Pierwszy miesiąc prenumeraty cyfrowej za 5 złzamawiam

Logowanie

Wyjazd bez wycia

czerwiec 27 2025

Przygotowania psa do podróży to wiele więcej niż spakowanie miski. Rezerwacja miejsca w hotelu dla zwierząt kilka dni przed wyjazdem opiekunów to też nie jest rozwiązanie.

Niektóre sprawy – jeśli przegapimy odpowiedni moment – mogą się okazać nie do nadrobienia. Ta rada dotyczy właściwie każdego aspektu przygotowań, o których będzie mowa dalej: nie zostawiajmy wszystkiego na ostatnią chwilę. Przypomniała mi się konsultacja z opiekunami suczki Maszy, która źle reagowała na zatłoczone miejsca i często szczekała na ludzi. Była też dość bojaźliwym psem. Jej opiekunowie w kolejnym tygodniu chcieli wyjechać na wakacje i mieli już wykupiony pobyt w Chorwacji.

Wiązało się to zatem z przebywaniem suczki w zatłoczonych miejscach: na promenadzie, na plaży, w kawiarniach i restauracjach. Już po pierwszych zdaniach, które wypowiedzieli opiekunowie, wydawało mi się to oczekiwaniem nie do spełnienia: skoro Masza nie radzi sobie na warszawskim Starym Mokotowie, to jakim cudem ma dobrze się czuć w głośnym kurorcie? Gdy zwróciłem na to uwagę, opiekunowie zapytali, jaki wobec tego polecam hotel dla psa.

Zostawić nieprzygotowaną lękową Maszę z obcymi osobami to pomysł równie ryzykowny.

To jest właśnie sytuacja, o której wspomniałem na początku: problem zostawiony na ostatnią chwilę. Prawdziwy klincz. Zdecydowanie wszelkimi trudnościami behawioralnymi warto zająć się dużo wcześniej, bo przecież nie są dla nas zaskoczeniem. Dzięki stosowaniu zaleceń behawiostyty, może także dzięki przepisanym lekom, stopniowo da się dojść do celu, jednak nie na już.

Zaplecze motoryczne

Dla mnie jako opiekuna, a nie behawiorysty, wakacje z psem nieodłącznie wiążą się z przestrzenią, eksploracją i aktywnym wypoczynkiem. Tak lubimy spędzać czas z moim Pesto. Ale czy zawsze wakacje powiązane z długimi wycieczkami będą odpowiednie dla psa? Intuicja podpowiada, że nie warto na takie eskapady zabierać seniora, który jest w złej kondycji albo schorowany. Co może być jednak pewnym zaskoczeniem, równie sceptyczny byłbym w stosunku do psa, który nie ukończył pierwszego roku życia. Szczeniakowi kształtują się stawy, dlatego całodzienne wycieczki nie będą dla niego zdrową aktywnością. Będzie miał na to jeszcze całe życie, ale przed ukończeniem przez niego roku lepiej się wstrzymać z intensywnym wysiłkiem.

Jeśli nie ma medycznych przeciwwskazań do wyjazdu, warto zadbać o przygotowanie kondycyjne psa, zwłaszcza jeśli na co dzień nie spędzamy z nim aktywnie czasu. Jeśli ograniczamy się głównie do krótkich „toaletowych” spacerów (czego swoją drogą nie polecam), nagła zmiana i codzienne pokonywanie wielu kilometrów może być dla naszego czworonoga dużym obciążeniem. Dlatego kilka tygodni – najlepiej dwa miesiące – przed wyjazdem warto stopniowo wydłużać codzienne spacery. W weekendy dobrze zaplanować dłuższe wypady do lasu, nad rzekę czy na łąki. Z tygodnia na tydzień warto delikatnie zwiększać dystans i czas aktywności, by pies miał szansę się przygotować do poważniejszego wysiłku.

Menu podróżników

Na co dzień warto się trzymać zaleceń karmienia spisanych na opakowaniu psiej karmy, ale wyobraźcie sobie moment, kiedy po całodziennej eskapadzie wracacie do kwatery i macie wrażenie, że zjedlibyście wszystko. Wasz pies jest w podobnej sytuacji. Jeśli dacie mu tyle jedzenia, ile zawsze, po wysiłku będzie zwyczajnie głodny. Nie bałbym się zwiększyć solidnie dziennej porcji o 30, a czasem nawet 40 proc. zapotrzebowania. Oczywiście wszystko zależy od rodzaju wysiłku. Po prostu obserwujcie, czy Wasz podopieczny nie jest głodny.

Pamiętajcie, by zabrać psu coś do zjedzenia w trasie. Można nawet zakupić specjalne wysokoenergetyczne przekąski, np. suszone mięso, które zaspokoją głód Waszego psa. Po chwili przerwy na posilenie się będziecie razem gotowi na dalszą drogę. Wiedzmy też o tym, aby nakarmić pupila minimum godzinę przed wyjściem. Umożliwia to właściwe trawienie i zapobiega potencjalnemu skrętowi żołądka. Podobnie po zakończonym dużym wysiłku warto poczekać pół godziny z posiłkiem.

Regeneracja

Odpoczynek to temat, któremu poświęcam bardzo dużo uwagi. Każdy pies powinien mieć w trakcie doby na co dzień kilkanaście godzin dobrego, głębokiego snu. Podczas całodziennej wyprawy ten porządek pewnie zostanie zaburzony, ale możemy zapewniać zwierzęciu odpoczynek w trakcie dnia. Zawsze staram się na wyjazd zabrać ze sobą coś, co mój pies rozpoznaje jako miejsce do odpoczynku, np. składaną matę. Do tego mamy komendę „posłanko”. Podczas postojów szukam ustronnego miejsca, rozkładam matę, daję komendę i Pesto często już po chwili ucina sobie drzemkę.

Jeszcze jedna rzecz: mniej więcej po dwóch aktywniejszych dniach zapewniłbym psu jeden dzień na leniuchowanie i regenerację. Po nim nasz towarzyszysz znów będzie gotów, aby ruszać na szlak.

Ekwipunek

Jako osoba, która zawodowo zajmuje się psami, jestem oczywiście psim gadżeciarzem. Jednym z podstawowych sprzętów jest dla mnie linka treningowa, polecam wykonaną z materiału biothane. Mój Pesto waży 12 kg i sprawdza nam się taka 7-metrowa, bez rączki. W wielu miejscach pies musi być na smyczy, a linka treningowa daje mu przestrzeń. Ten sprzęt ma jeszcze jedno dobre wykorzystanie: jeśli chcemy puścić psa, ale nie jesteśmy całkiem pewni, czy przybiegnie, możemy puścić linkę. Niech się ciągnie luzem, a jeśli nasze umiejętności przywołania zawiodą – zawsze możemy ją złapać lub nadepnąć. Dlatego właśnie lubię, aby linka była „ucięta”, bez rączki.

Kiedy puszczamy luzem psa, który będzie pędził np. 20 km/godz., koniecznie zakładamy mu szelki. Jeśli linka się zaplącze, zadziałają trochę jak pasy bezpieczeństwa. Na dłuższe eskapady zdecydowanie przyda nam się coś bardziej zaawansowanego. Sam nie ruszam się bez zestawu pas biodrowy, amortyzowana smycz i szelki. Dzięki pasowi uwolnicie ręce. Pokonując długi dystans, będziecie mogli swobodnie nimi poruszać i z pewnością wycieczka będzie dla Was mniej obciążająca. Co do smyczy amortyzowanych, ja zabieram zazwyczaj dwie – dłuższą na początek wyprawy i krótszą, która sprawdza mi się przy bardziej stromych podejściach, a także kiedy Pesto zaczyna się męczyć i trzyma się bliżej mnie. Krótsza smycz nie ciągnie się wtedy po ziemi.

Na dłuższe eskapady zawsze zabieram płaszcz przeciwdeszczowy. Narażenie psa na powrót w strugach deszczu na pewno będzie dla niego sporym dyskomfortem (który na pewno zapamięta), a nawet może się skończyć chorobą. Postawmy się w jego sytuacji i pamiętajmy nie tylko o okryciu dla nas.

Dokumenty

Istnieją formalności, którymi trzeba się zająć przed wyjazdem za granicę z psem i nie jest to coś, co można załatwić na ostatnią chwilę – sam się o tym przekonałem. Koniecznie pomyślcie o tym wcześniej. Żeby wyrobić paszport psu, nasz podopieczny musi być zaczipowany. W dniu wystawienia dokumentu zwierzę musi też zostać zaszczepione przeciwko wściekliźnie – nawet jeśli było szczepione kilka dni wcześniej, konieczne będzie podanie kolejnej dawki. Dopiero wtedy można uzyskać paszport. Tu uwaga: szczepienie przeciwko wściekliźnie zaczyna być ważne dopiero po 21 dniach. To oznacza, że jeśli dziś lekarz wystawi paszport i zaszczepi psa, możecie wyjechać dopiero za trzy tygodnie.

Wyjątkiem są zwierzęta, które mają już paszport i były szczepione regularnie – jeśli nie było przerwy, czyli szczepienia odbywały się maksymalnie co 12 miesięcy, to zachowują ważność, ale spóźnienie choćby o jeden dzień oznacza utratę tej ciągłości i konieczność ponownego odczekania 21 dni.

Niektóre kraje wymagają dodatkowego zaświadczenia o poziomie przeciwciał przeciwko wściekliźnie – tzw. miareczkowania. W takim przypadku psa należy najpierw zaszczepić i nie wcześniej niż 30 dni po szczepieniu i nie później niż trzy miesiące przed planowanym wyjazdem pobiera się krew do badania. Po uzyskaniu pozytywnego wyniku wydawany jest certyfikat, który zachowuje ważność, o ile szczepienia są regularnie odnawiane bez żadnych przerw.

Warto też sprawdzić, czy kraj, do którego się wybieracie, nie wymaga odrobaczenia. Przykładowo Wielka Brytania oczekuje, że pies zostanie odrobaczony środkiem zawierającym prazykwantel nie wcześniej niż 120 godz. i nie później niż 24 godz. przed przekroczeniem granicy. Te wymogi mogą się zmieniać, dlatego najlepiej każdorazowo sprawdzić aktualne przepisy na stronie Głównego Inspektoratu Weterynarii lub skonsultować się z lekarzem.

Zdrowie na wyjeździe

Osobny temat to kleszcze. Jest ich coraz więcej, ponieważ ociepla się klimat. Skuteczną ochroną są preparaty zawierające izoksazoliny dostępne w postaci tabletek lub kropli. Działają szybko, choć nie natychmiast – warto je podać kilka dni przed wyjazdem, jeśli pies nie był wcześniej zabezpieczony. Te środki nie mają jednak właściwości odstraszających ani kleszcze, ani komary. Jeśli zależy Wam na pełnej ochronie, to można rozważyć dodatkowe preparaty w sprayu lub kroplach o działaniu repelencyjnym. Zawsze jednak warto wcześniej skonsultować to z lekarzem weterynarii – łączenie różnych środków wymaga ostrożności, by nie zaszkodzić psu.

Warto mieć zawsze pod ręką apteczkę, nawet jeśli wybieracie się tylko na krótki wypad. Znajoma lekarka weterynarii doradziła mi, co powinno się w niej znaleźć: przyrząd do usuwania kleszczy, środek do dezynfekcji ran, podstawowe materiały opatrunkowe – gaza, bandaż, plaster bez opatrunku, leki przeciwbiegunkowe, przeciwbólowe lub przeciwgorączkowe (po wcześniejszej konsultacji z naszym weterynarzem), a także zapas leków, które nasz zwierzak przyjmuje na stałe.

Transport

Kiedy podróżujecie z psem samochodem, koniecznie zadbajcie o bezpieczeństwo! Sam najczęściej zapinam Pesto specjalnymi pasami do szelek samochodowych. Takie zestawy są łatwo dostępne w sklepach zoologicznych i naprawdę warto z nich korzystać. Pasy nie tylko zabezpieczają psa w razie wypadku samochodowego, lecz także chronią go podczas gwałtownego hamowania – działają dokładnie tak, jak w przypadku ludzi.

Moja wspólniczka poszła o krok dalej – dostosowała bagażnik swojego samochodu do potrzeb dwóch psów. Zamontowała specjalną podłogę i kratkę oddzielającą przestrzeń bagażową od reszty auta. To rozwiązanie daje psom dużo swobody, a jednocześnie zapewnia im pełne bezpieczeństwo. Alternatywą może być klatka kennelowa – prostsza do zastosowania, ale też skuteczna, jeśli chodzi o ochronę psa w trakcie jazdy. Co więcej, można wykonać specjalną klatkę pod wymiar pojazdu.

Jeśli Wasz podopieczny źle znosi jazdę i ma skłonność do wymiotów, nie karmcie go przed podróżą. Pomocne mogą być też leki na chorobę lokomocyjną – dla psów dostępny jest m.in. preparat weterynaryjny w tabletkach zawierający maropitant. Z kolei jeśli zwierzak nie wymiotuje, ale jest wyraźnie niespokojny – dyszy, piszczy, nie może się uspokoić – warto rozważyć zastosowanie preparatów uspokajających. Na rynku dostępnych jest wiele środków o różnej sile działania, dlatego najlepiej skonsultować ich wybór z lekarzem weterynarii, który dobierze odpowiedni preparat do temperamentu i potrzeb psa. Warto jednak pamiętać, że jeśli zajmiemy się tym problemem odpowiednio wcześnie, możemy wiele osiągnąć dzięki współpracy z behawiorystą. Celem takiej terapii jest pokazanie psu, że podróż samochodem nie tylko jest bezpieczna, ale może też się wiązać z przyjemnościami. Dlatego warto od początku oswajać czworonoga z jazdą autem i budować pozytywne skojarzenia z podróżą.

Rozłąka

Czasem nie możemy psa zabrać ze sobą. Wtedy z pomocą może przyjść hotelik. Dla zwierzaka to też mogą być wakacje, a nie przymusowy pobyt w przechowalni. Dobry hotel jest miejscem, w którym pies może przyjemnie spędzić czas bez opiekunów. Kluczowe jest odpowiednie przygotowanie: warto zarezerwować miejsce z wyprzedzeniem, zaplanować wizytę zapoznawczą i pobyt adaptacyjny, by pies poznał nowe otoczenie, zanim zostanie tam na dłużej. Dobrym pomysłem może być też wcześniejsze przywiezienie go do hotelu, zanim rozpocznie się pakowanie i cały wakacyjny rozgardiasz, który często buduje napięcie.

Zdarza się, że w sezonie opiekunowie dzwonią do hotelu w ostatniej chwili, bo „ciocia się rozmyśliła” i trzeba pilnie znaleźć miejsce „na jutro”. Tymczasem warto pamiętać, że najlepsze miejsca mają ograniczoną liczbę miejsc. Hotelik powinien być kameralny, aby personel mógł poświęcić każdemu psu możliwie dużo uwagi. Dobrze, jeśli standardem są codzienne spacery poza teren, o ile pozwala na to pogoda i charakter lokatorów. W samym hotelu przydaje się dostęp do ogrodu, zabawy węchowe, kontakt z innymi psami i przestrzeń do swobodnego bycia.

Moja znajoma, która prowadzi taki hotelik, mówi wprost: Stawiam na opiekunów, którzy chcą budować relację ze swoim psem, którzy pytają, jak będzie wyglądał pobyt, co pies będzie robił, jak się czuje. Gdy ktoś dzwoni z pytaniem „czy pani mi przechowa psa”, odpowiadam: „nie mam miejsc”.

Autor dziękuje Dorocie Malewicz z Przychodni Weterynaryjnej Betka, Iwonie Michalik ze sklepu Hopdog oraz Eli Bazgier z pensjonatu dla psów Pani Bysia za pomoc w powstawaniu tego poradnika.

  • Tekst i zdjęcia: Bartek Kozłowski (Hauvard)
  • Tekst ukazał się w numerze 7-8/2025 Magazynu VEGE