Jeżeli myślisz, że twój ciepły i miły w dotyku wełniany sweter jest etyczny, to mamy złą wiadomość: masowa hodowla i eksploatacja owiec łączy się z cierpieniem zwierząt.
Spróbujmy potraktować wełniany szalik wydobyty jesienią z szafy albo bieliznę termiczną z wełny nowozelandzkich merynosów jak Proustowską magdalenkę. Co się ukaże, gdy pozwolimy swobodnie płynąć strumieniowi skojarzeń? Kultura popularna podsunie prawdopodobnie rysunkową postać baranka Shauna wraz z całym jego uniwersum.
Czytelnik zobaczy stado owiec z Glenkill, które w powieści kryminalnej Leonie Swann „Sprawiedliwość owiec” próbuje rozwiązać zagadkę zabójstwa swojego pasterza. Zwierzęta są tam zindywidualizowanymi i zantropomorfizowanymi bohaterami, właściwie prawie ludźmi żyjącymi w stadzie jak w określonym układzie społecznym. Inny czytelnik przypomni sobie „Przygodę z owcą” Harukiego Murakamiego, w której zwykły bohater zostaje wplątany w poszukiwanie tajemniczej owcy z przynoszącą nieśmiertelność gwiazdą na grzbiecie i od tej chwili jego życie przestaje być zwyczajne.
Tradycja chrześcijańska podsunie wizerunek baranka jako symbolicznego przedstawienia Chrystusa i jego ofiary, czego jedną z wielu artystyczno-religijnych manifestacji jest np. Ołtarz Gandawski braci van Eyck, czyli „Adoracja Mistycznego Baranka”. Niektórzy z pewnością przypomną sobie jeszcze Dolly, urodzoną w Szkocji 5 lipca 1996 r. owcę, która jako pierwszy ssak została sklonowana z dorosłych komórek somatycznych. Fenomen Dolly był szeroko dyskutowany, bowiem wcześniej tę metodę uznawano za niemożliwą i eksperymentowano jedynie z klonowaniem ssaków z komórek pochodzących z zarodków. Dolly przeżyła niemal siedem lat i zdążyła urodzić sześcioro jagniąt.
Czy zakładając wełniany sweter, ktokolwiek pomyśli o statku Queen Hind wiozącym do Arabii Saudyjskiej 14 tys. owiec przeznaczonych na rzeź, który 24 listopada 2019 r. zatonął na Morzu Czarnym? Większość zwierząt zginęła okropną śmiercią. Gdyby zaś statek dopłynął, zostałyby zarżnięte w rzeźni.
Owca domowa (Ovis aries) to nazwa gatunku zwierzęcia z podrodziny koziorożców, udomowionego przez człowieka około 11 tys. lat temu. Jagnię to owca do około 6. miesiąca życia. Baran to samiec owcy – wykastrowanego nazywa się skopem, a jeżeli nie poddano go kastracji – trykiem. Owce są zwierzętami społecznymi, nawiązują relacje w stadzie, komunikują się ze sobą za pomocą różnych zmysłów. Badacze ustalili, że nie dość, że potrafią rozpoznawać innych przedstawicieli swojego gatunku oraz znanych sobie ludzi, to posiadają tę umiejętność nie tylko w bezpośredniej relacji, lecz także za pośrednictwem zdjęcia. Naukowcy z Uniwersytetu w Cambridge pokazywali zwierzętom fotografie m.in. Emmy Watson i Baracka Obamy, a te dzięki systematycznemu treningowi nauczyły się je rozpoznawać, także w ujęciach wykonanych pod innym kątem. Ocenia się, że pod tym względem możliwości poznawcze owiec są zbliżone do ludzi i innych naczelnych.
Potoczne wyobrażenia na temat hodowli owiec to obrazy górskich hal, na których latem owce skubią trawę, pilnowane przez wierne psy pasterskie. W tej wizji zwierzęta otoczone są troskliwą opieką baców, którzy w odpowiednim momencie strzygą je, a z uzyskanej wełny gaździny robią swetry i ciepłe skarpety. W tle odbywa się ręczna produkcja bryndzy i oscypków. Ma to tyle wspólnego z rzeczywistością, ile obraz szczęśliwej krowy z reklamy mleka czy masła, z tą różnicą, że masowy chów owiec prowadzony jest przede wszystkim po drugiej stronie globu, a zwierzęta są wypasane na powietrzu i w przeciwieństwie do krów nie są trzymane przez dłuższy czas w zamknięciu hal produkcyjnych.
W latach 80. XX w. w Polsce hodowano około 5 mln owiec, obecnie liczba ta oscyluje wokół 250 tys. zwierząt, głownie ras mięsnych, w których wełna jest traktowana raczej jako dodatek do produkcji baraniny. Głównymi odbiorcami mięsa polskich owiec są Niemcy i Włochy. Szczyt eksportu żywych młodych zwierząt do Włoch przypada na okres poprzedzający Wielkanoc, ponieważ tradycyjnym daniem pojawiającym się na Półwyspie Apenińskim na świątecznym stole jest pieczone jagnię.
Światowa hodowla owiec (według danych z 2013 roku – 1,1 mld zwierząt) skoncentrowana jest w Azji (przede wszystkim w Chinach – 175 mln i Indiach – 50 mln), Australii i Nowej Zelandii (odpowiednio 75 mln i 31 mln) oraz na północy Afryki (Sudan – 53 mln, Nigeria – 39 mln, Etiopia – 25 mln). W Europie liczącym się producentem jest tylko Wielka Brytania (32 mln). W przypadku wielkich farm przemysłowych główny akcent położony jest na pozyskiwanie owczego runa, dlatego dominują tam rasy o obfitej wełnie. Są to przede wszystkim merynosy o bardzo pofałdowanej skórze, dzięki której ilość wełny na jednym zwierzęciu jest większa niż u innych ras. Zwierzęta te po kilkukrotnym strzyżeniu są transportowane do krajów, w których zostaną zabite i zjedzone. Z globalnego rozmieszczenia producentów owiec (Azja, Australia i Nowa Zelandia) i największych konsumentów baraniny (Bliski Wschód i Afryka Południowa) łatwo wywnioskować, że transport żywych zwierząt trwa bardzo długo i odbywa się w warunkach bezpośrednio zagrażających ich życiu, o dobrostanie w trakcie podróży nie wspominając.
Ujmując rzecz wprost: wiele zwierząt dociera do miejsca przeznaczenia martwych, a te, które przeżyją, są ładowane na ciężarówki i zabijane zbiorowo w rzeźniach bądź indywidualnie przez nabywców. Głównymi odbiorcami owiec są kraje muzułmańskie, gdzie konsumpcja wiąże się z przestrzeganiem określonych reguł. Ubój odbywa się z zachowaniem reguł halal zakazujących spożywania krwi, co oznacza, że śmierć zwierzęcia następuje przez poderżnięcie gardła i wykrwawienie.
Owce jako ssaki hodowlane wykorzystywane są także jako dostawcy mleka do produkcji serów. W tym celu używa się wyspecjalizowanych ras mlecznych, w porównaniu jednak z nabiałem pochodzącym od krów produkcja ta w skali globalnej stanowi niewielką niszę. Innym produktem pochodzącym od owiec jest lanolina, pozyskiwana z tłuszczu odkładającego się jako warstwa ochronna na wełnie, dodatkowo zabezpieczająca zwierzęta przed zimnem. Substancja ta z racji swoich właściwości jest szeroko stosowana w pielęgnacji i w celach leczniczych, świetnie bowiem chroni, natłuszcza i wygładza skórę. Jest składnikiem wielu kosmetyków (kremy, maści, balsamy, płyny do kąpieli, mydła i szampony), stosuje się ją w salonach kosmetycznych, ale można ją znaleźć także w preparatach do prania wełny i innych tkanin oraz specyfikach do konserwacji drewna.
W masowej hodowli owiec dochodzi do wielu nieprawidłowości, których ofiarami padają zwierzęta. Do świadomości publicznej dotarły one m. in. dzięki filmom i raportom przygotowanym przez organizację PETA, pokazującym traktowanie owiec przez amerykańskich, argentyńskich i australijskich farmerów. Obok oczywistych, podlegających ściganiu nadużyć polegających na biciu i poważnym ranieniu zwierząt podczas ich strzyżenia odbiorcom uświadomiono, że wiele uznawanych za normalną praktykę zabiegów dokonywanych jest bez jakiegokolwiek znieczulenia. Chodzi m. in. o przekłuwanie uszu i obcinanie ogonów jagniętom, ich kastrację oraz tzw. mulesing, czyli wycinanie silnie pofałdowanych fragmentów skóry wraz z ciałem z okolic odbytu zwierzęcia. Jego celem jest zapobieganie zakażenia muszycą powodowaną przez osiedlenie się i żerowanie larw muchówki w fałdach skóry oraz wełny, na co szczególnie podatne są z racji swoich cech merynosy. Za brutalnym traktowaniem zwierząt przez postrzygaczy – akceptowanym przez hodowców – stoi z kolei system płac oparty na liczbie ostrzyżonych owiec oraz presja czasu. Całe olbrzymie stado musi zostać pozbawione runa jak najszybciej, a w takiej sytuacji nadużycia wobec zwierząt, które nie chcą dobrowolnie poddać się strzyżeniu, są dla właścicieli i pracowników nieistotnym szczegółem. Zdarza się, że aby zmniejszyć opór owiec i dodatkowo je osłabić, na dzień przed strzyżą nie dostają one jedzenia ani wody.
Poważnym problemem jest także zbyt wczesne strzyżenie owiec, które pozbawione gęstej okrywy runa wychładzają się.
Z kolei o warunkach, w jakich odbywa się transport żywych zwierząt na rzeź na Bliski Wschód i do Afryki Północnej można przekonać się przy okazji katastrof statków przewożących zwierzęta. Uświadamiają one, że podczas długotrwałych transportów morskich zwierzęta żyjące głównie na otwartym powietrzu chorują, brodzą w olbrzymiej ilości odchodów i stłoczone na małej powierzchni wzajemnie się tratują. Prawdopodobną przyczyną ostatniej katastrofy u wybrzeży Rumunii było ponadstandardowe przeciążenie statku, na który załadowano kilkanaście tysięcy żywych zwierząt.
Owce służą niektórym ludziom także przerażającej swym okrucieństwem rozrywki – walk. Odbywają się one (nielegalnie) w Algierii i przyciągają publiczność z całej Afryki Północnej. Specjalne szkolenie baranów polega na przykuwaniu rogów zwierzęcia do ściany, aby próbując się wyswobodzić, „zawodnik” jak najbardziej szarpał się i wzmacniał ścięgna. Po zwycięskiej walce właściciel otrzymuje sowitą nagrodę, czasami nawet rzędu 10 tys. dol. Baran, który przegrał, jest zabijany.
Zarówno sama eksploatacja owiec, jak i wszystkie wiążące się z tym procesem zjawiska i nadużycia wobec zwierząt są pochodną dążenia do maksymalizacji zysku leżącego u źródła każdej przemysłowej hodowli. W mechanizmie tym zwierzę jest tylko przedmiotem przeznaczonym do maksymalnego wykorzystania – najpierw jako dostawca wełny, a gdy minie okres jego produktywności – także mięsa. Dlatego dobrostan zwierząt jako kategoria niemająca bezpośredniego przełożenia na zysk hodowcy, a często zysk ten obniżająca, nie jest na liście priorytetów. Jako przykład tego rozumowania może posłużyć wynalazek robota do strzyżenia owiec opracowanego w latach 80. XX w. przez naukowców z Uniwersytetu Zachodniej Australii. Owce strzyżone przy jego użyciu są o wiele spokojniejsze niż podczas strzyżenia ręcznego i zdecydowanie rzadziej ulegają jakimkolwiek skaleczeniom. Robot nie wszedł jednak do powszechnego użytku, bo działa wolniej niż wyszkolony postrzygacz. W konfrontacji zysku z ograniczeniem cierpienia zwierząt wybór przedsiębiorcy jest oczywisty.
Argumentem hodowców, który ma uzasadniać eksploatację owiec, jest konieczność ich strzyżenia, bowiem bez ludzkiej ingerencji zwierzęta przegrzałyby się i zmarły. Warto jednak pamiętać, że lekarzem jest w tym przypadku ktoś, kto spowodował chorobę, bowiem konieczność strzyżenia owiec jest skutkiem uzyskania przez człowieka ras ukierunkowanych na produkcję wełny. Dziko żyjące rasy owiec doskonale radzą sobie z właściwą termoregulacją, same zrzucają zimowe futro na wiosnę i nie potrzebują do tego pomocy profesjonalnych postrzygaczy.
Jeżeli jednak nie uwierzyliśmy, że życie owiec, z których wełny najprawdopodobniej zrobiono nasz sweter, wygląda tak jak na farmie, na której mieszka baranek Shaun, to może zamiast kupować kolejną sztukę odzieży z merynosa zdecydować się na ubranie z innego, roślinnego lub syntetycznego włókna? Decydując się jednak na zakup ubrania z wełny, warto rozważyć produkt z drugiej ręki, np. używany sweter w dobrym stanie. Dla zaawansowanych jest możliwość sprucia starego swetra i wykorzystania włóczki do wydziergania nowego.
Warto także poświęcić nieco uwagi lekturze etykiet kupowanych kosmetyków, sprawdzając, czy w ich składzie nie znajduje się przypadkiem lanolina. O to samo możemy pytać osoby wykonujące nam zabieg w salonie kosmetycznym.
Nie zapominajmy też o podpisywaniu petycji w sprawie przyzwoitego traktowania owiec w czasie ich życia i podczas drogi na rzeź. Nie zamykajmy oczu na rzeczywistość oraz los, jaki zgotowaliśmy tym niezwykłym zwierzętom i bądźmy uczciwi – nie udawajmy, że wełna to taki miły, ciepły i zupełnie niewinny materiał.
- Tekst: Joanna Sakowicz
- Tekst ukazał się w numerze 3/2020 Magazynu VEGE