Była największą gwiazdą europejskiego kina, ikoną rewolucji seksualnej i symbolem emancypacji kobiet. U szczytu sławy porzuciła jednak świat filmu, aby poświęcić się w pełni dobroczynności na rzecz zwierząt.
Na przełomie lat 50. i 60. XX w. nie było chyba nikogo, kto nie rozpoznałby słynnych inicjałów BB. Brigitte Bardot była ekranowym objawieniem i europejską odpowiedzią na seksapil w stylu Marilyn Monroe. Jej siłą był naturalny talent, bezpruderyjność oraz niespotykany dotąd magnetyzm.
W latach świetności nazywano ją „seksownym kociakiem”, a jej libertyńskie podejście do cielesności wraz z burzą jasnych loków, mocnym makijażem oka i kreacjami podkreślającymi jej sylwetkę sprawiły, że zyskała tytuł seksbomby. Uroda i manifestowany seksapil szły w parze z błyskotliwością oraz zdolnościami aktorki, która mając cały świat u swych stóp, zrezygnowała z kina. Sława dała jednak Brigitte Bardot możliwość wprowadzenia problemu cierpienia zwierząt do debaty publicznej.
Początki BB
Bohaterki Brigitte Bardot często pojmowały miłość wolnościowo, a ona sama nie miała problemu z tańczeniem boso na stole w rozerwanej spódnicy jak w ikonicznej scenie z przełomowego dla jej kariery filmu „I Bóg stworzył kobietę” (1956 r.), który wyszedł spod ręki ówczesnego męża Rogera Vadima. To właśnie ten reżyser wykreował kultowy wizerunek BB – nakłonił ukochaną do zmiany koloru włosów, czyniąc z chłodnej brunetki płomienną blondynkę. W swojej partnerce i muzie odkrył buntowniczą naturę, ponadto zaszczepił w niej miłość do wolności. Dojrzewająca u boku Vadima Brigitte stała się wzorem kobiety nowoczesnej i wyzwolonej, a przy tym wciąż pełnej wdzięku i zmysłowej, co sprawiło, że publiczność postrzegała ją jako ekranowy symbol seksu.

W życiu prywatnym Brigitte Bardot również igrała z miłością, nie stroniła od romansów, a tym bardziej nie ukrywała własnego seksapilu. Wychodziła za mąż czterokrotnie i dopiero z ostatnim wybrankiem Bernardem d’Ormalem odnalazła spokój. Pozostaje z nim w małżeństwie od ponad 30 lat.
Gdy w 1953 r. zjawiła się na Festiwalu Filmowym w Cannes, paradując ulicami w skąpym bikini, zatamowała ruch w centrum miasta. Wybuchł skandal, BB znalazła się na językach całego świata, a fotoreporterzy mieli nie odstępować jej nawet na krok przez kolejne dekady.
Ona sama nigdy jednak nie lubiła ani popularności, ani własnej profesji. W dzieciństwie pobierała profesjonalne lekcje tańca i to z tą dziedziną sztuki zamierzała związać przyszłość, dopóki Roger Vadim nie wypatrzył jej w magazynie „Elle” i postanowił uczynić gwiazdą.
Występowała u największych reżyserów tamtych lat: Henriego-Georges’a Cluzota w „Prawdzie” (1960), Jena-Luka Godarda przy okazji „Pogardy” (1963) czy Louisa Malle’a w „Viva Maria!” (1965), tworząc wszechstronne i wyłamujące się spod jednoznacznego schematu kreacje. Nigdy jednak nie darzyła aktorstwa szczególnym szacunkiem i w zasadzie gardziła filmowym światem. Blichtr, pozory, zakłamanie – to wszystko kłóciło się ze światopoglądem artystki poszukującej w życiu przede wszystkim tego, co sama dawała światu: autentyczności.
Ikona kina idzie na wojnę
Ku poczuciu zawodu producentów i fanów w latach 70. Brigitte Bardot zaczęła wycofywać się z przemysłu filmowego. Odrzuciła ofertę kontraktu w Hollywood, który byłby spełnieniem marzeń niejednej aktorki. Już wtedy wiedziała, co jest dla niej najważniejsze. Od lat miała dość ludzi i uciekała w towarzystwo zwierząt, z którymi… się utożsamiała. „Byłam zaszczuwana niczym zwierzę” – wspominała po latach cenę sławy Bardot. Gdziekolwiek się pojawiła, dziennikarze i fani obstępowali ją, okradając z prywatności. „Moje życie przypomina więzienie.

Muszę zaciągać zasłony w mieszkaniu, bo na sąsiednich dachach widzę teleobiektywy” – żaliła się aktorka.
Popularność wiązała się także z nieszczerymi relacjami. Wielu ludzi w kręgu BB chciało ją wykorzystać. Zwierzęta od zawsze zapewniały gwieździe radość, wsparcie i spokój. U ich boku czuła miłość, której nie doświadczyła w dzieciństwie ze strony zachowawczej emocjonalnie matki i surowego ojca, a także wielu innych osób napotkanych na życiowej drodze.
Przełom
W 1973 r. Brigitte Bardot ostatecznie podjęła decyzję o porzuceniu aktorstwa na rzecz zaangażowania w sprawy braci mniejszych.
Podczas zdjęć do swojego ostatniego filmu „Gdyby Don Juan był kobietą” (1973) aktorka doświadczyła przełomowego wydarzenia, które zaważyło na jej dalszych losach. Uwielbiająca zwierzęta gwiazda, za każdym razem, gdy widziała jedno z nich na planie, podchodziła, aby pogłaskać czworonoga. Pewnego dnia napotkała kozę i zagadnęła jej opiekunkę. Od kobiety usłyszała, że zwierzę za kilka dni ma trafić na rożen i stać się posiłkiem dla jej rodziny. Bardot była wstrząśnięta. Bez zastanowienia wykupiła kozę i zabrała ją ze sobą do pięciogwiazdkowego hotelu. Ocaliła stworzeniu życie.
Nie był to pierwszy raz, gdy realnie wpłynęła na poprawę dramatycznego losu zwierząt. Jeszcze w latach 60. jako najbardziej pożądana aktorka na Starym Kontynencie Bardot regularnie odwiedzała schroniska francuskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt. W azylach z tamtych czasów psy i koty trzymano zaledwie przez kilka dni, a następnie, jeśli nie znalazły domu, uśmiercano. Przed odwiedzinami w takich miejscach Brigitte Bardot nie zdawała sobie sprawy z okrutnego procesu, błędnie zakładając, że zwierzęta mieszkają tam przez całe życie w oczekiwaniu na nowego opiekuna. Zdruzgotana prawdą postanowiła adoptować tyle zwierząt, ile tylko zmieściłoby się do jej samochodu. Ze schroniska zabrała 10 psów oraz 20 kotów, a następnie zawiozła je na plan filmowy, błagając członków ekipy pod groźbą odejścia z filmu o zaopiekowanie się zwierzakami. W rezultacie każdy pupil zyskał nowy dom.
Kolejny krok
Odejście z kina zapoczątkowało nowy etap w życiu Brigitte Bardot. Francuska aktorka wciąż niestrudzenie walczy o prawa zwierząt. W latach 70. przeszła na dietę wegetariańską, a także stworzyła gospodarstwo, w którym zwierzęta nie są zabijane, tylko żyją swobodnie aż po naturalny kres swoich dni. Jako aktywistka udzielała licznych wywiadów, dzięki którym losem zwierząt zaczynała interesować się władza. Tak jak wtedy, gdy BB protestowała w mediach przeciwko okrutnemu ubojowi polegającemu na poderżnięciu zwierzętom gardła bez znieczulenia i czekaniu aż wykrwawią się w męczarniach. Jej starania poskutkowały ustawą regulującą brutalny proceder, w którym zastrzeżono konieczność bardziej humanitarnych praktyk z użyciem środka znieczulającego.
Początki walki Bardot o prawa zwierząt nie były łatwe. Gwiazda miała wielu zwolenników, ale również przeciwników, którzy mylnie sądzili, że jej celem jest zdobycie większego rozgłosu. W rzeczywistości sława była dla BB wyłącznie środkiem do osiągnięcia celu, jakim było dobro zwierząt. Korzystając z własnej popularności i uznania, nagłaśniała wiele brutalnych praktyk wobec zwierząt. Stała się nie tylko obrończynią zwierząt, lecz także ich mecenasem walczącym o godność istot żywych. W 1977 r. przybyła do Kanady, gdzie polowano na foki. Mordowano zwłaszcza ich młode, głównie w celu pozyskania naturalnych futer. BB wtargnęła na wojenną ścieżkę z kanadyjskim rządem, żądając zakończenia rzezi. Media z całego świata filmowały jej utarczki z władzą oraz okrutne praktyki myśliwych. Głos Brigitte dotarł ostatecznie do jej ojczyzny, gdzie zakazano importu foczych futer. Sześć lat później zakaz objął całą Europę.
Fundacja
Podsumowaniem działań dawnej gwiazdy kina było utworzenie w 1986 r. Fundacji Brigitte Bardot. Aby założyć organizację, aktorka musiała sprzedać niemal cały swój dobytek. Pozbyła się paryskiego apartamentu, sukni ze ślubu z Rogerem Vadimem, pamiątek z planów filmowych, rodzinnej biżuterii, fotografii z dzieciństwa i wielu innych drogocennych lub posiadających wartość sentymentalną przedmiotów. Za zgromadzone fundusze mogła zająć się ochroną zwierząt na skalę światową. „Oddałam młodość i urodę ludziom, a teraz oddaję swoją mądrość i doświadczenie zwierzętom” – wyjaśniła aktorka.
Dziś fundacja działa w 70 krajach, posiada azyle dla dzikiej fauny na wszystkich kontynentach i szpitale dla dzikich zwierząt w Azji oraz Afryce, gdzie wstawia się protezy słoniom okaleczonym przez kłusowników. Ponadto dba o los zwierząt hodowlanych, walczy z wykorzystywaniem zwierząt w cyrkach i wszelkich innych formach ludzkiej rozrywki, sprzeciwia się niehumanitarnemu ubojowi, a także zajmuje się problemem bezdomności psów i kotów. Na długiej liście istnień, którym niesie pomoc, nie zabrakło szczurów powszechnie postrzeganych w destrukcyjnej kategorii „szkodników”.
Do historii przeszła również akcja ratownicza przetrzymywanego w obwoźnym cyrku hipopotama, którego Fundacja przewiozła z Francji do rodzinnej Afryki Południowej. Transport wynosił 40 tys. euro, ale wyzwolenie wegetującego do tej pory w przyczepie hipopotama było dla Bardotki tego warte.
Na początku XXI w. Bardot przekazała ponad 100 tys. dolarów na sterylizację psów w Bukareszcie. Uratowała też więzione przez Romów bułgarskie niedźwiedzie. Pracownicy Fundacji wyruszyli do Bułgarii, aby tam wykupić zwierzęta z niewoli. „Właściciele” trzymali niedźwiedzie na łańcuchach zawieszonych na kolczykach umieszczonych w ich nosach. To dosłownie rozrywało zwierzętom nozdrza. Niedźwiedzie były także pozbawiane pazurów i głodzone, a w końcu poddawane bestialskiej tresurze – uczono je tańca, umieszczając na rozgrzanych kuchniach. Gorące podłożone sprawiało, że przystępowały z łapy na łapę. Dzięki zaangażowaniu Fundacji niegdysiejszej artystki zwierzęta odzyskały godność, której pozbawili ich ludzie.

Problemy zwierząt wciąż są priorytetem dla dawnej gwiazdy. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę Brigitte Bardot wystosowała list otwarty do obywateli tego kraju: „Ze łzami w oczach podziwiam odwagę wszystkich tych wspaniałych ludzi, którzy z godnością i siłą walczą o swój kraj. (…) Wzruszyłam się do łez, gdy zobaczyłam Ukraińców uciekających ze swoimi zwierzętami, byłam pod wrażeniem ich miłości do nich, to było jak cud, który pokazał, że ludzie wciąż mają współczucie i szacunek dla zwierzęcego życia, zwłaszcza w dramatycznych momentach! Dziękuję”.
Uciekając od gwiazdorstwa w życie w zgodzie z naturą i otoczenie ukochanych zwierząt, Brigitte Bardot nie tylko odnalazła spokój i upragnioną od wczesnych lat miłość, lecz także wzięła na siebie ogromną odpowiedzialność. 89-letnia aktywistka oraz dawna ikona X muzy mówi: „Dziś moje życie to ratowanie zwierząt. Nie należy już do mnie”. I dodaje mimo pogarszającego się stanu zdrowia: „Nie mogę już sprawnie chodzić, nie mogę pływać. Ale kiedy widzę, jak cierpią zwierzęta, to wiem, że i tak mam dużo szczęścia”.
- Tekst: Paula Apanowicz – autorka i dziennikarka, z wykształcenia filozof. Publikowała m.in. na łamach „Polityki”, National Geographic Polska, Onet.pl. Prywatnie miłośniczka starego kina, literatury i jogi, a także opiekunka mruczącego cudu natury – kotki Misi
- Tekst ukazał się w numerze 12-01/2023-2024 Magazynu VEGE

