Tydzień po Święcie Niepodległości wciąż toczą się dyskusje o banerze Młodzieży Wszechpolskiej, który rozgrzał internet. Według przekazu młodych narodowców zatroskanych o liczebność rodzących się Polaków, ważnym aspektem ciągnącym demografię w dół jak niewidzialna kotwica, jest psiecko, ewentualnie jego koci odpowiednik.
Boję się tej narracji. Jako kobieta, ale przede wszystkim opiekunka zwierząt
Fakt, że na prześmiewczym obrazku jest młoda kobieta, przedstawiona w sposób oszpecający i skrajnie karykaturalny, nie będzie główną treścią mojego komentarza, na innych łamach napisano o tym w ciągu minionego tygodnia już wiele razy. Nie chcę też, żeby był to komentarz polityczny: w opiekę i pomoc zwierzętom angażują się osoby (w tym także kobiety) o różnych poglądach i tożsamościach: od studentki aktywistki po emerytowaną karmicielkę, która określa się jako konserwatystka.
Wreszcie, kobiety o lewicowych poglądach świetnie sobie poradzą nawet w mocno agresywnej dyskusji pod tym wiralowym już obrazkiem, co zresztą się dzieje. Pohukiwania o powinnościach kobiet w XXI wieku już dawno nie robią na nich wrażenia. Gorzej ze zwierzętami: o ile nie obawiam się jakiegoś nagłego nadejścia Gileadu w związku z tym banerem (a nawet zaśmiałam się w duchu na takie alarmistyczne wnioski u serdecznego kolegi na Facebooku), to już zupełnie realnie obawiam się wzrostu agresji wobec naszych zwierząt. Tego, że ktoś nabuzowany narracją o psieckach niszczących struktury społeczne postanowi odegrać się właśnie na nich. W Fundacji Viva! codziennie mierzymy się ze skutkami przemocy wobec zwierząt. Ma ona oczywiście różne podłoża, nie tylko czysty sadyzm. Ale nietrudno wyobrazić sobie dodatkowy powód do rozrzucenia po osiedlu kiełbasy naszpikowanej pinezkami – „bo te cholerne psiecka”!
„Hey Polsko, poprawiłem!”
Łukasz Litewka stwierdził: „mógłbym napisać wiele, mógłbym wyśmiać i chyba nigdy nie zrozumiem autorów tamtego banneru, ale wiecie co? Nie ma sensu, zrobiłem za to coś innego”. I sprawę wyjaśnił wizualnie zatroskanym o demografię autorom pierwotnego przekazu:
To odpowiedź trafna i adekwatna, na tym samym poziomie uproszczenia. A w dodatku to sama prawda. W internetowych dyskusjach nadal nie brakuje jednak osób, które autentycznie przestraszono, że na ich oczach społeczeństwo, jakie znali, faktycznie upada na rzecz futrzastych pupili.
Przeczytałam niezliczone głosy kobiet tłumaczących: opieka nad zwierzętami jest „oprócz”, nie „zamiast” – choć owszem, daje mnóstwo satysfakcji i spełnienia. Te głosy potraktowane zostały niestety jako potwierdzenie tezy – „no przecież same piszecie, że kochacie koty za ich lśniące futerka, a płacz niemowlaka was wkurza!”. Rycerze internetowych batalii przekonani o tym, że baner Młodzieży Wszechpolskiej stanowi rodzaj poważnej diagnozy, nie chcą słuchać o tym, że ktoś znów robi ich – nomen omen – w konia. Że prawdziwe przyczyny kryzysu demograficznego są od dawna znane (niskie zarobki, brak dostępności mieszkań, wojna za progiem, złożony kryzys relacji, lęk, że potencjalna niepełnosprawność dziecka zamieni życie całej rodziny w koszmar), a zwierzęta towarzyszące nie stanowią w tej kwestii istotnego czynnika. Według GUS zresztą liczba ludności spada stale: w 2025 o 158 tys. w stosunku do roku poprzedniego, w 2024 o 113 tys. Można oczywiście dyskutować o tym, czy występuje tu koincydencja czasowa z opublikowaniem przez „Gazetę Wyborczą” pierwszego głośnego reportażu z 2023 autorstwa Oktawii Kromer z użyciem słowa „psiecko” – ale nie sądzę, by była szczególna potrzeba.
Ta cholerna Wyborcza
Przyjęło się, że właśnie „ta cholerna Wyborcza” odpowiedzialna jest za wypromowanie fenomenu nieszczęsnego psiecka, spędzającego z oczu sen młodym użytkownikom portali społecznościowych, żądnych wzrostu urodzeń nad Wisłą. Sęk jednak w tym, że narracja o Polkach masowo zaopatrujących się w spacerówki dla shih tzu, sypie się nawet w tekście założycielskim. Żeby to jednak zauważyć, trzeba w ogóle go przeczytać – i to w dodatku najlepiej do końca, ponieważ autorka celowo buduje specyficzną strukturę tekstu: najpierw oddaje głos parom chwalącym sobie życie z ukochanymi zwierzakami. Pozwala im na swobodne i szczere refleksje o tym, że „zwierzęta nie zaczną się kłócić o spadek czy dom po rodzicach”. Ale pod koniec praktycznie każda z przywołanych w tekście osób mówi mniej więcej coś takiego:
„Mówi się, że my sobie zastępujemy dzieci zwierzętami. Ale to nie tak. Nie da się zastąpić czegoś, czego się nigdy nie chciało. Ja nie czuję pustki, że nie mam dzieci, bo nie czuję takiej potrzeby. Jesteśmy po prostu ciepłymi osobami, które mają w sobie dużo miłości, opiekuńczości, i przelewamy to na zwierzęta”.
Co na to nauka?
Więcej, na łamach tej samej „cholernej Wyborczej” nie dalej jak w czerwcu tego roku Robert Jurszo sprawdził, czy rzeczywiście „psieci wygryzają dzieci” w oparciu o badania węgierskich naukowczyń: prof. Eniko Kubinyi i Laury Gillet z Wydziału Etologii Uniwersytetu Loránda Eötvösa w Budapeszcie, opublikowanych pod koniec maja br. w „European Psychologist”.
Naukowczynie postawiły sobie za cel zbadanie, czy zjawisko pet parentingu w rozwiniętych społeczeństwach zachodnioeuropejskich, borykających się ze spadkiem dzietności poniżej zastępowalności pokoleń, może mieć wpływ na potencjalną niechęć do rodzicielstwa. Ale to nie wszystko. Badaczki pochyliły się nad tym, co zmieniająca się rola zwierząt domowych może mówić o współczesnych społeczeństwach. Wskazały też problemy etyczne wynikające z porównywania psów do dzieci i ich infantylizacji. Badanie stanowi kompleksowy przegląd dostępnej literatury.
Co ciekawe, w ferworze internetowej dyskusji jeden z oponentów przesłał mi link do tego właśnie badania – jako dowodu ostatecznego na skalę zalewu Europy Zachodniej psieckami. Tylko że jego wyniki… no cóż, w żadnym wypadku nie potwierdzają tezy z banera Młodzieży Wszechpolskiej.
W komunikacie prasowym uczelni towarzyszącym badaniu, prowadzące projekt podkreśliły, że
„wbrew powszechnemu przekonaniu tylko niewielka mniejszość właścicieli psów traktuje swoje zwierzęta jak ludzkie dzieci . W większości przypadków ludzie wybierają psy właśnie dlatego, że nie są jak dzieci, i uznają ich specyficzne gatunkowe potrzeby”.
Oczywiście, więź z psem czy kotem niekiedy może oferować możliwość zaspokojenia potrzeby opiekuńczej podobnej do rodzicielstwa – jednak prof. Kubinyi ostrzega, że „nadopiekuńcze zachowania mogą skutkować zaburzeniami emocjonalnymi i behawioralnymi u czworonogów. Zaś kładzenie nacisku na »dziecięce« cechy w hodowli to droga do problemów zdrowotnych tych zwierząt”.
Nie przyczyna – konsekwencja!
Badaczki tak podsumowują wyniki swojej ekspertyzy w rozmowie z rodzimą agencją prasową:
„W naszym badaniu sformułowaliśmy tezę, że posiadanie psów i rodzicielska opieka nad psami (w oryginale – dog parenting) jest konsekwencją, a nie przyczyną spadku liczby urodzeń dzieci. Coraz więcej osób, które mogłyby mieć dzieci, nie chcą się na nie decydować z wielu racjonalnych powodów, które nie mają nic wspólnego ze zwierzętami domowymi. W tym kontekście posiadanie psa może stanowić możliwość tworzenia rodziny i przejawiania zachowyań rodzicielskich na własnych warunkach bez narażania swoich podstawowych wartości”.
Warto wspomnieć również o badaniu tego samego zespołu opublikowanego w „Nature” w 2023. Przebadano 717 opiekunów psów (20 proc. badanych była rodzicami, 80 proc. była w związku). Zostali dosłownie poproszeni o porównanie różnych aspektów relacji ze swoimi psami oraz najbliższymi członkami rodziny. Dane zbierano od 2013 r. Konkluzje?
Więź z psami „oferuje coś innego, unikalną kombinację cech uzupełniających to, co otrzymujemy od ludzkiej strony naszej sieci społecznej, ale nie zastępuje relacji międzyludzkich”.
Komu i czemu więc zagraża psiecko? Wiemy już, że demografii na pewno nie. Zwierzęta towarzyszące z pewnością zmieniają dynamikę współczesnej rodziny i zapewniają nawiązanie unikatowej więzi – z elementami opieki, partnerstwa, czułości – czyli z elementami różnych cech relacji międzyludzkich. Nie stanowią jednak dla nich alternatywy – w tej kategorii relacje online wciąż wygrywają (żart).
Chłopaki, mężczyźni! Nie słuchajcie Młodzieży Wszechpolskiej – tym razem każą Wam bić nie tylko w chochoła, ale też w zwierzaki, które w naszej rzeczywistości mają naprawdę ciężko. To nie jest fair. Zamiast tego wybierzecie się na inną misję – możecie edukować i nagłaśniać przypadki niezwracania uwagi na potrzeby gatunkowe zwierząt, kiedy traktowane są jak mali ludzie. To nie jest dla nich dobre.
Ps. (Nie taki) ważny update:
Tekst: Pola Powierza

