Zwierzęta domowe znamy, szanujemy i kochamy. Nadajemy im imiona, kupujemy prezenty, traktujemy jak członków naszej rodziny. Często włączamy je do kategorii „my”. Oczywiste jest, że znamy swojego pupila – wiemy, jaki ma charakter, przyzwyczajenia i ulubione jedzenie. Zauważamy jego emocje i codziennie się z nim komunikujemy. Tyle że nie każde zwierzę ma tyle szczęścia.
Zwierzęta hodowlane ocenia się przez pryzmat produkcji mięsa, mleka, skóry albo przydatności pod względem laboratoryjnym. Ich codzienność to życie na fermach, śmierć w rzeźni i testy. Mimo że przeciętny człowiek nie zastanawia się nad losem tej grupy zwierząt, to skazuje je na taki los i utrwala go w książkach dla dzieci. Z jakimi treściami spotykają się najmłodsi? „Krowa daje mleko”, „kura daje jajka” – przewija się terminologia, w której zwierzęta są nam coś winne, mają nam coś dać, spłacić dług.
Na obrazkach, rysunkach i w kolorowankach zwierzęta hodowlane się cieszą. Biegają po rozległych polach i jedzą soczystą trawę. Rzeczywistość jednak odbiega od tego ideału i bardziej przypomina groteskową, makabryczną wersję tych obrazów.
Kochamy, ale zjadamy
W grę wchodzą mechanizmy psychologiczne naśladowania i warunkowania, a także nauka poprzez modelowanie. Kto bowiem daje dzieciom wzorce zachowania? Kto jako pierwszy uczy szacunku (bądź jego braku) wobec zwierząt?
Podział „kochanie kontra zjadanie” wynika właśnie z wychowania. Rodzice przekazują to, czego sami się nauczyli od dziadków i najczęściej są to nabyte wcześniej wzorce zachowania. Gdyby przeprowadzono ankietę, badani zarzekaliby się, że przecież zwierzę to nie rzecz, nie można go krzywdzić. Jednakże statystyki mówią same za siebie. Według danych GUS z 2020 roku w Polsce ginie rocznie 1 298 520 256 zwierząt lądowych. Prawie 1,3 mld!
Amerykański filozof praw zwierząt Gary Francione określił wspomniany podział jako schizofrenię moralną. Pojawia się wówczas rozdźwięk między naszymi słowami i deklaracjami dotyczącymi zwierząt a naszym rzeczywistym zachowaniem i tym, jak naprawdę traktujemy inne istoty. Mamy więc sprzeczne ze sobą deklaracje – kochanie zwierząt przy jednoczesnym zjadaniu ich.
Hodowle
Większość ludzi nie myśli o życiu zwierząt na fermach wielkoprzemysłowych. Krowy, świnie, kury, indyki i ryby są praktycznie niedostrzegalne. Ludzie widzą je dopiero na swoim talerzu jako gotowy, zapakowany produkt, który nie wzbudza żadnej refleksji. Nikt nie dowie się, ile to zwierzę przeszło, jakiego doznało cierpienia i jak bardzo się bało.
Znów wracamy do tematu przewodniego – języka. Świnia jest „wieprzowiną”, krowa „wołowiną”, a kura „drobiem”. Dla konsumenta to nie istota, tylko mięso. Rzeczywistość tych zwierząt jest tak dramatyczna, ponieważ sam proces zabicia często odbywa się przy ich pełnej świadomości. Ludzie jednak tego nie widzą, nie słyszą i nie czują. Człowiek jedzący mięso nie łączy go ze zwierzęciem, którym kiedyś było. Osobno jest to, co na talerzu, a czym innym żywa istota.
Zwierzęta na fermach cierpią na choroby psychiczne, które są spowodowane zamknięciem, a także brakiem możliwości zaspokojenia swoich naturalnych potrzeb. Nieustającym dramatem jest to, że często pracownicy tych zakładów pastwią się nad zwierzętami. Fermy przemysłowe są piekłem nie tylko zwierząt w nich uwięzionych – to także zagrożenie dla środowiska naturalnego.
Zwierząt i igrzysk
Trudno jest nie wspomnieć o wątpliwej rozrywce, jaką są ogrody zoologiczne, delfinaria czy cyrki. W sporcie wykorzystanie zwierząt można liczyć w setkach milionów – rodeo, wyścigi, korridy czy też walki poszczególnych gatunków.
Historia pokazuje, że ludzie eksploatują pojęcie „inności” i muszą je pokazywać. Kiedyś był to obwoźny cyrk i zwracanie uwagi na ludzi o odmiennym kolorze skóry lub zdeformowanych ciałach. Obecnie są to zwierzęta, ale pobudki zwiedzających się nie zmieniły. Wciąż jest to odczłowieczenie, dehumanizacja – automatyczne zwolnienie sumienia z jakiegokolwiek przejmowania się losem zwierząt. Pojawia się też korzyść z ich niewolniczej pracy i uprzedmiotowianie. Znów tworzy się tutaj proces kategoryzacji świata „my kontra oni”.
Nie ma nic zabawnego w oglądaniu wyczerpanych braci mniejszych, zmuszonych do wykonywania w kółko tych samych sztuczek. Prędzej przychodzą do głowy myśli o tym, kim jesteśmy, by się tak zachowywać? Gdyby zwierzęta mogły mówić, na pewno już dawno padłoby gniewne „pozwolił ci ktoś?”. Ludzie mają to do siebie, że nie widzą nic zdrożnego w przekraczaniu granic świata zwierząt i jednoczesnego naruszania ich wtedy, gdy się to opłaca.
Terror trendów
Okrucieństwo – tylko to przychodzi mi do głowy, gdy czytam o kolejnych bezmyślnych adopcjach albo kupnie zwierząt, które są teraz w modzie. Co jest zawsze mile widziane w domu? Szczeniaczek albo kociątko – coś małego, co niech najlepiej nie rośnie.
Pomimo kampanii uświadamiających, że zwierzę to nie rzecz ani nie prezent, wciąż mają miejsce nieprzemyślane zakupy i adopcje. Sprzedawcy zacierają ręce, bo czeka ich zarobek. To, co się później stanie z niechcianymi zwierzętami, to już nie ich problem. Zwrotów nie przyjmują.
Na szczęście coraz więcej organizacji, przytulisk i fundacji decyduje się wstrzymać adopcję na czas świąt Bożego Narodzenia. Argument jest jeden i sam w sobie powinien zamknąć wszelkie dyskusje – jeśli komuś zależy na adopcji, nie powinno zmienić tej decyzji kilka świątecznych dni, a w wielu przypadkach uratuje to życie nietrafionym prezentom.
Laboratorium śmierci
Liczba produktów testowanych na zwierzętach jest naprawdę gigantyczna. Poza kosmetykami, które jako jedne z pierwszych przychodzą na myśl, są to m.in. produkty przemysłowe, środki gaśnicze, owadobójcze, chemiczne, wybielacze czy pestycydy. A to tylko niektóre z nich. Należy też pamiętać, jak obszerny jest rynek beauty.
Zwierzęta odczuwają ból w takim samym stopniu jak my. Czemu więc są skazywane na cierpienie? Dlaczego ludzie tak łatwo zgadzają się na wyrządzanie krzywdy? Bierność to również akceptacja. Jak bumerang wraca psychologiczny mechanizm szufladkowania – inne istoty są gorsze od człowieka. Stale rozwijająca się branża kosmetyczna i przemysłowa niechlubnie przyczyniły się do masowego wyzysku zwierząt i traktowania ich przedmiotowo. Dodatkowo udowodniono, że jedynie 5-25 proc. niekorzystnych reakcji mogących wystąpić u ludzi da się przewidzieć za pomocą testów na zwierzętach.
Znany profesor i etyk Peter Singer w „Wyzwoleniu zwierząt” napisał, że na dziesiątki milionów wykonanych prób podczas eksperymentów zaledwie kilka z nich może wnieść istotny wkład w medyczne badania naukowe.
Potencjał świadomości
Można mieć wrażenie, że przy tak przytłaczających informacjach sytuacja jest bez wyjścia. Na szczęście poddanie się nie musi być rozwiązaniem, ponieważ na wiele rzeczy mamy wpływ jako konsumentki i konsumenci, ludzie świadomi i zaangażowani. Przede wszystkim liczy się reakcja na krzywdę i pomoc zwierzętom. Owszem, pojedyncza osoba nie zmieni całego świata, ale jeśli lokalnie zaangażujemy się w pomoc, efekty mogą zadziwiać.
Bezdomne zwierzęta, ofiary wypadków często mogą liczyć jedynie na pomoc przechodniów. Tej jednej osoby, która zdecyduje się pomóc i poświęcić stosunkowo niewielką część swojego czasu, by uratować poszkodowanego. Nie bądźmy bierni. Nie udawajmy, że nie słyszymy, nie zamykajmy oczu na przemoc. Krzywdę widać i słychać, a najskuteczniej zwalcza się ją działaniem.
Widzę, czuję, decyduję
Wracając do przemysłu kosmetycznego, na szczęście nawet w morzu brutalnych działań mamy decydujący głos. To od nas zależy, jakie kosmetyki kupimy. Zwracajmy uwagę na konkretne oznaczenia informujące o tym, że przy produkcji nie ucierpiało żadne zwierzę. To najczęściej grafiki przedstawiające królika oraz krótki komunikat, że dany przedmiot nie jest testowany na zwierzętach („not tested on animals”) lub jest wolny od okrucieństwa („cruelty free”). Wegańskie ikonografiki zaś najczęściej przedstawiają zieloną roślinę podobną do słonecznika (towarzyszy im napis „vegan”).
Dodatkowo firmy przyjazne zwierzętom zazwyczaj cechują się dbałością o ekologię, a co za tym idzie, skład ich kosmetyków odznacza się wysoką jakością i naturalnym składem. Liczne polskie marki działają w takim duchu, także jest w czym wybierać. Zwiększa się świadomość konsumentów, dodatkowo coraz więcej firm decyduje się na wegańską i wolną od okrucieństwa politykę. Zestawienia aktualizowane są na bieżąco i łatwo je znaleźć w internecie. Ponadto funkcjonuje oficjalna lista PETA, która przedstawia firmy zarówno cruelty-free, jak i nie. Dzięki takim działaniom naprawdę można uświadomić sobie ogrom cierpienia, bólu i strachu, do którego się nie przyczyniamy. To realne działania, mające rzeczywisty wpływ na rynek.
Dieta
Wybierając dietę roślinną, utożsamiamy się z ideą tego, że życie zwierząt ma znaczenie. To wartość sama w sobie, a nie dodatek do ludzkiego życia. Nie jedząc mięsa, pokazujemy, że stawiamy zwierzęta na równi z człowiekiem i nie jest to asymetryczna, zależna relacja. Kura, świnia czy krowa nie różnią się od psa i kota. Widzimy bowiem, że one też odczuwają rozpacz i tęsknotę, tak samo kochają, boją się, przywiązują i opiekują swoim potomstwem. Wszystkie zwierzęta czują ból i cierpienie z powodu odczuwanej krzywdy. To istoty równe człowiekowi, charakteryzujące się poszczególnymi emocjami, pragnieniami, wolą i potrzebami. Podkreślajmy, kiedy tylko możemy, moralność wobec zwierząt i to, że jak najszybciej musi zniknąć wcześniej wspomniany podział „kochane kontra jadalne”. Odmawiając jedzenia mięsa i produktów odzwierzęcych, komunikujemy, że nie ma na nie zapotrzebowania. Tym samym mamy realny wpływ na otaczający nas świat. Poza tym dieta roślinna może być zdrowa i bardzo smaczna.
Głos, którym jesteśmy
Szacunek należy się każdemu zwierzęciu. Nie mogą istnieć podziały na lepsze czy gorsze. Wszystkie zwierzęta zasługują na opiekę i uwagę tak samo jak ludzie – te domowe, towarzyszące, ale też te, których nie ma z nami na co dzień – nieudomowione, gospodarskie.
Zwracajmy uwagę na nasz język, by uniknąć szowinizmu gatunkowego. Ludzie nadają bowiem negatywne konotacje neutralnym nazwom związanym ze zwierzętami, przez co stały się one przekleństwami, przykładowo: psia krew. W języku można także zauważyć zwierzęce określenia na negatywnie odbierane ludzkie cechy, które najczęściej dotyczą kobiet: gruba krowa, ptasi móżdżek, świnia. Co do samych zwierząt, nie infantylizujmy ich i nazywajmy rzeczy po imieniu. Pamiętajmy o tym, że każde zwierzę to istota tak samo czująca, myśląca, mająca swoje pragnienia i ciekawa świata jak my.
Trzęsienie normami
Historia pokazała oblicze takich zjawisk jak szowinizm, uprzedmiotowianie i masowe cierpienie zadawane „niewygodnym” czy „gorszym” grupom społecznym, które były po prostu inne. Społeczeństwo potrafi przyzwyczaić się do okrucieństwa choćby przez to, że pozwala na takie brutalne, śmiertelne praktyki. Sytuacja jednak nie musi być taka jak obecnie. Czas na silniejsze kwestionowanie etyki praw, które obecnie obowiązują.
Bądźmy więc wrażliwi na cierpienie zwierząt, ale jednocześnie silni i aktywni, by ich bronić. By być głosem tych, którzy go nie mają. Mówmy o tym głośno – o opresji, jakiej doświadczają zwierzęta, o cierpieniu, które je spotyka. Nie porzucajmy w dyskusji tematu cyrków, ferm futrzarskich i przemysłowych, bezdomności zwierząt albo testów laboratoryjnych. Podkreślajmy różnorodność natury i naszą relację z innymi gatunkami. To jednostki, którym należy się szacunek, tak samo jak ludziom. Każde zwierzę jest unikalne, więc pamiętajmy o naszej różnorodności. Kategoryzacja zaczyna się od języka, od tego, jak mówimy o innych grupach. Pozbądźmy się terminologii „my”, „oni”. Bądźmy wspólną siłą.
- Tekst: Astrid Brojanowska – psycholożka, autorka licznych warsztatów edukacyjno-psychologicznych. Edukatorka mental health awareness i działaczka na rzecz zdrowego stylu życia. Autorka podcastu „Mentalny niezbędnik”. Mama sześciu kotów i dwóch psów. Wspiera i promuje wszystko, co wegańskie i cruelty-free
- Tekst ukazał się w numerze 9/2022 Magazynu VEGE

