Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Połączyć fakty

październik 28 2025

Siła zwierząt jest niesamowita. Siła ich oddania, jak psa, który potrafi całą noc leżeć i ogrzewać małe, zagubione w lesie dziecko, nie zna rozmiaru. Siła miłości, jak kotki, która z płonącego domu wyciągnie swoje dzieci, jest wielka.

Siła empatii, jak kury, która przygarnia małe osierocone kociaki, nie zna granic. Siła wybaczenia, jak świni uratowanej z hodowli wielkopołaciowej i zaprzyjaźniającej się ze swoimi ludzkimi opiekunami, ma moc. Siła mądrości, jak udręczonych szczurów, które wykonają kolejne ćwiczenie w laboratorium, chociaż wszyscy już wiedzą, jakie są ich zdolności, jest potęgą. Siła ludzkiego egoizmu, jak chęć jedzenia zwierzęcych ciał i nieograniczonego korzystania ze świata, niszczy.

W pakiecie ewolucyjnym człowiek dostał bardzo dużo. Ma oddanie, miłość, empatię, wybaczenie, mądrość. Ma też egoizm, który jest tym, co wyróżnia nas w świecie zwierząt. Dla wielu filozofów człowiek był kimś więcej, nazwaliśmy nasz gatunek dumnie homo sapiens, zamazując fakt, że tak naprawdę jesteśmy homo egoisticus.

Co roku, co wakacje, płoną wakacyjne regiony, turyści się skarżą i narzekają, że nie mogą spokojnie leżeć na plaży, zwiedzać, że tracą tylko pieniądze. Często narzekają ci sami ludzie, którzy nie widzą innej możliwości niż szyneczka czy kiełbaska na śniadanie, kotleciki z mięska na obiad, wieczorem owoce morza lub rybka. Do tego rzecz jasna różne rodzaje serów, które smakosze będą zamawiać niemalże hurtowo. Na wakacjach wino i deska serów czy mięs jest czymś naturalnym, a wielu z nas wydaje się niemożliwe, by odmówić sobie przyjemności podniebienia lub zaniechać podróży samolotem. Homo egoisticus nie potrafi łączyć faktów.

Od lat w wakacje płoną kraje pełne turystycznych atrakcji. Gdybyśmy jednak spróbowali prześledzić szlak ognia, przyczynę znaleźlibyśmy na talerzach.

  1. Krok pierwszy: przemysłowa hodowla zwierząt jest jednym z największych emitentów gazów cieplarnianych, takich jak metan i podtlenek azotu. Gazy te przyczyniają się do globalnego ocieplenia, które prowadzi do częstszych i dłuższych fal upałów oraz susz w Europie. Sucha i gorąca pogoda zwiększa ryzyko pożarów, a roślinność łatwiej się pali.
  2. Krok drugi: w wielu krajach Europy Południowej, gdzie rolnictwo intensywnie się rozwija, tradycyjne, ekstensywne pasterstwo i wypasanie zwierząt zanika. Zwierzęta, pasąc się na suchych terenach, usuwały naturalne „paliwo” w postaci suchych traw i krzewów. Brak wypasu prowadzi do nagromadzenia łatwopalnej roślinności, co zwiększa ryzyko i intensywność pożarów. W wielu tych krajach znikają też dzikie zwierzęta, które spełniały funkcję czyścicieli i zjadając wysuszone trawy, usuwały je.
  3. Krok trzeci: wycinanie lasów pod monokulturowe uprawy nie tylko powoduje zanik bioróżnorodności, lecz także wyjaławia glebę i przyczynia się do globalnego ocieplenia oraz zaburzenia gospodarki wodnej.

To nie są małe kroczki, to wielkie skoki postępu w uprzedmiotowieniu zwierząt innych gatunków. Jesteśmy zwierzęciem, który wykorzystuje inne zwierzęta, a od czasów pojawienia się hodowli wielkopołaciowych straciliśmy umiar. Nie wiemy, ile co roku marnujemy mięsa, szacuje się jednak, że jest to ok. 52 mln ton. Do tego należy doliczyć jakieś 12 proc. zmarnowanych kilogramów tuż po zabiciu zwierzęcia i jeszcze przed dystrybucją jego ciała jako produktu. Zwierzęta liczy się na kilogramy, tony, nie ma w tym oczywiście ani słowa o cierpieniu, odebraniu życia, uprzedmiotowieniu ani o koszmarnych warunkach, w jakich muszą żyć te niewinne istoty.

Hodowla wielkopołaciowa stała się widocznym znakiem nie tylko uprzedmiotowienia zwierzęcia, lecz także naszej gatunkowej ślepoty. W imię zysku, dla zwiększenia produkcji, zwierzęta przetrzymuje się w haniebnie złych warunkach, nie pozwalając im żyć swoim własnym życiem.

Zwierzę potraktowane od razu jak produkt – mięso, skóra – staje się towarem. Ponieważ przemysł mięsny jest dotowany, rynek zalewa stosunkowo tani produkt: ciało zwierzęcia, którego nikt nie szanuje ani za życia, ani po śmierci. Nasze kuchnie zostały zamienione w masowe przetwórnie życia w śmierć i nie jest to już tylko śmierć konkretnego zwierzęcia. To nie jest już tylko utracone istnienie konkretnej kury, świni czy krowy. Tutaj zaczyna umierać cała planeta. Kolejne kroki prowadzące do źródła wakacyjnych pożarów jednocześnie kierują nas bardzo prosto do naszej kuchni, naszego talerza. Homo egoisticus nie potrafi łączyć faktów.

Jest nam o wiele łatwiej tego nie zauważać. Dużo lepiej płakać nad sobą, źle wydanymi pieniędzmi, zmarnowanymi wakacjami, niewygodą, gdy tuż obok hotelu płoną pola. Dużo trudniej jest spojrzeć na przyczyny tego zjawiska. Nie chcemy zrezygnować ani z lotów samolotem, ani z jedzenia mięsa. Nie wyobrażamy sobie odpoczynku i wakacji bez egzotycznej wycieczki, będziemy powtarzać w nieskończoność, że „mięso jest zdrowe”, „konieczne do życia i rozwoju”, że „tylko nabiał daje nam siłę i witalność”. To stare, powtarzane bez końca argumenty. Do tego będziemy podpierać się takimi hasłami jak łańcuch pokarmowy – że jedne zwierzęta zjadają drugie i że jest to bardzo naturalne. Bardzo dużo słów, jeszcze więcej teorii, a wszystko po to, żeby nie zmieniać naszych przyzwyczajeń. Homo egoisticus to taka dziwna istota, dla której ona sama, jej potrzeby są najważniejsze, nawet gdy płonie świat dookoła.

Podobno weganie tracą na popularności. Abolicjoniści zwierzęcy denerwują swoimi ekstremalnymi poglądami. Ludzie się frustrują i nie chcą słuchać o cierpieniu zwierząt. Odgłosów i obrazów z rzeźni nikt nie chce oglądać. Równocześnie możemy co roku wysłuchiwać narzekań na kolejne zbyt gorące lato, za duże upały, zepsute wakacje w płonącej Hiszpanii i Grecji czy tłoku na międzynarodowym lotnisku. Podobno aktywiści są bardzo denerwujący. Wiele osób przyspiesza kroku, gdy widzi na ulicy ludzi objaśniających, co się dzieje ze zwierzętami w hodowlach, podczas transportu do rzeźni i w niej samej. Często rodzice chronią dzieci przed dostępem do informacji przekazywanych im przez aktywistów i aktywistki. Odwracamy głowę od faktów, od tego, co robimy. Kłócimy się z aktywistami, bo psują nam przyjemny spacer, gdy tak głośno protestują przeciwko wykorzystaniu zwierząt, odbieraniu im wolności, odzieraniu ich z zgodności, zabieraniu im życia. To uszkodzone sumienie, to niechęć do rezygnacji z przyzwyczajeń i konsumpcyjnego stylu życia.

Na globalne ocieplenie, na płonące lasy, topniejące lodowce, zagrożenie klimatyczne można by było patrzeć zupełnie inaczej – przez pryzmat zwierząt. Bioróżnorodność jest bezcenna, tak naprawdę każdy gatunek, każda istota żyjąca to wartość sama w sobie. Nie da się wycenić jej życia w żadnej walucie. To nie kilogramy mięsa, to nie litry mleka, to nie liczba jajek, to tak naprawdę Ktoś. Osoba. Zwierzę jakiegokolwiek gatunku, człowiek, lis, kot, świnia, koń, koza, krowa, kura, my wszyscy – to bezcenne życie, bez którego nasza planeta będzie martwa.

Wolimy nie widzieć, wolimy nie słyszeć, ale klimat zmienia się na naszym talerzu, w naszych przyzwyczajeniach, w naszych upodobaniach, w tym, co uznajemy za nasz przywilej. Na szczęście zwierzęta są silne, piękne i mądre i człowiek jako zwierzę ma tę moc: rozumienia, empatii, możliwości zmiany siebie i własnych nawyków. Siła zwierząt jest niesamowita.

  • Tekst: Joanna Hańderek
  • Tekst ukazał się w numerze 11/2025 Magazynu VEGE