Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Można, ale nie trzeba

listopad 25 2025

Twórcy aplikacji na smartfony starają się dotrzeć do wszystkich potencjalnych użytkowników, również do wegan.

Znacie na pewno ten dowcip: Po czym poznać weganina? Po niczym, sam wam o tym powie. Śmieszne, ale też trochę prawdziwe. A jeżeli tak jest, to postanowiliśmy sprawdzić, czy rynku są aplikacje na telefony, które mogą pomóc weganom w codziennym życiu. Ważna uwaga: na tej liście znajdują się głównie aplikacje darmowe, ale musicie pamiętać, że jeżeli coś jest za darmo, to produktem jesteście Wy i Wasza uwaga. Dlatego w tych aplikacjach spotkacie reklamy.

Happycow

Tej aplikacji raczej nie trzeba przedstawiać weganom. Jest największa, najbardziej znana, a jej logo można znaleźć na drzwiach restauracji na całym świecie. Happycow pozwala szukać wegańskich lokali w najbliższej okolicy. Mało tego, są tam też wpisane restauracje, które nie są stricte roślinne, ale w swoim menu mają takie opcje. Ma tylko jeden minus, ten sam, który ma też Google Maps – restauracje nie są aktualizowane. Właściciele takich miejsc wiedzą, że należy się zarejestrować w HappyCow, ale zapominają się wypisać, kiedy zamkną swój lokal. Wielokrotnie spotykałem się z sytuacją, kiedy szedłem do knajpy wskazanej w HappyCow, ale jej już tam nie było. To problem nie tylko w Polsce, podobne zdarzenia miałem w Goteborgu, Wiedniu czy Rzymie. Jest jednak na to sposób: po znalezieniu interesującej nas restauracji odnajdźmy ją na Instagramie lub Facebooku. Jeżeli w ciągu ostatnich miesięcy nie publikowano tam żadnych postów, to raczej warto wrócić do HappyCow i poszukać kolejnego lokalu.

Zobacz apkę

Abillion

Już po uruchomieniu wita nas film z radosną owieczką Callie i informacją, że używając tej aplikacji, pomagamy zwierzętom hodowlanym żyć na wolności. Wchodzimy i mamy właściwie wszystko, co weganom jest potrzebne. Po pierwsze mapa z restauracjami, chociaż nie tak rozbudowana jak HappyCow. Kolejna sekcja to sklep online z wegańskimi produktami – ubrania, kosmetyki, rękodzieło, a nawet pokój w wegańskim hotelu. Co istotne, w tej sekcji obecne są nie tylko sklepy –swoje produkty, np. obrazy czy biżuterię, mogą oferować także użytkownicy. Poprzez Abillion można też wspierać prozwierzęce organizacje.

Działa to trochę jak klasyczne medium społecznościowe. Możemy dodać zdjęcie naszej kolacji lub jakiegoś wegańskiego produktu, który właśnie znaleźliśmy w sklepie. Samo publikowanie postów nie jest może najłatwiejsze, bo aplikacja oczekuje, że napiszemy, gdzie produkt został kupiony, trzeba o nim napisać co najmniej 50 znaków, ale na końcu można wymieniać się swoimi wegańskimi refleksjami z użytkownikami z całego świata.

Zobacz apkę

Dr. Greger’s Daily Dozen

Aplikacja powstała jako dodatek do książki dra Michaela H. Gregera „Jak nie umrzeć przedwcześnie” (wywiad z nim pojawił się w „Vege” 4/2021). Twórca wychodzi z założenia, że lekarze dobrze sobie radzą z leczeniem chorób ostrych, za to dużo gorzej z tymi przewlekłymi. Zdaniem dra Gregera kluczowa jest tu zmiana diety i codziennych przyzwyczajeń. Sama apka ma formę kalendarza, który przypomina o realizacji niezbędnych, codziennych zadań, aby zapewnić sobie dłuższe życie. Wśród nich jest oczywiście jedzenie warzyw, owoców i strączków.

Zobacz apkę

Veggly

Aplikacja randkowa, która co do zasady jest podobna do każdej innej dostępnej na rynku (poświęciliśmy im więcej miejsca w „Vege” 2/2025). Veggly opiera się przede wszystkim na zdjęciach użytkowników. Tutaj jednak już na pierwszym planie jest informacja, czy dana osoba jest na diecie wegańskiej, wegetariańskiej czy może znajduje się w okresie przejściowym. Zakładając konto, możemy zaznaczyć, że jesteśmy skłonni pomóc drugiej osobie przejść na dietę roślinną. Tym, co prawdopodobnie wyróżnia tę aplikację od innych serwisów randkowych, jest to, że w Veggly jest więcej użytkowniczek niż użytkowników. W opcji darmowej pojawia się bardzo dużo reklam.

Zobacz apkę

Grazer

To również aplikacja randkowa, ale zupełnie darmowa. Nie ma w niej żadnych reklam ani specjalnych pakietów premium, które zwiększają widoczność konta. Jest skierowana stricte do wegan, wegetarian lub osób preferujących kuchnię opartą na roślinach. Już na samym początku deklarujemy, czy szukamy w aplikacji relacji romantycznej czy przyjaźni. Minusem jest niewielka liczba użytkowników. W promieniu 100 km od Warszawy aplikacja znalazła tylko kilku mężczyzn i kilkadziesiąt kobiet.

Zobacz apkę

V-Pal

Aplikacja do sprawdzania produktów. Powstała zagranicą, więc liczba towarów z Polski jest niepełna, ale dość duża. V-Pal wyróżnia się tym, że pomaga w dylematach początkujących wegan. Możemy tutaj wpisać dowolny składnik produktu i dostaniemy informację, czy produkt jest wegański czy wegetariański. Znajdziemy też tam skaner kodów kreskowych. Jeżeli tylko produkt jest w bazie, to dowiemy się, czy jest wegański. Jednocześnie sprawdzimy, ile jest w nim cukru, soli, tłuszczu i czy jest to poziom składników dobry dla naszego zdrowia. V-Pal zawiera też mapę restauracji roślinnych, ale ta jest bardzo uboga. Nie pokazuje w Warszawie ani jednego lokalu bezmięsnego. Niestety to aplikacja w języku angielskim, więc nazwy składników trzeba wpisywać w tym języku.

Zobacz apkę

Vegalyzer

Chcielibyście sprawdzić, czy produkt jest wegański, ale skład został napisany takim maczkiem, że nie możemy tego odczytać? Vegalyzer przychodzi z pomocą. Wystarczy, że zrobimy zdjęcie składu i otrzymamy całkiem sensowną rozpiskę. Aplikacja radzi sobie nawet ze składami w języku polskim, ale odpowiedzi wysyła po angielsku.

Być może Vegalyzer jest bardziej wymagający niż potrzeba. W ramach testu zeskanowałem mus orzechowy z Rossmanna, który według deklaracji producenta jest wegański. Aplikacja zaznaczyła, że może tak nie być. Zwróciła uwagę, że jednym ze składników jest cukier trzcinowy, który może być zbierany przy użyciu zwierząt. To oczywiście jest możliwe, ale dziś już naprawdę bardzo rzadko spotykane. Na wielkich plantacjach trzcinowych używa się maszyn, które są szybsze.

Zobacz apkę

Deliciously Ella

Kompleksowe narzędzie dla osoby, która potrzebuje wsparcia we wdrożeniu dobrych nawyków zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Aplikację założyła znana brytyjska blogerka kulinarna Ella Mills, która promowała dietę opartą na roślinach. Ta aplikacja poszła jednak trochę dalej, bo oprócz 2 tys. przepisów kulinarnych ma też kilkaset zestawów ćwiczeń (np. treningi yogi czy pilates z udziałem samej Elli), a także medytacje, ćwiczenia oddechowe, historie na dobranoc czy dźwiękowe tła do relaksu.

Ciekawie wygląda opcja tzw. planów. Wyjaśnię to na przykładzie siedmiodniowego „Feel better plan”: na każdy dzień zaplanowane są konkretne potrawy na różne pory dnia, oferowane sesje ćwiczeń, a na koniec dnia na użytkowników czeka kojąca sesja dźwiękowa ułatwiająca zasypianie. W zależności od wybranego planu żywieniowego w aplikacji od razu powstaje lista zakupowa, która podpowiada, co trzeba kupić, żeby przygotować te wszystkie dania. Niestety darmowa jest tylko okrojona wersja siedmiodniowa. Później za dostęp trzeba płacić 30,99 zł miesięcznie lub 169,99 zł za cały rok.

Zobacz apkę

Wątpliwości

Oczywiście podobnych aplikacji dla wegan jest wiele więcej. Natrafiłem np. na taką do układania treningów na siłowni. Problem polegał na tym, że okazała się narzędziem komunikacji trenera z USA, który podobno rozpisuje indywidualny trening pod nasze wegańskie potrzeby i oczekiwania. Tylko koszt korzystania z tej apki zaczyna się od 500 dol.

Po co to komu? W różnych aplikacjach dotyczących diety weganie mogą zaznaczyć opcję „plant based”. W serwisach randkowych można napisać, na jakiej jest się diecie i że szuka się osoby o podobnym podejściu. Z kolei w narzędziach do odczytywania składów produktów możemy sami wyłapać składniki odzwierzęce. Zresztą czytania składów produktów weganie uczą się bardzo szybko. Również pod innymi względami spokojnie sobie poradzą, dostosowując popularne aplikacje do własnych potrzeb, albo nawet nie korzystając z nich w ogóle.

  • Tekst: Kamil Szwarbuła
  • Tekst ukazał się w numerze 12/2025-1/2026 Magazynu VEGE