Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 1 złzamawiam

Po pierwsze: nie szkodzić

luty 21 2014
Fot: Rafał Nowakowski
Fot: Rafał Nowakowski

Od ponad 20 lat funkcjonują na polskim rynku muzycznym. U nas dokonują swoistego wege coming out?u. Z tej okazji rozmawiamy z Kubą Sienkiewiczem oraz Piotrem Łojkiem z Elektrycznych Gitar o ich motywacji, o frytkach z keczupem oraz o? Adolfie Hitlerze

Rozmawiał: Paweł Rusak

Elektryczne Gitary to ewenement na polskiej scenie muzycznej. Zespół nie ma teledysków promowanych w telewizjach muzycznych, nachalnej promocji i obecności w kolorowych pismach, a jednocześnie płyty sprzedają się świetnie i na koncerty przychodzi zawsze tłum. Jak wy to robicie?

KS: Niczego specjalnego nie robimy. Wykonujemy piosenki nowe i dawniejsze. Co jakiś czas wydajemy płytę. Nasza obecność medialna taka, jaka jest, nam wystarcza.

PŁ: Od samego początku zrezygnowaliśmy z komentowania różnych spraw na bieżąco i być może dlatego nasze piosenki mają szerszy, bardziej ponadczasowy wydźwięk. Nie zamierzamy też śledzić bieżących trendów w muzyce i się do nich dopasowywać. Raczej jesteśmy jak ten osioł, którego możemy oglądać na okładce ?Nic mnie nie rusza?. Wolno się poruszamy i się nie zmieniamy

Przychodzi mi na myśl raczej porównanie do dinozaurów ? ale muzycznych, takich jak np. The Rolling Stones, AC/DC czy Motorhead. Te grupy zawsze operują w takiej samej stylistyce, ale nie ma mowy o wtórności i powtarzalności. ?Nic mnie nie rusza? to żadna rewolucja w Waszym dorobku, ale jednocześnie bardzo wysoki poziom.

PŁ: Miło nam to słyszeć. Szczególnie że nasz zespół nie jest już w fazie wznoszącej, juwenilnej, w której muzycy są zazwyczaj najbardziej twórczy. Nasze pierwsze płyty były nagrywane natychmiast, kiedy mieliśmy odpowiednią liczbę kompozycji.

KS: To nasz pierwszy w pełni autorski album od czasu ?Atomistyki?, która ukazała się sześć lat temu. Co prawda w 2010 roku pod szyldem Elektryczne Gitary ukazała się płyta ?Historia?. Całość była jednak zlecona przez Narodowe Centrum Kultury i założeniem było to, aby dziesięć kompozycji poświęconych było wydarzeniom historycznym, których okrągłe rocznice przypadały w 2010 roku. Przy albumie ?Nic mnie nie rusza? mieliśmy wiele piosenek, odbyło się również kilka sesji nagraniowych oddzielonych od siebie czasem i nasza praca polegała głównie na selekcji materiału.

PŁ: Ponieważ zajmowaliśmy się regularną działalnością koncertową, nie mieliśmy presji, aby coś natychmiast wydawać. Z drugiej strony jesteśmy świadomi tego, że długie przerwy w publikowaniu albumów mogą spowodować, że nie do końca trafia się w gusta i smaki słuchaczy. Ale może za to zaczyna się trafiać w swoją rzeczywistość i swoje smaki.

Skoro o smakach mowa… Przyznam się, że ? pewnie jak słuchaczy ? nie wiedziałem, że Elektryczne Gitary to zespół w większości wegetariański.

Fot. Rafał Nowakowski
Fot. Rafał Nowakowski

KS: Aby być dokładnym, to czterech na sześciu muzyków to wegetarianie. Jeden z naszych kolegów, Tomek Grochowalski ? basista, jest dodatkowo biegaczem i należy do grupy Vege Runners. Biegł m.in. w niedawnym Półmaratonie Warszawskim i świetnie sobie radzi z wysiłkiem sportowym, będąc wegetarianinem. My nie jesteśmy aż tak usportowieni.

Jak do tego doszło?

KS: Dość dawno zetknąłem się z postawą wegetariańską. To było w czasach, kiedy z Jackiem Kleyffem organizowaliśmy wspólne wyjazdowe i plenerowe jam sessions. Zastanawialiśmy się nad tym, jak spędzić czas przy ognisku. Ja wyskoczyłem z pomysłem pieczenia kiełbasy i Jacek bardzo się wówczas obruszył i powiedział, że zrobi inaczej. Już wówczas coś się we mnie poruszyło. Nasze następne dyskusje z Jackiem sprawiły, że już w 1991 roku zdecydowałem się nie jeść mięsa.

PŁ: Na mnie również największy wpływ miało wspólne granie z Jackiem Kleyffem. To były początki Orkiestry Na Zdrowie, która wywodziła się z osad tworzonych przez nich na Lubelszczyźnie. Tam wyczuwało się ogromny wpływ religii Wschodu, które co prawda niekoniecznie są wegetariańskie, ale takie postawy, jak ahimsa, czyli chroń każde życie, skłaniają do głębokiej refleksji nad wegetarianizmem. To bardzo silnie na mnie podziałało ? zarówno pod względem muzycznym, jak również pod względem mentalności. W tym właśnie czasie ? czyli w okolicach 1991 roku ? ugruntowały się moje przekonania i od tamtej pory nie jem mięsa. Mam takie przekonanie, że człowiek powinien się powstrzymywać od szkodliwych działań tam, gdzie szkodzić nie musi. Jeśli ktoś byłby na pustyni, to teoretycznie mógłby wejść w rytm natury i pożywić się jakimś stworzeniem, aby nie umrzeć z głodu. Ale to jest sytuacja bardzo ekstremalna i teoretyczna. Na co dzień zaś ? np. w supermarkecie ? nie znajdujemy się w sytuacji ekstremalnej i spokojnie można się powstrzymać od jedzenia mięsa, które, jak wiadomo, wiąże się z przemysłową przemocą i cierpieniem istot żywych.

Wydaje się, że muzykom może być niekiedy ciężko przestrzegać diety wegetariańskiej, szczególnie podczas tras koncertowych. Ale pewnie też i w życiu codziennym dawniej nie było tak łatwo.

KS: To było trudne w połowie lat 90., kiedy chcieliśmy znaleźć taki bufet lub knajpę, która oferowałaby dania bezmięsne i jeszcze na dodatek smaczne. Ale zawsze można było po prostu zamówić sobie frytki i spałaszować je z keczupem.

PŁ: Nikt nie miał poczucia głodu i straty. Zamiast tego mieliśmy poczucie, że kolejny raz udało się nam sprawdzić. Takie małe dowartościowanie.

KS:  Moja córka sama już wybrała wegetarianizm.

PŁ: My chyba jesteśmy żyjącym przykładem tego, że żywiąc się po wegetariańsku, normalnie funkcjonujemy, nie jesteśmy zagłodzeni i wyniszczeni.

Często pojawia się argument, że wegetarianizm to chwilowa moda, która na dłuższą metę będzie szkodliwa. Ba, takie poglądy wyrażają nawet niektórzy lekarze.

PŁ: Nie wiem, czy wiedza przeciętnego lekarza pierwszego kontaktu jest poparta naukowo, czy też czasem nie jest wypadkową prywatnych przekonań.

Czy znajomi nigdy się nie dziwili, że od tak długiego czasu jesteście na diecie bezmięsnej?

PŁ: Na szczęście w zespole mamy ludzi, którzy myślą podobnie i nie było z tym nigdy problemu. Obecnie wielu ludzi w świecie muzyki również nie je mięsa, więc nie jesteśmy strasznie odosobnieni. Czasami zdarzało się, że ktoś chciał wykpić wegetarianizm i podawał przykład Adolfa Hitlera jako słynnego wegetarianina. Myślę, że powstrzymywał się on od spożywania jakiegokolwiek mięsa raczej z nienawiści i obrzydzenia. Mną kierują pozytywne emocje głównie wynikające z chęci współżycia ze środowiskiem bez zbytniego jego niszczenia. Wychodzę z założenia, że człowiek jest na tyle niszczycielską istotą, że może chociaż trochę odpuścić zwierzętom i przestać je jeść. Słuchałem niedawno rozmowy z profesorem Andrzejem Elżanowskim, zoologiem zajmującym się etyką i prawami zwierząt . Twierdził on, że nie da się żywieniowych nawyków Europejczyków wyeliminować z dnia na dzień. Jednocześnie ? jak mówił ? powinniśmy zrobić wszystko, aby być fair: jeśli już jemy zwierzęta, to dbajmy o to, aby do końca miały godne warunki, a nie były męczone lub zaniedbywane. Taka wyważona postawa byłaby w dzisiejszych czasach najlepsza.

Nie wiem, czy to się uda. Szczególnie że badania przeprowadzone w USA pokazują, że młodzi Amerykanie nie wiedzą, skąd bierze się jedzenie w sklepach. Niektóre dzieci uważały wręcz, że mięso produkuje się w fabrykach.

PŁ: Jestem w stanie w to uwierzyć. Zauważyłem bowiem ostatnio rzecz, która po części wpisuje się w tę tendencję. Pojawiły się w Polsce billboardy, na których jest napisane: ?podudzie z kurczaka?. Można dojść do wniosku, że jesteśmy świadkami początku niepokojącego zjawiska. Jeszcze do niedawna mówiło się po prostu ?udko kurczaka?, a teraz mówi się o ?podudziu z kurczaka?. Ludziom chce się zasugerować, że jest ono z jakiegoś materiału. Nie jest częścią żywej istoty, a jest z czegoś zrobione. To tak jakby zamiast ?głowa człowieka? powiedzieć ?głowa z człowieka?. Kurczak jest istotą, ale niektórzy chcą chyba ten fakt odciąć od produktów, które potem lądują w sklepach i na talerzach. Być może jest to podświadomy lapsus językowy, a może producenci nie chcą, aby pożywienie kojarzyło się ludziom z rzeźniami i zabijaniem. Zaczyna się postrzegać zwierzęta jako materiał, z którego w fabryce się prasuje, wycina, tworzy jakiś fragment pożywienia. Jesteśmy świadkami zmiany frazeologii, która uprzedmiotawia żywe istoty i wprowadza daleko idące zmiany. To dla mnie niepojęte.

Czy Wasz wegetarianizm przekłada się również na miłość do zwierząt i pomaganie im? A może napiszecie jakąś piosenkę, która byłaby temu poświęcona?

KS: Na płycie ?Atomistyka? jest utwór ?Krowa? autorstwa Alka Koreckiego, wybitnie wegetariański. Śpiewam tam m.in.: ?Wcielona ze mnie niewinność / choć świat ma mnie na sumieniu / Codziennie chodzę na rzeź / żebyście mieli co jeść / Myślicie, że o tym nie wiem /kiedy tak stoję pod swoim drzewem / kiedy tak stoję w wygodnych butach / łańcuchem do łąki przykuta / Na wszystko gotowa / krowa?. Co prawda to tylko jeden utwór w naszym dorobku, ale za to piękny i wstrząsający. Jeśli zaś chodzi o doraźne pomaganie zwierzętom, to moja żona prowadzi akcje wyjmowania psów ze schronisk i znajdowania im domów. Mamy też w domu psy ze schroniska i dodatkowo wspieramy różne akcje m.in. przeciwko bandyckiemu schronisku w Hrycynnem. Szczególnie cenne wydają się te akcje wyciągania zwierząt z tak okrutnych miejsc. To naprawdę niewielki wysiłek, a ogromna pomoc dla zwierząt.

For. Rafał Nowakowski
For. Rafał Nowakowski
none