Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Dźwięk, który leczy

październik 30 2019

Półmrok, świeczki, olejek eteryczny, ludzie leżący na kocach na podłodze. Dźwięk mis i gongów, fizycznie wyczuwalny, głośny i dudniący, odbija się od ścian. I leczy. O terapii dźwiękiem opowiada Aleksandra Bednarczyk z Kamala – holistyczna praca z psychiką i ciałem.

Jak o sobie mówisz? Dźwiękoterapeutka? Masażystka dźwiękiem?

Tak jak Peter Hess, a jego metodą pracuję, który mówi o sobie „praktyk masażu dźwiękiem”.

Jak się zostaje praktyczką masażu dźwiękiem?

To dość długa droga. Najpierw byłam na szkoleniu I i II stopnia, gdzie uczyłam się historii i teorii terapii dźwiękiem. Później, na szkoleniu III i IV stopnia, zaczęłam się uczyć robienia masaży. Poznałam ich rodzaje i schematy wykonywane w określonych sytuacjach. Praktykiem masażu dźwiękiem zostaje się po kolejnym szkoleniu i superwizji – wtedy dostajemy cetryfikat i możemy zacząć pracę. Dodatkowo ukończyłam też szkolenie masażu dźwiękiem dla dzieci.

Jaka filozofia stoi za Twoją pracą czy, ogólnie, za terapią dźwiękiem?

Terapia dźwiękiem jako taka wywodzi się z hinduizmu. Jego wyznawcy mówią „nada-brahma”, czyli „wszystko jest dźwiękiem”. Fizyka kwantowa potwierdza, że cała materia jest drganiem, również my – ludzie jako organizmy składające się z materii. Wszystko na siebie oddziałuje.

Początkowo w Europie i USA terapię dźwiękiem łączono z ezoteryką i z ruchami new age’owymi. Później, kiedy zaczęto robić badania naukowe, okazało się, że dźwięk ma wiele różnych zastosowań terapeutycznych.

Jak wspomniałam, pracuję metodą doktora Petera Hessa. Mówi się, że to on odkrył te misy. Jeżdżąc po świecie zauważył, że misy używane w różnych kulturach mają pewne właściwości. Zaczął je przywozić do Niemiec i badać, z którą częścią ciała byłaby zgodna częstotliwość ich dźwięku.

Jak dźwięk działa na ludzki organizm?

Może zacznijmy od tego, czym jest dźwięk: to proste fale rozchodzące się w powietrzu. Oprócz dźwięków słyszymy też tony, czyli harmoniczne drgania o ściśle określonej częstotliwości. Dźwięki i tony odbieramy nie tylko zmysłem słuchu, ale całym ciałem. Fale dźwiękowe można porównać do fal wody. Nasze ciało składa się z wody w 80 proc., jest ona doskonałym przewodnikiem. Wibracje rozchodzą się do wszystkich narządów w ciele. Te z kolei wysyłają własne fale i wchodzą w rezonans z otoczeniem. Drgania mis silnie wpływają na pracę mózgu, który również ma swój dźwięk i ton zależny od tego czy jesteśmy aktywni, czy odpoczywamy.

Iloma misami masujesz?

Najważniejsze są trzy: brzuszna, sercowa i stawowa. Są one odlane ze stopu kilku lub kilkunastu różnych metali. Każda jest tak skonstruowana, że częstotliwość wydawanego dźwięku jest dostosowana do częstotliwości obszaru ciała, któremu odpowiada. Niekiedy na sesjach grupowych ludzie oczekują, że w trakcie masażu będzie dużo się działo, że dźwięki będą się zmieniały. Czasem tak robię: wystawiam wszystkie misy (a mam ich dużo), które robią wrażenie, jednak nie o to chodzi. W masażu dźwiękiem mniej znaczy więcej.

Moja nauczycielka zrobiła mi kiedyś masaż jedną misą, nawet nie postawiła mi jej na ciele. To był najsilniej oddziałujący masaż, na jakim byłam. Miarowe dźwięki jednej porządnej misy, dobra terapeutka i jest doskonały efekt.

Co to znaczy, że częstotliwości są odpowiednie do obszaru ciała?

Całe nasze ciało wibruje w jakiejś częstotliwości. Każdy obszar ma swoją „zdrową” wibrację. Dźwięk misy, którego częstotliwość odpowiada zdrowej wibracji określonego obszaru ciała, dostraja narządy do ich prawidłowej funkcji, w ten sposób harmonizując organizm.

Jaki wpływ ma masaż dźwiękiem na osoby cierpiące na depresję lub inne choroby psychiczne?

Masaż dźwiękiem mis wpływa na ośrodkowy układ nerwowy. Badania EEG wykazały, że w momencie ekspozycji na dźwięk mis następują wzmożone fale alfa i theta. Fale alfa mają częstotliwość 7-14 Hz i pojawiają się w stanie relaksu, na pograniczu snu. Ten stan, wbrew pozorom, sprzyja uczeniu się. Fale theta o częstotliwości 4-7 Hz pojawiają się w stanie snu, w hipnozie. Dla porównania w fazie aktywności fizycznej i intelektualnej mózg działa na falach beta, które mają częstotliwość 14-22 Hz, natomiast fale głębokiego snu – delta, mają częstotliwość 0,5-4 Hz.

Misy powodują, że nasza uważność kieruje się do wewnątrz, uaktywniając skojarzeniowy proces myślenia i aktywną obojętność, czyli poczucie rozluźnienia, odprężenia.

Pobudzając fale beta i theta, pobudza się umysł do tworzenia ciągów skojarzeniowych, które pomagają znaleźć rozwiązania czy nowy sposób myślenia o jakichś sprawach. To cenne zarówno dla osób z zaburzeniami, jak i tych, które aktualnie znajdują się w jakimś kryzysie czy stresie. Według niektórych praktyków, dzięki równym, miarowym dźwiękom jesteśmy w stanie uzdrawiać samych siebie.

Czy stan theta jest analogiczny do tego, który osiągają osoby praktykujące medytację?

Tak. W stanie medytacyjnym, w który wprowadzają misy, pobudzamy określone obszary mózgu, na przykład ciało migdałowate i hipokamp. Są to części układu limbicznego odpowiedzialne za emocje i pamięć. Pobudzone są również podwzgórze i śródmózgowie odpowiadające za wegetatywne sterowanie. Pod wpływem dźwięku mis spada poziom kortyzolu i noradrenaliny, czyli tak zwanych hormonów stresu.
Dodatkowo masaż dźwiękiem pomaga zrelaksować ciało, co jest ważne dla często spiętych pacjentów z depresją. Dla osób cierpiących na zaburzenia nerwicowe poddanie się dźwiękowi początkowo może być trudne, lecz w miarę kolejnych sesji ciało się przyzwyczaja i pozwala sobie na więcej.

W trakcie Twojego koncertu miałam wrażenie, że zasypiam, ale nie mogłam zapaść w sen. Coś mnie powstrzymywało i trochę się męczyłam. To był stan theta?

Myślę, że tak. Cała sztuka polega na tym, żeby pozwolić sobie na ten stan „pomiędzy”, tuż przed zaśnięciem. Skoro się męczyłaś, pewnie wkradł się jakiś „przeszkadzacz”, który uniemożliwiał Ci odpuszczenie i trwanie w tym stanie, a to jest właśnie to miejsce, w którym przy odrobinie świadomości możemy nad sobą pracować. Niektórzy twierdzą, że wtedy można sobie wmówić różne rzeczy, które gdzieś się rejestrują i potem faktycznie się dzieją. Na podobnej zasadzie działają trans czy hipnoza. Według zwolenników tych metod ludzie są w stanie oddziaływać na swoje ciało i zmieniać sposób jego funkcjonowania.

Czyli w fazie theta mogę „poprosić” swój mózg, żeby wydzielał więcej serotoniny?

Według niektórych praktyków tak.

Misy bywają traktowane jako instrument muzyczny, używają ich osoby bez formalnego przygotowania. Co o tym sądzisz?

To prawda, misy robią się popularne w niektórych kręgach. Ludzie zamawiają je przez internet i zaczynają grać, sami albo na koncertach grupowych. Robią masaże, mimo że nie ukończyli żadnej szkoły lub tylko jednodniowy kurs. Nie polecam tego ani uczestniczenia w takich sesjach. Taka forma wykorzystania mis prawdopodobnie nikomu nie zaszkodzi, ale odbywa się poza kontrolą osoby grającej i na pewno nie ma działania terapeutycznego.

  • Aleksandra Bednarczyk: psycholożka, seksuolożka, coach, praktyczka masażu dźwiękiem, wilebicielka natury, mama bliźniaków. Ukończyła: Psychologię Zdrowia i Psychoterapię/WSFiZ, Seksuologię Kliniczną/SWPS, Studium Coachingu/Laboratorium Psychoedukacji, IV stopnie „Masaż dźwiękiem wg metody Peter Hess”. Od 2016 masuje dźwiękiem
  • Rozmawiała: Olga Plesińska
  • Tekst ukazał się w numerze 11/2019 Magazynu Vege