie zastanawiając się, czy ta śmierć jest konieczna. A przecież odpowiedź brzmi: nie jest. Nie ma potrzeby zabijania zwierząt w żadnym wypadku. Jakby brak cierpienia rekompensował utratę życia, jakby one nie wiedziały doskonale, czym jest życie i wolność, a to jest coś, czego właśnie my nie wiemy.

W Domu Żab mieszka pięć psów, a nawet sześć, gdy Tosia tego chce i potrzebuje. Pogryzione meble, podarte koszule, sierść na ubraniach, ciężar ciała na kolanach, stopach lub piersi głoszą całemu światu, że kochamy, i potwierdzają zarazem, że jesteśmy kochani. Emocje nie pozostawiają widocznych śladów z wyjątkiem śmiechu i spokoju. To nie lojalność świadczy o wartości psów, lecz samo uczucie, które dzielą hojnie, ponieważ pies kocha tam, gdzie jest kochany – w brudnych norach, w otwartych dolinach, w wygodnych domach i nie ma znaczenia, gdzie odbywa się ceremonia czułości, bo dla psa byle chałupa jest pałacem, kiedy kocha i jest kochany.
Codziennie uczę się czegoś nowego od zwierząt. To jedyna rzecz, którą chciałbym się stać – powrócić na właściwą drogę w miejscu, w którym zbłądziłem, kiedy słuchałem idiotycznych bzdur ludzkiej cywilizacji.
Wszystkie teorie pewnych siebie behawiorystów, zarozumiałych treserów psów, aroganckich i okrutnych trenerów zwierząt zamieniają się w mojej głowie w pył, kiedy słyszę najmniejszą wzmiankę o nich. Nie mają one żadnej wartości, bo edukacja powinna być odwrotna. Słuchać, milczeć i uczyć się od psów oraz innych zwierząt. Kiedy zrozumiemy to i zastosujemy tę naukę w naszej społeczności, ten subtelny i potężny głos natury szepczący jej pradawne zasady, wówczas będziemy mogli odzyskać choć trochę wiary w ludzkość.
- Tekst i ilustracje: Xavier Bayle
- Tłumaczenie: Agnieszka Władzińska
- Tekst ukazał się w numerze 2/2026 Magazynu VEGE

