Choć zupka chińska to dla wielu z nas nieodłączny element codzienności, mało kto wie, ile historii kryje się w niewielkiej paczuszce dostępnej niemal w każdym sklepie.
Ratuje po ciężkiej nocy, w trakcie sesji egzaminacyjnej i na chwilę przed wypłatą. Przygotowanie jej zajmuje trzy minuty, a ten specyficzny smak zna w Polsce niemal każdy.
Historia
Zupka chińska ma swoją genezę w głębokim kryzysie gospodarczym, z którym zmagała się powojenna Japonia. Stany Zjednoczone wspierały ten kraj, wysyłając do niego tanią mąkę pszenną, przy okazji promując w ten sposób chleb – produkt całkowicie obcy kulturze wschodniej Azji. Lokalna ludność ustawiała się w tym czasie w długich kolejkach nie po świeżo wypieczony bochenek, tylko po miskę ramenu z makaronem. Absurd tej sytuacji dostrzegł przedsiębiorca Ando Momofuku, który zwrócił się do Ministerstwa Zdrowia z pytaniem, dlaczego nie wykorzystuje się dostarczanej mąki do produkcji noodli. Został zbyty twierdzeniem, że istniejące firmy nie są w stanie zapewnić odpowiedniej skali, trwałości ani szybkości produkcji.

Ando nie był zadowolony z odpowiedzi ministerstwa. Pomimo braku doświadczenia w kulinariach (na co dzień zajmował się zarządzaniem sklepem z tekstyliami) zdecydował, że rozpocznie produkcję na własną rękę. „Pokój zapanuje na świecie dopiero wtedy, gdy ludzie będą mieli pod dostatkiem jedzenia” – stwierdził. W przydomowej szopie rozpoczął roczny maraton eksperymentów, poszukując metody, która pozwoli na stworzenie taniego i możliwego do przygotowania w kilka minut makaronu przy użyciu jedynie wody.
Eureka
Kluczowy moment olśnienia zdarzył się w kuchni, gdy Ando obserwował swoją żonę w trakcie przygotowywania tempury (warzyw lub mięsa smażonego w cieście naleśnikowym – przyp. red). Przedsiębiorca zrozumiał, że smażenie wilgotnego makaronu w oleju błyskawicznie odparowuje z niego wilgoć, pozostawiając w cieście mikroskopijne pory. Makaron przygotowany metodą zwaną flash-frying można przechowywać miesiącami, a dzięki otrzymanym porom w kontakcie z wrzątkiem ponownie nasyca się on wodą w zaledwie trzy minuty. Zyskał on wówczas miano stamina food, czyli opartego na węglowodanach sycącego dania. Został stworzony po to, by dostarczać organizmowi maksimum energii w krótkim czasie.
Dalszy rozwój
W 1958 r. pod marką Nissin Foods na japoński rynek trafił Chikin Ramen – pierwsza na świecie zupa instant. Ando wciąż eksperymentował – w 1971 r. wprowadził wodoodporny, jednorazowy kubek, Cup-a-Noodle, a w 2005 r. stworzył Space Ram – pakowany próżniowo ramen instant opracowany specjalnie dla japońskiego astronauty Soichiego Noguchiego na pokład promu kosmicznego Discovery.
Momofuku przeszedł na emeryturę w 2005 r. w wieku 95 lat, twierdząc, że zawdzięcza swoje długie życie grze w golfa i jedzeniu Chikin Ramen prawie codziennie. Mówi się, że spożywał swoje produkty aż do śmierci w 2007 r. Pozostawił po sobie jeden z największych wynalazków XX w. oraz promujące go stowarzyszenie World Instant Noodles Association (WINA).
O randze jego wynalazku świadczą głosy z całego świata. W internecie można znaleźć wyznania pełne wdzięczności: „Przez 2 lata żyłem na ulicy i żywiłem się głównie zupkami instant. Dziękuję Bogu, że istniały, bo pozwalały mi przetrwać każdy kolejny dzień” lub „Ando powinien dostać Pokojową Nagrodę Nobla. Jego wynalazek przybliżył nas do walki z głodem bardziej niż jakakolwiek polityka”.

Popularność
Według danych podawanych przez WINA Polska obecnie zajmuje 28. miejsce na rynku globalnym konsumpcji noodli instant. Zjadamy 370 mln porcji rocznie. W światowych rankingach wyprzedzają nas głównie kraje Azji, natomiast w Europie ustępujemy miejsca jedynie państwom z wielomilionowymi społecznościami azjatyckimi – Wielkiej Brytanii i Niemcom. Jesteśmy więc fenomenem w skali europejskiej.
Kluczem do zrozumienia popularności zupek w naszym kraju jest transformacja ustrojowa na przełomie lat 80. i 90. XX w., kiedy wietnamski biznesmen Ngoc Tu Tao sprowadził do Polski produkty firmy Vifon. Zmęczeni gotowaniem tradycyjnych zup i małym wyborem produktów, natychmiast zachwyciliśmy się egzotycznym smakiem umami.
Dlaczego jednak na zupkę błyskawiczną mówi się u nas „zupka chińska”? Momofuku Ando opracował swój wynalazek w Japonii, a z pochodzenia był Tajwańczykiem, z kolei w Polsce poznaliśmy ten produkt w wersji wietnamskiej. Kiedy zupki instant początkowo trafiły na polski rynek, w powszechnej świadomości cały Wschód był wrzucany do jednej szuflady z napisem „chińskie”. Pierwsze azjatyckie bary, nawet gdy w kuchni i za ladą stał Wietnamczyk, nazywano „chińczykami”. Dlatego również opakowania zupek zdobionych smokami i orientalną czcionką dla uproszczenia ochrzczono chińskimi, a termin ten utrzymał się w języku polskim na stałe.
Święty graal studentów
Choć po zupki chińskie sięgają dziś Polacy w różnym wieku i o odmiennych stylach życia, istnieje grupa, dla której stały się one memicznym elementem tożsamości i symbolem przetrwania. Potwierdza to nauka.
W 2012 r. na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie przeanalizowano nawyki i preferencje żywieniowe młodzieży akademickiej w kategorii żywności łatwej w przygotowaniu i zjedzeniu (convenience food). Wyniki nie zaskoczyły – spośród 50 analizowanych artykułów to właśnie zupki błyskawiczne okazały się najczęściej wybieranym i najbardziej lubianym przez studentów produktem, którzy podkreślali krótki czas ich przygotowania i wygodę. Wartość odżywcza miała dla respondentów o wiele mniejsze znaczenie.

Zdrowie
Chociaż zupka instant jest smaczna sama w sobie, podjęcie odrobiny dodatkowego wysiłku może z jednej strony uczynić ją jeszcze bardziej aromatyczną, a z drugiej poprawić jej wartość odżywczą. Nie bez przyczyny od lat towarzyszy jej czarny PR. Sama WINA odpiera te zarzuty i na pytanie o walory zdrowotne produktu dyplomatycznie odpowiada: „Węglowodany, tłuszcze i białka to trzy główne składniki odżywcze niezbędne do produkcji energii i utrzymania zdrowia. Makaron instant zawiera dobrą równowagę tych trzech głównych składników odżywczych”.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że WINA celowo formułuje odpowiedź tak, aby pominąć powszechnie znany fakt o szkodliwości zupek chińskich. Największym grzechem tego produktu jest zawartość sodu. Jedna torebka z przyprawami potrafi pokryć od połowy aż do całości dziennego zalecanego spożycia soli. W jego składzie znajduje się również olej palmowy, przez co porcja dostarcza sporej ilości nasyconych kwasów tłuszczowych. Mówi się też o pustych kaloriach – noodle powstają z białej, mocno przetworzonej maki pszennej o wysokim indeksie glikemicznym i znikomej ilości błonnika. Próżno szukać tu witamin i minerałów. Zupka daje szybki strzał energii, ale po nim następuje równie szybki powrót głodu.
Warto jednak obalić mit dotyczący glutaminianu sodu – substancji, która nadaje charakterystyczny smak umami. Swojego czasu glutaminian uważano za szkodliwy, jednak odkryto, że jako składnik występuje naturalnie choćby w pomidorach. Problemem jest jego łączenie z wysoką zawartością soli.
Lepszy wybór
WINA ma rację w jednym: zupka instant może być odżywcza, jeśli przestaniemy ją traktować jako gotowe danie, tylko wykorzystamy jako szybką bazę pod własną kulinarną kompozycję. Pierwszym krokiem jest ograniczenie wartości sodu, którego głównym źródłem jest torebka z przyprawami. Zamiast wsypywać jej zawartość w całości, użyjmy połowy porcji albo zastąpmy ją łyżeczką jasnej pasty miso lub odrobiną sosu sojowego. Aby posiłek sycił na długo, konieczne jest dodanie źródła białka – pokrojonego w kostkę tofu wędzonego, podsmażonego seitanu lub edamame. Zawartość błonnika podniesie z kolei zawartość zielonych warzyw w misce: garść świeżego szpinaku, kapusta pak choi, kiełki fasoli mung czy tarty brokuł zblanszują się pod wpływem wrzątku. Szczypiorek lub kolendra dodadzą zupie świeżości. Na koniec dobrze jest wzbogacić danie w niewielką porcję zdrowych tłuszczów. Sprawdzi się kilka kropel oleju sezamowego lub łyżeczka prażonego sezamu, który jednocześnie podkreśli azjatycki charakter potrawy.

Zupka chińska nie musi być kulinarnym i zdrowotnym wyrzutem sumienia. Traktowana z głową wciąż potrafi doskonale spełniać obietnicę swojego twórcy: ratować nasz czas, oszczędzić pieniądze i smacznie zaspokoić głód.
- Tekst: Klaudia Jeremiejko
- Tekst ukazał się w numerze 9/2026 Magazynu VEGE

