Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Jutro bez futra?

listopad 25 2025

7 października 2025 r. może stać się przełomem w historii polskiego ruchu prozwierzęcego. Tego dnia Sejm znakomitą większością głosów przyjął projekt zakazujący hodowli zwierząt na futro.

Najbardziej rozczulającą reakcją na przyjęcie projektu posłanki Zielonych Małgorzaty Tracz jest przeświadczenie części osób, że już od następnego dnia fermy futrzarskie przestaną istnieć. Nie są to jednak osoby, które potrafiłyby odpowiedzieć na pytanie, co miałoby się stać z ponad 3 mln uznanych za inwazyjne drapieżnych zwierząt, które obecnie żyją na tych fermach. Mamy rozczarowującą wiadomość – najprawdopodobniej zginą, a ich futra skończą jako kołnierze. Wygaszanie tego biznesu potrwa latami. Mimo to są powody do radości.

Przetarty szlak

Chodzą słuchy, że „jeszcze nigdy zakaz hodowli zwierząt na futra nie był tak blisko”. To nie do końca prawda. Legislacyjnie do podobnego etapu doszliśmy w 2020 r., kiedy Sejm przyjął zaproponowaną przez Prawo i Sprawiedliwość „piątkę dla zwierząt”. Wtedy – ustawę przyjęto 18 września 2020 r., a Senat procedował ją w październiku – strona senacka zgłosiła 62 uwagi, które nigdy nie zostały rozpatrzone przez Sejm, a ustawa trafiła do zamrażarki na wieczność.

Dlaczego więc teraz jest więcej nadziei? Wszak nawet podobna liczba polityków poparła ten projekt: podczas głosowania w 2020 r. 356 osób było na „tak”, w 2025 – 339. Na „nie” – odpowiednio 75 i 78 osób, wstrzymało się 18 i 19 posłów.

Jak twierdzą optymiści, teraz jest większa szansa na wygraną, ponieważ ustawa jest bardziej skonkretyzowana. „Piątka dla zwierząt” zakładała zakazy hodowli zwierząt na futro (z wyłączeniem królików), uboju bez ogłuszenia, wykorzystywania zwierząt w cyrkach i trzymania psów na łańcuchach oraz zwiększenie nadzoru nad schroniskami. Być może postulaty były zbyt szerokie i ogólnikowe.

Problemy

Obecna ustawa skupia się tylko na pierwszym zakazie z „piątki”, a poza tym doprecyzowuje i urealnia szczegóły dotyczące np. okresu przejściowego. Zaplanowany był pięcioletni okres wygaszania przedsiębiorstw futerkowych (w poprzednim projekcie – tylko roczny), ostatecznie wynegocjowano osiem lat, z czego ostatnie trzy bez odszkodowań, które mogą być całkiem spore (im wcześniej właściciele zamkną hodowle, tym większe). Przewidziano również odprawy dla zwalnianych pracowników.

Kiedy więc, jeśli wszystko się uda, fermy znikną z Polski? W 2033 r. Od momentu wejścia w życie ustawy nie będzie już można rejestrować nowych ferm nawet bez okresu vacatio legis, czyli zazwyczaj kilkumiesięcznego okresu, kiedy nie trzeba się jeszcze stosować do nowego prawa.

Politycznym języczkiem u wagi jest PSL. Ta partia, tradycyjnie stojąca w obronie interesów rolników i hodowców, dokonała pewnej wolty. W 2020 r. byli przeciwni zakazowi. Obecnie, będąc w uścisku zobowiązania koalicyjnego, głosowali na tak. Nawet przy założeniu, że Sejm przeproceduje błyskawicznie uwagi Senatu (nie zgłoszono żadnych zasadniczych), pozostaje jeszcze prezydent Karol Nawrocki. Jedni mówią, że ustawy nie zawetuje, ponieważ poparł ją PiS, który go wysunął. Inni, że zawetuje jako dowód sympatii dla Konfederacji, dzięki której wygrał wybory, a która była w całości na nie. Jeszcze inni twierdzą, że jednak nie zawetuje, skoro 70 proc. społeczeństwa popiera zakaz.
Nawet jeśli prezydent zawetuje ustawę, to jeszcze nie koniec. Podważyć prezydenckie weto może większość parlamentarna, czyli co najmniej 3/5 obecnego składu Sejmu. Mamy 460 posłów i posłanki, 3/5 z 460 to 276, a za ustawą było 339. Jeśli tę liczbę uda się utrzymać po ewentualnym wecie, można będzie powiedzieć „mamy to”.

Króliki

Kiedy sukces jest tak blisko, że wszystkie osoby walczące w tym kraju o zwierzęta powinny trzymać kciuki za pomyślny finał, muszą pojawić się malkontenci. W tym przypadku mieli ułatwione zadanie – ustawa zakłada, że króliki będzie można nadal hodować na futro. Jak mogło do tego dojść, skoro ustawa była drobiazgowo konsultowana przez dwie organizacje prozwierzęce – Fundację Viva! i Stowarzyszenie Otwarte Klatki? Odpowiedź jest bardzo prosta i można ją zawrzeć w dwóch słowach – realizm polityczny.

Mało która z osób twierdzących, że wykluczenie królików to zostawienie „furtki” dla hodowców, brała udział w trwającym dekady (tak!) procesie wypracowywania z politykami zapisów, które w obecnym klimacie społeczno-politycznym miałyby szansę zyskać aprobatę większości. Wyjaśniamy: w naszym kraju króliki są hodowane przede wszystkim na mięso i trzeba dodać, że nie jest to tak popularny produkt jak mięso krów, świń czy kur. Same futra królików są niższej jakości niż futra norek, lisów, jenotów i szynszyli. Nieliczne fermy królicze istniejące w naszym kraju skupiają się na mięsie, a futra to tylko nadający się do monetyzacji efekt uboczny ich działalności. Gdyby siły walczące o zakaz hodowli zwierząt na futra chciały uwzględnić w swoich pomysłach króliki, natychmiast natrafiłyby na sprzeciw branży mięsnej, dla której to właśnie byłaby rzeczona „furtka” mogącą prowadzić do ograniczeń w hodowaniu zwierząt na mięso. Oczywiście nie mamy nic przeciwko, a wręcz o to walczymy. To jednak inna walka, której za naszego życia raczej nie uda się wygrać. Cieszmy się więc tym, co udało się zrobić już teraz.

  • Tekst: Jolanta Nabiałek
  • Zdjęcia: Magdalena Matulka-Szewczyk
  • Tekst ukazał się w numerze 12/2025-1/2026 Magazynu VEGE