[wppb-login]

O zjadaczach jęczmienia

Weronika Książek
Kwiecień29/ 2020

Weganizm w sporcie wcale nie jest wynalazkiem XXI wieku.Fragment książki „Weganizm na start” wydawnictwa Grupa Helion

Początki diety wegetariańskiej sięgają prawdopodobnie drugiego tysiąclecia przed naszą erą. Ludzie przechodzili na diety bezmięsne z pobudek religijnych, etycznych i obyczajowych. Minęły 4 tys. lat, a wegetarianizm wciąż pozostaje jednym z głównych tematów debaty.
(…)
Jak do kwestii diety podchodzili sportowcy 100–200 lat temu? Czy wśród najlepszych olimpijczyków, siłaczy i biegaczy znajdziemy jakichkolwiek wegetarian albo wegan?

[/wcr]

VI w. p.n.e.

Cofnijmy się w przeszłość do czasów starożytnej Grecji. Wielu ówczesnych filozofów praktykowało dietę bezmięsną, odwołując się do koncepcji religijnych i etycznych. Pitagoras postrzegał wegetarianizm jako formę samodoskonalenia i rozwoju duchowego. Uczniowie skupieni wokół idei pitagorejskich odrzucali mięso, kultywując proste i zdrowe posiłki, które miały wspierać ich wszechstronny rozwój moralny i filozoficzny. Niektóre źródła przypisują dietę wegetariańską również Platonowi. Warto jednak dodać, że poza prowadzeniem rozważań natury egzystencjalnej Platon był także zapaśnikiem. Ta na pozór dziwna mieszanka była dla wielu ówczesnych mieszkańców Grecji zupełnie normalną sytuacją.

Zdaniem jednego z francuskich badaczy, dr. Manfreda Laemmera, produktem najbardziej rozpowszechnioe wśród greckich sportowców nie były nabiał ani mięso, ale ziarna jęczmienia. O wiele rzadziej na stołach pojawiała się pszenica. Popularnością cieszyły się też słodkie figi i ser. Moda na wegetarianizm nie zaczęła się wczoraj, ale ponad 2,5 tys. lat temu, a jej ślady odnajdujemy w starożytnej Grecji, kolebce europejskiej cywilizacji, która zapoczątkowała jedną z największych sportowych imprez w historii – olimpiadę.

200 rok

W 1933 roku w Turcji odkryto kości kilkudziesięciu rzymskich gladiatorów z II wieku. Kilka lat temu opublikowano badania, które analizowały dietę zmarłych wojowników. Zapomnij o hollywoodzkim archetypie gladiatora i wyrzeźbionych mięśniach brzucha. Nadmiar tkanki tłuszczowej dawał przewagę nad przeciwnikiem i pozwalała lepiej chronić ciało podczas pojedynku. Znalezieni 90 lat temu gladiatorzy byli po prostu grubi. Co więcej, analizując ich dietę, badacze zwrócili uwagę na trzy główne źródła energii: jęczmień, fasolę i pszenicę. Brzmi znajomo? Źródła historyczne określają niekiedy gladiatorów mianem „zjadaczy jęczmienia”. Spośród 22 przebadanych ciał tylko u dwóch osób stwierdzono wyższy poziom spożycia białka zwierzęcego. Nie wiemy, z czego wynikały różnice w diecie poszczególnych osób ani na ile reprezentatywne są podobne badania w odniesieniu do całej populacji ówczesnych gladiatorów. Wszystko jednak wskazuje na to, że rośliny stanowiły istotne źródło kalorii już przeszło 1,8 tys. lat temu.

1868 rok

W XIX wieku na świat przyszedł Bernarr Macfadden uznawany za jednego z prekursorów kultury fizycznej w Stanach Zjednoczonych. Chłopak, wcześniej słaby i chorowity, w wieku 16 lat zaczął trening siłowy i zmienił swoje podejście do diety. W 1899 roku Macfadden założył popularny „Physical Culture”, którego okładki zdobiły sylwetki najsłynniejszych ówczesnych siłaczy. To pierwszy w historii odpowiednik dzisiejszych magazynów kulturystycznych. Tam po raz pierwszy czytelnicy mogli podziwiać sylwetki Eugena Sandowa i Charlesa Atlasa – legend sportów siłowych.

Macfadden jest również autorem książki „Strength From Eating”. W jednym z rozdziałów sam siebie określił mianem zwolennika diety wegetariańskiej. Zaznaczył jednak, że zdrową i pełnowartościową dietę można zachowywać, włączając do menu zarówno mięso, jak i nabiał. Uczciwie.

Podczas przygotowań do zawodów zapaśniczych Macfadden spożywał głównie pełnoziarniste pieczywo, warzywa, jaja i owoce. Mięso pojawiało się wyłącznie okazjonalnie, raz na kilka miesięcy. Dlatego część źródeł wprost określa dietę Macfaddena jako wegetariańską. Jego zdaniem największą przewagą diety bezmięsnej było sprawniejsze budowanie ogromnej wytrzymałości. Jednocześnie zwracał uwagę na popularne błędy ówczesnych wegetarian, zwłaszcza zbyt duże ilości bezwartościowego jedzenia – ulubionym przykładem autora był biały chleb. Koncepcje dietetyczne Macfaddena w wielu punktach mogą dziś budzić zdziwienie (polecanie sałaty na bezsenność), pamiętajmy jednak, że mówimy o XIX wieku, na 100 lat przed odkryciem witamin. Mimo to historia Macfadden jest dowodem na to, że minimalizując ilość mięsa w diecie, nadal możemy z powodzeniem pracować nad swoją formą i sylwetką.

1877 rok

George Hackenschmidt, nazywany Rosyjskim Lwem, to światowej klasy zapaśnik i strongman uznawany dzisiaj za pierwszego na świecie mistrza świata wagi ciężkiej w zapasach. Hackenschmidt był jednym z najpopularniejszych sportowców na przełomie wieków. To dzięki jego pracy do Wielkiej Brytanii zawitały profesjonalne zawody zapaśnicze.

Co więcej, to właśnie Hackenschmidt jest jedną z tych osób, którym zawdzięczamy opracowanie i wprowadzenie do świata kultury fizycznej popularnego dziś wyciskania na ławce. To on jako pierwszy wykonał ćwiczenie znane dziś pod nazwą floor press – wyciskanie na klatkę z podłogi. Po raz pierwszy uniósł wówczas sztangę o wadze 150 kg. Jego wyczyny siłowe robiły wrażenie już w 1896 roku, kiedy udało mu się podnieść jednorącz nad głowę ciężar 97 kg. Niedługo później poprawił wynik o ponad 20 kg. W 1901 roku Hackenschmidt po raz kolejny zrewolucjonizował ówczesne podejście do kultury fizycznej, wykonując hack squat, czyli przysiad na palcach, podczas którego utrzymuje się ciało w pionie i schodzi, opierając pośladki na piętach i wypychając mocno kolana w przód. Udało mu się w ten sposób wstać z obciążeniem ponad 80 kg.

Każdy, kto próbował wykonać to ćwiczenie choćby z odważnikiem o wadze 20 kg, wie, jakiej siły wymaga tego rodzaju trening.
Dlaczego pisząc o wegetarianizmie, wspominamy właśnie o Hackenschmidcie? Rosyjski Lew, podobnie jak wcześniej Macfadden, był zwolennikiem diety bezmięsnej. Opierał swój jadłospis na orzechach, warzywach i owocach. Bardzo chwalił sobie również krowie mleko, unikając jednocześnie alkoholu, tytoniu i kawy. Jego zdaniem optymalna forma diety powinna w 75 proc. składać się z produktów roślinnych. Hackenschmidt był również przeciwnikiem przetworzonej żywności. Zachęcał do spożywania owoców jako alternatywy wobec sztucznie dosładzanych produktów. W jednej z jego książek czytamy „Jest wielu bardzo silnych ludzi, którzy są wegetarianami, i wielu, którzy jedzą mięso”.

Dieta wegetariańska była obecna w Europie ponad 200 lat temu, kiedy zaczęli pojawiać się pierwsi strongmani i prekursorzy sportów siłowych. Potwierdza to sam Hackenschmidt, którego nazwisko znajdziemy w wielu źródłach na temat początków dźwigania żelaza.

1896 rok

Powstał pierwszy w Wielkiej Brytanii Wegetariański Klub Cyklistów (Vegetarian Cycling Club). Założyciel, Leslie Large, zaczął zbierać swoją ekipę już w 1887 roku. Członkowie VCC bardzo szybko udowodnili, że rezygnując z mięsa, są nadal w stanie ścigać się i wygrywać z najlepszymi. Już wtedy osoby zaangażowane w klub mogły spotykać się na wspólnych obiadach w wegetariańskich restauracjach w Londynie! Ponad 200 lat temu!

Pierwszy z największych sukcesów przypadł na 1896 rok, kiedy to Jim Parsley ustanowił nowy rekord w prestiżowym wyścigu Catford Hill Climb. Na początku XX wieku powstał również kobiecy oddział klubu. Także na początku XX wieku Fred Grubb zdobył aż dwa medale na olimpiadzie w Sztokholmie. Klub rósł w siłę i zrzeszał coraz więcej zawodników, a jego działalność przestała odnosić się tylko do jazdy na rowerze. Dołączali do niego zawodnicy innych dziedzin, m.in. bracia Bacon, którzy wygrali wiele zawodów bokserskich i odnosili sukcesy w wrestlingu, a także tenisiści i pływacy (istniała cała sekcja pływaczek). W związku z rozszerzeniem profilu w 1909 roku klub zmienił nazwę na Vegetarian Cycling & Athletic Club.

Choć działalność klubu została brutalnie przerwana przez wojnę, po 1918 roku projekt powoli zaczął wracać do życia. Sukcesy odnosił wtedy między innymi Charlie Davy, medalista mistrzostw świata. Największe zwycięstwa przyszły jednak w latach 30., kiedy klub zdobywał wyróżnienie za wyróżnieniem i niemal nie było takiego wyścigu, podczas którego jego członkowie nie zajmowaliby wysokich miejsc w rankingach. Później po raz kolejny działania przerwała wojna.

Lata powojenne były ciężkie i o klubie nie było zbyt głośno, póki nie pojawił się Dave Keeler i nie zaczął zdobywać kolejnych medali. Kilka lat później na podium zaczęła pojawiać się też Kathy Akoslovski.

Przełom XX i XXI wieku to coraz większe sukcesy zawodników spoza kręgu kolarskiego. Najbardziej utytułowanym zawodnikiem został bez wątpienia Ron Franklin, ale wysokie miejsca notowali też biegacze i triatloniści. Klub wciąż działa i choć dziś nie jest już niczym wyjątkowym, to może poszczycić się długą tradycją promowania wegetarianizmu wśród sportowców, a także sportu wśród wegetarian.

1907 rok

Na Yale University przeprowadzone zostało pierwsze badanie porównujące aktywność fizyczną wegetarian i osób na diecie tradycyjnej. Porównano 49 osób: sportowców uwzględniających mięso w diecie (głównie studentów Yale) i na diecie wegetariańskiej. Sprawdzano, jak długo badani byli w stanie utrzymać ustawione poziomo proste ręce. Wegetarianie wypadali średnio pięć razy lepiej od swoich konkurentów.
Inny test mierzył liczbę przysiadów wykonanych bez obciążenia. Rekord należał do wegetarianina, który wykonał 2000 powtórzeń. Różnica była widoczna także w czasie potrzebnym do regeneracji po przysiadach. Tu znów lepiej wypadły osoby niejedzące mięsa. Badanie to przywołujemy wyłącznie w formie ciekawostki. Przyjęta metodologia badań mogłaby nie wytrzymać próby czasu.

1924 rok

Dziewięciokrotny mistrz olimpijski Paavo Nurmi – „Latający Fin” – uznawany za jednego z najwybitniejszych biegaczy długodystansowych w historii, zdobył 5 złotych medali w pięciu konkurencjach biegowych podczas letnich igrzysk olimpijskich w Paryżu. Paavo przeszedł na wegetarianizm w wieku 12 lat. Jadł prosto, bilansując swoje posiłki głównie na bazie warzyw, zbóż i krowiego mleka.

1951 rok

W 1951 roku na okładkę legendarnego dziś pisma „Iron Magazine” trafił Roy Hilligenn – kulturysta, któremu udało się czterokrotnie wygrać zawody Mr. South Africa, a w 1952 roku zdobyć tytuł The World’s Most Muscular Man.
Na początku lat 50. XX w. Roy wyrównał ówczesny rekord świata w podrzucie, wyrzucając nad głowę sztangę o wadze 175 kg. Kilka lat później udało mu się pobić ten wynik i ustanowić nieoficjalny rekord – ponad 200 kg. Wyniki w pozostałych konkurencjach wynosiły odpowiednio 120 kg w wyciskaniu żołnierskim i ponad 230 kg w przysiadzie. Największe wrażenie robił jednak wynik w martwym ciągu jednorącz – ponad 240 kg!

Jednym z najważniejszych elementów sukcesu sportowego Roya była jego zdaniem dieta. Roy nigdy nie spożywał mięsa i lubił podkreślać zalety diety wegetariańskiej w kontekście budowania zdrowej i estetycznej sylwetki.
Słowa te potwierdza sam Clarence Bass – kulturysta i jeden z najbardziej szanowanych amerykańskich propagatorów aktywności fizycznej. Jego zdaniem „Przykład Roya sugeruje, że mięso nie jest niezbędne do budowy silnej i umięśnionej sylwetki”.
Hilligenn zmarł w wieku 86 lat. Zachował świetną formę do późnej starości. Jeszcze w latach 90., w wieku 72 lat, potrafił trenować ze sztangą o wadze 180 kg, wyrywając ją w martwym ciągu na powtórzenia.

W 2000 roku w jednym z artykułów w „Weightlifter’s Newsletter” Denis Reno wspominał niesamowite wyniki Roya w dwuboju. Jego zdaniem podrzut z 200-kilogramową sztangą w wykonaniu Hilligenna w 1953 roku stawia go w jednym rzędzie z najsilniejszymi ludźmi w historii podnoszenia ciężarów.

1953 rok

Na wegetarianizm przeszedł jeden z najbardziej uznanych wrestlerów XX wieku – Władysław „Killer” Kowalski, urodzony w Kanadzie syn polskich imigrantów, zwycięzca World Tag Team Championship. W 1996 roku jego nazwisko znalazło się w galerii sław WWE Hall of Fame. Impulsem do zmiany diety były dla Kowalskiego rekordy, które ustanawiali ówcześni biegacze na dietach bezmięsnych. Ze swojego jadłospisu wykluczył również krowie mleko i jaja. Jadł głównie fasolę, owoce, warzywa i makaron. Wielką wagę przykładał do jakości jedzenia.
Sprawdzał skład i czytał etykiety wszystkich produktów. Stronił od alkoholu i innych używek.

Recenzja książki w następnym numerze.

  • Tekst: Emil Stanisławski i Marta Mikita
  • Tekst ukazał się w numerze 5/2020 Magazyny VEGE

[/wcr]

Komentarze

Featured
przeczytasz w numerze 6/2020 Naprawdę dobra zmiana Co wyrasta z Brzydkiego Kaczątka Jeszcze będzie normalnie? państwo w liczbie mnogiej Paprodziad: marzę o porze, gdy selerzę

przeczytasz w numerze 6/2020

Nowy numer już w kioskach! Zobaczcie, co dla Was przygotowaliśmy:

po nowemu – można żyć inaczej n…

czytaj więcej

Naprawdę dobra zmiana

Naukowcy namawiają, aby w czasach zarazy przejść na dietę roślinną, a Amerykanie masowo wykupują ze …

czytaj więcej

Co wyrasta z Brzydkiego Kaczątka

Łabędź to symbol poetów, muz i miłości, obecny w kulturze już od starożytności. Za sprawą popularnej…

czytaj więcej

Jeszcze będzie normalnie?

Niechby się to już skończyło! Mnie najbardziej brakuje możliwości zwykłej przechadzki, wyjścia na mi…

czytaj więcej

państwo w liczbie mnogiej

Chiny to jedna z najstarszych cywilizacji świata, której historię czyta się momentami jak baśń, a mo…

czytaj więcej

Paprodziad: marzę o porze, gdy selerzę

Jest śpiewającym filozofem, którego twórczość można poznać, słuchając m.in. Łąki Łan, November Proje…

czytaj więcej
Facebook