Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Najpierw człowiek, później aktor

listopad 25 2025

Śmierć Roberta Redforda wstrząsnęła miłośnikami kina. Świadectwo ekranowego Sundance Kida pozostanie jednak żywe, ponieważ ten uczynił świat lepszym dla zwierząt i środowiska.

Robert Redford, złoty chłopak Hollywood, deklarował: „Jestem aktorem z zawodu, a z natury aktywistą, kimś, kto zawsze wierzył, że musimy znaleźć równowagę między tym, co rozwijamy dla naszego przetrwania, a tym, co chronimy”. Jego niedawna śmierć (16 września 2025 r.) pogrążyła świat kina w żałobie. Redford pozostawił bowiem po sobie niezwykle wszechstronny dorobek zarówno aktorski, jak i reżyserski. Jego role buntowników, charyzmatycznych krętaczy czy skrytych romantyków zmieniały kino, a sam artysta balansował na zróżnicowanych biegunach kinematografii. Jego debiut reżyserski „Zwyczajni ludzie” przyniósł mu Oscara.

Aktor zasłynął ponadto z duetów z drugą niebieskooką legendą Hollywood, Paulem Newmanem, w dziełach „Butch Cassidy i Sundance Kid” oraz „Żądło”. Redfordowi partnerowały też m.in. Meryl Streep („Pożegnanie z Afryką”), Jane Fonda („Boso w parku”) czy Barbra Streisand („Tacy byliśmy”). Jego role porażały pod względem emocjonalnym, a charyzma budziła sympatię nawet w przypadku kreacji antybohaterów.
Adwokat uciskanych

Robert Redford był jednak kimś więcej niż wszechstronnym dzieckiem kina. Jego zaangażowanie w sprawy społeczne i charytatywne owiewa zasłużona legenda. Mało który z gwiazdorów wykazał się równą szczodrością co filmowy Wielki Gatsby. Był zaangażowany w ochronę środowiska, walkę z dyskryminacją i promocję młodych talentów.

Dla kinomaniaków Redford pozostaje przede wszystkim piewcą niezależnych filmów. To za sprawą jego inicjatywy możemy dziś śledzić największe święto autorskiego kina spoza hollywoodzkiego nurtu – Sundance Film Festival nazwany na cześć westernowego portretu aktora ze wspominanego filmu „Butch Cassidy i Sundance Kid”.

Aktor konsekwentnie wspierał walkę o prawa społeczności LGBTQ+, a także sprzeciwiał się dyskryminacji osób nieheteronormatywnych. Jego odważny głos wybrzmiewał również na ekranie. W 1965 r. przełamał standardy amerykańskiego kina odbudowującego niezależność po dekadach cenzury Kodeksu Haysa i wcielił się w biseksualnego aktora Wade’a Lewisa w filmie „Ciemna strona sławy” Roberta Mulligana. Były to czasy wciąż obecnej homofobii objawiającej się tzw. lawendową paniką w USA, kiedy to konserwatywni politycy prześladowali homoseksualistów. Redford, jako wzorzec męskości, swoją przełomową rolą otworzył debatę nad ludzką seksualnością, przyczynił się do walki ze stereotypami i zwiększeniem ekranowej reprezentacji osób LGBTQ+. Jego występ uhonorowano Złotym Globem. W dojrzałym wieku i udzielanych wywiadach artysta wielokrotnie popierał prawo do małżeństw jednopłciowych.

Akcja: środowisko

Robert Redford był również zaangażowany w ochronę środowiska. Jego miłość do surowej natury miała zrodzić się już w dzieciństwie. Dochodząc do pełni sił po przebytej chorobie, wypoczywał otoczony zielenią. Z czasem podjął pracę w Parku Narodowym Yosemite na zachodnich zboczach gór Sierra Nevada w Kalifornii. Natura przynosiła mu ukojenie i inspirację, na czele z drugą pasją – malarstwem. Nie każdy bowiem wie, że zanim został aktorem, Redford zarabiał na życie z pomocą pędzla. Później, u szczytu aktorskiej kariery postanowił, że jego obie miłości – natura i sztuka – będą mu towarzyszyły na każdym etapie życia. Tak założył The Redford Center, którego celem jest produkcja filmów dokumentalnych o tematyce ekologicznej, a także finansowe wspieranie twórców opowiadających się za pomocowym wymiarem kina. Aktor użyczył głosu narratorom wielu takich produkcji. Przez całe życie wspierał inicjatywy mające na celu ochronę dzikiej przyrody Ameryki i zapobieganie dalszym zmianom klimatycznym będącym następstwem niszczycielskiej działalności człowieka.

Nie tylko „Zaklinacz koni”

Aktora łączyła niezwykła więź z końmi i to nie tylko na ekranie, choć film „Zaklinacz koni” (1998)w jego reżyserii, w którym wykreował też tytułową rolę, przeszedł do historii kina familijnego jako pokrzepiający wyciskacz łez. Prywatnie gwiazdor pozostawał orędownikiem kopytnych ssaków o fascynującej naturze. Połączył siły z Billem Richardsonem, byłym gubernatorem stanu Nowy Meksyk, aby zablokować planowaną rzeź koni w Nowym Meksyku i Iowa. Redford stanowczo sprzeciwiał się ubojowi tych zwierząt na mięso, podziwiając ich potrzebę wolności i wrażliwość w kontaktach z ludźmi. Wyrazem jego wsparcia była działalność filantropijna na rzecz American Wild Horse Preservation Campaign, organizacji chroniącej dzikie konie amerykańskie.

Gwiazdor „Trzech dni Kondora” otaczał troską, szacunkiem i miłością pozostałe zwierzęta. W swojej walce o poprawę dobrostanu przedstawicieli gatunków pozaludzkich nie marginalizował tych, które są zwykle postrzegane w fałszywych stereotypach jako rzekomo mniej odczuwające. Na długie lata przed dzisiejszymi akcjami zwierzęcych aktywistów Robert Redford doskonale zdawał sobie sprawę ze skali problemu bólu, jaki ludzie zadają rybom. Realizując „Rzekę życia” (1992) o braciach rozmiłowanych w wędkarstwie, nie dopuścił, aby jakakolwiek ryba ukazana na ekranie była żywa. Zamiast tego skorzystał z atrap, dzięki którym uniknął niepotrzebnego okrucieństwa.

Oddanie zwierzętom wiązało się również ze stanowczym odrzuceniem naturalnych futer przez aktora. Jako założyciel wspierającego młodych, niezależnych twórców filmowych i teatralnych Sundance Institute Robert Redford usunął z zasobów organizacji wszystkie kostiumy wykorzystujące futro królików angorskich. Swoją decyzję podjął po śledztwie PETA, które ujawniło, że na fermach zwierzęta te cierpią ze względu na wyjątkowo brutalną procedurę zrywania futra ze skóry żywego zwierzęcia.

Walka o przyszłość

Robert Redford wspierał ponadto Greenpeace, a także założoną przez swojego syna kroczącego za sławnym ojcem po ścieżce dobroci organizację non-profit James Redford Institute for Transplant Awareness, która edukowała społeczeństwo w temacie dawstwa narządów. Dla wielu z nas aktor pozostanie nie tylko jednym z najwybitniejszych w historii X muzy, ale przede wszystkim człowiekiem misji, walczącym o lepszy świat i optymistycznie wierzącym, że faktycznie można wprowadzić w nim istotne zmiany.

Robert Redford odszedł kilka miesięcy temu, ale jego droga niezależność i filantropii nie przestanie inspirować potomnych, tak jak ponadczasowe słowa artysty zachęcające do zbiorowej determinacji w staraniach o lepsze jutro: „Wnieśmy się ponad konflikty i skupmy się na tym, co nas łączy: naszym losie, jako ludzi, który spoczywa na ziemi”.

  • Tekst: Paula Apanowicz
  • Tekst ukazał się w numerze 12/2025-1/2026 Magazynu VEGE
WSPIERAM10 zł WSPIERAM25 zł WSPIERAM50 zł