Adopcja zwierzęcia jako prezent na święta to temat obecny od lat i niezmiennie budzący dużo kontrowersji.
Co roku przed Bożym Narodzeniem rośnie liczba adopcji psów i kotów, a kilka tygodni później to samo dzieje się z liczbą porzuceń, bo czas wolny się kończy, a zwierzęta zestresowane zmianą zaczynają sprawiać kłopoty. Stąd tendencja do wstrzymywania na ten okres adopcji zwierząt w całej Polsce. Z roku na rok na takie rozwiązanie decyduje się coraz więcej placówek.
Impuls kontra realia
Święta to czas z założenia radosny, rodzinny, pełen oczekiwania i symbolicznych gestów, ale właśnie dlatego nie jest to odpowiedni moment na podjęcie jednej z najważniejszych decyzji, jaką jest adopcji zwierzęcia. Przyjęcie pod dach psa lub kota nie powinno być wywołane impulsem, ponieważ to zobowiązanie na wiele lat. Choć szczególnie w święta czujemy chęć ratowania i chcemy sprawić komuś lub sobie radość, lepiej przełożyć tę decyzję na spokojniejszy okres. Bywa i tak, że niekiedy pod presją najmłodszych domowników rodzicom zaczyna brakować asertywności i chłodnej oceny konsekwencji zaproszenia pod swój dach zwierzęcia.

W okresie świątecznym dominują silne emocje związane z jednej strony z prezentami i niespodziankami, a z drugiej z wyjazdami, wizytami gości i hałasem. Gdy w takiej napiętej atmosferze adoptowany zwierzak trafia do mieszkania, wkracza w zupełnie nowe otoczenie, często poza swoją strefą komfortu. Opiekunom w pośpiechu łatwo pominąć ważne kwestie. Czy ich dom jest na to przygotowany? Czy wszyscy domownicy są na to gotowi? Czy ich tryb życia i budżet uwzględnia kolejną istotę? Pojawiają się też pytania, co w czasie wyjazdów z adoptowanym właśnie psem? Zabrać ze sobą, zostawić samego w domu? W tej sytuacji każdy wariant jest po prostu zły. W czasie świąt wiele schronisk czy fundacji wstrzymuje adopcje właśnie dlatego, że wzrasta ryzyko złej decyzji.
Dlaczego nie?
Nowo adoptowane zwierzę trafia zwykle do środowiska pełnego bodźców, gości, zmian. Może to zwiększać stres i szkodzić jego adaptacji, co z kolei zwiększa ryzyko problemów behawioralnych albo wzmocnienia tych, z którymi pies albo kot już się zmaga.
Kolejną trudnością regularnie występującą po adopcji jest to, że zwierzę może się pochorować krótko po zamieszkaniu w domu, nawet jeśli zostało adoptowane jako zdrowe. Szczególnie dotyczy to kotów. Zmiana środowiska, stres, spadek odporności – to wszystko sprzyja rozwojowi chorób lub uaktywnieniu tych, które wcześniej pozostawały utajone. Tutaj pojawia się kolejny problem: opieka weterynaryjna w okresie świątecznym w mniejszych miejscowościach i wsiach często nie istnieje, a w dużych miastach wysokość rachunku kliniki całodobowej może zaskoczyć. Wtedy zamiast spokojnych wesołych świąt, zaczyna się nerwowa atmosfera związana z cierpieniem zwierzaka i szukaniem weterynarza, który przyjmie pacjenta w tym czasie.
Nie zapominajmy, że po świętach przychodzi sylwester. Tutaj zaczynają się poważne problemy. Zdecydowana większość zwierząt bardzo źle znosi ten czas, o ile opiekunowie nie mieszkają na wsi, daleko od ludzi – bez sąsiadów, którzy czerpią przyjemność z wystrzałów. Jeśli dopiero poznaliście się z adoptowanym psem lub kotem, on może nie mieć w nas wsparcia podczas sylwestra, a jedynie stresować się jeszcze bardziej ze względu na obce miejsce, w jakim się znalazł.


Chcesz dobrze?
Sam pomysł adopcji jest świetny niezależnie od pory roku, o ile pamiętamy, że dobro zwierzęcia jest nadrzędne. Najważniejsze, by decyzja o powiększeniu rodziny służyła nie tylko naszym emocjom, tylko przede wszystkim dobru psa lub kota. Zdecydowanie lepszym momentem niż święta jest początek jesieni. Wtedy zaczynają się pierwsze mroźne noce w roku. Dla psów ze schroniska opuszczenie betonowego boksu w tym czasie to najlepsze rozwiązanie, a dla opiekunów wystarczająco dużo czasu do świąt, aby poznać się wzajemnie i wzbudzić swoje zaufanie.
Dodatkowo minęły wakacje, jest mniej wyjazdów, za to więcej przestrzeni na socjalizację. Możemy ustalić rutynę, oswoić podopiecznego z nowym otoczeniem, poświęcić my czas i uwagę. Zresztą jesienią schroniska działają stabilniej – mniej ruchu, więcej możliwości spotkania i lepsze dopasowanie. Decyzja w czasie spokoju daje lepsze szanse na trwałe i szczęśliwe połączenie człowieka i zwierzaka.
Jeśli okres świąteczny skłania nas do gestów dobroczynnych, jest wiele wartościowych działań na rzecz zwierząt. Można przyłączyć się do świątecznych zbiórek karmy i koców dla schronisk albo zorganizować własną. Zadbać o bezdomne koty żyjące w okolicy, postawić im budkę, zaangażować się w dokarmianie i dostęp do wody (to w zimie szczególnie ważne ze względu na zamarzanie cieczy). Możemy przekazać darowiznę dla wybranej organizacji albo adoptować wirtualnie któregoś z ich podopiecznych. W ten sposób sprawimy prezent zwierzęciu, zapewniając mu stałe wsparcie. Poza tym wiele schronisk w przerwie świątecznej oferuje dodatkowe godziny na spacer z psami. Idealna forma ruchu po 12 potrawach, prawda?

Z życia wzięte
Dwa lata temu odezwała się do mnie znajoma, która bardzo chciała przygarnąć psa właśnie w wigilię. Pytała, czy mogę jej zaoferować jakiegoś młodziaka do adopcji. Twierdziła, że temat został przegadany z rodziną, są przygotowani i myślą o tym od dawna. Poprosiłam jednak, aby wróciła po Nowym Roku. Nie była zadowolona, znalazła ogłoszenie na OLX i przyjęła do domu psa 24 grudnia. Widziałam nawet na Facebooku zdjęcia podpisane „Nasz nowy członek rodziny”. Na obrazku pies w silnym dyskomforcie, bo był mocno przytulany przez dziecko, a w tle liczna rodzinka przy stole. Pomyślałam wtedy, że znajoma na pewno odezwie się w ciągu kilku dni, bo pojawi się jakiś problem.
Pomyliłam się, ale tylko co do czasu, bo wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy właśnie tego psa zobaczyłam w schronisku w połowie stycznia. Zszokowana, zadzwoniłam do niej, aby dowiedzieć się, że już drugiego dnia świąt opiekunowie boleśnie się przekonali, że adopcja w tym czasie to był bardzo zły pomysł. Pies ugryzł babcię i po tym zdarzeniu został zamknięty w osobnym pokoju. Za ścianą trwała biesiada, słychać było dzwonki do drzwi, wchodziły nowe osoby, a razem z nimi kolejne głosy, hałasy i zapachy. Dla psa w nowym miejscu – armagedon, istne piekło. Spędził kilka dni w odosobnieniu z przerwami na spacer, po czym pojawił się kolejny problem – pies nie pozwalał nikomu wejść do pokoju i atakował. To był moment, kiedy opiekunowie postanowili oddać go do schroniska i nie byli już nawet w stanie sami go przekazać, więc prosili pracownika przytuliska, aby to on wszedł do mieszkania i wyprowadził zwierzę.
Możemy zastanawiać się nad tym, skąd pochodził pies, czy miał już traumy, czemu atakował. Stwierdzić, że znajoma nie była przygotowana, źle zareagowała itd. Gdyby jednak wybrano inny czas na adopcję, ta historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej.
- Tekst i zdjęcia: Katarzyna Błaszczyk
- Tekst ukazał się w numerze 12/2025-1/2026 Magazynu VEGE

