Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Myśląc wielogatunkowo

listopad 25 2025

Dzikie wilki czyhają na bezbronnych ludzi. Doniesienia o dzikach, które rzecz jasna są bardzo złe, przerażają niejednego mieszkańca miasta. Sarny i jelenie mogą zaatakować samochody jadące sobie spokojnie drogą. Trzeba się mieć na baczności, zwierzęta są wszędzie i wszędzie mogą narobić poważnych szkód.

Trzeba bardzo uważać, zwierzęta są bowiem żarłoczne, bezczelnie wszędzie włażą, ciągle przeszkadzają, coś tratują, ryją, niszczą, nie pozwalają człowiekowi spokojnie żyć. Wielość sensacyjnych doniesień o dzikiej przyrodzie może przytłoczyć, zwłaszcza gdy ukazuje się podstępność zwierząt, ich bezwzględność, spryt, dzikość i okrucieństwo.

Myśliwi uwielbiają straszyć opowieściami o dzikich zwierzętach. Dzik jest dziki i taki obraz mamy wpojony od dziecka. Te wszystkie opowieści, strachy na Lachy, dziwne treści wygenerowane przez człowieka albo przez sztuczną inteligencję, zalewają naszą świadomość. Internet przepełniony jest fejkowymi zdjęciami i nagraniami, na których pełno też nieprawdziwych historii. Gdy czasami zdarzy się, że zrozpaczone, przerażone ludzką obecnością zwierzę zaatakuje, pojawia się świadoma albo nieświadoma agresja wobec niego.

To człowiek narusza granice. Zwierzęta nie są dzikie, są sobą. Zwierzęta nie są groźne, ratują tylko siebie i swoje potomstwo. Zwierzęta nie są przestępcami, nie włamują się do miast i wsi ciemną nocą. To my, ludzie, rozbudowaliśmy miasta, autostrady, drogi. To my, ludzie, rozlewamy się w świecie kolejnymi dzielnicami, kurortami, hotelami i atrakcjami. Zawłaszczyliśmy świat, nie pozostawiając już prawie żadnego terenu, żadnej przestrzeni dla dzikich zwierząt, nie mając żadnego szacunku dla ich życia i potrzeb, bez żadnego zrozumienia, że współdzielimy świat i mieszkamy na jednej planecie. Nie bierzemy w naszych działaniach pod uwagę, że inne gatunki mają takie samo prawo do życia jak nasz.

Światła wielkich miast służą bezpieczeństwu człowieka i jego przyjemności. Cieszą nas pięknie oświetlone mury zabytkowych kościołów, pałaców i kamienic. Nie mamy jednak żadnej litości dla gołębi, które rozmnażają się nadmiernie, a potem są brutalnie wyrzucane z zawłaszczonych przez człowieka miejsc. Kolce na parapetach, trutka w karmie, rozkruszone szkło – to wszystko dla kogoś, kto nie robi nic złego, żyje, odpowiadając na uwarunkowania, jakie my sami stwarzamy.

 

Śmieci wyrzucane nieostrożnie, resztki pozostawione na kubłach, okruchy w parkach i na ulicach, to wszystko przyciąga głodne zwierzęta, które mają coraz mniej miejsca do żerowania. Z każdą nową dzielnicą zabieramy dzikim zwierzętom teren, na którym mogą pozyskać jedzenie, a potem denerwujemy się i wpadamy w panikę, widząc ślady ich obecności lub spotykając je pod naszymi domami. Żądamy, by oczyścić miasto z „zagrożenia” i nieproszonych gości – to wszystko wobec kogoś, kto nic nie robi złego, tylko próbuje żyć na terenie, który mu odebrano i zmieniono pod ludzkie potrzeby.

Myśliwi szykują się do sezonu łowieckiego, pracowicie dokarmiając zwierzęta. Im więcej zwierzęta zjedzą, tym więcej urodzi się młodych i tym więcej będzie można ich zabić. Opowieści o „niebezpiecznych” niedźwiedziach, „zatrważających” wilkach, „przerażających” dzikach bezczelnie penetrujących granice miasta to nic innego jak przygotowanie sobie dobrego gruntu do polowań. Zaniepokojeni obywatele zawsze będą popierać tych, którzy ich „bronią”.

Inwestorzy, deweloperzy (tak samo jak i nabywcy mieszkań) nie myślą o skutkach zabudowywania terenów zielonych. Ważne jest, by pozyskać ciekawy teren, atrakcyjną lokalizację, unikalne miejsce, takie, na którym da się zarobić jak najwięcej. Wycinanie drzew, osuszanie terenów, budowanie podziemnych garaży, wytyczanie kolejnych dróg, autostrad i parkingów – to wszystko zabieranie innym istotom żyjącym ich domu, miejsca, gdzie mogły żyć, szukać pokarmu, być sobą. Ludzka działalność, antropocentryczna przestrzeń rozlewają się po całych terenach, nie pozostawiając już dzikim zwierzętom prawie najmniejszego skrawka wolnej przestrzeni.

Za każdym razem, kiedy w internecie i w telewizji zwiększa się liczba wiadomości dotyczących „agresji” dzikich zwierząt, „ataków” wilków, niedźwiedzi czy dzików, można spodziewać się jednego. Zaraz ktoś powie: strzelać, należy strzelać. Koegzystencja człowieka z innymi gatunkami od wieków jest mocno zaburzona. We współczesnym świecie oparta jest na agresji, strachu, manipulacji i niezrozumieniu, kim tak naprawdę jesteśmy. W szkole nie uczy się dzieci szacunku dla życia innych istot zamieszkujących razem z nami planetę. Nie ma lekcji ekologii, z rzadka są lekcje etyki, zresztą nieobowiązkowe. Za to czasami pojawiają się mili panowie w ładnych mundurach i opowiadają dzieciom o myślistwie. W tych opowieściach myśliwy jest jak dobry ojciec, kochający wujek, który dokarmia zwierzęta i równocześnie nie pozwala im atakować ludzi. Cały czas uczymy się „zarządzać przyrodą”, grać życiem zwierząt jak w wielkiej grze planszowej. Wyznaczamy im coraz mniejsze tereny, nie szanujemy ich życia, nie gwarantujemy im przestrzeni życiowej tylko dla nich. Uzurpowaliśmy sobie prawo do posiadania świata i decydowania za innych. Równocześnie ciągle dokonujemy klasyfikacji zwierząt podług naszych potrzeb i upodobań. Gołębie przestały nam się podobać, odkąd pojawiła się poczta, a potem e-mail. Dlatego gruchają jakoś tak mało ładnie i nie przedstawiają takiej wartości jak kanarki w klatce. Próbujemy zatem wyczyścić miasta z gołębi nazywanych często latającymi szczurami. Tym samym i szczury, i gołębie zostają zdeprecjonowane. Kolce na parapetach i trutki na ulicach wyznaczają standard naszych relacji z innymi gatunkami.

Współdzielenie ziemi nie wychodzi nam najlepiej. Bardzo szybko zapomnieliśmy, że jesteśmy gatunkiem tylko jednym z wielu. Pomiędzy nami a innymi zwierzętami istnieją różnicę w budowie ciała oraz w zdolnościach intelektualnych i kulturowych tylko że różnice nie dają żadnych prerogatyw do deprecjonowania czy pogardy. Różnica nie jest wartością, nie wyznacza żadnej aksjologicznej skali. To tylko biologiczne fakty różnic pomiędzy poszczególnymi gatunkami.

Bycie razem z innymi istotami żyjącymi na tej ziemi powinno stanowić najbardziej naturalny sposób egzystowania. Tymczasem zbudowaliśmy bardzo dużo kulturowych narracji, filozoficznych koncepcji, ekonomicznych założeń usprawiedliwiających nie tylko separacje człowieka od świata przyrody, lecz także nasze okrucieństwo. Rozwijając kulturę i cywilizację, nie robimy nic, żeby rekompensować zwierzętom innych gatunków nasz rozwój. Budując nowe dzielnice, nie myślimy o zwierzętach żyjących tam wcześniej. Butki dla jeży, przejścia dla płazów i gadów, domki lęgowe dla ptaków, poidełka, zachowanie dzikich terenów, nienaruszanie przestrzeni żerowania i lęgu to nie są standardy i nie należą do architektonicznego kanonu. Planując miasto, myślimy tylko o naszym gatunku, zapominamy że współdzielimy i współżyjemy z innymi.

Wilki nie są dzikie i nie czyhają na człowieka, tak samo jak dziki nie wchodzą bezczelnie tam, gdzie nie są zapraszane, a gołębie i szczury nie są złośliwymi dostawcami zarazków i choroby. Człowiek nie jest wyjątkowy. Jest odmiennym gatunkiem. Tylko tyle. Dlatego nic nie usprawiedliwia, że nawet nie próbujemy budować wspólnej przestrzeni, gdzie miasto byłoby wielogatunkowe. Dlatego nic nie tłumaczy naszego oddzielania się od zwierząt i traktowania ich jako obcych. Zarówno gatunek homo sapiens, jak i przedstawiciele innych gatunków mają takie samo prawo do życia i zajmowania terenów. Planeta Ziemia jest wspólnym domem. Współbycie, kooperacja, bycie dla innych tak naprawdę jest naturalne. Wystarczy tylko nie budować antropocentrycznych murów. Łączy nas przecież tyle: życie i wspólna planeta. Czas zatem na wielogatunkowe myślenie o mieście i o świecie.

  • Tekst: Joanna Hańderek
  • Ilustracje: Yana Makukh
  • Tekst ukazał się w numerze 12/2025-1/2026 Magazynu VEGE
WSPIERAM10 zł WSPIERAM25 zł WSPIERAM50 zł