Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Dzielić jest rzeczą ludzką

listopad 24 2024

Jak ludzie powszechnie dzielą zwierzęta, co na to mówi nauka i jakie są konsekwencje tego podziału?

Towarzyszące, hodowlane, laboratoryjne, futerkowe, rozrywkowe… Taki podział, obecny wśród wielu społeczeństw na całym świecie, od razu przywodzi na myśl gatunki-emblematy: psy i koty, krowy i świnie, myszy, lisy, zebry i żyrafy. Jednak czy większość z nas kiedykolwiek poświęciła dłuższą chwilę, by zastanowić się nad kryteriami takiej klasyfikacji?

Obsadzanie w rolach

Ekonomiczne argumenty, społeczne potrzeby, religijne motywacje oraz kulturowe nawyki dają podstawę kolektywnie przyjętej tzw. użytkowej kategoryzacji zwierząt, która istotnie różni się od tej mniej znanej, ale obowiązującej w nauce. Jak zauważył w swojej książce „Prawa zwierząt” Paul Waldau, amerykański etyk, dyrektor prawny Great Ape Project oraz były profesor antropozoologii w Canisius College w Buffalo: „(…) najczęściej stosowane kategorie są tworzone przez pryzmat stosunku do człowieka, a więc nie muszą mieć wiele wspólnego ze stanem rzeczy z punktu widzenia samych zwierząt”. Decyzje te często wynikają z naszego postrzegania, preferencji, potrzeb, a nawet abstrakcyjnych skojarzeń, w skrócie – percepcyjnego egocentryzmu. W efekcie to, co wiemy o zwierzętach posegregowanych w tym sztucznym konstrukcie, zazwyczaj opiera się jedynie na wyobrażeniach o nich, które następnie kształtują nasze oczekiwania i postawy. W tym kontekście wielu z nas może żyć w rzeczywistości zdominowanej przez zakrzywione przekonania i poglądy. Gdybyśmy jednak powszechnie wiedzieli więcej o prawdziwej naturze innych istot żywych, to czy wciąż przypisywalibyśmy im z góry instrumentalne role, takie jak „do kochania”, „do jedzenia” czy „do pracy”?

Zagrożenia instrumentalizacji

Paul Waldau zwraca uwagę na istotną różnicę między naukową systematyką zwierząt, zajmującą się ich katalogowaniem, klasyfikowaniem i opisywaniem, a sposobem, w jaki ludzie postrzegają te istoty przez pryzmat ich użyteczności. Biologiczna taksonomia klasyfikuje zwierzęta na podstawie ewolucyjnych i genetycznych powiązań, tworząc obiektywne kategorie oparte na naturalnych procesach. W swojej książce Waldau zauważa, że zachodnia kultura wykształciła własną, nienaukową klasyfikację, hierarchizującą zwierzęta według korzyści, jakie przynoszą człowiekowi, co etycy określają mianem „instrumentalnej kategoryzacji”. Początki przedmiotowego traktowania innych stworzeń sięgają jednak starożytnych cywilizacji, które klasyfikowały zwierzęta na podstawie ich wartości użytkowej – jako źródło pożywienia, narzędzia wojenne (konie), czy nawet symbole religijne. Arystoteles, jeden z ojców zachodniej filozofii, porządkował zwierzęta w sposób, który dzisiaj można uznać za utylitarystyczny, przypisując wyższą wartość tym, które były bardziej przydatne dla człowieka. To przekonanie, że zwierzęta istnieją głównie po to, by spełniać ludzkie potrzeby, przetrwało do dziś i przyczynia się do stawiania bariery między nami a światem przyrody.

W rezultacie zwierzęta stały się produktami do eksploatacji, obiektami przemysłu rozrywkowego lub, w najlepszym wypadku, towarzyszami życia.

Współczesna filozofia

W rzeczywistości istoty żywe nie pełnią jednej, stałej funkcji w ekosystemie, jaką przydziela im człowiek na podstawie subiektywnych kryteriów użytkowych. Waldau podkreśla, że takie podejście prowadzi do ich degradacji – zaczynamy postrzegać zwierzęta jako przedmioty, a nie jako indywidualne istoty, które mają swoje własne cele i pragnienia, są zdolne do odczuwania i cierpienia, a tym bardziej do samoświadomości i inteligencji, przy czym w kluczowy sposób przyczyniają się do zachowania równowagi w środowisku. Zauważa, że choć ssaki i niektóre inne zwierzęta mają tę samą zdolność odczuwania bólu, stosunek do nich często zależy od ich miejsca w ludzkim systemie wartości. Z kolei Peter Singer, australijski etyk i filozof, autor „Wyzwolenia zwierząt”, zwraca uwagę, że traktowanie zwierząt wyłącznie jako zasobów prowadzi do brutalizacji społeczeństwa. „Cierpienie jest czymś złym, niezależnie od gatunku, który je odczuwa” – pisał Singer, wskazując, że brak empatii wobec zwierząt przekłada się na sposób, w jaki traktujemy słabsze jednostki w naszym społeczeństwie. Podobne etyczne zagrożenie dostrzegła profesor Martha Nussbaum, autorka teorii zdolności, która zauważa, że społeczeństwa, które nie dbają o prawa zwierząt, mogą równie łatwo ignorować prawa innych, marginalizowanych grup społecznych. „Zwierzęta mogą być pierwszymi ofiarami naszego okrucieństwa, ale na pewno nie ostatnimi” – pisze Nussbaum, podkreślając, że dewaluacja jednej grupy może prowadzić do dehumanizacji kolejnych.

Niekonsekwencja

Zwierzęta uznawane za przydatne są chronione i otaczane troską, podczas gdy inne – mniej „użyteczne” – są ignorowane lub eksploatowane, mimo że często przynależą do tej samej gromady i mają wiele wspólnych cech. Odmienne postrzeganie zwierząt na przykładzie psów i świń dobrze ilustruje ten problem. Podczas gdy psy są postrzegane jako zwierzęta domowe, wierni przyjaciele człowieka, świnie są często sprowadzane do roli „żywej spiżarni”. Waldau cytuje Uptona Sinclaira, który w swojej powieści „Grzęzawisko” z 1906 r. przedstawił scenę, w której zwierzęta w rzeźni stają się przedmiotem masowego, zmechanizowanego zabijania: „A jednak najtrzeźwiej usposobiony przybysz musiał tu mimo woli filozofować nad losem tych istot niewinnych, które człapały tędy z taką ufnością”. Ten opis pokazuje, jak instrumentalizacja zwierząt zabija empatię wobec nich, redukując je do bezosobowych narzędzi. Mimo że pies i świnia to różne gatunki, oba należą do tej samej domeny, królestwa, typu i gromady. Systematyka potwierdza, że są to złożone organizmy, które łączy obecność ośrodkowego układu nerwowego i układu limbicznego. Zaawansowany układ nerwowy występuje u organizmów o wysokim stopniu rozwoju ewolucyjnego takich jak ssaki – w tym ludzie, psy i świnie. Układ limbiczny odpowiada natomiast za przetwarzanie emocji, motywację i pamięć. Zarówno my, jak i one, posiadamy te systemy, co umożliwia nam wszystkim złożone zachowania i reakcje. Profesor podkreśla: „Kiedy klasyfikujemy zwierzęta wyłącznie na podstawie ich użytkowości, przestajemy dostrzegać ich unikalne właściwości biologiczne oraz osobowości”.

Odbicie w prawie

Sposób, w jaki ludzie postrzegają zwierzęta, oraz kryteria, jakimi kierują się w ocenie ich wartości, znajdują odzwierciedlenie w systemie legislacyjnym, który wciąż jest niekorzystny dla wielu istot. Relatywność doświadczeń i percepcji, czyli ograniczanie się do własnego światopoglądu i zamykanie się w tzw. „bańce własnego świata”, której granice wyznaczają sensoryczne zdolności charakterystyczne dla danego gatunku, również zagraża obiektywizmowi w przyznawaniu praw innym istotom. Waldau zwraca też uwagę na rolę filozofii akademickiej przy rozważaniach o prawach zwierząt, podkreślając, że istotne jest to, co dokładnie rozumiemy, mówiąc o prawach. Jak zauważa, stwierdzenie, że wszystkie prawa ustawowe opierają się na wartościach moralnych, jest błędne. Tłumaczy różnicę między prawami pozytywnymi (normami ustanowionymi przez władzę, oparte na ustawodawstwie) a prawami moralnymi (które są niezależne od władzy państwowej i zakorzenione w wyznawanym systemie wartości).

Debatę na temat praw zwierząt często utrudniają brak precyzyjnych definicji oraz nieuzasadnione założenia, które mogą prowadzić do nieporozumień i niesprawiedliwych regulacji prawnych. Aby uwypuklić swoje spostrzeżenia, Waldau przywołuje słowa George’a Orwella z jego eseju „Politics and the English Language”, który krytykował niechlujność pojęciową: „Język robi się brzydki i niedokładny, bo nasze myśli są głupie, a z niechlujnym językiem tylko łatwiej o głupie myśli”. Przykładem są standardy tzw. dobrostanu zwierząt w hodowlach przemysłowych, które nie mają na celu ochrony tych istot ani nie uznają ich za podmioty prawne. Zamiast tego definiują jedynie dopuszczalny poziom eksploatacji, przyzwalając na życie zwierząt w warunkach permanentnego cierpienia.

Również polska Ustawa o ochronie zwierząt wprowadza przepisy, które są wewnętrznie sprzeczne. Przykładowo art. 1. 1. stanowi, że „Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę”, podczas gdy w kolejnym ustępie dodaje się, że „w sprawach nieuregulowanych w ustawie do zwierząt stosuje się odpowiednio przepisy dotyczące rzeczy”.

Tym samym przedmiotowe podejście do zwierząt znajduje swoje odbicie nie tylko w ludzkich przekonaniach, lecz także w prawodawstwie, które w niejasnych przypadkach traktuje zwierzęta jak rzeczy. Ustawa dodatkowo wprowadza klasyfikacje zwierząt oparte na umownych, a nie naukowych kryteriach, takich jak: „zwierzęta domowe” – rozumiane jako zwierzęta tradycyjnie przebywające z człowiekiem w jego domu; „zwierzęta gospodarskie” – definiowane zgodnie z przepisami o organizacji hodowli; „zwierzęta laboratoryjne” – zgodnie z przepisami dotyczącymi zwierząt używanych do badań naukowych. Pomimo braku zgodności z terminologią biologiczną w ustawie znajdują się również wewnętrznie niezgodne przepisy. Na przykład art. 6. 1. zabrania zabijania zwierząt, lecz natychmiast dodaje wyjątki: „ubój i uśmiercanie zwierząt gospodarskich oraz dzikich ptaków i ssaków dla pozyskania mięsa i skór”, co stoi w sprzeczności z deklarowanym obowiązkiem poszanowania zwierząt jako istot żywych.

Jak zauważył niemiecki biolog Jakob Johann von Uexküll: „Każde stworzenie ma swój własny świat, który jest tylko jego, niewidoczny dla innych”. Uznanie tej odrębności pozwoli wyjść poza antropocentryzm i dostrzec inne istoty jako równoprawnych uczestników życia na Ziemi, co – miejmy nadzieję – może się przyczynić do zmian w prawodawstwie.

  • Tekst: Laura Łęgowik
  • Tekst ukazał się w numerze 12-1/2024-2025 Magazynu VEGE