Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Niewidzialni, głodni akceptacji

październik 28 2025

Zaburzenia odżywiania od lat są kojarzone z kobietami, a męskie doświadczenia pozostają niezauważone.

Wyobraźmy sobie bohaterów dwóch różnych historii. Pierwsza może być znajoma. Nastolatka siedzi w swoim pokoju, patrzy na siebie w lustrze z niezadowoleniem. Ma niestabilną relację z jedzeniem i ze swoim ciałem. Właśnie taki obraz najczęściej jest naturalnym skojarzeniem, gdy mówimy o zaburzeniach odżywiania. W drugiej historii pojawia się inny bohater – 30-latek biegnący po pracy na siłownię w obawie przed wyrzutami sumienia z powodu opuszczonego treningu. Odmawia sobie kolacji, która ma „za dużo kalorii”.

Na zewnątrz widać jego dyscyplinę, trzymanie się zdrowych nawyków, wytrwałość, a wewnątrz zmaga się dzień w dzień z poczuciem, że jego ciało nigdy nie będzie wyglądać wystarczająco dobrze.

To właśnie druga historia dużo rzadziej, o ile w ogóle, trafia do naszej świadomości. Tymczasem coraz więcej mężczyzn doświadcza trudności związanych z jedzeniem i postrzeganiem własnego ciała. Te problemy przybierają czasem formę kompulsywnego objadania się, kiedy indziej może to być obsesja na punkcie sylwetki, intensywnych treningów i restrykcyjnej diety. Jedzenie z jednej strony staje się sposobem ukojenia trudnych emocji, z drugiej zamienia się w narzędzie kontroli.

Mężczyźni rzadko mają przestrzeń, by o tym mówić. Nawet jeśli mają możliwość podzielenia się swoimi troskami, często nie czują się gotowi, by z niej skorzystać. „To nie jest męski problem” – słyszą w swoim otoczeniu, ale też… we własnej głowie. Z jednej strony padają komentarze typu „nie wymyślaj, idź na siłownię”, a z drugiej pojawia się w ich głowach myśl „powinienem sobie z tym radzić sam, inaczej wyjdę na słabego”. To właśnie zewnętrzna presja i autocenzura sprawia, że mężczyźni potrafią latami nosić w sobie wstyd i poczucie, że ich cierpienie nie jest tak ważne.

Niewidzialny problem

Mężczyźni od najmłodszych lat uczą się, że mówienie o swoich słabościach nie jest mile widziane i akceptowane. „Weź się w garść”, „nie becz jak baba”, „nie bądź mięczakiem”… Słowa te potrafią zapaść w pamięci naprawdę długo. Nie dziwi więc to, że sytuacji kryzysu, trudnej relacji z jedzeniem czy własnym ciałem mężczyźni rzadko szukają pomocy. W ich przekonaniu nie jest to „męskie” podejście do problemu.

Czynnikiem, który dodatkowo wzmacnia niewidzialność męskich zaburzeń odżywiania, są stereotypy. Ten problem kojarzony jest z kobiecością, a próby podjęcia rozmowy na ten temat przez mężczyznę mogą zostać skwitowane żartem. Człowiek zmagający się z zaburzeniami odżywiania może usłyszeć: „przestań marudzić, facetowi parę kilo nie zaszkodzi”, „idź na siłownię, to ci przejdzie” albo „to problem dziewczyn z Instagrama, a nie dorosłych mężczyzn”. Im częściej mężczyzna z zaburzeniami odżywiania słyszy krytyczne komunikaty, tym bardziej umacnia się w przekonaniu, że lepiej będzie milczeć niż narazić się na kpiny. Niektóre życzliwe komentarze, takie jak „świetnie wyglądasz, rzadko kto ma taką dyscyplinę” mogą paradoksalnie utrwalać błędne przekonania, że kontrola i rygor są jedynym słusznym sposobem dbania o siebie. W rezultacie problem nie tylko jest bagatelizowany, lecz także wywołuje poczucie wstydu. Trudno jest przecież przyznać się do czegoś, co według innych nie istnieje albo jest traktowane jako „wymyślanie” czy też coś zabawnego.

 

Oblicza cierpienia

Jednym z najczęstszych doświadczeń, o którym wciąż za mało się mówi, jest kompulsywne objadanie się. W tym przypadku jedzenie pełni funkcję nagrody po ciężkim dniu, lekarstwa na stres, sposobu na uciszenie samotności, chociaż na chwilę. Potem przychodzi jednak poczucie winy i obietnica, że już jutro będzie inaczej. To błędne koło niszczące nie tylko zdrowie fizyczne, lecz także poczucie własnej wartości.

Innym zaburzeniem jest bigoreksja, czyli obsesja na punkcie umięśnionej sylwetki. Mężczyzna jest wtedy przekonany, że jego ciało nie jest wystarczająco wyrzeźbione i silne. Spędza godziny na siłowni, skrupulatnie liczy spożywane białko i kalorie, eksperymentuje z suplementami, czasem też ze sterydami. To, co z zewnątrz wygląda na zdrowy styl życia i dyscyplinę, dla chorującego jest nieustanną presją i poczuciem, że jego ciało jest niewystarczająco umięśnione. W tle często wybrzmiewają doświadczenia z dzieciństwa – bycie przezywanym i wyśmiewanym w szkole albo porównywanie się do silniejszych rówieśników na podwórku. To, co kiedyś bolało, dzisiaj jest „naprawiane” masą mięśniową, choć emocjonalna rana wciąż pozostaje otwarta.

Warto wspomnieć także o ortoreksji, czyli nadmiernym skupianiu się na spożywaniu zdrowego jedzenia, prowadzącym do poważnych ograniczeń żywieniowych, a w konsekwencji niedoborów składników odżywczych. Początki wyglądają niewinnie i rozsądnie – człowiek rezygnuje z fast foodów, wybierając zdrowsze produkty. Uważniej czyta etykiety. Z czasem jednak lista „dozwolonej” żywności robi się coraz krótsza, a każdy kolejny posiłek wiąże się z napięciem i lękiem. Spotkania towarzyskie stają się koszmarem, w którym żadna restauracja nie jest w stanie spełnić wszystkich rygorystycznych zasad chorego. Radość ze wspólnie spożywanego posiłku zamienia się w izolację i obsesyjną kontrolę.

Nie można też zapominać o anoreksji i bulimii, które choć występują u mężczyzn rzadziej niż u kobiet, również są realnym problemem. W przypadku mężczyzn objawy bywają trudniejsze do wychwycenia. Głodówki, nadmierne ćwiczenia czy restrykcyjne diety łatwo jest ukryć pod pretekstem dbania o formę. Środowisko chorego potrafi postrzegać takie zachowania jako godne naśladowania, nie widząc, że pod nimi kryje się lęk, poczucie braku kontroli, życiowego sensu i walka z własnym ciałem. Dla mężczyzny nie jest to kwestia wyglądu, tylko mechanizm przetrwania w świecie, który nie daje mu przestrzeni na słabość i wrażliwość.

Mężczyźni doświadczają różnorodnych zaburzeń odżywiania, które mają podobne przyczyny. Czasem zaczyna się od uprawiania sportu, w którym masa ciała lub sylwetka decydują o wynikach. Innym razem to kompleksy obecne od dzieciństwa, słuchanie żartów o swoim brzuchu czy wątłych ramionach. Niekiedy jest to wpływ mediów społecznościowych, bombardujących chłopców i mężczyzn obrazami „idealnych” ciał i przekazem, że tak właśnie powinni wyglądać.

Konsekwencje milczenia

Zaburzenia odżywiania są procesem, który stopniowo wkrada się w każdą sferę życia. Organizm staje się coraz bardziej osłabiony, pojawiają się problemy z koncentracją, zaburzenia hormonalne, bóle mięśni czy problemy trawienne. Sygnały alarmowe mogą być długo niewidoczne dla otoczenia, ponieważ są przykryte zaangażowaniem w sport, samokontrolą i mylnie rozumianym dbaniem o zdrowie.

Nie można również zapominać o równie poważnych konsekwencjach psychicznych. Zaburzonej relacji z jedzeniem towarzyszą wstyd, samotność i codzienna krytyka samego siebie. Z czasem jedzenie, które dawało energię i łączyło się z przyjemnością, staje się źródłem lęku i izolacji społecznej. Spotkania towarzyskie, rodzinne obiady i wspólne wyjścia na miasto schodzą na dalszy plan, bo spontaniczne, niekontrolowane jedzenie rodzi panikę w umyśle chorującego.

Niektórzy uważają, że lepiej poradzić sobie z kryzysem samemu za pomocą kolejnej diety, rygorystycznych treningów i samokontroli. Te metody nie prowadzą jednak do rozwiązania problemu, tylko jeszcze mocniej wpędzają w błędne koło zaburzeń. Do tego dochodzi bariera społeczna, ponieważ, jak wspomniano, zaburzenia odżywiania postrzegane są jako „kobiece”. Czasem lekarze, bliscy, a nawet sami pacjenci długo nie są w stanie rozpoznać, co tak naprawdę się z nimi dzieje. Tymczasem pierwsze sygnały można wychwycić. Kolejna odmowa wspólnego posiłku, przesadna koncentracja na treningach, wyczerpujące ćwiczenia fizyczne, lęk przed „niedozwolonym” jedzeniem czy wycofanie się z życia towarzyskiego mogą być cichym wołaniem o pomoc. Im szybsza będzie nasza reakcja, tym większa szansa, że problem nie zdąży się pogłębić. Z pozoru zwykła rozmowa, okazanie troski i wsparcia mogą naprawdę pomóc.

Zdrowienie

Wyjście z zaburzeń odżywiania nigdy nie jest proste. Najważniejszym i jednocześnie najtrudniejszym krokiem jest przełamanie milczenia i przyznanie przed sobą samym, że problem nas dotyka, a potem podzielić się swoimi emocjami z kimś bliskim i zaufanym. Dla wielu mężczyzn ten moment jest trudniejszy niż jakakolwiek dieta czy rygorystyczny trening, bo jest przeciwieństwem dotychczasowych przekonań o radzeniu sobie samemu za wszelką cenę, kosztem swojego zdrowia. W rzeczywistości proszenie o pomoc w wyjściu z zaburzeń odżywiania nie jest oznaką słabości mężczyzny, tylko najodważniejszym gestem, na jaki może się zdobyć.

Leczenie zaburzeń odżywiania najczęściej jest połączeniem kilku elementów: psychoterapii, opieki medycznej, wsparcia rodziny i przyjaciół. Terapia otwiera przestrzeń, w której mężczyzna może nazywać emocje ukryte wcześniej pod obsesją kontroli albo napadami objadania się i wreszcie powiedzieć głośno o swoich lękach, trudnościach i słabościach. Dla wielu chorych kluczowe jest też wsparcie bliskich, którzy nie oceniają, nie patrzą na zaburzenia odżywiania powierzchownie, tylko towarzyszą w całym procesie i wysyłają sygnał „nie jesteś z tym sam”.

Zdrowienie nie jest tylko odzyskaniem fizycznego balansu, lecz powrotem do zwyczajnych chwil, które już nie wywołują lęku. Wspólny obiad z rodziną bez wewnętrznego napięcia, kolacja z przyjaciółmi bez liczenia kalorii, spokój po treningu zamiast wcześniejszych wyrzutów sumienia. Te codzienne doświadczenia są dowodem na to, że jedzenie ponownie stało się przyjemnością.

Tak naprawdę zaburzenia odżywiania nie mają płci. Przybierają za to różne oblicza, które mogą mieć te same podstawy: lęk, niskie poczucie własnej wartości, samotność. Tak długo jak społeczeństwo patrzy na zaburzenia odżywiania przez pryzmat stereotypów, mężczyźni będą czuli się niewidzialni ze swoim cierpieniem, wstydem i potrzebą wsparcia.

Pamiętajmy, że zaburzenia odżywiania są jedynie wierzchołkiem góry lodowej, pod którą kryją się trudne emocje. Często są to właśnie uczucia, których mężczyzna nie miał okazji nazwać i przeżyć. Złość, lęk i poczucie osamotnienia łatwiej jest zamienić w kolejne godziny na siłowni czy napad objadania niż skonfrontować się z nimi i powiedzieć o nich głośno. Ciało staje się wtedy narzędziem wyrażającym to, czego nie wolno ubrać w słowa. Gdy przestaniemy patrzeć na zaburzenia odżywiania przez pryzmat płci, otworzymy drzwi do rozmowy, w której nie ma miejsca na wstyd. To właśnie tam kryje się początek zmian.

  • Tekst: Astrid Brojanowska
  • Tekst ukazał się w numerze 11/2025 Magazynu VEGE