Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Mięso z Grzegorza

marzec 09 2017

Wracając z ogrodu z wiadrem pełnym ślimaków zebranych po deszczu, usłyszałem krakanie w lasku obok domu. Ornitologia to moje hobby, jednak nigdy nie słyszałem podobnego ptasiego głosu. Ptak głos miał donośny, byłem przekonany, że nie miałem do czynienia z żadnym miejscowym gatunkiem, dlatego zapuściłem się w krzaki, zwracając uwagę na gałęzie i słuchałem owej pieśni rozpaczy.

Tekst i zdjęcia: Xavier Bayle
Tłumaczenie: Agnieszka Władzińska

Kiedy przybliżyłem się na odległość paru metrów, zauważyłem, że śpiew pochodzi nie z góry, lecz z powierzchni ziemi, a przede mną poruszał się foliowy zwitek. Pozostawiłem wypełnione ślimakami wiadro i otworzyłem torbę, w której znalazłem pięć kociąt ze zmiażdżonymi ciałami, a jedno z nich poruszało się w brei złożonej z ropy, moczu i wilgotnej jeszcze krwi. Przeżyło. Ktoś włożył cały miot do torby, torbą wielokrotnie uderzał o ścianę, a pakunek wyrzucił do lasku.
Przypuszczać można, że ciała zmarłego rodzeństwa zamortyzowały fatalne uderzenie, dlatego ten jeden czarny przeżył mimo bólu i strachu. Położyłem go więc na ślimakach i szybko zaniosłem do domu. Tam oczyściłem go ze zlepionej ropy i brudu, obmyłem ciepłą wodą, osuszyłem ręcznikiem i ? nie posiadając żadnego doświadczenia z istotami pozaludzkimi ? przybliżyłem go do piersi, żeby dać mu trochę ciepła. On wówczas instynktownie wspiął mi się na szyję i tam wtulony postanowił żyć. Przez jakiś czas pozostaliśmy tak przytuleni, potem przeniosłem go do innych części domu, przykrytego moją koszulką i śpiącego w moim naturalnym cieple. Równocześnie myłem ślimaki, wkładałem je do gorącej wody i gotowałem. Na bardzo wolnym ogniu. Ślimaki czuły, że temperatura wzrasta wyjątkowo szybko i robiły wszystko, żeby wyjść z garnka, ale ja wkładałem je tam z powrotem. Kot tymczasem podsypiał zwinięty w kłębek na moim brzuchu. 150 ślimaków zmarło śmiercią powolną i bolesną, ale ja myślałem o kocie na moim brzuchu, bardziej umierającym niż żywym.
Chciałem oddać go do adopcji, pytałem to tu, to tam, lecz bez skutku. Na wsi kotów nie trzyma się w domach, chodzą polować na ptaki, a chłopcy strzelają do nich śrutem albo walą całym miotem o beton. Ot, sielskie, wiejskie życie…

Kot chciał się nazywać Grzegorz, Gregorio po hiszpańsku. Przyzwyczajasz się w końcu do cienia, który za tobą podąża, bawi się i chyba cię lubi albo przynajmniej dobrze się z tobą czuje. Ja kontynuowałem swoje zadawanie powolnej śmierci ślimakom, jedzenie innych zwierząt, równocześnie głaskałem swojego Grzegorza, bo to wyjątkowe zwierzę, którego się nie je.

Dawałem mu do jedzenia kawałki innych zwierząt, bo tak powinno być, bo głupio jest postępować inaczej, bo koty jedzą mięso, niezależnie od tego, czy pochodzi od wieloryba czy od wołu, i nie przychodzi człowiekowi do głowy, żeby się zatrzymać i pomyśleć o jego pochodzeniu lub zapytać, czy kot na wolności upolowałby owcę albo krowę. Mięso to mięso, mięso dobre, mięso cudze, mięso martwe. Mięso.
Ślimaki zatem były wciąż mordowane, gotowane żywcem umierały cichą śmiercią.
Kiedy żyjesz z kimś, z kim możesz się komunikować jedynie językiem ciała, uczysz się języków. To, co wydawało się jednym, jest drugim, to, co miało być tym, okazało się tamtym. Uczysz się patrzeć bardziej i widzieć mniej, kochać bez spoglądania wstecz, szanować, dlatego jestem przekonany o pedagogicznych walorach takiej komunikacji.
Rok później stałem się wegetarianinem. Stało się to jak za pstryknięciem palcami.

Zobaczyłem zdjęcia wielu grzegorzy w halach ogromnych jak piekło, widziałem grzegorzy wiszących na hakach, z uciętymi głowami, spłaszczonych grzegorzy z rogami, wełną, piórami, były tam spojrzenia grzegorzy skazanych na bycie rzeczami, na okaleczenie, na bycie mięsem. Mięsem z grzegorza. Widziałem grzegorzy próbujących uciec z garnka pozostawionego na wolnym ogniu, widziałem ich życie i śmierć.

Uratowane zwierzę pomaga zauważyć te, które nie podzieliły jego losu, jest jak konsulat nieszczęść, ambasada strachu, wehikuł pragnienia życia. Nie istnieją gatunki przeznaczone do jednego celu i inne do innego. Mogłem dbać z czułością o ślimaka (przecież te zwierzęta wręcz mnie fascynują) i ugotować żywcem wiele kotów, ich mięso musi być smaczne. Mogłem to robić, ale urodziłem się w miejscu, gdzie takie rzeczy się wyklucza, jednak gdyby taki zwyczaj istniał, zapewne bym to czynił; rozwód z etyką w świecie ludzkim wprawia w porażające przygnębienie.
Grzegorz zmarł, kiedy w domu były już inne uratowane koty. Zmarł, kiedy byłem już weganinem, bo nie chciałem matkom-grzegorzom kraść mleka po zakatrupieniu dzieci-grzegorzy, nie chciałem, żeby grzegorze z zainfekowanymi waginami pędziły swoje nędzne życie zakończone przedwczesną śmiercią po to tylko, abym ja mógł jeść jajka. Przeszedłem na weganizm, bo Grzegorz był posłańcem życia, ja tymczasem potrafiłem odczytać w jego oczach pływającą butelkę, a w niej wiadomość wysłaną przez miliardy zwierząt przebywających w zamknięciu, które obdarzyły Grzegorzem moje życie i przypomniały równocześnie o swoim.

Dlatego za każdym razem, kiedy spojrzycie w oczy zwierzęcia, z którym mieszkacie, wyobraźcie sobie, że są to cielęta, krowy, kurczaki, indyki, ryby, raki, ślimaki, lwy, owce, kury, króliki, zające czy jakiekolwiek inne zwierzę, zjadane lub zniewalane, bo tak was nauczono.

One też chcą żyć jak tamte, które ufnie śpią na waszych kolanach i patrzą niezliczoną ilością spojrzeń w języku życia i wolności. Te spojrzenia proszą o weganizm, czyli o ?traktuj innych tak, jak sam(a) chcesz być traktowany(-a)?. Kiedy będziecie głaskać waszą pozaludzką rodzinę, głaskajcie też wszystkie inne rodziny, jakie ona reprezentuje.
Hałas społeczeństwa i kultury to przesterowanie, arytmia we współbrzmieniu życia. Społeczeństwo ludzkie to piekło istot pozaludzkich. Każdy grzegorz zasługuje na życie, czy ma sierść, pióra czy jest nagi.

 

Artykuł z “Vege” nr. 2/2017, do kupienia tutaj: link