Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Zielone uszy

marzec 27 2026

Łatwiej jest uwierzyć, że rośliny mogą słyszeć, gdy próbuje się przyjąć ich punkt widzenia. Fragment książki „Światłożercy. Jak tajemnicza inteligencja roślin zmienia nasze rozumienie życia na Ziemi” (wydawnictwo Helion).

Rośliny naprawdę potrafią słyszeć — na swój własny, pozbawiony uszu sposób. Dźwięk to dla nich czysta wibracja. I potrafią zareagować, gdy wyczują wibrację, o której wiedzą, że może być wydawana przez coś, co im zagraża. Jak na przykład paszcza gąsienicy żująca miąższ rośliny.
Gdy już zaakceptuje się, że rośliny są w stanie zarejestrować dźwięki wydawane przez przeżuwającą gąsienicę, naturalnie pojawiają się inne pytania. Świat jest hałaśliwym miejscem. Więc co jeszcze mogą słyszeć rośliny?

Podczas gdy piszę tę książkę, naukowcy są zajęci tworzeniem nowej dziedziny nauki, którą niektórzy zaczęli nazywać fitoakustyką. Łatwiej jest uwierzyć, że rośliny mogą słyszeć, gdy próbuje się przyjąć ich punkt widzenia. Słuch to niezwykle przydatny zmysł, szczególnie jeśli twoje korzenie trzymają cię w jednym miejscu. Skoro nie jesteś w stanie czegoś szukać ani uciekać, a przynajmniej nie bardzo szybko, to musisz skorzystać z każdego możliwego ostrzeżenia. Na bardzo podstawowym poziomie słuch jest zmysłem starym i wszechobecnym, fundamentalnym dla życia.

Rośliny mogą wiele zyskać dzięki wykorzystaniu informacji akustycznej. Jeśli poza danym organizmem dzieje się coś, co może być przydatne dla jego przetrwania, to mógł on rozwinąć sposób, aby to wyczuć. Ewolucja nieustannie poszukuje korzyści — daje organizmom metody do wykorzystania uzyskanej świadomości do dalszego rozwoju ich projektu „przetrwanie”.

Wiedza ta może okazać się szalenie przydatna w rolnictwie, jeśli naukowcy znajdą dla niej odpowiednie zastosowanie. W końcu w pracy Appel sygnał dźwiękowy spowodował, że roślina wytworzyła własny pestycyd. Gdyby rośliny mogły produkować pestycydy poprzez samo odtwarzanie im dźwięków, mogłoby to zmniejszyć lub wyeliminować potrzebę stosowania syntetycznych środków owadobójczych w gospodarstwach rolnych — a w niektórych przypadkach również zwiększyć poziom pożądanych związków, dla których dana roślina jest w ogóle uprawiana. Na przykład w uprawie gorczycy własny pestycyd tej rośliny to właśnie olej musztardowy, dla którego się ją uprawia. Z kolei postawienie krzewu lawendy w stan wysokiej gotowości poprzez odtwarzanie odpowiednich dźwięków spowodowałoby, że wytworzyłby on więcej związków obronnych, które tak cenimy w pozyskiwanym olejku lawendowym.

Naukowcy na całym świecie próbują sprawdzić, czy odtwarzanie roślinom określonych tonów może skłonić je do określonych działań. Eksperymentują z różnymi częstotliwościami emitowanymi przez różny czas. Obecnie badania te są raczej dość losowe. Jedno z nich wykazało, że odtwarzanie rzodkiewnikom określonej serii tonów przez trzy godziny dziennie przez dziesięć dni zwiększyło ich zdolność do zwalczania szkodliwych infekcji grzybiczych. Inne wykazało z kolei, że granie pewnych tonów ryżowi przez godzinę poprawiło zdolność roślin do przetrwania warunków suszy. A naukowcy, którzy przez dwie godziny odtwarzali tony o różnych częstotliwościach kiełkom lucerny, zauważyli, że zwiększyły one swoją zawartość witaminy C, a więc wzrosła ich wartość odżywcza. Kiedy powtórzyli eksperyment z kiełkami brokułów i rzodkiewki, udało im się także zwiększyć zawartość flawonoidów. Można sobie wyobrazić przyszłość, w której rolnicy ustawiają na polach głośniki zamiast opryskiwaczy.

Praca Appel w pewien sposób wpisuje się w tę matrycę, ale zamiast odtwarzania roślinom losowych tonów bardziej interesuje ją kwestia dźwięków, które roślina faktycznie napotyka w naturze. Uważa, że jest większe prawdopodobieństwo zaobserwowania interesujących reakcji na dźwięki, z którymi rośliny ewoluowały. Naukowcy nazywają to „znaczeniem ekologicznym”. Dźwięki realnych szkodników są z pewnością istotne ekologicznie. Jeśli odtwarzanie odgłosu wydawanego przez gąsienicę, która zjada rzodkiewnika, mogłoby przygotować odpowiednio układ odpornościowy tej rośliny, można założyć, że to samo miałoby miejsce w przypadku innych par roślina–roślinożerca czy roślina–zapylacz. Niektóre kwiaty są zapylane przez brzęczące owady; można je zmusić do uwolnienia pyłku, odtwarzając nagranie brzęczenia pszczół.

Czy rośliny słuchają również odgłosów wydawanych przez owocożerców, którzy często są głośni — jak na przykład papugi — aby dostosować czas dojrzewania? Albo dźwięku grzmotu, aby przygotować się na deszcz? Miałoby to sens: umożliwiałoby roślinom pustynnym przygotowanie się do pobrania jak największej ilości wody, podczas gdy każda roślina z pyłkiem w kwiatach mogłaby zamknąć płatki przed ulewą, zanim pyłek zostałby wypłukany. Fitoakustyka powstała, by się tego dowiedzieć.

Jedno z logicznych pytań każe się zastanowić, w jaki sposób rośliny w ogóle mogą słyszeć. Nie mają uszu, w tradycyjnym znaczeniu tego słowa, ale przecież uszy występują w różnych formach. W 2017 r. współpraca między badaczami z Chin i Stanów Zjednoczonych wykazała, że maleńkie włoski na liściach rzodkiewników pełnią funkcję czułek akustycznych, wychwytując przychodzące dźwięki i wibrując z odpowiadającą im częstotliwością. Wiele innych roślin również posiada drobne włoskowate struktury na liściach, zwane trichomami; odkrycie, czy u innych gatunków też pełnią one funkcję czułek, będzie wymagało dalszych badań. Naukowcy odkryli już, że trichomy pozwalają roślinom wyczuwać kroki ciem i gąsienic oraz w odpowiedzi na nie przygotowywać obronę. Wskazuje to, że trichomy są niezwykle wrażliwymi organami. Od razu przychodzą na myśl wyspecjalizowane uszy wewnętrzne u zwierząt, które również są pokryte specjalnymi włoskami — wibrującymi w odpowiedzi na fale dźwiękowe i zamieniającymi te wibracje na sygnały elektryczne, które następnie są przesyłane do mózgu za pośrednictwem nerwów. To kolejna okazja, by sobie przypomnieć, że gdy ewolucja ma dobry pomysł, to prawdopodobnie zobaczymy go w całym spektrum życia.