Propozycje książek na lato, które zachęcą do nowego spojrzenia na naturę. Znajdzie się coś dla praktyków i dociekliwych obserwatorów, którzy szukają w miejskim zgiełku odrobiny zieleni.
Mieszkasz w mieście i tęsknisz do natury? A może masz niewielką działkę lub marzysz o własnym ogrodzie na działce za miastem? Jest wiele książek, które udowadniają, że natura jest wszędzie, a przy odrobinie uwagi oraz w sprzyjających warunkach własny ogród czy parapetowy zielnik to nic skomplikowanego – dziś każdy może stworzyć własny kawałek bujnej dżungli. Jeśli i to jest poza naszym zasięgiem, z pomocą zawsze przyjdzie dobra książka i autorzy, którzy przyrodę stawiają na pierwszym miejscu.
Justyna Wicenty, autorka „Kołysanki z huraganem”, prowadzi rodzinne warsztaty „obsługi warzywnika” i pokazuje, jak stworzyć na balkonie obfity, pomidorowy ogród. Z kolei Dorota Kotas, autorka „Cukrów”, zaprasza do podglądania, jak wygląda życie na działce na warszawskim Żoliborzu – jej profil na Instagramie Oknonadzialke obserwuje już ponad 6 tys. osób. Elizabeth Gilbert, autorka „Miasta kobiet” i „Jedz, módl się, kochaj”, napisała kolejny bestseller („Botanika duszy”) po tym, jak zaangażowała się w uprawę przydomowego ogrodu. Wszystko wskazuje na to, że literatura i natura bardzo się lubią.
Dla działkowiczów
„Działka, moje hobby” to kultowy poradnik dla początkujących działkowiczów z lat 80. Niezbędny na etapie przygotowania do zakupu małej działki i zajęcia się własnym lub wydzierżawionym od miasta kawałkiem ziemi. To również vademecum tworzenia warzywnego ogrodu, sadzenia drzewek i krzewów owocowych oraz wskazówki ich pielęgnacji. Znajdziecie tu wszystko, co musicie wiedzieć, aby zebrać swoje pierwsze plony. Poznacie zasady siania (co koło czego, a co zdecydowanie w oddali), organicznego nawożenia, podstaw ochrony przed szkodnikami oraz terminy zbiorów warzyw. Uzupełnieniem tego opasłego tomu będzie książka Ireny Gumowskiej „Słońce w słoikach” – inny popularny poradnik z lat 80. – który zainspiruje do wekowania, kiszenia i przetwarzania warzyw i owoców na dżemy, marmolady i kiszonki według tradycyjnych, staropolskich receptur (autorka tego tekstu poleca marmoladę z buraków!). Te dwie książki to prawdziwe perełki – zarówno z powodu treści, jak i estetycznej szaty graficznej w stylu retro.

O czym mówią rośliny
Jeśli sądziliście, że do stworzenia ogrodu potrzeba odpowiedniej gleby, dużej przestrzeni i specjalnego nasłonecznienia, to Alice Vincent w książce „Mowa roślin. Opowieść o tworzeniu swojego miejsca na Ziemi, życiu blisko Natury i czerpaniu z niej mocy” przekona was, że byliście w błędzie. Ta kreatywna Brytyjka mieszkająca w centrum Londynu odkryła, że kiedy nic nie idzie zgodnie z planem, prawdziwe ukojenie daje kontakt z ziemią – zanurzenie w niej rąk, przesadzanie roślin, sianie, obserwacja, jak z każdym dniem wszystko wynurza się z głębi i kieruje ku słońcu. Co więcej, aby to robić, nie trzeba mieć ziemi na własność! Historia tworzenia małego ogródka w mieście to również historia powrotu do siebie. Książka nie tylko zaprasza na liryczną podróż od braku poczucia radości ku zdrowieniu, lecz także daje wiele wskazówek, praktycznych porad i garść wiedzy na temat roślin, które znajdują się w zasięgu ręki. Kto wie, może tak jak Alice zaczniecie wykorzystywać każdy mały skrawek przestrzeni, aby dać roślinom nowe miejsce do życia? Autorka zapewnia, że nawet niewielki parapet, balkon, a nawet stara brytfanna mogą przy odrobinie chęci zamienić się dżunglę, która koi niespokojne serca.
W nurcie eko
„Roślinne porady” i „Ogród na cztery pory roku” to dwie pozycje napisane przez trójmiejskiego ekologa i ogrodnika Sebastiana Kulisa. Autor to również fan idei zero waste i zapalony działkowicz, który zachęci was do świeżego spojrzenia na własne podwórko lub ogród, aby potem odebrać nagrodę w postaci plonów. Poza wspaniałą szatą graficzną i świetnym usystematyzowaniem informacji (co i kiedy siać, jak pielęgnować i chronić, kiedy zbierać) plusem książek Kulisa jest skoncentrowanie się na ekologii. Autor podpowie, jak zadbać o ziemię i tak zaplanować kolejne miesiące w ogrodzie, na balkonie i na parapecie, aby cieszyć się plonami przez cały rok bez sztucznych nawozów. Co więcej, pokaże, że nawet zwykłe tekturowe pudełka czy kubki po kawie nadadzą się do siania, kiełkowania oraz przesadzania. Lektura książki daje poczucie, że nie potrzeba wielkich nakładów finansowych, aby stworzyć własny warzywnik (parapet też się nada). Sebastian podpowie, jak w za pomocą naturalnych środków ochronić rośliny przed chorobami, aby rosły zdrowe i zadbane. To lektura obowiązkowa dla wszystkich amatorów zielników, balkonowych skrzyń z warzywami czy działkowców ROD.
O glebie inaczej
W pierwszym rozdziale książki „Regenesis. Jak wyżywić świat, nie pożerając planety” George Monbiot zabiera nas na wyprawę w głąb ziemi. Poznajemy tam trzy sfery podziemnego życia: myrmekosferę (królestwo mrówek), ryzosferę (wąskie okręgi otaczające korzenie roślin) oraz drilosferę (świat dżdżownic). Wszystkie wpływają na jakość gleby, a także utrzymują roślinność, zwierzęta i ludzi w zdrowej harmonii.
W kolejnych rozdziałach poznajemy zarówno możliwości ziemi, jak i jej ograniczenia. Autor dzieli się z nami osobistym spojrzeniem badacza i sadownika, ale też opowiada historie innych – wszystkie te świadectwa udowadniają, że gleba to skarbiec życia.
George Monbiot przedstawia wiele faktów na temat środowiska naturalnego i możliwości naszej planety do wykarmienia przeludnionego świata, a wnioski nasuwają się same – dopóki nie zmienimy naszego sposobu myślenia o jedzeniu i nie przetransformujemy systemu żywnościowego na bardziej wydajny i ekologiczny, niechybnie czeka nas katastrofa. Autor jest jednak optymistą i pragmatykiem. Podsuwa pomysły poparte faktami, które można łatwo wprowadzić w życie – zarówno na poziomie indywidualnym, jak i w szerszej skali społecznej.
Zmiana zaczyna się od naszego talerza. Zapewniam was, że po lekturze już nigdy nie spojrzycie na glebę jak na zbitą i jednolitą masę ziemi, lecz ujrzycie w niej cało bogactwo naturalnego mikrowszechświata.
Z atlasem w miasto
Czy istnieje granica między przyrodą a miastem? Może ta granica jest tylko umowna? Michał Książek, poeta, publicysta i przyrodnik, autor książki „Atlas dziur i szczelin”, zapewnia, że wcale nie trzeba wyjeżdżać za miasto lub spacerować po parku, aby złapać kontakt z przyrodą. Siła życia uwidacznia się w dziurach, szczelinach, pęknięciach i zakamarkach. W miejscach bliskich człowiekowi, a jednak pomijanych, bo często nierzucających się w oczy. Autor pisze, że „człowiek widzi tylko to, o czym wie”. Dlatego jeśli nie wiemy, jak patrzeć, nie dostrzeżemy niewielkich cudów natury: mrówki w dziurce po gwoździu lub w szczelinie między panelami czy kosa, który przerzuca liście nieopodal chodnika. Tytułowe szczeliny i dziury to nie tylko ubytki starych zabudowań – to również drzewa, łąki kwietne, mech, skrawek trawy przebijający się przez kafelki, kamienie i to co, pod nimi. Innymi słowy to metafora tego, co umożliwia życie, stwarza dobre miejsce do wzrastania, jest wilgotne, mokre, ciemne i niedostępne dla człowieka.
Dodatkowo Michał Książek poleca się jako nietypowy przewodnik po mieście – nietypowy, bo zamiast pokazywać ludzkie budowle, prowadzi „biodróże”, czyli wycieczki, które typowym mieszczuchom otwierają oczy na przyrodę. Ta książka to właśnie literacka „biodróż” – pozycja obowiązkowa dla wszystkich bez wyjątku, bo uczy patrzeć, żeby widzieć oraz słuchać, aby słyszeć. „Atlas dziur i szczelin” został nominowany do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za najlepszy reportaż w 2023 r.
Empatyczna botaniczka
„Patyki, badyle” Urszuli Zajączkowskiej, utytułowanej botaniczki i poetki, to książka, którą trudno jednoznacznie sklasyfikować. Jej treść jest z jednej strony popularnonaukowa, z drugiej poetycka formie zaś bliżej do eseistyki. W przeciwieństwie do typowych książek popularnonaukowych nie ma tu pewników, są natomiast przypuszczenia i pytania bez odpowiedzi. „Patyki, badyle” zachęcają do widzenia tego, co obok. Urszula Zajączkowska (podobnie jak wcześniej wspomniany Michał Książek) udowadnia, że granica między naturą a człowiekiem nie istnieje – jest jedynie iluzją. Człowiek, pies, żuraw, brzoza czy chaber oddychają tym samym powietrzem, wymieniają między sobą atomy i dzielą tę samą przestrzeń. Każde z nich pragnie uniknąć cierpienia. Autorka pyta, co się wydarzy, jeśli zaczniemy przyjmować i widzieć perspektywę roślin? Czy możliwe jest pozbycie się sztywnego myślenia opartego na hierarchii? Ta poetycka opowieść utrzymana jest w tonie życzliwości i empatii. Włącza nas w rytm przyrody i uczy współodczuwania oraz bycia przy roślinach, zamiast jedynie czerpania z ich zasobów.
„Patyki, badyle” zdobyły ważne polskie nagrody literackie w roku 2020: Nagrodę Conrada, Nagrodę Literacką im. Witolda Gombrowicza, Paszport Polityki oraz Nagrodę Literacką Gdynia w dziedzinie eseju. Choć od daty premiery minęło już pięć lat, przywołuję ją tu nie tylko dlatego, że pasuje do zestawienia. Przede wszystkim uważam ją za tytuł ponadczasowy, może nawet jeszcze bardziej aktualny niż w dniu premiery. Przyroda domaga się przestrzeni i naszej uwagi, za którą pójdzie prawdziwa czułość obejmująca o wiele więcej niż własny gatunek.
Nie tylko małpy
Dopóki książka Jane Goodall „Mądrość i cuda świata roślin” nie ujrzała światła dziennego, nikt nie sądził, że „pani od szympansów” ma tak rozległą wiedzę na temat roślin, która zdecydowanie wykracza poza akademickie fakty. Dużo tu wspomnień i osobistych doświadczeń, a także spotkań z ludźmi, którzy poświęcili botanice całe swoje życie. Jane Goodall, niczym przyjaciółka i wspaniała gawędziarka, opowiada o najważniejszych roślinach swojego życia. Zabiera nas w pasjonującą podróż po całym globie, by pokazać najbardziej zadziwiające okazy przyrody – te najstarsze, największe oraz te, które w obliczu przeciwności losu wykazały się ogromną siłą i przetrwały, wyrastając na przekór okolicznościom. Jane Goodall to przede wszystkim czuła narratorka i wytrawna obserwatorka. Jej związki z roślinami są intymne i osobiste, a na kartach wspomnień pisze o nich jak o rodzinie i przyjaciołach, którym tak wiele zawdzięcza.
Ta książka to wyprawa w nieznane. Czyta się ją uważnie i powoli – ma charakter prozy konfesyjnej i służy do kontemplacji nad naturą życia. Raczej nie przewraca życia do góry nogami, nie wprawia w szok ani nie zmienia światopoglądu, choć zdumieje budzi nie raz. Ilekroć potrzebowałam odpocząć od zgiełku życia, czułam się zmęczona i przytłoczona betonozą, pędem, bezsilnością i nadmiarem obowiązków, książka Jane Goodall pomagała mi wytrwać. Była jak wyjście do lasu na spacer, nawet wtedy, gdy jechałam zatłoczonym tramwajem przez centrum miasta.
Łąka i ogród pełne cudów
Jeżeli znacie fenomenalną „Łąkę” Dave’a Goulsona, to do kolejnego tytułu tego autora nie muszę was zachęcać. „Dżungla w ogrodzie albo ogrodnictwo na ratunek planecie” to ratunek dla osób, które codziennie mierzą się z bezsilnością i pesymizmem, wynikającymi z postępujących zmian klimatu. W tym rzetelnym podręczniku znajdziecie mnóstwo porad na temat naturalnego i ekologicznego ogrodnictwa, które sprzyjają bioróżnorodności, a także wiele osobistych refleksji, jak poradzić sobie w świecie, który nie pomaga w byciu blisko przyrody.
Będzie tu też sporo smaczków, które poznaliśmy w „Łące” – Dave Goulson, jak przystało na uważnego obserwatora, pokaże nam o wiele więcej niż to, co dostrzega typowy użytkownik działki czy ogrodu. Po lekturze książki z zachwytem pochylimy się nad kępką trawy – być może po raz pierwszy dostrzeżemy istoty, które wcześniej umykały naszej uwadze. Autor zachęca do tworzenia ogrodów, które staną się schronieniem dla tysięcy niewidocznych gatunków. Dodatkowo zapewnia, że nie musi to oznaczać bezrefleksyjnego zapuszczenia zielonej przestrzeni i rozrostu chwastów. Bioróżnorodna działka może być przemyślana, estetyczna i zadbana, a jednocześnie pełnić funkcję ekologicznej oazy, która wspiera harmonijny ekosystem przyjazny dla wszystkich.
Do korzeni
Wyprzedzał swoją epokę, był prekursorem dzisiejszej ekologii, jako pierwszy mówił o zmianach klimatycznych powodowanych przez działalność człowieka, zainspirował samego Darwina i uważał, że sztuka i przyroda łączą się ze sobą na wielu poziomach. Alexander von Humboldt, który jako pierwszy człowiek na świecie stworzył podwaliny pod nowe odkrycia przyrodnicze, stał się bohaterem książki Andrei Wulf „Człowiek, który zrozumiał naturę. Nowy świat Alexandra von Humboldta”. Ta niezwykła i dobrze przemyślana biografia niemieckiego XIX-w. badacza prowadzi nas przez morza, oceany i kontynenty, jednocześnie dając wnikliwy wgląd w genialny umysł, który jako pierwszy na świecie zauważył w przyrodzie sieć powiązań, które dziś nikogo nie dziwią, a są podstawą współczesnej ekologii i geografii.
Alexander von Humboldt był twórcą nauki o krajobrazie, klimatologii, oceanografii i geografii roślin. Stworzył również pojęcia „pomnik przyrody” czy „strefa klimatyczna”, które na stałe weszły do przyrodniczego słownika. Miał wszechstronny, otwarty i humanistyczny umysł. Wiedzę zdobywał z pasją, a później ochoczo się nią dzielił i upowszechniał, biorąc pod swoje skrzydła zdolnych uczniów. Jeśli macie ochotę na historię o prekursorze dzisiejszego ruchu klimatycznego, którą czyta się jak świetną powieść przygodową, a przy tym chcecie zdobyć sporą dawkę wiedzy, koniecznie sięgnijcie po lekturą Andrei Wulf. Zapewniam was, że poczujecie sympatię i nic porozumienia z bohaterem, dla którego łono przyrody od zawsze było pierwszym domem.
- Tekst: Kamila Gulbicka
- Tekst ukazał się w numerze 7-8/2024 Magazynu VEGE

