Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Głód nagród

marzec 25 2025

Ważniejszy od tego, co dajemy naszym psom w nagrodę, jest sposób, w jaki to robimy.

Wielu opiekunów nie jest pewnych, czy należy dawać psom smaczki. Czy to w ogóle jest naturalne dla czworonoga? Zapominają, że wiele dobrych rzeczy, które oferujemy naszym pupilom, jest dla nich niezbyt naturalna: operacje (w tym kastracja), suplementy diety, zakładanie obroży, przypinanie do niej smyczy itd. No, psy same tego nie wymyśliły. Zresztą jedzenie z miski to też nie jest coś, co robiły zwierzęta 3 tys. lat temu. A jednak im to wszystko fundujemy, więc zamiast pytać, czy coś jest dla psów naturalne, lepiej zastanowić się, czy to jest dla nich dobre.

Dylemat

Wróćmy wobec tego do pierwszej wątpliwości: zabierać na spacery z psem smaczki czy też nie? Nie jest to szczęśliwie postawione pytanie. To tak, jakbyśmy się zastanawiali, czy używać wałka do malowania w mieszkaniu. Jeśli planujemy remont sypialni, to takie narzędzie może się przydać, ale jeśli chcemy skręcić szafę, to pewnie sięgniemy raczej po klucz imbusowy.

W rozmowach o szkoleniu psów pojawia się wiele głosów w sprawie używania jedzenia podczas treningu. Niektórzy krytycznie wypowiadają o „smaczkowaniu” naszych podopiecznych, przedstawiając wykorzystanie jedzenia przy nauce jako coś niepożądanego albo pożądanego w małym stopniu. Inni mówią o potrzebie deprywacji pokarmowej, czyli ograniczania podawanego karmy w ciągu dnia po to, aby pies chętniej pracował na jedzenie, jakby było ono niejako psią formą wypłaty. Jeszcze inna grupa opowiada o konieczności podawania dobrych smakołyków w treningu, a nudnej karmy do miski. To tylko niektóre z pomysłów na wykorzystanie jedzenia. Jak sprawa wygląda z punktu widzenia psiego psychologa?

Motywacja

Psy jako gatunek udomowiony pochodzą od drapieżnika, jakim jest wilk. Ten, aby się najeść, poluje, co jest dla niego wysiłkiem nie tylko fizycznym, lecz także umysłowym. Taką czynność trzeba przecież zaplanować: umówić się z całą watahą, że ruszamy na łowy, rozpocząć wspólną wędrówkę w poszukiwaniu tropu, następnie podążyć za nim, odnaleźć zwierzynę, odpowiednio ustawić się całą grupą względem niej, ruszyć w odpowiedniej chwili, synchronizować działania… Oczywiście polowaniem kierują również zachowania instynktowne, ale mimo wszystko wysiłek umysłowy, który jest w nie wkładany, jest naprawdę całkiem spory.

Na pełen łańcuch łowiecki składa się namierzanie, podchodzenie, skradanie się, pogoń, chwytanie, zabijanie, rozszarpywanie i zjadanie. Nasze czworonogi oczywiście już nie polują (z wyłączeniem ras pierwotnych, do których zalicza się m.in. wilczak czechosłowacki, greyhound, jack russel terrier, basenji czy thai ridgeback), jednak pewne elementy łańcucha łowieckiego nadal u nich występują. Można powiedzieć, że jedzenie uruchamia ten mechanizm. Widok albo zapach posiłku sprawia, że pies niejako rozpoczyna polowanie, a co za tym idzie uruchamia się potrzeba wysiłku umysłowego – kombinowania, starania się, podejmowania wyzwań… Jeżeli nasz podopieczny dostaje smakołyk „za darmo” (co rozumiemy jako podanie jedzenie prosto do pyska), to zabieramy mu możliwość spełniania łańcucha łowieckiego. To, co dla psa jest najbardziej przyjemną i ekscytującą częścią, to dążenie do celu, a nie cel sam w sobie.

Co to oznacza dla nas jako przewodników? Po pierwsze „praca na jedzenie” jest czymś zupełnie naturalnym dla psa. Po drugie sposób, w jaki wydajemy posiłek podczas treningu jest o wiele bardziej istotny niż to, co tak naprawdę podajemy. To, czy będzie to surowy kawałek mięsa, czy może kawałek suszonego jabłka, ma marginalne znaczenie. Kiedy zaczynamy trening, to oczywiście lepsze przysmaki (czyli atrakcyjniejsze nagrody) ułatwią nam budowanie początkowej motywacji do zajęć, jednak najważniejsze będzie to, jaki wysiłek włożymy w to, jak tę nagrodę podamy.

Nagroda czy łapówka?

Nagrodą jest to, co sprawia przyjemność, a coś, co daje nam radość, jest tym, do czego dążymy. Jeżeli coś tak na nas działa, to będziemy starać się powtarzać zachowania, które prowadzą do przyjemności. Z kolei w kontekście psiego treningu łapówka to zachęta, przekupstwo, namawianie do wykonania czegoś, co tej przyjemności nie sprawia, w zamian za coś, co będzie przyjemniejsze. Łapówka nie daje nam zatem pewności, że zachowanie będzie powtarzane. Daje nam jedynie prawdopodobieństwo, że w optymalnych warunkach ktoś będzie chciał wykonać coś mało przyjemnego (lub wręcz nieprzyjemnego) dla niego w zamian za coś innego.

W szkoleniu psów lubimy tłumaczyć nagrodę treningową jako obietnicę, jakiej nigdy nie łamiemy. Oznacza to, że jeżeli obieca się psu, że dostanie coś, co jest dla niego przyjemne, to zawsze tak będzie. Łapówkę natomiast rozumiemy jako widoczny konkret. W tym przypadku jako smakołyk na otwartej dłoni. Jaka jest różnica w treningu między wykorzystaniem nagrody a łapówki? Podczas korzystania z nagród psy pracują, myślą, kombinują i w trakcie wykonywanych zadań dostają informacje, za co mogą spodziewać się otrzymania jedzenia. Ono nie jest dla nich widoczne, dzięki czemu stan emocjonalny czworonogów utrzymuje się na optymalnym poziomie pozwalającym na myślenie i wyciąganie wniosków. Kiedy pracujemy na łapówkę, czyli widoczne jedzenie – w ręku w saszetce czy na ziemi – emocje psów często wchodzą na bardzo wysoki poziom pobudzenia, zwłaszcza na początku nauki. To uniemożliwia spokojne myślenie oraz wyciąganie wniosków. Zwierzę myśli przede wszystkim o tym, żeby zdobyć, a nie o tym, jak zdobyć. Po osiągnięciu sukcesu pies często zapomina o tym, jakie zachowanie do niego doprowadziło, i z tego powodu potrzebujemy wielu powtórzeń treningowych, aby utrwalić zachowanie.

Jeśli przed rozpoczęciem nauki konkretnych zachowań skupimy się na wprowadzeniu sygnałów nagród, a dopiero potem na nauce umiejętności, to może się okazać, że szybciej osiągniemy z psem nasz cel treningowy. Oczywiście w pracy z początkującymi nic nie stoi na przeszkodzie, aby łączyć używanie nagród i łapówek, aby pokazać podopiecznemu, że praca z nami jest prosta i przyjemna. Powinniśmy jednak dążyć do tego, aby jak najszybciej zrezygnować z wykorzystywania łapówek, a zamiast nich używać sygnałów nagród (zobacz: ramka).

Pomysły

Jakie jedzenie nadaje się nagrody? Starajmy się, aby było to po prostu tzw. jedzenie bytowe naszych psiaków, czyli to, co normalnie wylądowałoby w misce. My nie stosujemy deprywacji pokarmowej rozumianej jako obcinanie dobowej dawki jedzenia, tylko część zapotrzebowania pakujemy do saszetki czy kamizelki i wydajemy psu podczas treningu zamiast w misce. Natomiast w dni, w których nie planujemy pracować, jedzenie podajemy jako standardowe posiłki. Chodzi o to, żeby trening nie prowadził do nadwyżki kalorycznej, czyli zwiększenia ilości jedzenia podawanego w ciągu dnia. Czasami w dni treningowe dajemy nawet odrobinę więcej, jeśli wiemy, że ćwiczenia wiążą się z wydatkowaniem dużej dawki energii. Na pewno nie obcinamy psom dobowej dawki w dni, w których pracujemy, ale też nie zabieramy na trening podopiecznych z pełnym brzuchem.

Oczywiście, że zdarza nam się korzystać z ekstra smaczków! Jeśli uczymy się czegoś wyjątkowo trudnego lub pracujemy w miejscu z dużą liczbą bodźców, to mamy w zanadrzu coś super. Chcemy przecież, żeby praca zawsze kojarzyła się psom z czymś przyjemnym. To naturalne, że wraz z poziomem trudności ćwiczeń powinien wzrastać poziom nagród. Tym samym rośnie nie tylko smakowitość jedzenia, lecz także zaangażowanie opiekuna w jego wydawanie. Mimo wszystko staramy się, żeby te ekstra smaczki były jedzeniem naturalnym – może być to surowe lub ugotowane mięso, marchewka, jabłko albo cokolwiek innego, co lubią nasze psy, a nie jest wysoko przetworzoną żywnością.

Inne zasady

Szkolenie i rozwiązywanie problemów behawioralnych to zupełnie różne sprawy, mimo że często są łączone. Szkolenie to czas, kiedy opiekun i pies budują ze sobą relację, a także uczą się porozumiewać. Dlatego zamiast o nauce komendy lepiej mówić o komunikacji. Zresztą psy też komunikują się z opiekunami tak, jak potrafią. Kiedy np. nie chcą, abyśmy gdzieś szli, naskakują na nas. W ten sposób mówią: „proszę cię, abyś tam nie szedł”. Dzięki szkoleniu opanowujemy wspólny język, a to wzmacnia naszą relację.

Proponowanie psom jedzenia nie jest najlepszą metodą rozwiązywania ich problemów behawioralnych. Ludzie często podają smaczki zwierzętom, które się czegoś boją i nie chcą zrobić kolejnego kroku w obawie przed czymś, co przed sobą widzą. Podkładają im wtedy pod pyszczek przekąski („No chodź, podejdź kawałek, to dostaniesz smaczka”). Skutek jest często taki, że presja się zwiększa, a razem z nią rośnie dyskomfort psa i poziom jego stresu. Odwracanie uwagi od czegoś, czego boi się pies, jest wobec niego nie fair. W trudnej sytuacji proponujemy najpierw zrozumieć naszego czworonoga. Obawia się pracującej za ogrodzeniem koparki? Dajmy mu chwilę popatrzeć. Boi się innego psa? Co mu w tej sytuacji pomoże? Raczej nie odwracanie uwagi smaczkiem. Jeśli źródłem lęku naszego psa jest inne zwierzę, lepszym rozwiązaniem będzie zwiększenie odległości od niego. Nasz pies poczuje wtedy ulgę – i to poczucie, a nie smaczek, jest nagrodą. Co więcej, kiedy zwiększamy dystans od innego psa, pokazujemy naszemu podopiecznemu, że go rozumiemy, a to bardzo dużo zmienia! Zwierzak dochodzi do wniosku, że skoro opiekun go rozumie, to on nie jest sam tej sytuacji. Skutkiem tego jest mniejsze prawdopodobieństwo, że zdecyduje się na działania dystansujące takie jak szczekanie lub grożenie drugiemu osobnikowi.

Zamiast jedzenia

Pies, który pobudził się emocjonalnie, często chętnie sięga po zabawkę – szarpak. Ta czynność dobrze rozładowuje napięcie. Niektórzy obawiają się, że to nakręca zwierzę albo nawet powoduje u niego agresję. Tymczasem jest dokładnie przeciwnie, dlatego pies sam sięga po to rozwiązanie (co ciekawe, jeśli nie ma do dyspozycji szarpaka, to nierzadko sięga po smycz. Z pewnością nieraz widzieliście psa, który na spacerze szarpie zębami za linkę).

Zawsze też podkreślamy, żeby mówić do psa. On rozumie więcej, niż nam się może wydawać. Jeśli naszemu podopiecznemu udało się wyjść z jakiejś sytuacji, nie wdając się w konflikt z innym zwierzęciem, warto dać mu znać, zachował się w sposób, który jest bezpieczniejszy dla niego i spotyka się z naszą aprobatą.

Sygnały nagród w praktyce

Micha

Hasło „micha” może oznaczać wyścig z psem do pustej miski, do której zaraz wrzucimy smakołyk. Jest to o tyle fajny sposób wydawania jedzenia, że wprowadza nie tylko dynamikę samą w sobie, lecz także pewien stopień grywalizacji między przewodnikiem a psem. Są to przecież wyścigi. Oznacza to, że obie strony starają się dobiec do miski jak najszybciej. Jako świadomi opiekunowie starajmy się oczywiście nie zawsze wygrywać. Dajmy wygrać podopiecznemu, dzięki czemu jedzenie, które później wyląduje w misce, da mu więcej satysfakcji.

Okej

Sygnał ten oznacza możliwość wykradzenia smakołyku z otwartej uciekającej dłoni przewodnika. Trener nie podaje psu jedzenia prosto do pyszczka, tylko ucieka przed podopiecznym. Zadaniem zwierzęcia jest dogonić opiekuna i wpaść na pomysł, w jaki sposób wydobyć jedzenie z jego dłoni. Starajmy się, żeby pies nie musiał tutaj kombinować zbyt długo, co mogłoby skończyć się śladami ząbków na naszej dłoni. Dążmy do tego, aby włożył w wydobycie smaczka minimalny wysiłek i na niego „zapolował”.

Pierwszy sygnał można wykorzystać do nauki zatrzymywania się. Przykładowo kiedy pies biegnie w naszą stronę, możemy rzucić hasło „stop” natychmiast, kiedy tylko zwierzak zacznie zwalniać, a kiedy będzie po prostu nasłuchiwać, co chcemy mu przekazać, powiedzmy „micha” i ruszmy pędem w kierunku miski, która znajduje się za jego plecami. Jeśli będziemy wykorzystywać ten sygnał kilka razy, to zauważymy, że na hasło „stop” pies zacznie się zatrzymywać i rozglądać za siebie. Wtedy możemy dołączyć sygnał „okej” i czasami po zatrzymaniu się podopiecznemu w miejscu powiedzieć to hasło, i zacząć uciekać w stronę przeciwną do miski tak, żeby ruszył za nami. Dzięki temu zwierzak nauczy się uważnego słuchania tego, co mówimy, a nie tylko myślenia o tym, gdzie znajduje się posiłek. To my staniemy się niejako drogą do zdobycia nagrody, czyli możliwości upolowania jedzenia.

Tekst i zdjęcia: Marta Kamińska i Bartek Kozłowski (Hauvard)
Tekst ukazał się w numerze 4/2025 Magazynu VEGE