Kluby sąsiedzkie to miejsca, w których anonimowość i samotność są zastępowane przez współpracę i wzajemną troskę.
Wyobraź sobie, że znasz imiona swoich sąsiadów. Razem pieczecie chleb i robicie kiszonki, wymieniacie się ubraniami, malujecie obrazy albo troszczycie się o siebie nawzajem w trudniejszych chwilach. Choć może to brzmieć jak nierealny scenariusz w gąszczu wielkomiejskich ulic i anonimowych klatek schodowych, właśnie od tego są kluby sąsiedzkie.
Integracja
Kluby i domy sąsiedzkie to miejsca, które mają na celu integrację lokalnej społeczności. To przestrzenie, w których mieszkańcy mogą spotykać się i samodzielnie organizować różnorodne wydarzenia, niezależnie od wieku, zainteresowań czy umiejętności.
W dużych miastach, gdzie anonimowość i brak więzi społecznych są częstym problemem, takie inicjatywy stają się niezwykle cenne.
Historia domów sąsiedzkich zaczęła się od otwierania takich centrów w ubogich dzielnicach miast w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Holandii, by zmniejszać nierówności społeczne. Dziś kluby funkcjonują w wielu krajach, gdzie stały się miejscami kształtującymi lokalne społeczności, integrującymi mieszkańców i ujawniającymi ich potencjał w bezpośrednich działaniach. Zazwyczaj mieszkańcy współtworzą takie centra razem z siecią wspierających fundacji, instytucji lub prywatnych firm. Julia Raczyńska, animatorka społeczna, współprowadząca Klub Sąsiedzki na gdańskiej Letnicy z ramienia Fundacji RC, ujmuje to tak: Klub buduje sieć relacji. Relacji, których brakuje online albo przy pracy z domu.

Dużo osób w miastach czuje się samotnych. Zatraca się też wymiana międzypokoleniowa oraz umiejętności manualne, kreatywne. Tymczasem podczas spotkań w Klubie osoby starsze i młodsze mogą rozmawiać, wymieniać doświadczenia, razem tworzyć, bez uprzedzeń i poczucia dystansu.
Pamiętam, jak niedawno na zajęciach dziergania wywiązała się długa i wartościowa rozmowa między licealistkami a paniami po czterdziestce o randkowaniu i związkach.
Wzór z Trójmiasta
Model domów sąsiedzkich powstał właśnie w Gdańsku jako oddolna inicjatywa – koalicja Urzędu Miasta Gdańska i organizacji pozarządowych działających na rzecz społeczności lokalnych. Ich główne zadanie to wspieranie działań lokalnych i integracja sąsiedzka. Klub nie ma odgórnie ustalonego programu zajęć. To pomysły mieszkańców tworzą na bieżąco plan działania takiego miejsca. Pozwala to na stworzenie oferty dla dzieci i młodzieży, dorosłych i seniorów. Każdy może realizować własne koncepcje działań i ma do tego bezpłatną przestrzeń oraz w miarę możliwości sprzęt: rzutnik, flipchart, laptop. Można również skorzystać ze wsparcia organizacyjnego i animacyjnego.
– Każda dzielnica ma w sobie coś wyjątkowego, swojego ducha. Dlatego dużo zależy od tego, w jakim kierunku mieszkańcy chcą prowadzić klub, jakie cele sobie stawiają – tłumaczy Julia Raczyńska. – Nasza Letnica jest o tyle specyficzna, że jest to połączenie bardzo starej dzielnicy z nowym, świeżo wybudowanym osiedlem, gdzie jest ogrom młodych osób i rodziców z dziećmi. Stąd z góry nastawiliśmy się na łączenie tych dwóch części. Z roku na rok przybywa tu ludzi, ale co za tym idzie, także osób, które chcą działać aktywnie i tworzyć sobie tutaj przestrzeń na przyszłość.
Czasem odwiedzają nas też osoby z innych dzielnic. Współpracują z nami inne instytucje kulturalne działające w okolicy – dodaje.
Tym sposobem Klub Sąsiedzki Letnica zbudował siatkę ludzi, którzy chcą wspólnie działać i robić coś dla innych. Wykształciło się kilku liderów, osób, które początkowo nieśmiałe, z czasem rozwinęły siebie i swoje umiejętności tak, że teraz same prowadzą zajęcia lub wspierają organizowanie większych wydarzeń. To pokazuje, że grupa daje także bezpieczeństwo psychologiczne. I tak na gdańskiej Letnicy można przyjść na regularne i całkowicie bezpłatne lekcje dziergania, szydełkowania, malowania, makramy, i gry na ukulele. W Klubie odbywają się też sesje RPG (gier fabularnych, których uczestnicy wcielają się w postacie – przyp. red.). Ponadto tylko w tym roku sąsiedzi, wspierani przez animatorki Julię i Natalię, samodzielnie zorganizowali sprzątanie dzielnicy, dwa ekopikniki, różne treningi sportowe, silent disco, konsultacje psychologiczne, warsztaty żonglowania, wystawę prac artystycznych mieszkańców, spotkania podróżnicze, pub quiz, warsztaty tworzenia bukietów, lekcję online marketingu, klub książki, warsztaty tworzenia z gliny, prelekcję o bursztynach, speed-meet dla singli, slam poetycki, scrapbooking i wiele, wiele innych.


Mocne strony
Ten jeden przykład pokazuje już, jak wiele korzyści przynosi korzystanie z klubów i domów sąsiedzkich. Przede wszystkim pozwala na nawiązanie nowych znajomości i budowanie relacji z sąsiadami. Wspólne działania, takie jak organizacja wydarzeń czy udział w warsztatach, sprzyjają integracji i wzmacniają poczucie przynależności do lokalnej społeczności. Czasem już to, że sąsiedzi zaczynają mówić sobie „dzień dobry” czy bardziej dbać o wspólną przestrzeń jest wartością dodaną. Ponadto uczestnictwo w zajęciach lub ich organizowanie jest doskonałą okazją do rozwijania swoich pasji i zainteresowań, zaprezentowania ich innym, a także do zdobywania nowych umiejętności. Dużym plusem jest także to, że zajęcia są zazwyczaj bezpłatne i otwarte na różnorodne grupy społeczne.
Udzielanie się społecznie ma również wiele zalet dla pojedynczej osoby. Przede wszystkim daje poczucie satysfakcji i spełnienia, co wynika z pomagania innym i współtworzenia lokalnej społeczności. Działania na rzecz innych mogą również przyczynić się do poczucia przynależności,
poprawy samopoczucia i zdrowia psychicznego, redukując stres i poczucie osamotnienia. Ponadto aktywność społeczna może być doskonałą okazją do zdobywania nowych doświadczeń i rozwijania umiejętności interpersonalnych oraz dodatkowego ruchu. – To, co doceniam w naszym działaniu, to fakt, że nie ma przepracowywania się i krytyki– dodaje Natalia Zarębska, animatorka społeczna, która razem z Julią prowadzi Klub na Letnicy. – Wsparcie sąsiedzkie ułatwia stworzenie zastępstwa na zajęciach, nie ma presji, że wszystkie pomysły muszą być zrealizowane, że musimy trzymać się z góry narzuconego harmonogramu. Działamy po swojemu. Ktoś pożyczy krzesła, ktoś inny ekran, kubki i mamy spontaniczne kino letnie. Najważniejsze, że są tu energetyczne, samodzielne, odważne osoby, które chcą robić coś wspólnie, dla samej przyjemności bycia razem – dodaje.

Jak zacząć działać lokalnie?
Jeśli zastanawiacie się, jak zacząć korzystać z klubów i domów sąsiedzkich, warto zacząć od poszukiwań w swojej okolicy. Wiele miast prowadzi strony internetowe lub profile w mediach społecznościowych, gdzie można znaleźć mapkę klubów, informacje o lokalnych inicjatywach i wydarzeniach. Można również zapytać sąsiadów o takie miejsce w pobliżu (albo stworzyć je razem, jeśli jeszcze go nie ma!). – Dobrze jest mieć kogoś bliskiego, z kim można porozmawiać. Poznać lokalnych przedsiębiorców, sąsiadów i razem zrobić jakieś wydarzenie, na przykład ekopiknik z wymianą ubrań czy warsztaty gotowania. Czasem wystarczy zacząć od małego gestu, np. wpisu na osiedlowym forum, czy ktoś nie chciałby przejść się razem z nami i psem na spacer po okolicy, albo czy ktoś nie ma ochoty na wspólny piknik na trawie, bo akurat jest ładne piątkowe popołudnie. Myślę, że świat byłby lepszy, gdybyśmy częściej odważyli się na takie drobne, sympatyczne gesty – opowiada Julia.
Kluby sąsiedzkie mają moc realnej zmiany otaczającej nas rzeczywistości. Są dowodem na to, że nawet niewielka inicjatywa może przerodzić się w miejsce pełne energii, wzajemnego wsparcia i inspiracji. To tutaj rodzą się pomysły, nawiązują przyjaźnie i buduje się lokalna tożsamość.
Nie trzeba wielkich środków ani skomplikowanej organizacji, aby zacząć działać. Wystarczy odrobina otwartości i chęci. Każda osoba, która zdecyduje się dołączyć choćby do jednej inicjatywy, dokłada swoją cegiełkę do budowania silnej i otwartej społeczności. Warto więc rozejrzeć się wokół, wyjść poza drzwi własnego domu i zrobić pierwszy krok w stronę sąsiedzkiej współpracy. To właśnie takie gesty sprawiają, że codzienność staje się bardziej przyjazna, a miasto prawdziwie wspólne.
- Tekst i zdjęcia: Katarzyna Mulewicz
- Tekst ukazał się w numerze 10/2025 Magazynu VEGE

