Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Jedzenie otwiera drzwi

sierpień 25 2025

Naszą gwiazdą okładki września jest Edyta Grabarczyk: ekonomistka z wykształcenia, rolniczka z wyboru. Przewodnicząca Rady Fundacji Pożywienie – Darem Serca, która prowadzi charytatywną jadłodajnię Vega i działa na rzecz ludzi, zwierząt oraz roślinnej przyszłości planety.

W 1992 r. otworzył się pierwszy w Warszawie, a drugi w Polsce (po wrocławskiej Vedze) bar wegetariański będący częścią działalności fundacji Pożywienie Darem Serca. Ledwo co odszedł PRL, w pamięci wciąż są bezmięsne poniedziałki narzucone przez władze…

Rzeczywiście, fundacja powstała na początku lat 90., kiedy wegetarianizm był czymś zupełnie egzotycznym. Osoby, które ją zakładały, były zainspirowane duchowością Wschodu, ruchami wegetariańskimi wywodzącymi się z kultury indyjskiej, z hinduizmu. Częściowo były to osoby ze środowiska Hare Krishna, które chciały założyć w Warszawie jadłodajnię pomagającą innym, w której kupowało się posiłek dla siebie, jednocześnie fundując obiad potrzebującej osobie.

Edyta Grabarczyk, zdj. Bogdan Petecki

Ta zasada działa niezmiennie do dzisiaj. Od początku nasza kuchnia była etyczna, pełna szacunku dla każdego życia – zarówno zwierząt, których nie krzywdzimy, jak i ludzi, którym poprzez podany posiłek przywracamy nadzieję i godność. Od początku miejscu przyświecała idea, że troska o świat zaczyna się właśnie od tego, co mamy na talerzu, bo to, co jemy, ma niezwykłą moc i przekaz.

Kto Was na początku odwiedzał?

Od samego początku Vega była miejscem, które przyciągało wielu wyjątkowych ludzi. Pojawiali się u nas zarówno artyści z pierwszych stron gazet, jak i politycy, duchowni, intelektualiści czy goście z zagranicy – wszyscy przyciągani niepowtarzalnym klimatem tego miejsca. Nie chodziło tylko o jedzenie – to było miejsce wymiany idei, spotkań ludzi, których łączyła potrzeba zmiany rzeczywistości. Można powiedzieć, że Vega była – i nadal jest – przestrzenią, którą chciał odwiedzić każdy, kto choć przez chwilę szukał inspiracji do życia bardziej świadomego i etycznego. To było miejsce spotkań ludzi z różnych światów, których łączyła ciekawość, troska o innych i potrzeba zmieniania rzeczywistości na lepsze. Właściwie każdy, kto interesował się weganizmem, wartościami czy po prostu dobrem, prędzej czy później trafiał właśnie tutaj.

Vega to nie tylko miejsce, gdzie się jadło – to przestrzeń, w której naprawdę czuło się, że dobro ma smak, a pomaganie ma sens. Może właśnie dlatego mówi się, że to miejsce to legenda?

Możliwość zjedzenia wegańskiego posiłku w centrum Warszawy to jedno, ale przecież w tym wszystkim nie chodzi tylko o jedzenie…

Nigdy nie chodziło tylko o jedzenie. Chodziło o coś dużo więcej – o pomaganie drugiemu człowiekowi na każdym poziomie jego kryzysu. Vega jest frontem działań charytatywnych. Od początku realizujemy program „Podziel się posiłkiem”, który działa już 33 lata i był wielokrotnie nagradzany. Przez ten czas wydaliśmy miliony posiłków, przy czym każdy z nich to coś więcej niż danie czy statystyka – to często pierwszy krok na nowej drodze i historia czyjejś walki o przetrwanie. To wyciągnięta dłoń, iskra nadziei dla tych, do których nikt wcześniej nie chciał wyciągnąć ręki.

Z czasem zrozumieliśmy, że sama pomoc żywnościowa nie wystarcza. Fundacja rozszerzyła działalność o wsparcie psychologiczne, terapeutyczne i społeczne. Pomagamy osobom uzależnionym, wychodzącym z traumy, przechodzącym przez różne życiowe kryzysy z wiarą, że każdy zasługuje na nowy początek. W naszym zespole mamy doświadczonego psychologa – terapeutę, który prowadzi zajęcia indywidualne i grupowe dla osób m.in. DDA czy DDD, a także z różnymi formami traumy i kryzysów emocjonalnych. Coraz częściej zgłaszają się do nas młodzi ludzie, którzy nie odnajdują się w dzisiejszym świecie i szukają sensu, wsparcia, bezpiecznej przestrzeni. To dla nich szczególnie ważne, że mogą tu po prostu być i zostać wysłuchani. Co ważne, u nas pomoc działa w obie strony. Ten, kto otrzymuje wsparcie, często sam zaczyna pomagać innym. Właśnie wtedy dzieje się coś niezwykłego, zaczyna się prawdziwa zmiana – rodzi się poczucie sensu, bycia potrzebnym. Są też tacy, którzy znikają na jakiś czas, pogrążają się w kryzysie, poddają się, a potem wracają. Czasem po miesiącu, czasem po latach i mówią: chcę spróbować jeszcze raz.

Wtedy znów otwieramy drzwi – właśnie po to jesteśmy, bo człowieka nie odbudowuje się raz. Walka o życie bywa długa i trudna, ale każda próba ma sens. Na szczęście coraz częściej się udaje i to nam daje siłę, by dalej robić swoje.

Nasze miejsce to również przestrzeń warsztatów, spotkań, paneli dyskusyjnych i działań edukacyjnych. Przez lata prowadziliśmy m.in. ogólnopolski program „Słodkie Życie bez Cukru” i uczyliśmy dzieci i młodzież o skutkach nadmiernego spożycia cukru, promując zdrowe alternatywy.

Mało kto wie, że w naszej fundacji narodziła się idea Polskich Banków Żywności. Znaleźliśmy się w gronie tych, którzy jako pierwsi powiedzieli: nie marnujmy – dzielmy się. Byliśmy jednym z ich współzałożycieli. Dziś, gdy tony jedzenia codziennie trafiają do kosza, a tysiące ludzi wciąż zasypiają głodni, nasza misja pozostaje niezmienna.

Czy zdarza Wam się spotkać z odrzuceniem pomocy? To przecież dalekowschodnia kuchnia. New age’owy klimat jadłodajni, brak produktów odzwierzęcych… Ktoś powiedział, że bez mięsa to nie obiad…?

Ludzie nie odmawiają. Trudno w to uwierzyć, ale często zdarza się, że nasz posiłek to jedyny ciepły obiad, jaki ktoś zjadł od kilku dni. W centrum Europy, w XXI w. W takich chwilach nie ma znaczenia, czy to gulasz z soi czy zupa z soczewicy. Nasza kuchnia jest sycąca, pełnowartościowa i po prostu dobra. Smak rozbraja uprzedzenia i otwiera ludzi.

Zdarza się, że ktoś przychodzi tylko z ciekawości, z dystansem, czasem z uprzedzeniami, ale wystarczy zjeść i wątpliwości szybko znikają.
Największy opór występuje nie przed roślinnym obiadem, lecz przed terapią, rozmową i samym sobą. Gdy proponujemy inną formę wsparcia niż posiłek, czyli terapię i powolny proces zmiany, nie każdy jest gotów. Czasami trzeba przejść kilka kryzysów, żeby zrozumieć, że pewnych problemów nie da się pokonać w pojedynkę.

Jedzenie otwiera drzwi, ale to, czy ktoś przez nie przejdzie, zależy już od niego. Nasza fundacja to nie tylko przysłowiowy talerz zupy. To miejsce, w którym człowiek może dostać drugą szansę i zacząć od nowa.

Rozdajecie posiłki tutaj czy na mieście?

Przez 33 lata działalności pomagaliśmy wszędzie tam, gdzie nas potrzebowano – na ulicach, w szkołach, domach dziecka, ośrodkach wychowawczych, a nawet szpitalach. W latach 90. XX w. i początkach XXI w. nasza pomoc była w dużej mierze skierowana do dzieci i młodzieży – wtedy to one najbardziej potrzebowały wsparcia, bo to był czas, gdy państwo zostawiło młodych samym sobie. Dziś rzeczywistość wygląda inaczej: coraz częściej pomagamy seniorom, samotnym emerytom, rencistom, ale też młodym ludziom w kryzysie psychicznym, bez pracy, bez dachu nad głową, często zmagającym się z uzależnieniami, z długami, wypchniętymi z systemu. Niektórzy nie mają nawet adresu, który można wpisać w dokumentach. Pandemia, inflacja, rosnące ceny żywności – wszystko to sprawiło, że zgłasza się do nas coraz więcej nowych osób. Takich, które jeszcze niedawno nie potrzebowały pomocy, miały pracę, dom, a dziś mówią wprost: nie stać mnie na jedzenie, nie jestem w stanie opłacić rachunków, mam myśli samobójcze, moje życie nie ma sensu. Zgłaszają się do nas, bo usłyszeli od kogoś, że tutaj otrzymają pomoc.

Pomagamy na różne sposoby – przez instytucje, współpracujące organizacje lub bezpośrednio w jadłodajni. W zależności od sytuacji łączymy siły. Nie zawsze widać nas na pierwszej linii, ale jesteśmy tam, gdzie trzeba, bo znamy lokalne problemy i lokalną społeczność.

Co robią osoby, które wcześniej dostały od Was pomoc?

Jedni wspierają nas przy wydawaniu posiłków, inni w porządkach, inni pomagają na farmie przy zwierzętach w azylu lub w ogrodzie warzywnym. Czasem po prostu są dla kogoś, kto właśnie przechodzi przez podobny kryzys – dają słowo wsparcia, pokazują własnym przykładem, że można się podnieść. Przekaz „Ja dałem radę, ty też możesz. Z tego da się wyjść” bywa skuteczniejszy niż jakakolwiek terapia. Dla nas ogromnie ważne jest poczucie bycia potrzebnym. Wierzymy, że to nadaje życiu sens. To nie jest relacja jednostronna – pomagając komuś, czy człowiekowi czy zwierzęciu w azylu, pomagasz też sobie. Odbudowujesz siebie, swoją wartość, sprawczość, sens. Jak podnosisz kogoś z ziemi, to sam też się prostujesz. I tak się to toczy – powoli, bez fajerwerków, ale prawdziwie.

Byłam u Was podpisać się pod inicjatywami „Stop Łańcuchom” i „Osoba Odra”. Angażujecie się na rzecz ekologii i zwierząt.

Jestem rolniczką, od kilkunastu lat prowadzę gospodarstwo pod Warszawą. Zmiany klimatu nie są dla mnie abstrakcją – ja je widzę i czuję na własnej skórze. Susza, ekstremalne zjawiska pogodowe, pogarszająca się jakość gleby to nie są raporty ONZ, to mój dzień powszedni. Dlatego nie mogę być obojętna i działam.

Sprawy klimatu, środowiska i praw zwierząt od zawsze były wpisane w DNA fundacji. Bierzemy udział w inicjatywach takich jak „Stop Łańcuchom”, „Osoba Odra” czy innych podobnie dla nas ważnych, współpracujemy z innymi organizacjami, zabieramy głos w komisjach sejmowych, bo chcemy realnie uczestniczyć w transformacji systemu żywnościowego. Od ponad 30 lat nieprzerwanie promujemy dietę roślinną jako najprostszy i najskuteczniejszy wybór, jakiego może dokonać każdy z nas dla dobra planety. Kiedyś to dziwiło, dziś staje się jasne dla niemal już wszystkich. Śledzimy, jak zmienia się świadomość – od niezrozumienia po decyzje, które mają realny wpływ. Nasza fundacja od zawsze mówiła: „Chcesz zmieniać świat? Zobacz najpierw, co masz na talerzu”. Widzimy, że w końcu ludzie zaczynają to rozumieć.

Na naszej farmie mamy również mały azyl dla zwierząt. Jeden z naszych koni, który dziś spokojnie żyje, miał trafić na talerz. Zamiast tego współtworzy z nami zamknięty, naturalny cykl – jego nawóz zasila ziemię, z której wyrastają warzywa trafiające do Vegi. Od kilku lat uprawiamy też konopie siewne, wierząc, że to żywność przyszłości. To roślina wysokobiałkowa, kompletna pod względem aminokwasowym, odporna na suszę, poprawiająca strukturę gleby. Byliśmy pierwsi w okolicy. Przeszliśmy przez wszystkie urzędnicze procedury i kontrole, bo wierzyliśmy, że to ma sens. Zapotrzebowanie na białko na świecie będzie tylko rosło, a planeta ma swoje granice. Dlatego przygotowujemy z konopi testowe produkty, które mogą być realną alternatywą dla przemysłowego mięsa i mleka. Walczymy też o nie w komisjach sejmowych, bo kiedy podczas jednej z ostatnich zobaczyłam listę perspektywicznych roślin białkowych w Polsce, nie znalazłam na niej konopi. Musiałam się o nie upomnieć. Jakież było zdziwienie na sali… Wiem, że przed nami jeszcze dużo pracy, ale warto ją podejmować, bo jeśli mamy karmić świat – zróbmy to tak, by go nie niszczyć.

Do jakich wniosków doszliście po tylu latach działalności?

Po tylu latach widzę jedno: to, co robimy nie jest łatwe, ale jest konieczne i ma sens. Dziś coraz więcej ludzi rozumie, że widelec w dłoni to nie tylko narzędzie do jedzenia – to manifest. Przez to, co kładziemy na talerz, można decydować o losach zwierząt, ludzi, całej planety. Taki z pozoru zwyczajny gest, jak wybór posiłku, staje się wyborem między odpowiedzialnością a obojętnością. Cieszy mnie, że coraz więcej osób dostrzega, że dieta roślinna to nie moda, ale realna odpowiedź na kryzysy naszych czasów – klimatyczny, etyczny i zdrowotny.

Jako fundacja wiemy, że czasem wszystko zaczyna się od jednego posiłku. Podzielony z kimś, kto stracił już nadzieję, może być pierwszym krokiem ku jego odbudowie. Wspólny stół łączy, pomaga zobaczyć człowieka i czasem naprawdę wystarczy jeden ciepły posiłek, by zacząć zmieniać czyjeś życie. A bywa, że nawet je uratować.

Jak zmieniła się Vega od otwarcia?

Świadomie postawiliśmy na coś, co dziś jest rzadkością: autentyczność. Vega od początku miała być miejscem z duszą, a nie kolejną stylizowaną przestrzenią, która goni za trendami. Stali bywalcy cenią nas najbardziej właśnie za to, że w świecie nieustannego rebrandingu zostaliśmy sobą. Osoby, które często odwiedzają to miejsce, mówią, doceniają, że tak naprawdę niewiele się zmieniło. Vega wciąż ma ten sam klimat, tę samą atmosferę i ducha lat 90. To nie jest lokal z perfekcyjnym wystrojem pod Instagrama ani dla tych, którzy szukają kulinarnej ekstrawagancji. To kuchnia, która nie potrzebuje błyskotek, by smakować. To przestrzeń, która nie udaje, że jest czymś więcej niż miejscem, gdzie można zjeść uczciwie, zdrowo i z sensem.

Vega to w końcu nie tylko jedzenie, to działanie. Charytatywny obiad tutaj to realna pomoc. Każdy zamówiony posiłek to element większego programu wsparcia. Goście wiedzą, że dokładają swoją cegiełkę – karmią siebie i kogoś, kto często nie ma nic.

Najbardziej jednak porusza nas to, że są z nami ludzie, którzy przychodzą tu od 30 lat. Kiedyś jako studenci, aktywiści, młodzi rodzice, dziś przychodzą z wnukami. Vega stała się dla nich częścią codzienności, czymś więcej niż jadłodajnia – miejscem, które stało się częścią ich życia. I może właśnie dlatego, mimo że pierwotni pomysłodawcy tego miejsca przeszli już na emeryturę, a świat się zmienił – to miejsce trwa. Bo ludzie tęsknią za czymś, co nie przemija. Za miejscem, gdzie wszystko zaczęło się od idei, chęci pomagania, a nie od strategii marketingowej. To miejsce trwa nie dlatego, że mamy sztab ludzi od PR-u, tylko dlatego, że ciągle przychodzą tu ludzie, którzy potrzebują sensu i ten sens tutaj odnajdują. Czują i widzą, że tu dzieją się dobre rzeczy.

Niezmiennie porusza mnie, gdy ktoś przychodzi i mówi: „To właśnie tutaj wszystko się zaczęło”. Tak było też ze mną, to właśnie w Vedze kilkanaście lat temu zaczęła się moja droga do etycznego roślinnego stylu życia. To nie był tylko wybór diety, to była zmiana myślenia. Jeśli uda się nam sprawić, ze takich historii będzie więcej, to znaczy, że warto starać się, aby to miejsce trwało jak najdłużej, nawet jeśli świat idzie w inną stronę.

Jakie macie plany na przyszłość?

Jesteśmy realistami. Widzimy wyraźnie, że świat stoi dziś przed poważnym i pogłębiającym się kryzysem żywnościowym. Inflacja, katastrofy klimatyczne, rosnące nierówności – wszystko to sprawia, że coraz więcej osób nie ma dostępu do najbardziej podstawowej potrzeby: ciepłego, wartościowego posiłku. Nie trzeba jechać na koniec świata, żeby nakarmić głodnego. Oni są tutaj, wśród nas. Na tej samej ulicy, w tym samym mieście, obok nas są ludzie, którzy dziś jeszcze nic nie zjedli. Wystarczy się rozejrzeć. Dlatego chcemy dalej robić to, co potrafimy najlepiej – pomagać, edukować, budować odporność społeczną, ale też wpływać na system żywnościowy, który dziś wymaga pilnej zmiany. Wierzymy, że wyzwania tej skali można pokonać tylko razem, we współpracy z innymi organizacjami, naukowcami, rolnikami, ludźmi z otwartą głową i odwagą, by działać i naciskać na zmianę systemu.

Jak sobie to wyobrażacie?

Nasze plany nie kończą się na reagowaniu na kryzys. Sięgają dalej, chcą na niego wpływać. Chcemy dalej rozwijać naszą ekologiczną farmę, nasz azyl, programy terapeutyczne i edukacyjne dla młodych ludzi, bo widzimy, jak wielu z nich mierzy się dziś z kryzysami: psychicznymi, bytowymi, egzystencjalnymi, brakiem sensu. To nie jednostkowe problemy, to objawy cywilizacyjnego wypalenia. Ludzie potrzebują dziś kontaktu z czymś prawdziwym. Pomagając zwierzętom, sadząc warzywa, zbierając plony, odzyskują kontakt ze światem, w którym coś od nich naprawdę zależy. Ziemi nie da się oszukać. Trzeba o nią dbać – regularnie, uczciwie, z uważnością – i wtedy się odwdzięcza. Ze zwierzętami jest podobnie: trzeba je karmić, leczyć, być obecnym. One chorują, starzeją się, potrzebują troski. Nie dają lajków w zamian, ale proponują coś cenniejszego: zaufanie, cichą lojalność. Czasem po prostu miłość, taką bez warunków. Ten proces uczy odpowiedzialności, ale też przynosi coś, czego najbardziej brakuje dziś młodym ludziom: poczucie sensu.

Jak się z tym łączy dieta roślinna?

Przeciwdziałanie niedożywieniu, wyrównywanie szans, to nasz niezmienny kierunek. Chcemy, aby nasz sztandarowy program „Podziel się posiłkiem” nadal trafiał tam, gdzie jest najbardziej potrzebny, bo głód i samotność nie znikają. Nasze najważniejsze założenie się nie zmienia: wierzymy, że ludzkość musi przejść na dietę roślinną. Nie z ideologii, tylko z odpowiedzialności, bo nie da się rozwiązywać kryzysów żywnościowych, klimatycznych i etycznych, karmiąc świat cierpieniem. My to wiemy od 33 lat i nie zamierzamy z tego rezygnować. Właśnie w tym szerszym sensie „pożywienie – darem serca” staje się nie tylko naszą misją charytatywną, lecz także odpowiedzią na kryzys. Dopóki zwierzęta cierpią i są hodowane dla zysku, ludzie zasypiają głodni i bez poczucia sensu, a zmiany klimatu zagrażają nam wszystkim, mamy ręce pełne roboty. I nie zamierzamy przestawać.

  • Rozmowa: Afra Wierska
  • Zdjęcia: Bogdan Petecki oraz materiały z prywatnego archiwum rozmówczyni
  • Tekst ukazał się w numerze 9/2025 Magazynu VEGE

Bar Vega
Adres: al. Jana Pawła II 36C, 00-141 Warszawa

Bar Vega prowadzi:

FUNDACJA „POŻYWIENIE – DAREM SERCA”
Al. Jana Pawła II 36c, 00-141 Warszawa
KRS: 0000119205
NIP: 525-15-72-386
REGON: 010597562
Kontakt:
+48 507 027 146
vega@vega-warszawa.pl